piątek, 29 lipca 2016

Maybe I love You? Rozdział 35.

W życiu było mało chwil podczas których naprawdę straciłam głos,albo moje myślenie kompletnie się wyłączyło i nie miałam zielonego pojęcia co mogłabym powiedzieć.Zwykle waliłam jakieś pozbawione sensu zdania albo słowa,które jeszcze bardziej komplikowały sytuację i wpędzały mnie w jeszcze większe kłopoty.
Ale je mówiłam.Zawsze coś mówiłam.Cokolwiek.
A teraz nie mogłam.
Ot tak.To tak jakby Bóg się rozmyślił i nagle postanowił zrobić ze mnie niemowę.Albo jakby ogryzek z jabłka utknął w moim gardle.
I nie mogłam wypowiedzieć ani słowa.
Ani małego słowa.
Mogłam za to patrzeć.
Patrzeć na spokojną twarz mojej zmarłej,lub jak się teraz okazuje-nie do końca zmarłej matki.
Była taka jaką ją zapamiętałam.Miała lekko zniszczoną ,bardzo bladą cerę z licznymi piegami na nosie i policzkach,kształtne usta,których niestety po niej nie odziedziczyłam.
I oczy.
Czarne oczy.
Ja miałam inne.Moje były jak ocean karmelu lub mlecznej czekolady,a jej przypominały czarne tunele.
I były piękne.
Mama była ładna,ale tata ją zniszczył.I nie mówię tylko o psychice.Fizycznie też wydawała się zniszczona.
Jednak wciąż dla mnie idealna.
A tak chciałam ją nienawidzić.
Chyba tak po prostu jest z niektórymi ludźmi.Starasz się ich nienawidzić,usunąć z pamięci.Starasz się udawać,że nigdy nie istnieli,że nic dla ciebie nie znaczyli.Ale prawda jest zupełnie inna.
Prawdą jest to,że najbardziej chcesz zapomnieć ludzi,którzy znaczyli dla ciebie więcej niż ty sam.
Nie byłam nawet na jej pogrzebie.
Chciałam zapytać czy ma mi to za złe,ale chyba byłam zbyt wielkim tchórzem.
Albo naprawdę straciłam głos.
Albo jedno i drugie.
-Miło cię znowu zobaczyć.-Powiedziała zachrypniętym głosem.Jej głos też lubiłam.Ale był tak odległy, jakbym słuchała go przez grubą szybę.I nie mogłam dokładnie przypomnieć sobie jego brzmienia.-Zmieniłaś się.
-A ty nie.-Moja natura przezwyciężyła zdumienie i przerażenie.Przebiła się przez grube mury mojej wrażliwości i czułości.A z resztą,nie oszukujmy się,te mury nie były aż tak grube.
Nie byłam ani wrażliwa ani za specjalnie czuła.
Byłam za to bardzo zdezorientowana.
Bo ona do cholery naprawdę tu była.
Moja ZMARŁA matka.
-Chyba nie jesteś zbyt szczęśliwa Nathalie.
Odwróciłam od niej wzrok i skupiłam go na jej grobie.Jej ciało leżało parę stóp pod nami w trumnie,którą kupiła moja siostra.I nawet nie wiem skąd wzięła na nią pieniądze.
I na grób też.
Cholera,dopiero teraz zdałam sobie sprawę jaką ignorantką jestem.
-Nie.
-Dlaczego jesteś nieszczęśliwa?
Dlaczego?
Chyba sama nie znałam odpowiedzi na to pytanie.
Nie znałam jednej odpowiedzi,za to znałam ich mnóstwo.
Jestem nieszczęśliwa bo jestem uzależniona od alkoholu i papierosów.
Jestem nieszczęśliwa bo nie mam rodziców.Nigdy ich tak naprawdę nie miałam.Nawet wtedy kiedy żyli.
Jestem nieszczęśliwa bo moja siostra mnie zostawiła.
Jestem nieszczęśliwa bo jej potrzebuję.
Jestem nieszczęśliwa,bo ją okłamuję.
Jestem nieszczęśliwa,bo ją zdradziłam.
Jestem nieszczęśliwa bo kocham Zayna.
Jestem nieszczęśliwa bo ta miłość sprawia,że jestem nieszczęśliwa.
Jestem nieszczęśliwa bo nie umiem pożegnać najważniejszych osób w moim życiu.
Jestem nieszczęśliwa,bo ciągle ranie moich bliskich.
Jestem nieszczęśliwa bo nie radzę sobie sama ze sobą
Jestem nieszczęśliwa,bo jestem sama.
I zawsze będę.
Jestem nieszczęśliwa,bo jestem nieszczęśliwa,a chciałabym choć raz zaznać prawdziwego,czystego szczęścia.
-Nie wiem.-Mówię,zagrzebując moje myśli głęboko pod dywan.
Bo to jest to,co zawsze robię.
-Powiedz mi proszę.-Objęła mnie ramieniem a ja się wzdrygnęłam,bo to było realne.-Obiecuję nikomu nie wygadać.Chociaż w sumie to byłoby trudne nie sądzisz? Zmarli nie obgadują.
Ten nieśmieszny żart sprawił,że zaśmiałyśmy się cicho.
A mój śmiech w kilka sekund zamienił się w żałosny szloch.
-Nie chcę tak żyć mamo.-Pokręciłam mocno głową,zaciskając powieki.A łzy nie przestały płynąć po moich rumianych policzkach.Mamo.To słowo smakowało w moich ustach tak dziwnie.Cholernie.To pewnie dlatego,że tak rzadko go używałam.-Jestem kompletnie sama.W czarnej dziurze.Wszystkim byłoby lepiej beze mnie.Lil byłoby beze mnie lepiej.
Przytuliła mnie do siebie,ale nie odczuwałam ciepła jej ciała.
-Nie gadaj głupot Nathalie.-Wyszeptała do mojego ucha,ale jej oddech nie odbił się od mojej skóry.Nie poczułam nic.Jakby była duchem.Była niczym.Ja byłam niczym w porównaniu do całego wszechświata.-Zagubiłaś się,każdemu się zdarza.
-Mi zdarza się to całe życie.-Pociągnęłam cicho nosem.Byłam żałosna,zachowywałam się żałośnie,ale przez całe życie miałam w sobie taką pustkę,która w rzeczywistości pustką nie była.Musiałam opróżnić moją pustkę.Musiałam ją z siebie wyrzucić.Teraz byłam pusta naprawdę.
-Może masz rację.-Stwierdziła po dłuższej chwili na co zerknęłam na nią przelotnie.-Ale mimo tego jak bardzo ją niszczysz ona wciąż cię kocha.Jeszcze nie zrozumiałaś Nathalie? Jesteś dla niej najważniejsza.-Powiedziała.-Niezależnie od tego co zrobisz,jak bardzo ją skrzywdzisz,jak bardzo się upijesz- ona zawsze będzie do ciebie wracać i cię kochać.I choćbyś na nią napluła ona wciąż będzie twoją rodziną,twoją krwią,twoją siostrą.I twoją nadzieją na lepsze życie.Zawsze.
Przełknęłam gorzką ślinę i przyłożyłam palec do strupka na ustach.
-A co z Zaynem?-Mój głos był jakby obcy,brzmiał dziwacznie i nienaturalnie drżał.To było smutne.Bo przewidziałam to,że kiedy zacznę użalać się nad sobą,nie przestanę.Nie będę mogła.Bo kiedy po policzku spłynie jedna łza-jedno złe wspomnienie,zaraz po niej przyjdą kolejne.Bo złych wspomnień miałam w nadmiarze.-Chyba go kocham.
-Oczywiście,że go kochasz.-Odparowała bez chwili zastanowienia.I brzmiała tak pewnie,że aż się zdziwiłam.Ostrze w moim sercu zaczęło pomału z niego wychodzić.To pewnie dlatego czułam tak dotkliwy ból w tym miejscu.I to także było smutne,zważywszy na to ,że stosunkowo niedawno odkryłam że naprawdę mam ten narząd.-Ale ta miłość nie jest dobra.Ta miłość należy do tych złych.Taką samą darzyłam twojego ojca.
Wzdrygnęłam się na wzmiankę o nim.Nie widziałam go od czasu,kiedy kazałam mu się wynosić z mojego życia.Posłuchał z czego byłam zadowolona.Nie potrzebowałam go.Miałam Lil.
Kiedyś.
Pytanie czy nadal ją mam.
-Więc co mam z nią zrobić?
-Dlaczego pytasz o to mnie?-Odwróciła twarz w moim kierunku.-Ja nie wiem co czujesz.
-Kocham go.Ale nie wiem co mam z tym zrobić.-Podrapałam się mocno po policzku.-Powinnam o nim zapomnieć.Powinnam wyrzucić go z mojego życia.
-Nie da się zapomnieć o kimś do kogo należy twoje serce Nathalie.-Skarciła mnie.-Im bardziej będziesz się starać,tym marniejsze skutki odniesiesz.
-Więc co? On powie Lil o wszystkim prędzej czy później to zrobi.Wiem to.
-Nie zrobi tego.-Spojrzałam na nią jawnie zdziwiona.-Ty to zrobisz.
-Niby czemu miałabym to zrobić? Kłamałam przez całe życie tak dużo razy,że ten jeden nie zrobi mi większej różnicy.-Stwierdziłam nonszalancko,wzruszając ramionami.-I tak pójdę do piekła.
-W takim razie poczekam tam na ciebie.-Kiwnęła głową uśmiechając się pod nosem.Na jej stwierdzenie ciarki przeszły mnie wzdłuż kręgosłupa.-Pamiętaj jednak,że niezależnie od tego co zrobisz ona będzie cię kochać.Sama sprawiasz,że twoje życie jest skomplikowane.
-To tyle mamusiu? Żadnej rady na przyszłość,pouczającego monologu,czegokolwiek?
-Nie wiem czemu,ale wydaje mi się że nie potrzebujesz rad człowieka takiego jak ja.-Chciałam jej powiedzieć,że wbrew pozorom nie jesteśmy tak bardzo różne.Że ja też jestem kłamcą i egoistką i też mam problemy z alkoholem.Jednak nie zdołałam wypowiedzieć głośno moich myśli,gdyż sama doszłam do tego parę chwil temu.-A teraz czas się obudzić.
Spojrzałam na nią lekko zdziwiona nieoczekiwanym zwrotem wydarzeń.
-Co?
-Obudź się  Nathalie.-Złapała mnie gwałtownie za ramiona a ja nabrałam głębokiego oddechu do płuc całkowicie zdezorientowana.-Obudź się.Green.Green!
-GREEN!-Moje oczy otworzyły się tak szeroko,a usta próbowały złapać potrzebny tlen i dostarczyć go płucom.Przeniosłam zagubiony wzrok na sylwetkę Casiana.Przez kilka chwil nie wiedziałam co się dzieje.Rozglądałam się po pokoju.Nie po cmentarzu w którym byłam jeszcze przed chwilą.A w głowie miałam jedną myśl,która nie mogła do mnie dotrzeć.
To nie było prawdziwe.To nie było prawdziwe.ONA nie była prawdziwa.
Nie potrafiłam określić co czułam.Nie byłam rozczarowana,nie byłam też szczęśliwa.Podświadomie,gdzieś tam bardzo bardzo głęboko w zakamarkach umysłu schowała się tęsknota za matczynią miłością.Niezależnie od tego jak bardzo patologiczna była moja rodzina-była nią.I koniec kropka.
-Słodki Jezu.-Wychrypiałam w końcu.Moje gardło było wysuszone i domagało się wody a tył głowy bolał mnie niemiłosiernie,ból był okropny-niemal nie do zniesienia.Skrzywiłam się mocno wracając do rzeczywistości.Ból całkowicie sprowadził mnie na ziemię i wyrywał z osłupienia.Kac całkowicie sprowadził mnie na ziemię.Tak samo jak twarz mocno zirytowanego diabła stojącego nade mną.
-Przestać zachowywać się jak niedorozwinięta i ruszaj dupę bo zaraz osobiście zaniosę cię do łazienki.
Zmarszczyłam mocno czoło przesuwając szorstkimi dłońmi po policzkach.Byłam okropnie zmęczona,a przecież przed chwilą się obudziłam.
-Co?
-Ach,czyli ty nie udajesz.Naprawdę jesteś głupia.-Palną wpatrując się w sufit.-Wstawaj,nie mamy czasu.
-O co ci chodzi Cass?-Nie wiedziałam skąd się tu wziął,zapomniałam co działo się dzisiejszej..albo wczorajszej nocy.Dopiero później uzmysłowiłam sobie,że leżę na bardzo niewygodnej kanapie w moim salonie a noc była stosunkowo niedawno bo zaledwie parę godzin temu.Nie mogłam sobie jednak dokładnie przypomnieć co czarnowłosy tu robi.Pamiętam jedynie whisky,fajki,wshisky i...telefon! Telefon do Cass'a po pijaku. Tak!
Tylko..co on tu dalej robił? Myślałam że wyszedł jak zalana w trupa zemdlałam na kanapie.
Ja bym tak zrobiła.
I on z pewnością też tak zrobił.
Ale wrócił.
Po co?
Jego głośne mlaśnięcie wyrwało mnie z otępienia.Zerknęłam na niego szybko.
-Powiedz mi Green,jesteś głucha?
Pokręciłam głową.
-To może naćpana?
Ponowiłam czynnością, nie wiedząc do czego zmierza.
-A może jesteś niespełna rozumu i tracisz kontakt z rzeczywistością?
Po raz kolejny: nie.
-Więc jeśli jesteś zdrowa umysłowo i trzeźwa, czemu nie rozumiesz co do ciebie mówię?-Złapał mnie za ramiona i niezbyt delikatnie postawił do pionu.Zachwiałam się lekko.-Won do łazienki,załóż jakąś kieckę zakryj białą twarz tapetą i spieprzamy stąd.Nie dziwię się czemu Zayn uciekł,też bym długo z tobą nie wytrzymał.Potrafisz doprowadzić do szału nawet tak opanowanego człowieka jak ja...
-Ale gdzie ty chcesz iść?-Przerwałam mu,a on posłał mi zdegustowane spojrzenie.
-Jak to gdzie? Na imprezę,nie widzisz jak jestem ubrany? Koszula idealna do zarzygania!-Wskazał kciukiem na swoje ubranie a ja przyjrzałam mu się dokładniej.Co dziwne był ubrany wyjątkowo elegancko,miał na sobie białą koszulę ,luźno związany czarny krawat i spodnie od garnituru.I wyglądał niepoprawnie dobrze.I zdecydowanie nie wyglądał jakby szedł na imprezę.-Dobrze,powiem ci bo widzę że jesteś dzisiaj wyjątkowo rozleziona.Jak zapewne wiesz wielkimi krokami zbliża się zakończenie roku szkolnego.I dziwnym trafem-dla przypomnienia-jest ono właśnie dzisiaj.W ten piękny,słoneczny skacowany poranek.Ja-jako twój świeżo upieczony.nowy najlepszy przyjaciel,postanowiłem,że przyjdę po ciebie i pomogę ci z wyborem sukienki,ewentualnie potrzebnych dodatków.Normalna dziewczyna latałaby  z rajstopami na głowie od piątej nad ranem,ale ty jak zdążyłem zauważyć- do normalnych nie należysz.Zamiast się szykować, spałaś jak kamień,nie mogłem cię dobudzić.A teraz,kiedy wreszcie mi się to udało ty nie masz pojęcia, że żyjesz.-Nabrał powietrza do płuc,bo tlen skończył mu się przez nagły słowotok,a ja spojrzałam na niego szczerze zadziwiona.
Naprawdę zapomniałam,że jest koniec roku szkolnego?
Kto normalny jest do tego zdolny?
Nie jesteś normalna.
-Green spieprzaj do łazienki sie ogarnąć,bo ktoś musi odebrał twoje świadectwo ukończenia klasy.Swoją drogą.Jakim cudem w ogóle zdałaś?
Nie słuchałam go,pobiegłam szybko do pokoju nie patrząc nawet ile czasu mi zostało.I tak byłam pewna,że się spóźnimy.
Cudownie lodowata woda, zdawała się działać kojąco na mój wykończony organizm.Po prysznicu czułam się jak nowo narodzona.Świeża i zdolna do logicznego myślenia wycierałam mokre ciało ręcznikiem wpatrując się w lustro.Miałam odrosty na włosach,ale nie miałam pojęcia kiedy będę miała ochotę pójść do fryzjera.Ale to nie włosy były moim głównym problemem,a całokształt.Szczególnie sińce pod oczami i chorobliwie biała twarz.Dotknęłam dłońmi  ramion i aż podskoczyłam widząc na biodrze ślad dłoni.
Jego dłoni.
Niepewnie biorąc drżący oddech do ust-przyłożyłam do niej swoją dłoń,tak delikatnie jakbym bała się że parzy.Kreśliłam małe kółka w tym miejscu,delikatnie mimo,że ślad ukośnik znamię,ukośnik jakieś inne gówno jak to-nie bolało.Nie wiedziałam jak wielka jest jego dłoń, puki nie zobaczyłam jej odcisku na wystającej kości mojego biodra.Szybko zabrałam rękę.Wypuściłam nadmiar powietrza z ust wciągając na siebie bieliznę, a potem czarną sukienkę.Zapowiadał się długi dzień.

Wygładziłam materiał sukienki na kolanie i wypuściłam z ust nadmiar powietrza.
-Wyglądasz wyjątkowo nieźle,jak na osobę która czuję się jak gówno.
-Skąd wiesz jak się czuje?
-Bo wyglądasz jak gówno.
Prychnęłam pogardliwie,przeczesując grzywkę palcami.
-Dzięki,tak w ogóle.
Wydawał się zdezorientowany.Poluźnił krawat na szyi jeszcze bardziej.
-Za co?
-Za wszystko.-Wzruszyłam ramionami.-Gdyby nie ty,nie poszłabym na zakończenie roku.
Zacisnął palce na kierownicy,uśmiechając się w ten typowo  Malikowy sposób.Wyglądał wtedy zupełnie jak Zayn.Odwróciłam szybko wzrok od jego twarzy.Nie mogłam uwierzyć,że są tak podobni,a zarazem tak różni.
-Nie ma sprawy.Mówiłem ci,że ktoś musi zastąpić mojego braciszka pod jego nieobecność.
Wywróciłam oczami.
-On miałby gdzieś to czy na nie pójdę.
Nieoczekiwanie poczułam ciepło jego dłoni na mojej-chłodnej i szorstkiej.W przeciwieństwie do swojego brata miał ręce ciepłe i gładkie,a jestem pewna że o nie nie dbał.Pogładziłam kciukiem jego kostki.Też chciałabym mieć takie gładkie dłonie.
-Nie jestem taki jak on.Już ci mówiłem.-Wyznał sucho w skupieniu patrząc na drogę.Poprawiłam się na fotelu.
-Myślisz,że mogłabym cię pokochać?-Nim zdążyłam ugryźć się w język ,wypowiedziałam na głos swoje myśli.Nie miałam pojęcia czemu to zrobiłam/Może tęskniłam za miłością? Może miłość tęskniła za mną? Spojrzał na mnie lekko zaskoczony.
I kiedy myślałam,że nie odezwie się do końca drogi- on wyznał cicho.
-Ja mógłbym cię pokochać.
I poczułam ciepło w dole żołądka,ale całkiem inne niż przy Zaynie.
Casian był inny.Przy nim czułam podekscytowanie i radość.I coś czego nie mogłam zidentyfikować.Bo był-sarkastyczny,zabawny i wyjątkowo miły...czasami mu się zdarzało.
Zayn był nieobliczalny-nigdy nie wiedziałam czego mogłam się po nim spodziewać.Przy nim czułam niebezpieczeństwo.Był owiany tajemnicą.I nigdy nie był miły.Potrzebowałam jego miłości,jego bliskości jak oddechu.Ciągle o nim myślałam i rozpaczliwie próbowałam sprawić by mnie pokochał,nawet jeżeli nie chciałam tego przyznać przed samą sobą.A on to wykorzystywał.Pomyślałam sobie,że może czas przestać myśleć tylko o nim.
Może zasługuję na kogoś kto pokochałby mnie równie mocno co ja jego.Może potrzebowałam miłości,która by mnie nie zabijała,a budowała?
Spojrzałam na Casiana zastanawiając się,czy on mógłby mi to dać.Był bratem Zayna-jego lepszą,trochę łagodniejszą wersją.Ale czy bezpieczniejszą? Widziałam jak jego szczęka zaciska się,jeszcze bardziej uwydatniając kości policzkowe.
To że był lepszy,nie oznaczało że był dobry.


~ZAYN~
Szedł spokojnym krokiem w jednej ręce trzymając papierosa,którego co chwilę unosił do poranionych zębami ust-drugą ściskał rączkę srebrnej walizki.Próbował być opanowany,albo przynajmniej starać się za takiego uchodzić-zawsze tak robił gdy był wściekły albo odczuwał niepokój.Przybierał na twarz maskę zimnej obojętności i do tej pory wychodziło mu to znakomicie.Nie mógł jednak opanować drżących dłoni,które zdradzały jak bardzo był zdenerwowany.Zgniótł niedopałek papierosa i wszedł do ciemnego,opuszczonego budynku rozglądając się po wnętrzu.Skrzywił się nieznacznie wyczuwając zapach wilgoci i pleśni.Odwykł od prostego życia w Bradford,od kiedy zamieszkał w Londynie zrobił się wygodnicki.Ze zwykłego chłopaka stał się mężczyzną chodzącym w markowych ubraniach i pachnącym drogimi perfumami,na które sam zapracował-nie zawsze legalnie;mimo wszystko tęsknił za Bradford.Nie był tu,od kiedy parę lat temu wyprowadził się do Londynu goniąc za lepszym życiem i pracą.Chciał zarabiać na siebie i wspomóc matkę i siostry.Casian nie był dużo młodszy od niego-mimo to też czuł się za niego odpowiedzialny.Ale tego nie okazywał i nigdy by się do tego nie przyznał,bo właśnie taki był i taki chciał być.Obojętny na ludzką krzywdę.Pracował różnie;w warsztacie u ojca znajomego,tworzył projekty dla studia tatuaży w centrum i trochę dilował,ale rzadziej od kiedy wyjechał.W Londynie było łatwiej wmieszać się w czarne interesy.Więcej glin,za to też więcej ludzi-mniejsza szansa na rozpoznanie przez nieznajomą osobę.Wysyłał pieniądze najstarszej siostrze;Donya na początku je odsyłała,ale później sytuacja musiała całkowicie ich przerosnąć bo schowały dumę do kieszeni i przyjmowały pieniądze,które im darował.Był pewien,że ojciec wszystko co zarobił przepijał,albo przegrywał w kasynie.Zawsze tak robił.Później wplątał się w jakieś szemrane interesy z mafią,która go wrobiła-trak trafił za kratki.Do czasu.Stęsknił się również za znajomymi,których miał tu wielu i których również zostawił.Spojrzał na walizkę lekko unosząc ją do góry,jakby chciał zważyć jej ciężar.Za kontaktami też tęsknił.Znajomości były jego mocną stroną,gdyby nie to,nie miałby tego czego chciał.Kumple zawsze mu pomagali-byli wobec niego lojalni i wierni,nigdy go nie zawiedli.Ale on nadal im nie ufał.Nie umiał ot tak obdarzyć kogoś tak wielkim uczuciem jak zaufanie.To było dla niego prawie,że nierealne.Był zbyt czujny,zbyt ostrożny.Nie lubił się przywiązywać.Pewnie dlatego o tym,że tu jest,wie tylko Liam.Tylko albo aż-pomyślał wchodząc do budynku bardziej.Stawiał pewne kroki po zakurzonym betonie,mimo że odczuwał nagły niepokój.Było bardzo cicho.Za cicho.Wypuścił cicho powietrze z ust w geście ulgi,kiedy go zobaczył.Siedział tam,wyluzowany,z papierosem w dłoni i wpatrywał się pustym wzrokiem w ścianę,z której odleciał prawie cały tynk.Dwudziestodwuletni mężczyzna  podszedł do stołu,który stał na środku pomieszczenia  i położył na nim srebrną walizkę,agresywnym ruchem przesuwając ją w stronę przyszłego właściciela.
-Zgodnie z umową.-Burknął nieprzyjaźnie wyciągając papierosa z paczki.Nikotyna uśmierzała jego ból i zdenerwowanie.Z papierosem w ręku czuł się lepiej.
Mężczyzna uniósł swoje ciemne oczy-takie same jak miał Zayn-i zeskanował jego sylwetkę przenikliwym spojrzeniem.Casian i Doniya również mieli urodę po ojcu.Te same ciemne oczy-ta sama ciemna karnacja i czarne włosy.Jedynie najmłodsza Safaa posiadała delikatną urodę matki.Wzdrygnął się na myśl o swojej rodzinie.Dawno nie widział-ani rodzicielki ani sióstr.Nie mógł na nie patrzeć,po tym jak wyjechał i zostawił ich na pastwę ojca pijaka i hazardzisty.Gardził sobą,za to co im zrobił,ale matka sama dokonała wyboru.Pamiętał,jak postawił jej ultimatum,albo on albo jej mąż-łajdak.Sama była sobie winna.Przynajmniej tak ciągle sobie powtarzał starając się zagłuszyć wyrzuty sumienia,które podpowiadało mu że to przecież nie jego rodzeństwo zawiniło.To zawsze była wina rodziców.
-Dziękuję synu.
-Nie robię tego dla ciebie.-Odpowiedział od razu.Nienawidził go z całego serca.Był jedyną osobą,którą darzył czystą niczym nie zmąconą nienawiścią,jedyną,która przerażała go bardziej niż on sam siebie.Przypomniał sobie,jak obrywał pasem po plecach i rękach za nieposłuszeństwo ;nie miał łatwego dzieciństwa,ale teraz wszystko się zmieniło.On dorósł i był silniejszy.Mógł go zabić gołymi rękami gdyby tylko chciał.Jeden ruch.To mogłoby być takie proste.Potrząsnął głową odpędzając mroczne myśli.
-Wiem.-Mężczyzna pokiwał  głową, wciąż wpatrując się w swojego pierworodnego.
-Wykonałem swoją część umowy.Jeżeli ty tego nie zrobisz,nie będę grzeczny-Pochylił się nad nim.Miał dość bawienia się w miłego chłopczyka na posyłki,ale wiedział że to było dla jego rodziny,która znaczyła dla niego więcej niż by sobie tego życzył.-Spróbuj zbliżyć się do którejkolwiek z nich-znajdę cię i zabiję.
Ojciec machnął na niego ręką przybierając rozbawiony wyraz twarzy.
-Co zrobisz? Zabijesz mnie? -Zaśmiał się,a Zayn popatrzył na niego ze wściekłością wypisaną na twarzy.Gdzieś głęboko w sobie odczuwał strach,że jednak Yaser go oszukał.-Zgnijesz w więzieniu tak jak ja.
-Nawet gdybym miał tam spędzić resztę swojego pieprzonego życia.Ty, z kulką w głowie będziesz moją największą nagrodą.-Wypluł wściekle zaciągając się szlugiem tak mocno,że poczuł jak filter parzy jego wargi.Yaser przyjrzał się mu dokładnie.
-Nie będziesz musiał tego robić synu.-Drażniło go to,że każde zdanie musiał kończyć tym słowem.Był niemalże pewny,że robi to specjalnie, by go wkurzyć.Zacisnął mocno pięści,tak że zbielały mu kostki.Udało mu się.-Nie będę was  niszczył.-Wstał z połamanego krzesła,które wydało nieprzyjemne skrzypienie gdy je odsunął.Zayn śledził każdy jego ruch,patrzył jak podnosi z biurka srebrną walizkę,którą to on niedawno trzymał w ręce i jak stawia kroki w kierunku wyjścia z budynku.Słyszał jak jego ciężkie buty odbijały się o posadzkę,widział jak jego szerokie barki poruszały się przy każdym ruchu.Nikt nie lubił pożegnań,ale dla niego to pożegnanie było czymś cudownym,wyzwalającym.Poczuł się dobrze.Zbyt dobrze,żeby pozwolić by ojciec zapamiętał jedynie cisze, kiedy odchodził.Nie miał zamiaru tak po prostu milczeć i patrzeć jak idzie zadowolony z tego,że znowu jest krok przed nim.
Nigdy więcej,ojcze.
-Ty już nas zniszczyłeś.-Stwierdził oschle.Z satysfakcją zauważył,że ten przystanął i spiął się na jego słowa.Podszedł do niego i położył mu dłoń na ramieniu chociaż tak bardzo nie chciał go dotykać.Uśmiechnął się i powiedział.-Życzę koszmarnego życia.Mam nadzieję,że zgnijesz w piekle,ojcze.
A potem odszedł,a zimny wiatr buchnął w jego twarz.Nabrał głęboko powietrza do płuc.
Nareszcie czuł się wolny.

******
Ba dum tsss. OKEJ! Chcieliście Zayn-macie go.Teraz będzie się pojawiał zdecydowanie częściej :)
Chyba że mi się odwidzi i po prostu go zabiję,jak mnie wkurzy :) To narka!
Nobody.


4 komentarze:

  1. Nie no genialnie ;)i wkońcu pojawił sie nasz Zayn :)) czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy pomysł, żeby pokochała Casiana, w końcu Nathalie przestałaby tak cierpieć ale chyba jednak Zayn na zawsze pozostanie w jej sercu. Sama nie wiem z kim powinna być, obydwoje są interesującymi postaciami :) Czekam na nowy <3

    OdpowiedzUsuń
  3. W końcu Zayn 💞 Rozdział jak zwykle genialny! Pisz szybko nowy ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdział! Nareszcie Zayn. Czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń