sobota, 10 stycznia 2015

Maybe I love You? Rozdział 16.


-O mój Boże.-Skrzeczę,łapiąc się za głowę.Co za potworny ból.Nigdy,nigdy więcej picia.
Znaczy,w tym miesiącu.
Albo tygodniu.
Nieważne. 
-Nathalie zlituj się,do cholery jest sobota.-Podskakuję wystraszona,słysząc znajomy głos.Zayn leży obok mnie,ze zmarszczonym nosem i naburmuszoną miną.Mierzę go wzrokiem i dziękuję Bogu.Tak.Ma na sobie ubrania.Nie.Nie będzie zawału.
-Idę się czegoś napić.-Mruczę ochryple,na razie nie zawracając sobie głowy,czemu do cholery spaliśmy razem.Znaczy spaliśmy,a nie spaliśmy spaliśmy No nie?
Jeżeli wiecie co mam na myśli.
Wsta czując nieprzyjemny chłód na całym ciele.Głośno piszczę z powrotem wgrzebując się pod ciepłą kołdrę.Zakrywam się cała,wystawiając odrobinę głowę.To niemożliwe,to tak naprawdę niemożliwe.
-Zayn.-Mruczę szturchając jego ramie.Mam gdzieś,że jest sobota,ma nie spać i powiedzieć mi czemu do cholery nie mam ubrań! Pewnie sam mi je zdjął skurwy..-Zayn!
-Kiedyś cię zamorduje,kobieto.-Bełkocze,otwierając lewe oko.-Czego?
-To ja się pytam czego…-Syczę.-nie mam ubrań?
-Naprawdę,zamierzasz pytać mnie o takie bzdety o szóstej rano?
-Bzdety? Jestem w samej bieliźnie idioto!-Oburzam się.-O ile sobie przypominam,wczoraj miałam ubrania.
-Błagam.-Prycha zamykając oczy.Długie  rzęsy,niemal dotyka jego bladych policzków.Jest tak piękny nawet po przebudzeniu,za to ja pewnie wyglądam potwornie.-Nie mów,że cokolwiek z wczoraj pamiętasz.
-Zamknij się! –Krzyczę,czerwona jak pomidor,ze złości.Mam ochotę go uderzyć.Bardzo mocno,w lewy..nie,w prawy policzek.Chociaż,może lewy nie byłby takim złym pomysłem?-Masz szczęście,że chce mi się pić.Później się z tobą policzę.-Oznajmiam wstając z łóżka.Zgarniam białą,miękką kołdrę i owijam nią ciało,przez co spotykam się z protestem Zayna.
A masz idioto.                                                                                
-Radze ci się uciszyć,bo nie ręcze za siebie.-Ostrzegam i zmierzam pingwinim krokiem,w stronę drzwi.Tak,pingwinim.


-Mam dla was doskonałą wiadomość skarby!-Mam ochotę warknąć na Lil z najgroźniejszą miną jaką umiałabym zrobić,żeby się zamknęła,bo głowa tak strasznie mnie boli,że obawiam się,że za chwilę eksploduje,ale nie robię tego.Głównym  powodem jest to,że nie może,pod żadnym pozorem dowiedzieć się o mojej imprezie.I o tym,że byłam pijana.I,że spałam z jej chłopakiem.I o tym,że dzisiaj prawie go pobiłam.I Kiku innych,naprawdę nieistotnych szczegółach.-Mam dzisiaj wolne.
-Mam klaskać?-Mruczę upijając łyk soku.
-To świetnie skarbie-Zayn ignorując moją niemiłą wypowiedź,omija mnie i wysepkę kuchenną,znajdującą się na środku kuchni.Podchodzi do Lil i kładzie dużą dłoń na jej drobnym biodrze.Mam nadzieje,że moja mina nie wyrażała tego,jak w tamtej chwili się czułam.
Nie pierdol.
-Ta..spędźcie razem czas.Ja spadam.-Rozciągam się niczym leniwy kot i kieruję swoje kroki do drzwi.
-Zaraz.-Wypuszczam wiązankę przekleństw pod nosem,prostując się niczym struna.Odwracam się do blondynki z obojętnością wypisaną na twarzy.
-Mmh?
-Myślałam.-Odchrząkuje.-Że spędzisz ten czas z nami.Tak rzadko coś razem robimy.-krzywię się.Ta cała rodzinna farsa,wcale do mnie nie przemawiała.I już układałam sobie w głowie,jakąś idealną wymówkę,ale wtedy spojrzałam w jej niebieskie tęczówki pełne nadziei.Czemu tak bardzo jej na tym zależało,na Boga! Niech weźmie Zayna w objęcia-albo on ją-Niech pójdą do sypialni,uprawiają dziki seks,lub po prostu pogadają, oglądając film.Niech się całują,czy cokolwiek innego,ale do cholery niech dadzą mi spokój!Wtedy stanęła mi przed oczami para brązowych tęczówek.I pełne usta,które tak zacięcie będą całować usta mojej siostry.Nie mogę.
Wybrnij,wybrnij idiotko!
-Umówiłam się z kimś.Może innym razem.-Uśmiecham się lekko odwracając w stronę drzwi.
-Nathalie do cholery!-Wzdrygam się,jakby mnie spoliczkowała.Boże..kłótnia? Ten dzień to chyba jeden z moich najlepszych.Kurewsko.-Pogadajmy.Czemu taka jesteś?
-Może ja nie chce cholernej rozmowy?-Odwracam się do niej,mierząc jej szczupła sylwetkę pustym spojrzeniem ciemnych oczu.Czu wzrok Zayna na sobie,jednak niezbyt zwracam na niego uwagę.-Może lubię posiedzieć sama? Może idę na jebany cmentarz do matki,której nikt inny nie odwiedza! –Jej twarz bladnie.Stoimy w ciszy.Czuję lekkie wyrzuty sumienia,że tak się uniosłam,a ona tylko chciała ze mną pobyć.Kiedyś przecież tak bardzo lubiłyśmy swoje towarzystwo.
-Chcesz iść na cmentarz?-Pyta pewnym głosem po kilku chwilach milczenia.
-Taa.-Przewracam oczami.
-Świetnie.-Ciągnie Zayna w moją stronę,zabierając nasze kurtki z wieszaków.Oboje jesteśmy zdezorientowani jej poczynaniami.-Więc chodźmy na cmentarz.


-Posprzątałaś tu.-Stwierdza cicho blondynka,odpalając zapalniczkę i przykładając ją do znicza.
-Zgadłaś.-Bąkam cicho,zła.Chciałam być sama,pogadać z matką,a tu cholera,jak zwykle ktoś musiał się przypałętać.
-Nie bądź taka Nathalie.-Blondynka siada obok mnie,łapiąc niespodziewanie moją lodowatą dłoń,w swoją, miękką i ciepłą.Podskakuję na jej dotyk.Dopiero teraz dociera do mnie jak oddalone od siebie jesteśmy.I wcale nie chodzi mi o cholerną odległość,ale o to że teraz już jest kompletnie inaczej niż wcześniej.I to wszystko przeze mnie i przez wszystkie imprezy,narkotyki i inne głupoty.-Wiem,że nie jesteś zła.
-Jestem.-Warczę,po czym biorę głęboki wdech.Mam dzisiaj wyjątkowo zły humor i bardzo łatwo można  mnie wkurzyć.Kto wie,może powinnam przylepić do płaszcza tabliczkę z napisem:NIE PODCHODZIĆ,BO ZABIJĘ? –Spotkałam ostatnio ojca.
-Nie wierzę.-Wyrywa się niechcący z jej ust.Sam Zayn zaszczyca mnie długim spojrzeniem.Stoi po mojej stronie z rękami włożonymi do płaszcza i jeszcze chwilę temu patrzył prosto na grób matki.- Odwiedziłaś go w więzieniu?
-Chyba śnisz.-Prycham kpiąco.-Nigdy w życiu.Dostał przepustkę.
-Zgaduje,że nieźle mu pojechałaś,swoimi niezawodnymi tekstami.
-Ta..ale nie dałam z siebie wszystkiego.Generalnie na kolana nie padł.-Kwituję lekkim tonem,powodując cichy śmiech Zayna.Patrzymy na niego zaskoczone.
-Przepraszam.-Chrząka głośno.Wysuwam zimną dłoń z tej ciepłej Lil i wsuwam ją do kieszeni odruchowo chcąc wyciągnąć fajki,ale później uświadamiam sobie,że obok mnie siedzi moja siostra.Z resztą i tak je zgubiłam.Cudownie,prawie cała rama poszła się jebać.-Po prostu..Nathalie,twoje teksty nieprawdę są niezawodne.
-Tak czy inaczej.-Uśmiecham się do siebie.-Już nigdy go nie zobaczymy.

***
Wchodzę do salonu,przeciągając się leniwie.Niedziela była moim najbardziej NIEulubionym dniem tygodnia.Pewnie dlatego,że po niej zwykle występował poniedziałek.Podskakuję słysząc cichy śmiech Zayna,dobiegający z salonu.I ten dźwięk jest naprawdę miły dla uszu.Człapię ciężkim krokiem w tamtym kierunku,chcąc sprawdzić co jest powodem jego chichotu.Naćpał się? Niemożliwe,Lil powinna zaraz wrócić z pracy więc chyba nie byłby na tyle głupi.Chociaż może..
-No dalej Nathalie.Pokaż twarz.-Mój wzrok automatycznie kieruje się w stronę ekranu,na którym jestem...ja.We własnej osobie.Leżę na kocu,głośno się śmiejąc i zakrywając twarz rękoma,jakbym nie chciała widzieć,niczego w zasięgu mojego wzroku.
-Przestań Zayn.Przestań kamerować.
-Dlaczego cukiereczku? Jesteś piękna.-Zagryzam mocno wargę.Czemu to ogląda do cholery?-Pokaż twarz Nathalie.
-Nie.-Odparła twardo,jednak uśmiech dalej gościł na jej twarzy.
-Czemu?
-Bo jestem niefotogeniczna.
-Nieprawda!-Chłopak nie krył oburzenia.Postawił kamerę na ziemi i sam znalazł się w kadrze.Przyciągnął do siebie blondynkę,całując namiętnie w małe usta.Gdy się od siebie oderwali,na ich twarzach gościły szczerze uśmiechy.Trzymali się za ręce i obejmowali,jakby nic nie istniało dla nich w tamtym momencie,oprócz ich samych.
-Kocham cię.-Powiedziała pewnie.Chłopak spojrzał w jej ciemne oczy,swoimi identycznego koloru,a uśmiech rozciągnął jego przystojną twarz.
-Ja ciebie też.
-Po co to oglądasz?-Odwraca się gwałtownie,wystraszony z miną tak zdezorientowaną,że przez chwilę mam wyrzuty sumienia,że go tak nastraszyłam.Ale one szybko się ulatniają.
-Nie wiem.Tak jakoś.-Wzrusza ramionami,opadając na kanapę.Krzywię się.Tak jakoś? Jak jakoś? Czy..czy ty masz w ogóle mózg Malik?
Moja siostra mogła wejść tu,w każdej chwili,zobaczyć ten filmik i to sprawiłoby,że wszystkie kłamstwa i tajemnice wyszłyby na jaw.
A on,ogląda to bo...tak jakoś.
Tak jakoś miałam ochotę zabić go dzisiaj trochę bardziej niż wczoraj. 
-Nie sądziłam,że nadal masz te nagranie.
-Ta...zapomniałem je wyrzucić i chyba dobrze zrobiłem.Fajnie powspominać.
Zamykam powieki.Nie mogę słuchać tych bzdur.To tak niedorzeczna,że aż śmieszne.
-Gdzie Lil?-Spuszczam wzrok na drewniane panele,nie wałkując już tego tematu,dlatego zaczynam nowy chodź wiem jaka będzie odpowiedź.Bądź,co bądź,nie mogłam mu zabronić oglądać tych filmów.W końcu to wolny kraj no nie?
-W pracy.-Mruczy.Czasem miałam do siebie samej wyrzuty,że ona haruje jak wół a ja się obijam,ale szybko mi przechodziło.Miałam szesnaście lat,jak mogłabym pracować?-Szef ją wykończy.
-Tak,wiem.-Mruczę,obracając się na pięcie.-Jakoś musi nas utrzymać.-Doda nieco zniesmaczona tym,jak chłopak ma godność być na utrzymaniu drobnej blondynki,którą była jego dziewczyna.Otwieram lodówkę sięgając po karton mleka.Wzdrygam się,czując chłodne dłonie na biodrach.Nawet przez materiał koszuli czuję jak bardzo zimne są.
-Naprawdę sądzisz,że nie dokładam się do czynszu?-Szepcze.Usta ma w miejscu,gdzie znajduje się moje prawe ucho.Odwracam się w jego stronę z mlekiem w ręku.
-Ty mi powiedz,Zayn.
-Chyba to oczywiste.-Mruży gniewnie oczy,a ja ze zdziwieniem spostrzegam,że jeszcze nigdy nie był taki zły.Możliwe,że mogłam go tym tak zezłościć? Przecież nic takiego nie powiedziałam na Boga!-Możesz nazywać mnie jak chcesz,ale jedno jest pewne.-Zbliża usta do moich ust i napiera biodrami na mój brzuch.-Nigdy nie byłem pasożytem.-I przypominam sobie.
-Ojciec bił mnie i matkę.-Oznajmił brunet.-I moje siostry.Gdy trochę podrosłem,czasem obmyślałem plan,w jaki sposób mógłbym go zabić,ale zdawałem sobie sprawę,że mogę pójść do więzienia.A musiałem zarabiać na siostry.Pensja mamy nie wystarczała,a ojciec tylko pił.Nienawidziłem go.
-Nienawidziłeś?-Powtórzyłam niepewnie,wtulając się bardziej w jego ramie.
-Tak.-Jego oczy zabłyszczały.-Już go nie ma.Zniknął.
I wtedy zastanawiałam się,co takowe ,,zniknął” oznacza,ale w tamtej chwili pokierowałam się zasadą im mniej wiesz,tym lepiej śpisz.I zdałam sobie sprawę,że pod pewnymi,drobnymi,ale jednak, względami,jesteśmy do siebie podobni.Oboje mieliśmy tragiczne dzieciństwo.I zrobiło mi się głupio i nieprzyjemnie,przez to,jak go potraktowałam.Wiedział jak to jest gdy ojciec pił i bił.
-Przepraszam Zayn.-Szepczę,czując żółć w gardle.Te słowo przeszło jak ostry sztylet,przez moje gardło.
Nie odpowiada.Uśmiecha się lekko,przybliżając swoją twarz do mojej.Długie rzęsy,rzuca cienie,na blade policzki.Linia szczęki jest bardziej zarysowana niż zawsze,a oczy błyszczą niepokojąco.
-Nie wybaczam.-Mruczy niewinnie.Czu jego oddech na moich ustach.-Musisz odpowiednio przeprosić.
-Mam ci obciągnąć?-Parskam,jakby mój żart,naprawdę zasługiwał na miano śmiesznego,jednak taki nie był.
-Pocałuj mnie.
-Co?-Marszczę brwi.Miałam go tylko pocałować?Tylko?
Tylko? Tylko albo aż,Nathalie.
Co prawda to prawda.
-Dlaczego to robisz Zayn?-Mruczę,niemal z goryczą.-Przecież jesteś z Lil szczęśliwy.
-Gówno wiesz.-Lewy kącik,pełnych ust bruneta,rozciąga leniwy uśmieszek.
-Nie.-Kręcę głową.Złapał moją wargę w zęby i zaczął ssać ją mocno.-Czy ty naprawdę,chcesz taki być do końca życia? Jesteś łajdakiem Zayn.-Oznajmiam twardym tonem,starając się jakoś przekonać go do swoich racji.Bo,na litość Boską,chyba miał w sobie chociaż odrobinę zrozumienia? Miał czy nie miał?-A Lil,to dziewczyna,która skoczyłaby za tobą w ogień.Kocha cię jak nikogo,wybaczyłaby ci wszystko.Nie patrzy tylko na twój wygląd,patrzy na twój charakter.-W moim głosie,jest desperowanie.Chciałam go przekonać,za wszelką cenę.Chciałam,żeby Lil była szczęśliwa,nawet z Zaynem.Chciałam,żeby Zayn był szczęśliwy nawet z Lil.-Przecież to może się udać.
-Nie.To nie może się udać.Bo to tylko pieprzenie dzieciaczku.-Śmieje się i odchodzi ode mnie na mały krok.Oddycham z ulgą,kiedy jest dalej.-To tylko pieprzenie.Tak.Ale nic innego.-Odchodzi powolnym krokiem,a ja patrzę na jego biodra które tak prowokacyjnie się kołyszą.A dresy  zsuwają ukazując skrawek czarnych bokserek Calvina Klein'a.
-Zayn!
-Pieprz się.-Warczy tylko,zamykając drzwi,głośnym trześnięciem.Schodzę z blatu i zsuwam wszystkie naczynia,jakie na nim stoją powodując mnóstwo hałasu.Cholerny Malik.
 
-Dawno się nie widzieliśmy Hazz.-Oplata wytatuowanymi ramionami moją talię,przyciągając mnie jeszcze bliżej.
-Zgaduje,że tęskniłaś.-Chowa twarz w moje włosy.
-Bardzo.-Śmieje się,bardziej się w niego wtulając,ale po kilku minutach odrywamy się od siebie.Siadam na krześle,co po chwili również robi mój przyjaciel.Nie zmienił się zbytnio,biorąc pod uwagę ciągłe loczki i radosne iskierki,tańczące w zielonych oczach.Muszę sama przed sobą przyznać jest przystojny.Ale nie w ten pociągający sposób.Raczej słodki być może nawet niewinny,ale nie seksowny.Chociaż..jakby tak bliżej się przyjrzeć..
-Ciesze się,że zgodziłaś się na nasze spotkanie.-uśmiecham się szeroko w odpowiedzi.Gdzież bym śmiała odmówić kochanemu Haroldowi.
-Nie ma sprawy.-Odpowiadam.-Coś z Kirą?
-Nie,skąd.-Śmieję się cicho,widząc jego zdezorientowaną minę.-Ale to w jej sprawie chciałem się z tobą spotkać.
-Tak?-Pytam nie kryjąc zdziwienia.Czyżby nowy związek Clar,albo..o mój Boże,to ja coś zrobiłam.Tak,z pewnością ja coś zrobiłam.
Gdybyś ty coś zrobiła,nie powiedziałby,że to ma związek z Clar.
Przeklęłam w myślach własną głupotę.Więc o co mogłoby mu chodzić?
-Spokojnie.-Uśmiecha się słodko,widząc moją przestraszoną minę.-Chciałem ci tylko podziękować.
-Podziękować.-Powtarzam słowo niczym echo.-Za co?
-Jak to,za co?-W jego głosie,można było usłyszeć odrobinę zniecierpliwienia.Upija łyk,wcześniej zamówionej herbaty,która wlana była do  kubka z reniferami.-Gdyby nie ty Clar,prawdopodobnie leżała by bezczynnie w pokoju,gapiąc się w sufit.
-Czasem trzeba być stanowczym,aby osiągnąć efekt.-Przypominam sobie,niemały ochrzań,jaki ode mnie zarobiła,tamtego pamiętnego dnia,za jej błaznowanie.Być może postąpiłam wrednie,jednak ważne że podziałało.-Nie masz za co dziękować Harry,Kira to moja najlepsza przyjaciółka.Jestem pewna,że zrobiłaby to samo dla mnie.
-Tak,ale to ty zrobiłaś to dla niej.-Uśmiecha się lekko.-To naprawdę fantastyczne z twojej strony.Jest dla mnie cholernie ważna.
-Dla mnie też.-Patrzę na jego zarumienione policzki.
Niedługo wyjeżdżam do Nowego Yorku.
czę głośno.Tak rzadko się widywaliśmy,a on już wyjeżdża i możliwe,że zobaczę go za naprawdę kawał czasu.
-Tak,ja też nie pajam podekscytowaniem,ale mój urlop dobiega końca i muszę wracać do studia.
-Studia?-Trzepoczę szybko rzęsami.O jakim od do licha studiu mówi? Co prawda Clar,nigdy nie mówiła czym on się zajmuje,ale ja chyba też za bardzo nie interesowałam się tym tematem.Dopiero teraz zdałam sobie sprawę,jak mało go znam.
-Tak.Prowadzę studio fotograficzne StylesFOTO.-Wyjaśnia,wyraźnie dumny.Zatkało mnie.To ten Styles,słyszałam dużo o tym fotografie,jego zdjęcia były często na okładkach kolorowych magazynów,ale..nigdy w życiu nie pomyślałabym,że jest nim mój dobry znajomy.Był tak młody i utalentowany.
-Masz niesamowity talent.-Stwierdzam,po kilku chwilach totalnego osłupienia.
-Dziękuje.-Uśmiecha się,a w jego policzkach pojawiają się dwa małe wgłębienia.Jest tak uroczy.-Za niedługo,robię wystawę zdjęć niektórych modelek w Neue Galerie New York i cholernie mi na tym zależy.
-Z pewnością będą fantastyczne.-Uśmiecham się do niego pocieszająco.
-Tak.Mam nadzieje.-Kiwa głową,zamyślając się na chwile.-Po prostu..chcę cię poprosić,żebyś pilnowała Kiry.To co się z nią działo...to było straszne.
-Masz to jak  w banku.-Wykrzywiam kącik ust w uśmiechu.-Co ty na to,żeby zorganizować ci jakąś małą imprezkę pożegnawczą?

-Tańczący z wilkami!-Krzyczy uradowany Niall.Clar kręci  głową przecząco,malując kolejną postać filmu na kredowej tablicy.
-To z pewnością jakiś film o psie i dziwnych stworach z kłami.-Harry przeczesuje swoje długie loki,prawą ręką,upijając łyk Brandy.Patrzę na jego dłonie. duże i kościste,pod skórą przewija się pajęczyna niebieskich żył,a palce smukłe i długie,jak u pianisty.Clar,niejednokrotnie miała do niego pretensje,o to,że nie gra na pianinie.
-Boże.To takie banalne.-Stwierdza przyjaciółka rysując dziewczynę o długich ciemnych włosach z ostrymi kłami.Śmieję się pod nosem.Mogę jej pozazdrościć wiele talentów,ale z pewnością nie plastycznego.Bazgrze  jak kura pazurem,w dosłownym tego słowa znaczeniu i gdybym nie skupiła się bardziej na obrazku,w życiu bym nie zgadła kim takowa postać jest.
-Zmierzch.-Mówię szybko.Clar,wzdycha i opadła na fotel wyścielony poduszkami.
-Dzięki ci panie za inteligencje mojej przyjaciółki!
-Będę się już zbierał.Jutro mam samolot o 10.-Harry,wstaje z fotela dopijając swojego drinka.Stawia szklane naczynie z trzaskiem na drewniany stolik w salonie.
-Szkoda,że już idziesz.-Mruczę z kwaśną miną.Przyjaciele na potwierdzenie moich słów kiwają zgodnie głowami również zasmuceni.
-Jeszcze się zobaczymy.-Śmieje się cicho.-Kiedyś.
-Kiedyś.-Powtarzam cicho,zagryzając dolną wargę.Nienawidziłam pożegnań jak niczego innego na świecie.Pewnie dlatego,że towarzyszyły im łzy,smutek i  rozczarowanie.
-Oj chodź tu do mnie słodki kwiatuszku.-Uśmiecha się szeroko,po czym obejmuje mnie w pasie,tuląc do siebie.-Opiekuj mi się Kirą i nie pozwól jej wkopywać się w żadne kłopoty.
-Obiecuje.-Uśmiecham się lekko,odsuwając się od niego.Przykłada usta do mojego ucha i szepcze-Ty również na siebie uważaj.
-Będę.-Śmieję się cicho.On również się śmieje i całuje mój policzek.
-Żegnaj Nathalie.
Żegnaj Hazz
***
Drogi pamiętniku!
Dzisiaj,kiedy ojciec pobił matkę do nieprzytomności,nie wytrzymałam i wyszłam z domu.Poznałam w parku chłopaka…Ma na imię Zayn,ma czarne włosy i ciemne oczy i piękny uśmiech.Wylał na mnie kawę,ale to nic,bo bardzo przepraszał i zaprosił mnie do kawiarni.Piliśmy kawę z piankami,a on opowiadał mi śmieszne dowcipy.To naprawdę najsympatyczniejszy chłopak,jakiego poznałam i mimo brudnej bluzki,leżącej w łazience,cieszę się,że wylał na mnie tę kawę.To chyba mój najlepszy dzień w życiu! Chyba się zakochałam..
Zamykam oczy,odsuwając notes od swojej piersi.Moje serce tłukło się jak nienormalne o żebra,a ja czuję jak robi mi się niedobrze.Czemu wciąż czytam ten pamiętnik?Czemu rozgrzebuje stare rany,które już zostały zabliźnione.Podrywam się gwałtownie z parapetu,gdy słyszę jak drzwi,otwierają się skrzypiąc głośno.Chowam szybko notes do szufladki w komodzie.Nie chcę sobie nawet wyobrazić co by było gdyby ktoś tu wszedł,gdyby zobaczył co czytam.
-Co tu robisz Zayn?-Pytam ostro,lekko wystraszona,gdy jego sylwetka zbliża się do mnie.Cofam się ,opierając plecami o ścianę.Zmniejsza dystans między nami coraz bardziej…i bardziej i bardziej.Zatrzymuje się,gdy nasze klatki piersiowe się stykają.Jest ubrany tylko w dresy,które standardową wiszą ne jego biodrach jakbym miały ochotę spaść.
-Chciałem tylko powiedzieć dobranoc.-Szepcze.Zbliża twarz do mojej twarzy i już myślę,że głodnie wpije się w moje usta-jak to miał w zwyczaju-jednak mylę się.Całuje prawy kącik moich ust,tak delikatnie,że nie jestem do końca pewna czy mnie dotknął.A potem się odsuwa i oblizuje swoje usta,jakby chciał wiedzieć jak teraz smakują.-Dobranoc Nathalie.
Dobranoc Zayn.

Pozdrawiam Nobody :)

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Maybe I love You? Rozdział 15.



Drogi pamiętniku!
Już wiem,czym zajmuje się mama.Moja koleżanka z klasy Alice,powiedziała,że panie zamykające się na długi czas w pokoju z jakimiś panami, są prostytutkami.Nie do końca wiem co to oznacza,ale chyba to nic złego,bo w końcu mama nie jest zła.
-Oczywiście,że to nic złego.-Prycham przekładając zżółkniętą od starości kartkę.-To przecież tylko ludzie,którzy oddają swoje ciało za pieniądze,starym,niewyżytym oblechom-Fukam tupiąc nogą ze złości,jednak po chwili zda sobie sprawę,że mówię do siebie i natychmiast gonię się w myślach.Nathalie,jesteś tak głupia..
Drogi pamiętniku!
Jest źle,tata dzisiaj przyszedł i krzyczał na cały dom.Dziwnie chodził i ciągle się przewracał i..on bił mamę,bardzo.A ona płakała,a on krzyczał.Wiesz,ja nie płakałam.Chyba już się do tego przyzwyczaiłam.
Zagryzam wargę,przejeżdżając drżącą dłonią,po gładkiej powierzchni kartki.Boję się czytać dalej,byłam taka mała..taka niewinna i niczego nie świadoma.
Myślę o ojcu.
I wiem,że mogę nienawidzić go tak bardzo,że byłabym zdolna wsadzić ostrze w jego serce.Albo nacisnąć spust pistoletu tuż przy jego skroni.Był potworem,którym ja dla niego się stałam.

****
Grzebię w makaronie polanym mdłym sosem,widelcem,nie mając zamiaru wziąć jedzenia do ust.Recz w tym,że mimo okropnej kuchni Lil,wcale nie przez nią straciłam apetyt.W głowie mam jedynie natłok myśli.Patrzę  na Zayn'a,który co chwile głośno śmieje się z żartów Lil a później połyka jedzenie przygotowane przez nią nawet się nie krzywiąc,chodź ten sos jest okropny.Później całuje ją mocno w policzek a ona się uśmiecha i sięga po pieprz.Marszczę lekko brwi.Wydaje się szczęśliwy,że jest tutaj obok niej i je jej niedobry makaron i jego uśmiech jest tak szczery,jakby wcale nie był udawany.Wiedziałam,że mogłoby tak być już zawsze,oni mogliby być razem i nawet bym mi to nie przeszkadzało mimo,że go kocham,bo Lil byłaby szczęśliwa dzięki niemu.Moglibyśmy wspólnie mieszkać,żyć,oglądac głupie filmy i się kłócić,może gdyby to wszystko nie byłoby takie poplątane,mogłabym być lepsza,mniej toksyczna,mniej pić i palić i imprezować,a więcej rozmawiać z Liliane.Dlaczego ten głupi dureń wszystko komplikuje i nie chce uszczęśliwić ani mnie ani siebie?
-Nathalie?-Liliane przerywając rozmowę z Zaynem,patrzy na mnie zatroskana.-Czemu nie jesz? Nie smakuje ci?
-Jest okay.-Mruc.-Po prostu nie jestem głodna.
-Mam nadzieje,że to nie przez to,że tak nagle się wprowadzam?-Patrzę na Zayn'a,na jego ładne błyszczące oczy i jeszcze bardziej się w nich zakochuję.
-Skąd.-Mój głos jest oschły,kompletnie wyprany z emocji.Sama sobie się dziwiłam,że nie odcięłam się jakąś nienaganną ripostą,ale chyba nie mam humoru na droczenia się z panem Największy Dupek Świata.
-Jutro,chyba najwyższy czas jechać po twoje rzeczy.Mam ci z nimi pomóc?
-Och,kochanie.-Zayn uśmiecha się szeroko.-To ja w tym związku nosze spodnie.Poradzę sobie doskonale.
-Nie byłabym tego taka pewna.-Mruga do mnie porozumiewawczo.Uśmiecham się lekko jednym kącikiem ust.
-Babcia dzwoniła.-Lil patrzy na mnie.-Czuje się coraz lepiej i kazała cię pozdrowić.
Moje oczy rozszerzają się.
-Kiedy będziemy mogły ją odwiedzić?
-Za niedługo.Musi w pełni dojść do zdrowia,dajmy jej trochę spokoju. 
-Jasne.-Mruczę,ukrywając podekscytowanie.Już niedługo.Mam nadzieje,że naprawdę niedługo,bo tak bardzo chciałam się z nią spotkać.
-Kto wie.-Lil odkłada widelec.-Może zabierzemy Zayna?
-Świetny pomysł.-Brunet łapie jej rękę,gładząc jej wierzch kciukiem.-Prawda Nathalie?
Nabijam na widelec makaron.
-Wspaniały.


Drogi pamiętniku!
Jest bardzo źle,dzisiaj po tatę przyjechała karetka,podobno przeholował z alkoholem.Nie znam się na tym za bardzo bo mam tylko 11lat,ale czy on nie przesadza?

Drogi pamiętniku!
Jestem kompletnie załamana,mama dzisiaj płakała cały dzień.Do tego jestem tak głodna,że czuje jak żołądek mi się kurczy,Lil obiecała coś załatwić,ale wątpię w to,żeby jej się udało.Tata jeszcze nie wrócił ze szpitala.Jest cicho i w tle słychać tylko szloch mamy.Chciałabym do niej pójść i ją pocieszyć,ale boje się,że na mnie nakrzyczy i mnie uderzy.

Drogi pamiętniku!
Była dzisiaj wywiadówka,ale..nie miał kto na nią pójść.W sumie to chyba dobrze,bo nie mam zbyt dobrych ocen,jednak Lil stara się jak może,żeby uczyć mnie i siebie.Dzisiaj przyszedł do mamy jakiś mężczyzna.Oni krzyczeli i jęczeli.Nigdy tego nie zapomnę,to chyba jeden z najgorszych dni w moim życiu.
Ocieram łzę,spływającą po moim policzku.Oni krzyczeli i jęczeli. Płaczę żałośnie,niczym niemowlę.Boże,Boże,Boże Nigdy tego nie zapomnę.Podskakuję przestraszona,kiedy mój telefon zaczyna dzwonić.Szybko łapię aparat w swoje dłonie,przesuwając palcem po ekranie.
-Słucham?-Jąkam.Po chwili kaszlnęłam,chcąc doprowadzić głos do porządku.
-Cześć Nathalie!-Odsuwam zdekoncentrowana aparat od ucha,przez krzyk Nialla.Wariat.-Co powiesz na małą imprezkę?
-Imprezkę?-Powtarzam zdziwiona.
-No pewnie.Kira zaproponowała.Piszesz się na to?-Wzdycham do słuchawki.Pomyślałam sobie,że kiedy nie wyjdę z domu,będzie ciągnęło mnie do czytania pamiętnika,a ja nie chciałam go czytać.-No to jak. Bajle bajle?-Zastanawiam się nad tym,czy naprawdę jutro poradzę sobie ze straszliwym kacem bólem głowy i złośliwościami Zayn'a.Dodatkowo Liliane jest w domu,,pewnie będzie na mnie okropnie zła.
W sumie to nie brzmiało tak źle.
-Czemu nie?
Nienawidzę bajli bajli.

***
-A to chuj.-Kira kiwa na znajomego barmana,przekazując mu zamówienie.Ten tylko posyła w jej kierunku czarujący uśmiech i zaczyna robić nasze drinki.
-Naprawdę się do ciebie wprowadzi?-Niall posyła mi spojrzenie pełne największych obaw.Nic się nie bój Ni,pomyślałam niech się do mnie zbliży,wykastruje go na miejscu.
-Na to wygląda.-Upijam łyk drinka,od razu jak czarujący barman podstawia mi go pod nos.Jakie to szczęście mieć znajomości.Nigdy nie poczulibyśmy smaku alkoholu,gdyby nie to,że każdy był dla nas tak łaskawy i sprzedawał go biednym małolatom,skrzywdzonym przez los.Ma czerwonoróżowy kolor,jak malina.Jest słodko kwaśny,ale bardzo mocny.I działa jak cholera.
-Boże.-Wzdycha chwytając końce farbowanych włosów.Ciągnie za nie,jakby chciał się ich pozbyć.-Nathalie,jesteś pewna,że gdybyś wyznała Lil całą prawdę,to by ci nie uwierzyła?
Mrużę oczy.
-Jestem tego pewna.
-Radziłbym  być milszy.-Mierzy mnie rozbawionym spojrzeniem.-W innym przypadku może wymsknąć mi się jakieś kłamstewko,które na dobre zepsuje twój kontakt z Liliane.
-Jak można być takim człowiekiem.Nie dość,że krzywdzi ciebie,to jeszcze krzywdzi twoją siostrę i cie męczy.Nie mam pojęcia...ma z tego satysfakcję?-Przyjaciółka łapie kolorową rurkę drinka w zęby.
-Możliwe.
-Nie gadajmy już o tym.W końcu,przyszliśmy się tu bawić no nie?-Niall obdarza nas jednym ze swoich rozbrajających uśmiechów,po czym wstaje z krzesła barowego.-Zapraszam panie do tańca.

Szumi mi w głowie,a moje  kroki coraz bardziej chwiejne,jednak czu się wspaniale,jak chyba każdy człowiek,który jest pijany.Niestety na drugi dzień,trzeba pokutować,za chwilową radość.Idę za tył klubu,nazywanego również palarnią i wygrzebuję z kieszeni paczkę papierosów,co nawiasem mówiąc jest naprawdę trudne.Znajdź coś w kieszeni ramoneski bez dna,w ciemnościach,nietrzeźwy i lekko naćpany.No znajdź a będziesz mistrzem.
-Cóż za niespodzianka Aniele.-Na moją twarz wpełzła ogromny uśmiech,kiedy słyszę ten głos.Cóż za niespodzianka Gabriel.
-Siemasz Gab.-Śmieję się,po chwili uświadamiając sobie,że nie miałam ku temu żadnego powodu.Stwierdzam,że bycie pijanym jest fajne.Naprawdę.
-Widzę,że dzisiaj postawiłaś na bardziej rozrywkowy nastrój.-Opiera się o ścianę,zaciągając się papierosem,którego wcześniej nie zauważam w jego ręce.
-Ta..zdecydowanie.-Kiwam głową.-Postanowiłam oderwać się od rzeczywistości.
-Słusznie.-Gdy mówi dym opuszcza jego usta.-Czasem trzeba się zabawić.
-Tylko ty,zawsze jesteś trzeźwy.
-Któż miałby cię ratować Aniele,gdybym był pijany?-Wyrzuca niedopałek papierosa przygniatając go piętą.
-Nie mów do mnie Anioł.-Żacham się w cichym proteście.
-Dlaczego?
-Bo ty jesteś moim aniołem Gabriel.-Uśmiecham się lekko,co od razu odwzajemnia.
-Możliwe Aniele.-Odbija się plecami od ściany,stawiając małe kroki w moją stronę.-Jednak ty,jesteś moim osobistym Aniołem.
-Więc co mam robić panie?-Prycham cicho.Zbliża się do mnie jeszcze bardziej,tak że dostrzegam niesamowity kolor jego tęczówek. niebieskie.Nie szaro zielone.Nie szaro niebieskie,lub zielono niebieskie.tak piękne,że pokochałam je od pierwszej chwili,kiedy je zobaczyłam.
-Pocałuj mnie Aniele.-Szepcze uśmiechając się.Przysuwam ciało bliżej jego ciała,twarz bliżej jego twarzy i usta,bliżej jego ust i łącje w czułym pocałunku.Głaska mój policzek pogłębiając pocałunek.Smakuje miętą i nikotyną.Jego wargi są ciepłe i miękkie,a język muska mój język.
-Nathalie!-Odrywam się od blondyna  odwracając  do niego plecami.Przede mną stoi zła Kira z założonymi na biodrach rękami.Jest trzeźwa,co  dla mnie jest niemałym podziwem.I wściekła co...nie jest aż takim podziwem,ale to nie ważne.-Wszędzie cię szukałam do cholery!
-Wybacz.-Wzruszam niewinnie ramionami,odwracając się za siebie.To co widzę wcale mnie nie zdziwiło.Gabriela nie było.Po raz kolejny zniknął niczym kamfora

-Kim był chłopak,z którym się całowałaś?
-Całowała się z kimś?-Blondyn patrzy zdziwiony na Clar,a później na mnie.-Tak to jest,jak zostawisz na chwilę Nathalie samą...
-Zamilcz Niall.-Prycha głupio.Ja też prycham,na na jej minę,na co mrozi mnie wzrokiem.Marszczę czoło.Przecież nic takiego nie zrobiłam!-A ty gadaj,stara.
-Jestem dwa miesiące młodsza od ciebie.-Wypominam mądrze.
-To nieistotne.-Żacha się,lekko urażona.Zakłada ręce na biodrach i rozkracza nogi,co oznacza że jest w każdej chwili gotowa wydrapać mi oczy swoimi czerwonymi paznokciami.Patrzę na nie odruchowo.Nie lubiłam tej jej krwistych,długich szponów.-Gadaj.
-To mój kolega.Gab.
-Nie wiem jak ty,ale ja się nie całuje z kolegami.-Clar robi cudzysłów z palców,patrząc na mnie intensywnie.Jej oczy są lekko szkliste,a ja zastanawiam się czy przypadkiem nie jest upita.-A ty Niall?
-Nie?-Prycha krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej.- Pewnie dlatego,że nie jestem pierdolonym pedałem?
Zamykam oczy i siadam na krawężniku,bo nogi odmawiają mi posłuszeństwa.Patrzę na tę dwójkę znudzona.
 -Wiesz o co mi chodzi.-Wywraca oczami,wyglądając przy tym,jak zwykle śmiesznie..-Chociaż raz mógłbyś mi pomóc.
-Po prostu wyjaśniam ci,że nie jestem gejem.-Unosi ręce w powietrze.Moje brwi szybują do góry.Niall,mówię ci to jak farbowana  brunetka ,farbowanemu blondynowi.Zadarłeś z nieodpowiednią osobą.A ja jeszcze trochę tu posiedzę.
-Wcale  nie mówiłam,że nim jesteś!
-Ale to zasugerowałaś,a ja muszę bronić swojego honoru.-Wyjaśnia,wykrzywiając usta.
-Myślałam,że jesteś bardziej tolerancyjny!-Piszczy,mierząc go gniewnym spojrzeniem.-Mój wujek jest gejem.
-Nie mam nic przeciwko gejom.-Wyjaśnia od razu zdekoncentrowany blondyn.-Po prostu nim NIE JESTEM.   
-Nie mówię,że jesteś gejem,zapytałam tylko czy ty też całujesz się z kolegami,imbecylu!-Wrzeszczy tak głośno,że aż zatykam uszy.Blondyn też się krzywi.
-Jak mogę całować się z jakimś kolesiem skoro nie jestem GEJEM?-On również wrzeszczy,a mi naprawdę nie chce się tu być.
-Doskonale wiesz o co m..   
-Chwilunia!-Oboje patrzą na mnie rozwścieczeni za to,że im przerwałam.-Mogę iść do domu?
Milczą chwilę wyrównując oddechy,ale na końcu zgodnie kiwają głowami.
-Dobra.-Przyjaciółka,bierze mnie pod rękę,lekko rozczarowana.-Dzisiaj ci daruje,ale jutro masz mi wyjaśnić,kim jest tajemniczy kolega.
Patrzę na nią nieprzytomnym wzrokiem,a potem z moich ust wychodzi zbolały jęk.
-Chyba zgubiłam papierosy...-Burczę cicho pod nosem.

-Gdyby Lil tu była,zabiłaby cię na miejscu.-Zayn prycha kpiąco,widząc jak męczę się ze zdjęciem buta.Skomlę niczym szczeniak, upadając na tyłek.
-Pomóż mi Zayn.-Spuszczam głowę,pozwalając włosom zakryć moją półprzytomną twarz.
-Dobra dzieciaku.-Śmieje się cicho,a ja myślę,że po raz pierwszy od dawna słyszę jego szczery śmiech.
-Jakoś,kiedy mnie całowałeś i obmacywałeś,nie przeszkadzało ci,że mam 16 lat.-Parskam ,patrząc jak Zayn rozwiązuje sznurówkę mojego kozaczka.
-Tu mnie masz.-Zdejmuje drugiego buta i prostując się,podaje mi rękę.Przyjmu ją bez sprzeciwu,bo wiem,że sama nie jestem w stanie iść.Kiedy widzi moje chwiejne kroki,sapie głośno i bierze mnie na ręce niczym pannę młodą.Kiedy kładzie moje ciało na łóżku w sypialni mruczę zadowolona,że jestem już w domu i mogę smacznie zasnąć.Jak dobrze móc spać.Ciągnie mnie lekko,tak że siadam i zaczyna ściągać moją kurtkę.Później ciągnie krańce mojej koszulki w górę i zostaję w samym staniku.Pociera moje gołe ramiona,swoim dużymi dłońmi całując jedno a później drugie.Później odpina zapięcie moich dżinsów i pociąga za nogawki.Dotyka przy tym,mojej skóry,swoimi szorstkimi dłońmi,ale ja nie czu tego znajomego dreszczu,który towarzyszy mi,za każdym razem gdy mnie dotykał.Pewnie dlatego,że jestem pijana.Gdy zosta już rozebrana,jego oddech znacznie przyspiesza i staje się głośniejszy.Nie przejmuje się tym,opadam bezwładnie na poduszkę marząc o śnie.Chłopak pochyla się nade mną i całuje moją skroń,obojczyk i linię szczęki.Wzdycham głośno,to jest naprawdę przyjemne.Później kładzie twarz w zagłębieniu pomiędzy moją szyją a ramieniem i zaczyna wdychać mój zapach.Sam pachnie wodą kolońską i papierosami.
-Wiem,że ci zimno,ale nie mogę cię przykryć,bo taka rozebrana,wyglądasz na jeszcze piękniejszą.-Szepcze,przy mojej skórze.-Nie jestem w stanie cię przykryć.Nie jestem w stanie pozbawić się tego widoku.-Całuje mnie namiętnie,a ja to odda,bo pragnę go.I kocham go.Odrywa się ode mnie i siada prosto,obok mnie.Przygląda się mi z zaciekawieniem,ale również z czułością,jakiej dawno nie widziałam w jego oczach.Ostatni raz patrzył na mnie w ten sposób,kiedy karmiłam go szarlotką,której nie znosił.
-Moja mała Nathalie.-Szepcze,jakby do siebie.
Widząc gęsią skórkę na moim ciele, przykrywa mnie ostrożnie kołdrą i kładzie się obok mnie,podpierając głowę na łokciu.
-Wiesz Nathalie.-Zaczyna.-Myślałem ostatnio o naszej rozmowie.Tej,która prowadziliśmy,gdy byliśmy zjarani.
-Tak,tak.-śmieję się cicho,nadciągając kołdrę bo jest mi naprawdę zimno w samej bieliźnie.-Pamiętam.
-Powiedziałem ci wtedy,że nie wiem jak nazwać moje uczucie do ciebie.
-Mhm.I dlaczego mi to mówisz Zayn?
-Bo wiem,że jutro nie będziesz nic pamiętała.-Wyjaśnia,jakby to było oczywiste.Następuje chwila milczenia i już myślę,że nic nie powie,jednak sie mylę.
-Zakochiwać się.
-Co?-Marszczę brwi,zamykając oczy.Spać,spać,spać.
-Szukałem słowa  słabszego od kocham,a mocniejszego od lubie.
Uchylam lekko powieki.Patrzy na mnie z tą samą intensywnością i czułością.A potem czuję jego dotyk na policzku i mimowolnie zamykam powieki.
-Oto ono.

-Zakochuję się w tobie Sky,cholernie się w to Tobie zakochuję.