sobota, 3 stycznia 2015

Maybe I love You? Rozdział 14.

 
-Cześć.-Mam ochotę dotknąć wszystkich tatuaży Zayn'a kiedy stoi przede mną bez koszulki z dresami,które wiszą tak nisko i to tak cholernie seksowne i przez chwilę nawet sobie to wyobrażam.Chodź wiem,że nie mogę zrobić z nim nic,chciałabym zrobić z nim tak wiele.
-Hej Nath.-Podchodzi do mnie i pochyla się a potem przytrzymuje swoje usta przez kilka chwil na moich,a ja go nie odpycham bo jestem tak zdezorientowana,że nawet nie wiem kiedy się odsuwa i odchodzi.Jakby to co właśnie zrobił było normalną rzeczą,jakby robił to co chwilę lub codziennie.Później szybko przełyka wodę mineralną a jego jabłko Adama podskakuje przy każdym łyku.Patrzę na niego jak zahipnotyzowana,ale nie komentuję całego zajścia.
-Masz gastro?-Prycham ironicznie, powoli przeżuwając bagietkę z szynką.Brąz jego oczu przekształca się złoty,kiedy promienie słońca oświetlają jego twarz.To niemożliwe,że ktoś może być tak niesamowicie idealny.Nienawidzę go za to z całego serca.I za to,że tak bardzo go kocham.
-Gdybyś była chociaż w połowie tak zabawna jak myślisz,byłabyś dwa razy zabawniejsza niż jesteś*-Mruczy ochryple, otwierając drzwiczki,jednej z górnych szafeczek.Porusza przy tym seksownie biodrami,nie mam pojęcia czy robi to specjalnie czy po prostu zawsze tak się porusza.To tak wkurzające.
-Zayn?
-No?
Przełykam słoną ślinę i odstawiam bułkę na talerzyk.Kiedy biorę łyk białej kawy,patrzę nad niego spod przymrużonych rzęs.
-Gadałeś z nią?
-Z kim?
To wkurzające,że on jest tak bardzo wkurzający.Obawiam się,że długo nie wytrzymam z tym człowiekiem pod jednym dachem.Chyba go zabiję.Tak.Zabiję go.Poproszę o pomoc Niall'a.Zakopiemy ciało w jakimś lesie,gdzieś powinnam mieć łopatę.
Cholera,chyba nie mam łopaty.
Zapytam Niall'a czy ma łopatę.
-No z Lil.-Sapię i układam usta w cienką linię.Doskonale wie o co mi chodzi,a głupio się pyta.Robi wszystko by choć trochę mi dokuczyć.
-No...-Kolejny łyk wody i kolejny i jeszcze jeden.Przewracam oczami wiedząc,że specjalnie przedłuża tę chwilę-...nie.
-C...co? Jak to nie?-Zsuwam się z krzesła barowego.-Masz do niej zadzwonić i z nią pogadać.Ja tego nie zrobię,bo jej nie znoszę!
Prycha na moje słowa,a potem jedynie wzrusza barczystymi ramionami.
-To wyjaśnia czemu tak lecisz na mnie.Chcesz jej dopiec.
Policzki pieką mnie od rumieńców upokorzenia.Co za...
-Tłumacz to sobie jak chcesz,masz powiedzieć że chodzę do szkoły,siedzę w domu,nie imprezuję,nie palę,nie piję...i te inne bzdury które zawsze chce usłyszeć,żeby być spokojną.
Mruży swoje ciemne oczy,na co ja reaguję tak samo.Stoimy przed sobą chwilę,mierząc się wzrokiem i nikt nic nie mówi.Później chłopak wypuszcza ze świstem powietrze i maszeruje w stronę lodówki tym samym denerwująco seksownym krokiem..
-Podaj jeden powód dla którego miałbym to zrobić.-To wkurzające,że zamiast patrzeć w moim kierunku schował głowę w lodówkę i obczaja jedzenie,a ja staram się wbić mu do głowy ważną wyuczoną przeze mnie formułkę,przeznaczoną specjalnie dla Lil! Długo myślę zanim powiem coś nieodpowiedniego co znowu może bardziej skomplikować sytuację,ale uzmysławiam sobie,że co by to nie było,sytuacja i tak jest już wystarczająco skomplikowana,
-Wymyśl sobie jakąś nagrodę.
Śmieszy mnie to,że wystawia głowę w moim kierunku tak szybko,że uderza nią w otwarte drzwiczki jednej z szafeczek.Mam ochotę głośno się roześmiać,bo wyglądało to doprawdy komicznie,ograniczam się tylko do wygięcia ust w uśmiechu.
-Zaciekawiłaś mnie cukiereczku.-Idzie w moim kierunku,a spodnie jeszcze bardziej zsuwają się z jego tyłka.Nawet ich nie poprawi! Chyba naprawdę chce mnie doprowadzić do zawału.Nic nie mogę poradzić na to,że jest taki seksowny...i głupi.I seksowny.Mój wzrok zjeżdża niżej niż to konieczna.Nie,nie nie...-Kontynuuj.
Jest tak pewny siebie,wszystko co robi,co mówi świadczy o tym,że ma bardzo wysokie mniemanie o samym sobie.
-Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele, Malik.-Zaciskam mocno szczękę.
-No cóż,a myślałem że pójdziemy na ugodę.-Odwraca się na pięcie i wzdycha,udając zawiedzionego moją osobą.Marszczę czoło zdesperowana,kiedy widzę,że naprawdę oddala się ode mnie coraz bardziej,bez żadnego wahania.
-Zaraz!
Tylko na to czekał.Zatrzymuje się i spogląda na mnie przez ramie,a ja wiem,że ma na swojej twarzy ten typowy uśmieszek.Zagryzam mocno wargę i ssę ją chwilę.
-Zrobię co zechcesz Zayn.
Znów się do mnie zbliża,a kiedy pochyla się nad moim uchem przebiegają mnie dreszcze.Zauważa to.
-Złóż pocałunek na każdym tatuażu,który zdobi moje ciało.-Patrzę na niego z uniesioną brwią,
Każdym?!

-Kiedy zrobiłeś sobie to serce?-Marszczę mocno czoło i drapię się po karku,a on leży na kanapie z rękami założonymi za czarną głową,rozciągnięty niczym kot.Tatuaż jest dość mały,ale nie aż tak,na prawym biodrze i wygląda naprawdę seksownie,ale przeraża mnie myśl,że muszę go tam całować.Z rękawami i klatką piersiową sobie poradziłam,ale biodro?Oh..
-Chwilę po naszym rozstaniu.-Mówi wyluzowany,za to ja cała się spinam.
-Dlaczego?
Patrzy na mnie figlarnie.
-Moje serce wtedy tak wyglądało.Kompletnie czarne.
Wypuszczam głośno powietrze przez usta,co spotyka się z jego cichym chichotem.Wygląda jak jakiś pieprzony król,patrząc na mnie z góry,jakbym była kimś gorszym.Właśnie się przed nim płaszczę,mógłby zrobić z tej chwili mniej krępującą.
Ale nie...nie mógł.
Bo to był on.
-Nadal takie jest.
Jego uśmiech gaśnie i prycha na mnie jedynie kpiąco,a ja przewracam oczami.
-Do roboty cukiereczku.Robi mi się już zimno.-Poprawia się na kanapie,jakby była niewygodna i porusza ramionami,a ja zerkam na jego skórę spodziewając się zastać na niej gęsią skórkę,ale nic takiego nie widzę.Oblizuję spierzchnięte usta i klękam przed nim.Mój Boże..nigdy w życiu nie przypuszczałabym,że będę tak blisko jego krocza i będę przed nim klękać, i tak bardzo się poniżać.Kiedy pochylam się nad jego biodrem,mój ciepły oddech odbija się od jego skóry,na co wypuszcza głośno powietrze przez zęby.Zaciskam szczęki, wpatrując się intensywnie w tatuaż.
No dalej Nathalie,to tylko krótki pocałunek na tatuażu,a potem będę miała spokój.Święty,zasrany spokój.
Ha,marzenie.
W końcu to robię.Moje usta spotykają się z jego odstającym biodrem,z pięknym czarnym tatuażem w kształcie serca i to tak niesamowite,że odczuwam tyle emocji całując jedynie część jego ciała.Słyszę jego głośny oddech,a przecież nie robię nic co mogłoby go w większym stopniu podniecić.Nagle nachodzi mnie ochota,żeby pobawić się nim tak jak on zawsze bawi się mną.Wysuwam język i delikatnie kreślę nim kółka na jego biodrze,a potem go tam gryzę,a on warczy wściekle i wplata palce w moje włosy,kiedy znowu go tam całuje.Jego oddech jest tak głośny jakby długo biegał.Mogę usłyszę co chwile grzeszne słowa wychodzące z jego ust,co nakręca mnie tak bardzo,że nie chcę odrywać warg od jego tatuażu,tego pięknego,seksownego,mojego ulubionego,czarnego serca.Gryzę go mocniej,a potem lekko całuje w tamto miejsce i odsuwam się od jego biodra.Robię to niechętnie,ale nie daję tego po sobie poznać.Jest nabuzowany,oddycha szybko i patrzy na mnie oszołomiony.Uśmiecham się figlarnie, podnoszę się z kolan,otrzepując spodnie w tamtym miejscu.
-Spełniłam twoje żądanie.Oczekuję tego samego Zayn.-Mój głos jest oschły,a spojrzeniem zimne,a potem odchodzę zostawiając jego i jego tatuaże w salonie.
Wygrałam.Naprawdę wygrałam.
***
Delikatnie przejeżdżam mokrą szmatką po jasnym marmurze,z którego wykonany jest grób.
-Taa..mi ciebie również miło widzieć mamusiu.-Mruczę zakładając gumową rękawiczkę na rękę.Zaczynam wyrywać chwasty,którymi prawie w całości zarośnięty jest grobowiec.Kiedy pozbywam się zieleni,wyrzucam wszystko do foliowej torby,w myślach zapisując sobie,że mam później zabrać to i wyrzucić po drodze do śmietnika.Ustawiam czerwony znicz i wkładam wkład.
-Dawno mnie tu u ciebie nie było.-Podpalam znicz,uśmiechając się lekko.-Pewnie się stęskniłaś.Mam dla ciebie coś na pocieszenie.-Wyciągam z papierowej torby błękitną różę z ozdobną siateczką,która kosztowała mnie całkiem sporo,ale uważałam,że było warto.Sama nie wiem po co ją kupiłam,chyba tak po prostu,chciałam jej sprawić przyjemność.Chciałam,żeby była szczęśliwa,bo ja jestem szczęśliwa.
-Jej ulubiona.-Słyszę za sobą ochrypły głos mężczyzny.Patrzę ze strachem w oczach na człowieka stojącego przede mną.Trochę osiwiał,ale jego włosy dalej są czarne jak smoła,poprzeplatane jasnymi nitkami siwych włosów.Spojrzenie ciemnych oczu ma utkwione w czubkach wylakierowanych butów.Prawie go nie poznałam bez zarostu,brudnych łachmanów,które służyły mu za ubrania.I bez flaszki w ręce.Strach ogarnia moje ciało i mimo,że wiem,że mnie nie tknie to jednak boję się.
-Wypuścili cie?-Mruczę cicho również na niego nie patrząc.Nie chciałam,a nawet nie potrafiłam na niego spojrzeć,nie chciałam już nigdy więcej oglądać jego ciemnych,zmęczonych oczu,które zawsze patrzyły na mnie z pogardą,ale Bóg nie okazał się dla mnie na tyle łaskawy,żeby oszczędzić mi widoku mojego ojca.
-Nie..ja..uh..to przepustka.
-Och..
Milczymy,a ja później zdaję sobie sprawę z absurdu tej sytuacji i wybucham śmiechem.Ojciec wciąż na mnie nie patrzy,za to ja na niego już tak.Chcę zapamiętać jego czysty wygląd i ładne ubrania.
-Tatusiu,możesz mi powiedzieć,jak to jest?-Szczerzę się głupio,ale oczy pieką mnie od łez.Zerka na mnie zapewne nie wiedząc o co mi chodzi.-Jakie to uczucie przychodzić na cmentarz do osoby,której sam pozbawiłeś życia? Jakie to uczucie?
-Przestań Nathalie.
-Bo co?-Syczę zjadliwie,zbliżając się do niego.-Uderzysz mnie,czy zabijesz jak matkę?!
-Nie chciałem...
-Po prostu się zamknij.-Maszczę nos,cofając się,ale dalej na niego patrzę.Chcę zapamiętać te smutne oczy.Te siwe włosy.Chcę znienawidzić go jeszcze bardziej,ale chyba bardziej się nie da.- Jesteś i byłeś nikim.Zgnij w piekle.
Odchodzę szybkim krokiem,wierzchem dłoni ocierając ciepłe łzy.Dlaczego,dlaczego przyszedł? Dlaczego znowu złamał mi serce?

~Clarissa~
Usiadła wygodniej,na twardej ławce wykonanej z ciemnego sosnowego drewna.Czuła na sobie zatroskane spojrzenie jej rodziców,ale ona na nich nie patrzyła.Nie chciała,żeby zobaczyli ten strach w jej oczach,który teraz zawładną jej całym ciałem.Bała się.Chyba jeszcze nigdy w życiu nie była,aż tak bardzo przerażona czymkolwiek jak teraz tą rozprawą.
-Clarissa Fray proszona na sale  jako poszkodowana.-Przełknęła gorycz w ustach i podeszła trzęsącymi się ze stresu nogami do ławy przysięgłych.Najpierw spojrzała na sędzie.Czarnowłosa kobieta o surowym spojrzeniu i zimnych niemal bezdusznych szarych oczach.Dziewczyna wzdrygnęła się lekko,mając nadzieje,że ani kobieta,ani nikt obecny w tej sali tego nie zauważył.Później jej wzrok został utkwiony w blondwłosym chłopaku o lekko kręconych włosach.Ładną twarz wykrzywiał nieprzyjemny,zimny uśmiech.Zdecydowanie był pewny siebie.Gdyby nie okoliczności brunetka uważałaby,że był atrakcyjny,wręcz bardzo przystojny.Ale jak mogła myśleć o tym w tej chwili,gdy doskonale wiedziała,że był jej gwałcicielem.Szkoda,że nie zauważyła zabandażowanej nogi,która straciła dużo krwi i tego.A nawet jeśli,to skąd mogłabym wiedzieć,że to właśnie Nathalie mu to zrobiła?
-Czy przysięgasz mówić prawdę i tylko prawdę?-Szorstki głos kobiety,przebił grobową ciszę panującą w ogromnej sali.Jej kości policzkowe wydawały się wystawać z bladej skóry,jakby za chwilę miały przebić jej powierzchnię.Była naprawdę bardzo chuda.Clar wiedziała,że spojrzenie jej lodowatych oczu,będzie pamiętała do końca życia.Spojrzała najpierw na swoją prawniczkę a potem na sędzię.
-Tak.-Mruknęła Clar,na tyle głośno,na ile pozwalał jej słaby głos.Czuła się,jakby to ona siedziała na ławie oskarżonych a za chwilę prawdopodobnie zostanie skazana na dożywocie,ale to nie ona była oskarżoną.Tylko ten kędzierzawy chłopak,który powinien zostać ukarany.,,Jeżeli nie zostanie ukarany,zrobi innym dziewczynom taką krzywdę,która spotkała ciebie.Dlatego musisz zeznawać" przypomniała sobie słowa panny Melanie,będącej dla niej ogromnym oparciem w ostatnim czasie.
-Jakieś pytania? –Sędzia spojrzała na adwokata chłopaka.Mężczyzna kiwnął prawie niezauważalnie głową wstając ze swojego siedzenia.Dziewczyna zmierzyła go zaciekawionym spojrzeniem.Jego włosy prawie białe,wydawały się srebrne.Do tego ciemne niemal ołowiowe oczy,otoczone srebrną obwódką.Były prawie takie jak Zayna.
-Co dokładnie stało się w piątek 5 stycznia o godzinie 23;30?-Jego głos był szorstki,niemal lodowaty i bardzo profesjonalny,jakby był automatem,pomyślała Clari.
-Ja..-Odchrząknęła czując jak głos płata jej figle i wcale nie jest posłuszny.-Byłam z moim chłopakiem.-Zawahała się.-Byłym chłopakiem w klubie.Zostawił mnie,mówiąc że idzie po drinki.Długo go nie było zaczęłam się martwić i wtedy przyszedł ten chłopak.-Kiwnęła prawie niezauważalnie spiczastą brodą na oskarżonego chłopaka.-Powiedział,że Nick jest w łazience.Że wymiotuje..i że źle się czuje.Kiedy poszliśmy do łazienki,on...wepchnął mnie do jednej z kabin i..-Poczuła jak oczy zaczynają ją piec.Zacisnęła mocno powieki,nie chcąc żeby wypłynęły z nich łzy.-I zaczął mnie obmacywać.Błagałam żeby przestał.On..on nie chciał.Powiedział,że dużo za mnie zapłacił i że nie mam innego wyboru.
-Czy to prawda,że Nick Fell zdradzał cię?-Wytrzeszczyła jasne oczy patrząc na mężczyznę.A co to miało do rzeczy,do licha?
-Ja..uh...tak.
-Czy to prawda,że twoja przyjaciółka,niejaka Nathalie Green zachowywała się agresywnie wobec niego?
- Obawiam się,że pańskie pytanie nie mają żadnego związku ze sprawą.-Panna Stephani-adwokat Clarissy-popatrzyła groźnie na mecenasa.
-Właśnie,że mają duży związek.Otóż panna Green dotkliwie pobiła kolegę mojego klienta,jak i jego samego.Przypominam,że przyczyniła się do dotkliwego uszczerbku na zdrowiu mojego klienta.Być może ona również zmyśliła to wszystko,a mój klient jest tylko niepotrzebnie wplątywany w całą sprawę.Wielu nastolatków teraz uprawia seks po pijaku.Jeżeli panna Fray go sprowokowała nie ma się co dziwić mojemu klientowi...
-Zwariował pan?-Szatynka krzyknęła oburzona,pragnąc jak jeszcze niczego w życiu,przyłożyć temu mężczyźnie z całej siły pięścią w twarz.Jak śmiał mówić coś takiego?Co za..bezczelny,nienormalny,pozbawiony jakichkolwiek skrupułów imbecyl!-Sugeruje pan,że to ja jestem winna temu wszystkiemu?Że go..-Szukała słowa w myślach.-Celowo podburzałam?
-Ja nic nie sugeruje.Zadałem pytanie,bardzo proste pytanie...-Dziewczyna fuknęła głośno z irytacji.Gdyby była Nath,rzuciłaby jakimś kompletnie pozbawionym sensu i całkiem zabawnym żartem..ale nie była nią.Często podziwiała przyjaciółkę,za to z jakiej perspektywy spogląda na świat.Była na wiele rzeczy bardziej obojętna niż ciekawa.Nie przejmowała się co inni sobie pomyślą.Taka waśnie była.Mówiła co chciała i jak chciała.
Miała dość ciągłych pytań i powtarzania od nowa co jej się przytrafiło.To było straszne,nie chciała do tego wracać nigdy więcej.Spojrzała w kierunku chłopaka,który ją zgwałcił-też na nią patrzył.W tamtej chwili miała ochotę udusić go i jego pożal się Boże mecenasinę.Gdyby tylko posłuchała Nath i nie pakowała się w to całe gówno z Nickiem...


Siedzę na kremowej kanapie z niebieskim kubkiem w ręku,wypełnionym po brzegi słodką gorącą czekoladą z miękkimi piankami.Nie poszłam do domu przywitać się z Lil.Zamiast tego odwiedziłam stare mieszkanie,w którym się wychowałam i przeżyłam najgorsze lata mojego życia.Zabrałam pamiętnik,który regularnie zapełniałam notatkami i wyszłam z tamtego miejsca najszybciej jak się dało.Chociaż musiałam przyznać,że moje dzieciństwo nie zawsze było okrutne.Kiedy tata nie pił,byliśmy szczęśliwą normalną rodziną.Rodzice dobrze zarabiali,my z Lil chodziłyśmy do szkoły i nie sprawiałyśmy większych problemów.No...przynajmniej Liliane.
Pomyślałam o tym,jak wpychałyśmy się nawzajem w błotniste kałuże,a później mama krzyczała na nas myjąc dokładnie nasze splątane włosy,że same będziemy prać ubrania.Ale widząc jej rozbawioną twarz,wiedziałyśmy.Wcale nie była zła.
Pomyślałam o tym,jak w zimie,rzucaliśmy śnieżkami w znienawidzoną sąsiadkę panią Richard,a ona krzyczała na nas,wściekle wyzywając od łobuzów i niewychowanych bachorów.
Pomyślałam jak wywaliłyśmy się na rowerze na Charing Cross Road i jakie byłyśmy poobijane i posiniaczone.Ale oczy miałyśmy żywe,pełne blasku.A w naszych żyłach płynęła adrenalina,od której byłyśmy uzależnione.
A później tata zaczął pić i przestał pracować.A mama nie nadążyła z pracą i rzuciła ją.I zaczęła pracować jako prostytutka.
Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam pamiętnik jednym ruchem ręki.
Drogi pamiętniku!
Dzisiejszy dzień był fantastyczny.Rodzice zabrali nas do wesołego miasteczka i razem jeździliśmy na samochodzikach.Tata to prawdziwy rajdowiec! Razem z Lil,jeździłyśmy nawet na kucykach.Chce żeby już zawsze tak było!
Lekki uśmiech rozciąga kąciki moich ust.Przewracam następną stronę notatnika.
Drogi pamiętniku!
Dzisiaj tata bardzo głośno kłócił się z mamą.Porozbijali nawet kilka talerzy.Nie wytrzymałam i się rozpłakałam,ale Lil była przy mnie i powiedziała,że to normalne.Że wszyscy rodzice się kłócą,ale ja nie wierzyłam i płakałam tak głośno jak tylko można płakać.Czy jestem bardzo słaba?
Drogi pamiętniku!
Słyszałam,jak mama dzisiaj płakała w pokoju,kiedy jakiś pan opuścił nasz dom.Myślisz,że coś jej zrobił? Lil,powiedziała,że nie,ale tata później na nią krzyczał i wyzywał.Nawet trochę ją bił.Boje się.
Zamykam zeszyt ze łzami w oczach.Nie powinnam tego czytać.Wkładam notatnik do torby i wyjmuję z portfela pieniądze za czekoladę.To chore.
***
-Ciesze się,że się nie pozabijaliście.-Lil lokuje się wygodniej na kolanach Zayna,a ja czuję jakby ktoś włożył mi w pierś kawałek lodu,który zaraz przebije serce.Robi to wszystko,dotyka go,ciągle całuje i naprawa się jego ciałem,skórą,urodą.Jest nim zachwycona jakby był jej bóstwem,jakby nie wierzyła,że jest prawdziwy.A on siedział,jak lalka i jej na to pozwalał,posyłając mi ukradkowy uśmiech i wiedział,że patrzę.Pomyślałam,że ja też kiedyś mogłam go dotykać i całować i,że za tym tęsknie.
-No co ty kochanie.-Parska sztucznie Zayn.-Nathalie jest świetną współlokatorką.
Jego oczy błyszczą.
-Przede wszystkim mnóstwo filmów i popcornu.-Obnażam zęby w nieszczerym uśmiechu.-Mam nadzieje,że nie przytyłam.
-Daj spokój.-Lil śmieje się lekko.-Dalej jesteś chudziutka.Zazdroszczę ci tego.-Patrzę na moje nadgarstki,kiedy znowu się całują.
-Och daj spokój skarbie.Masz idealną figurę.-Zayn zostawia na jej skroni mokry pocałunek,a mój żołądek zaciska się boleśnie.Te usta niedawno całowały moje usta.Dłonie dotykały mojej nagiej skóry,a teraz wszytko wróciło do normy.
-Nie tak idealną jak Nathalie.-Przyznaje,lekko zasmucona.Zayn tego nie komentuje i nie próbuje ją przekonać,a ja jestem ciekawa czy to przez to,że wie że z nią nie wygra,czy przez to,że się z nią zgadza.Jednak po chwili na jej twarz wpływa promienny uśmiech.-Nathalie,mam dla ciebie świetną wiadomość.
-Och..?
-Z babcią jest coraz lepiej.Załatwiłam jej pielęgniarkę,która przychodzi do niej raz w tygodniu,żeby zrobić zastrzyki.
-Naprawdę?-Piszczę uśmiechając się szeroko.
-Owszem.-Kiwa i posyła spojrzenie Zaynowi,który wpatruje sie we mnie niczym w obrazek.Wkurza mnie to,że ona wydaje sie tego nie zauważać.-Ale to nie koniec wspaniałych wiadomości.
-Pojedziemy do niej?-Otwieram szerzej oczy i oblizuje usta językiem,a ona kręci przecząco głową.
-Jeszcze nie czas.
Czuję rozczarowanie,ale kiwam głową,jakbym rozumiała.Zadaję pytanie,lekko ostudzona.
-Więc,co to za dobra wieść?
Wcale mnie to nie ciekawi.Za to szeroki uśmiech Zayn'a wprowadza mnie w lekki niepokój.Wiem,że to nie zwiastuje niczego dobrego.Liliane bierze głęboki wdech,jakbym czymś się stresowała i robi dramatyczną przerwę,a potem otwiera usta.
-Postanowiłam poprosić Zayn'a,by się do nas wprowadził.

Pozdrawiam Nobody:*

niedziela, 28 grudnia 2014

Maybe I love You Rozdział 13

-Kiedy Liliane przyjeżdża?-Poprawiam się na kolanach chłopaka i zakładam ręce za jego szyje rozkoszując się ciepłymi promieniami ogrzewającymi moją twarz.Nie byłam przyzwyczajona do słońca.W Londynie ciągle padało,albo było po prostu zimno.Cieszyłam się każdą minutą uczucia ciepła.To była dobra pogoda na spacer.Na piknik.Na siedzenie z Niall'em w parku.
-Za trzy dni.
-Czyli cały weekend bajle bajle?-Porusza dwuznacznie brwiami na co tylko wybucham głośnym śmiechem.Lubiłam spędzać z nim czas.Chyba on jako jedyny nie krytykował mojego zachowanie.Nie czepiał się,że palę,piję czasem ćpam.Lubiłam go.Lubiłam jego niebieskie oczy,które zawsze kojarzyły mi się z wodą lub niebem i to,że zawsze mógł mnie rozśmieszyć.Jego gładkie dłonie.Jego całego,a najbardziej to,że ze mną był.Nawet w najmniejszym stopniu nie przypominał moich pozostałych znajomych.Oni byli puści,byli ćpunami albo pijakami i mieli czarną listę nałogów.Byli niegrzeczni i chorzy i pewnie dlatego tak bardzo ich lubiłam,ale lubiłam też Niall'a.Był moim aniołem,jasnością,promykiem nadziei wśród mroku.Przejeżdżam szorstką dłonią po jego białym policzku.
-No pewnie.-Zsuwam się z jego kolan i odpalam papierosa czarną zapalniczką,którą ukradłam Zayn'owi.Jego najdłużej wytrzymywały,a w moich jak na złość zawsze kończył się gaz.Spojrzałam na nią.To było jakieś fatum dotyczące zapalniczek.
-Co z Clar?
Zaciągam się mocno i wypuszczam dym przez nos.Nie chciałam o niej gadać,nawet o niej myśleć,chociaż tego nie dało się powstrzymać.Robiłam to ciągle,ciągle mała czarna Clar mieszkała w mojej głowie.
To mogło stać się obsesją.
-Nic.Wczoraj u niej byłam.
-I jak?-Krzywię się,jakby jego pytania sprawiały mi ból.
Wiem,że mogę mu powiedzieć,że się zjarałyśmy i nie można było z nią normalnie porozmawiać,ale nie chcę mu tego mówić.To było głupie z mojej strony,że w ogóle dzieliłam się z nią trawką. Nakręciła się jeszcze bardziej.
Przymykam powieki.
Byłam naprawdę złą przyjaciółką.
-Sam wiesz Niall.-Spuszczam głowę,kiedy słyszę jak wzdycha zrezygnowany.Martwi się o nią,chodź nie zna jej za dobrze.Jest dobry.
-A może pomógłby jakiś psycholog?
-No co ty.-Parskam,rzucając niedopałek na chodnik.Zgniatam go vansem.-Ona nigdy się na to nie zgodzi.
-Chociaż z nią pogadaj.
Unoszę głowę do góry patrząc w słońce.
Może to nie był taki najgorszy pomysł.

*
-Nie jestem żadną pieprzoną psycholką!-Widzę jak wazon roztrzaskuje sie o ścianę.Wiedziałam,że będzie źle,byłam na to gotowa,ale postanowiłam zaryzykować.-Nie spodziewałam się tego po tobie.Myślałam,że jesteś wobec mnie najbardziej lojalna.Po wszystkich,tylko kurwa nie po tobie.
Siadam na sofie i śmieję się głośno.Bawi mnie to jak bardzo wybucha,i z jakiegoś powodu jestem zadowolona,że pokazała jakiekolwiek emocje poza pustką.Nie mówiła prawie nic,a kiedy wspomniałam o psychologu...no,z resztą co tu mówić,chyba sami widzicie.
-Nie bądź głupia.Przecież wiesz,że sobie nie poradzisz.-Mówię w końcu,zakładając nogę na nogę.Jej usta zaciśnięte są w wąską linię,jakby sama siebie powstrzymywała przed powiedzeniem czegoś nieprzyjemnego w moim kierunku.
-Zamknij się.
Zaciskam mocno zęby,kiedy na mnie krzyczy.Wielkie dzięki Niall za wysłanie mnie tutaj.Nie wiem,jak mogłam się zgodzić na coś takiego.Ach no tak.W końcu ta pieprzona psycholka jest moją najlepszą przyjaciółką.Kto jak nie ja ma ją wyciągnąć z tego bagna? Taka już dola przyjaciół psychopatów.
Nic na to nie poradzisz.
-No i  co Clar? Zajaramy sobie i na chwile będzie dobrze,a później znowu będziesz cięła swoje łapy.-Warczę,wstając z siedzenia,a ona naciąga rękawy w dół,myśląc że nie widzę jej ran.Przełykam gorzką ślinę.Nie sądziłam,że posunie się do czegoś takiego.Nie moja silna Clarissa.Każdy,ale nie ona.-Jeżeli nie pójdziesz ze mną do psychologa to powiem twojej mamie o kolekcji żyletek w twojej szufladzie,a ona wyśle cię do psychiatryka.Bo tym właśnie jesteś teraz.Psycholką.
-Jak śmiesz?!
-Przestań.
To nieprawda.
Nigdy w życiu bym na nią nie nakablowała,ale wiem,że muszę podać jakieś argumenty,bo nic z tego nie będzie.I faktycznie już po chwili maszeruje do łazienki z wściekłą miną,a ja podchodze do szafy żeby wyszukać jej jakieś ciuchy.Uśmiecham się pod nosem.I wiem,że wygrałam.

-Ile znałaś się z Nickiem?-Trzydziestoletnia-jak na moje oko-blondynka,wygodniej rozsiada się na skórzanych biurowym fotelu.
-Z jakieś kilka miesięcy.-Mruczy cicho Clar nawet na nią nie patrząc.Bawi się swoimi palcami,wyginając je w najróżniejszy sposób.Nie chciała tu być,to było jasne.Krępowała się,to było widać,ale sądziłam że to było jej potrzebne.Ona pewnie gdzieś w środku też to czuła,ale rzecz jasna by się do tego nie przyznała.
-Zmuszał cię do seksu?
Ciemnowłosa patrzy na mnie,jakby szukała odpowiedzi na mojej twarzy, a później opowiada jej jak Nick naciskał na seks,a kiedy się nie godziła stawał się brutalny.Nie słucham jej,tylko co chwilę sie uśmiechałam,albo smyrałam palcami po dłoni.Blondynka tłumaczy jej,że to nie jej wina,a ona wydaje się jej wierzyć,ale mogę się mylić.Gadają jeszcze chwilę a potem umawiają się na kolejne spotkanie.I to tyle.Później wychodzimy.

-Kocham cię najbardziej na świecie.-Śmieje się wpatrując w gwiazdy.Śnieg stopniał,a my możemy położyć na suchej trawie i pooglądać gwiazdy.
-Ja też cię kocham Clar.-Zaciągam sie papierosem,wypuszczając po chwili gęsty dym z ust.-Polubiłaś panne Melanie?
-Oj tak.-Przyznała również zapalając swojego papierosa.-Będę u niej częstym gościem.
-Myślę,że raczej nie będę ci tam potrzebna.
-Nie.-Kręci głową, wypuszczając dym.-Dam sobie radę.
-To świetnie.-Wyrzucam niedopałek papierosa gdzieś przed siebie i podnoszę się szybko z trawy.
-Czas iść do domu.
Zajmuje nam to długie kilkanaście minut,bo Clar co chwilę przystaje,żeby pooglądać niebo.
-Dziękuje Nathalie.-Jej mama przytula mnie mocno,a ja wiem że powstrzymuje się od płaczu-Dzięki tobie wróci do normalności.I wszystko będzie dobrze.
-Polecam się na przyszłość.-Uśmiecham się szeroko,spokojna, odchodząc lekkim krokiem w ciemność.Czuję jeszcze przez chwilę jej wzrok na sobie,ale później zamyka drzwi frontowe.
Szybko wyciągam  paczkę papierosów z kieszeni kurtki i natychmiast wkładam jednego do ust.Jak na razie koniec problemów.
****
-Jak wyglądał twój pierwszy raz Zayn?-Zaciągam się jointem,czując jak narkotyk pomału zaczyna na mnie działać.To było lepsze niż papierosy,wódka niż najlepsze wino.Czułam,że wszystkie problemy znikają.
-Wiesz.-Chłopak również zaciąga się swoim papierosem,wypuszczając gęsty dym z ust.-Długo by opowiadać.
-Mamy czas.-Wyszczerzam się,czując jak dym wdziera się do moich płuc drażniąc drogi oddechowe.
-Dobra,więc.-Podnosi się do pozycji siedzącej, i wkładając jointa między zęby,zawiązuje sznurówkę białego supra.Po chwili,znowu kładzie się na łóżku,tuż obok mnie.-Zawsze miałem powodzenie u dziewczyn.Z resztą chyba już to zauważyłaś.-Parska zaciągając się dymem.Idę w jego ślady.-Nawet nauczycielki zauważały moją urodę.Wystarczyło zrobić słodkie oczka,ładny uśmiech żeby zdać.To było tak banalne,takie proste.-Kręci głową,a ja wyczuwam w jego głosie tak wielką kpinę,jakby właśnie śmiał się z tych wszystkich naiwnych idiotek,które zaciągnął do łóżka.Patrze na jego tatuaże,na usta które mówią,słucham jego zachrypniętego głosu.Jest tak niesamowicie inny od wszystkich ludzi.To tak przyjemne spędzać z nim czas i móc go dotknąć.Wiem,że jestem od niego absolutnie uzależniona.-Sophe,była nauczycielką języka angielskiego.Była idealna do łóżka.Piękna i młoda.I chętna.Bardzo.Marzenie każdego młodego chłopaka.Spodobałem się jej.Bardzo.A,że się z tym zbytnio nie kryła,wiedziałem że mogę w każdej chwili z łatwością ją uwieść.Boże,cukiereczku,żebyś ty wiedziała jakie ona miała usta.-Jęczy gardłowo zerkając na mnie.Śmieję się głośno, wyrzucając spalonego blanta.Wszystko wydaje się w tej chwili zabawniejsze niż zwykle.-Zrobiliśmy to na długiej przerwie,w jej klasie.Nie ukrywam,że taki obrót sprawy przypadł mi do gustu,tym bardziej,że mogłem ją szantażować,gdyby nie chciała przepuścić mnie do następnej klasy.
-Ty potworze.-Przewracam teatralnie ciemnymi oczami.
-Taa..cały ja.-Również wyrzuca blanta,obejmując mnie mocno ręką w pasie.Kładę głowę na jego klatce,patrząc w sufit.
-Jestem szczęśliwa.-Przyznaję,nie wiem dokładnie po co.-A ty?
-Ja?-Jego lewy kącik ust delikatnie rozciąga się w uśmiechu.-Tak.Jestem szczęśliwy.
I leżeliśmy i milczeliśmy całkowicie odprężeni po narkotyku.I byliśmy przytuleni i szczęśliwi i uśmiechnięci.I nie mieliśmy już problemów,bo one znikały jak bańki z mydła.I oddychaliśmy spokojnie i patrzyliśmy w sufit,jakby było na nim coś naprawdę ciekawego.Nikt z nas nie chciał przerywać tej ciszy,ale ktoś ją przerwać musiał.
-Wiesz dlaczego z tobą zerwałem Nathalie?-Poruszam się niespokojnie,czując jak wbija palce w moją skórę na biodrach.Och...czyżby Pana Skurwysyna Malika,naszła ochota na zwierzanie?
-Nie mam pojęcia.-Parskam,uśmiechając się sztucznie.-Bo ci nie dałam?
-Też.-Śmieje się głośno,nawet nie próbując ukryć tego,że go rozbawiłam.-Ale chodzi mi o to,że z czasem poczułem przy tobie to,czego nie odczuwałem przy innych.Lubiłem cię,rozumiałaś mnie jak nikt i myślę,że mógłbym się z tobą zaprzyjaźnić a ta przyjaźń byłaby bardzo ciekawe.Zależało mi na tobie cukiereczku.Nie mogę powiedzieć,że cię kocham,bo to nieprawda.Ale zarazem nie mogę powiedzieć,że tylko cię lubię.Bo to coś o wiele więcej.Próbowałem ustalić co to za uczucie,ale w całym pieprzonym słowniku nie ma takiego słowa ,którym cię darzyłem i darze dalej.I nie wiem co zrobić,bo ty mnie nienawidzisz,ale jedno jest pewne.
Mój oddech staje się płytszy przez to co powiedział.Uchylam usta.
-Co jest pewne? –Wtulam się bardziej w jego szyje,na co tylko wzdycha.Tak pięknie pachnie.
-Że muszę znaleźć te słowo.Muszę je znaleźć,bo chce żebyś je ode mnie usłyszała.

piątek, 26 grudnia 2014

Liebster Award

Chcę podziękować Claudi za nominacje.Nie spodziewałam się tego,dzięki bardzo:)
So..zaczynajmy:)
 Pytania:
1. Ile już jesteś na Bloggerze?
2. To twój pierwszy blog?
3. Twój idol/idolka?
4. Ulubiony gatunek filmowy?
5. Twoje hobby?
6. Posiadasz jakieś szczególne zalety?
7. Wybierasz nieodwzajemnioną miłość, czy wieczną przyjaźń?
8. Co zamierzasz robić w przyszłości?
9. Wierzysz w istoty nadnaturalne i zjawiska paranormalne?
10. Twoje największe marzenie?
11. Czy wiążesz swoją przyszłość z pisaniem?

Odpowiedzi:
1.Oj..od kilku misięcy,chyba tak jakoś :)
2.Nie..to mój pierwszy blog,którego trochę zaniedbałam:)
3.Ne posiadam,ale uwielbiam 1D,1R :)
4.Fantasy,romans.
5.Śpiew i taniec :)
6.Jestem niezwykle wkurzająca.To dar :)
7.Przyjaźń trzy razy tak! :)
8.Oj..nie wiem,jeszcze o tym nie myślałam:)
9.Nie:)
10.Hm..spotkanie chłopaka,który prawdziwie mnie pokocha:)
11.Nie wiem,raczej nie:)

Moje pytania:)
1.Ile masz lat?
2.Wierzysz w prawdziwą miłość?
3.Ile już piszesz?
4.Lubisz czytać książki,jeżeli tak to jaka jest twoja ulubiona/ulubiony autor/autorka?
5.Ulubiony film?
6.Ulubione zwierze?
7.Twoje hobby?
8.Kim chciałabyś zostać w przyszłości?
9.Ulubiona piosenka?
10.Kto jest twoim idolem?
11.Co skłoniło cię do założenia bloga?

Nominuje:
 http://walk-in-shadows.blogspot.com/
http://zayn-malik-promise-fanfiction.blogspot.com/
http://would-you-know-my-name-1d.blogspot.com/
http://final-justice-jb.blogspot.com/
http://25dwma.blogspot.com/

Z mojej strony to wszystko.Pozdrawiam Nobody:*

środa, 24 grudnia 2014

Wesołch świąt!

Wesołego jajka oj to nie ta bajka! Przepraszam pomyłka to miała być choinka! Wiec wam życzę prezentów, szczęśliwych momentów, karpia smacznego,sylwestra pijanego,chłopaka fajnego i Nowego Roku udanego! 
Dziękuje,że jesteście ze mną,obyście mnie nigdy nie opuściły i żeby przybyło was jeszcze więcej:) Najlepsze czytelniczki na świecie:*
Ściskam mocno,Nobody:*

środa, 17 grudnia 2014

Maye I love You? Rozdział 12


-Skup się!
-Dziewczyno.Zaraz stracę przytomność,w takich chwilach ciężko się skupić.-Blondyn marszczy na mnie brwi.Zaciskam mocniej zęby,tak że aż boli mnie szczęka i przyciskam jego ciało mocniej do ściany.Widzę jak krew z nosa,spływa mu po brodzie i skupiam wzrok na jego ustach,które już po chwili też krwawią.Stanie przed klubem w sam ziąb,ubrana jedynie w skórzaną kurtkę nie jest tak przyjemne,jakby się komuś mogło wydawać.Właściwie to w ogóle nie jest przyjemne.Cholera czego nie robi się dla przyjaźni? Jestem stanowczo za dobra.
-Przestań dramatyzować.-Marszczę brwi i miotam jego sylwetkę wzrokiem.Niebieskooki blondyn o ciemnej karnacji i dość tandetnym tatuażu na szyi.Wodzę po nim wzrokiem.Przypomina chińskiego smoka,o ile sobie przypominam jeden z moich kolegów ma takim sam,ale w dużo lepszej wersji.Wiem,że jest to jeden z kolegów Nick'a.Często widziałam go z nim,poza tym obaj są tak samo beznadziejnie tępi.Nie ma w nich nawet nic pociągającego,nie wiem gdzie Clar miała oczy.Przechylam głowę do tyłu.Chyba dawno nie czułam tak dotkliwej irytacji.Zabiję kiedyś tę pustą idiotkę.-Nick Fale,mówi ci to coś?
-Nie.-Kręci głową i parska śmiechem,plując moją twarz własną krwią.Krzywię się z obrzydzenia i wycieram krew rękawem .-Laluniu,ode mnie nic nie wyciągniesz.Nawet nie próbuj.
-Ach tak?-Mierzę go wzrokiem i unoszę brwi,widząc błyszczący przedmiot za paskiem jego dżinsów.Wysuwam nóż i bez wahania wbijam go w nogę chłopaka. Moje powieki na chwilę się zamykają,kiedy wrzeszczy z przerażenia i bólu,chociaż też pewnie z zaskoczenia,bo to było naprawdę szybkie i niespodziewane.Musiało zaboleć naprawdę mocno;był półprzytomny przez alkohol,a ludzie rzadko kiedy w takim stanie reagują na ból.Później dociera do mnie,że naprawdę potwornie go skrzywdziłam.Cholercia.
Czuję lekkie wyrzuty sumienia,ale one znikają tak szybko,jak szybko przed moimi oczami ukazuje się zapłakana,skrzywdzona Kira.Tak mała i bezbronna.
A ten padalec ją zgwałcił.
Przyciskam go mocniej do muru,bo dziwnie osuwa mi się z rąk,jakby ledwo co mógł ustać.
-Słuchaj idioto.-Syczę,patrząc prosto w jego oczy.Próbuję zamaskować falę wściekłości,która przepływa przez moje ciało.Lecz sama myśl,że przede mną stoi dupek,który zgwałcił moją przyjaciółkę,doprowadza mnie do obłędu i jestem gotowa zrobić wszystko.Jestem gotowa nawet wykastrować go tym nożem żeby już nigdy nikogo nie skrzywdził.Tak jak skrzywdził ją.Tysiące igieł wbija się w moje serce-Za jakieś 5 minut się wykrwawisz,więc lepiej powiedz co wiesz,albo stracisz władze w drugiej nóżce.-Mój głos jest zdeformowany przez zaciśniętą szczękę,ale jestem pewna że wyłapał każde słowo.Gdyby nie był taki pijany pewnie nie zdołałabym go przydusić.Jestem trochę drobniejsza od niego.Łapię go w ostatniej chwili,gdy osuwa się po zimnym murze. Jest ciężki.Bardzo ciężki.No dobra trochę bardziej, niż trochę.
-Dobra,dobra.-Sapie.Jego oddech jest szybszy.Patrzy z niepokojem na swoją nogę,zapewne obawiając się jaki będzie jej dalszy los.-Znam Nicka.Ostatni raz widziałem się z nim na imprezie.-Przerywa wypowiedź i jęczy głośno,zaciskając powieki.-Błagam...
-Mów.-Warczę bezlitośnie,przyciskając ciało chłopaka do chłodnego muru,jakbym chciała go w niego wbić.Ale on sam opiera się o moje ciało nie mogąc ustać na nogach.Gdybym go puściła,bezwładnie osunął by się na ziemie,jednak nie mogłam na razie tego zrobić,chociaż bardzo chciałam.Zaciągam się zimnym powietrzem/Wyczuwam od niego trawkę,albo haszysz-nie jestem pewna,wiem jedynie że po alkoholu nie byłby aż tak słaby,nawet gdybym dźgnęła go w nogę.
-Był tam...z taką..laską.-Oddycha szybko.-Stracę jebaną nogę dziewczyno!
-Kurwa.-Oddycham głośno przez nos i wysuwam ostry przedmiot z rany.Patrzę na niego a ironiczny uśmiech rozciąga kącik moich ust.Zadaję kolejny cios z większą siłą w te samo miejsce.Wrzeszczy tak głośno,a łzy płynął po jego policzkach.Może oszalałam,może jestem oszalała z rozpaczy,ale podoba mi się że on cierpi.Bo ona też cierpiała,nawet bardziej niż on z tym nożem w nodze.-Powiedziałam.Mów.Chłopaku.
-Zapłaciłem mu.-Szepcze.
-Za co?-Moja cierpliwość szybko się kończy.Patrzy na mnie błagalnie,przez co dociskam nóż bardziej do rany.Jęczy tak głośno.
-Za jego laskę.Tamtej nocy.Chciałem ją mieć... tamtej nocy.-Patrzę na niego jakby trochę zagubiona.Później, otrząsam się z tego dziwnego transu i zaciskam mocniej pieści na połach płaszcza,a potem opuszczam jego ciało a on ląduje na chłodnej ziemi płacząc z bólu.Uchylam wargi zaciągając się mocno chłodnym powietrzem.
-Obyś zgniła w piekle.-Jęczy zrozpaczony na nowo zanosząc się płaczem.Zerkam na niego z lekko zmarszczonymi brwiami.
Przecież ja już w nim jestem.
****
Bose stopy odbijają się o posadzkę,a dłonie pocierają ramiona chcąc dać im choć trochę ciepła.Wchodzę do łazienki i zapalam światło..Krzyczę i oddycham głośno jak po biegu a moje ciało drży i opada na płytki.I czołga się do martwego ciała mojej przyjaciółki.Dotykam lekko jej ramion,jakbym bała się że mogę ja skrzywdzić.Mam oczy większe ze strachu,kiedy widzę napis,wyryty nożem na jej skórze.
TY BĘDZIESZ NASTĘPNA.
Otwieram gwałtownie oczy,czując jak ktoś szarpie mnie za ramiona.Jestem tak przerażona.
- Nathalie!-Zayn łapie końcówki swoich włosów i ciągnie za nie,jakby chciał się ich pozbyć.-Kiedyś dostanę przez ciebie zawału,obiecuje!-Wydaje się podobnie zdenerwowany i nawet nie wiedziałam,że ktokolwiek może doprowadzić go do takiego stanu.Jestem cała mokra od potu i trzęsę się jak nienormalna.Mogę sobie już wyobrazić jak bardzo blada teraz jestem.Nie chciałam tych koszmarów,chciałam tylko żeby po prostu sobie poszły,ale one ciągle zostawały i były coraz gorsze,a ja przeżywałam je coraz to bardziej.Bałam się,że w końcu może coś mi się przez nie stać.Że mogę się z nich nie obudzić i umrzeć przerażona tym co się w nich dzieje.Jest mi bardzo zimno,opadam na poduszki wykończona,spocona i przerażona.
-Z.zayn..-Zakrywam twarz dłońmi,pocierając mokre policzki.On przytula mnie mocno oplatając ramionami.-K.kira,ona nie żyje.
- To tylko sen Nathalie.-Słyszę jego spokojny i cichy głos.Szlocham rozpaczliwie.Nie chcę taka był.Słaba.Nie przy nim,ale jest już za późno.Czuję jak tracę kontrolę nad samą sobą.
- Wcale nie!-Odpycham go od siebie.Usta mi drżą.- Ona nie żyje i ja też niedługo umrę!
Zachowuję się jak wariatka i zdaje sobie z tego sprawę.Niestety,nic nie mogę na to poradzić.
- Nie bądź głupia.-Przewraca oczami lekko wkurzony.-To tylko sen.
-Nie.-Kręcę szybko głową zdesperowana.Brunet popycha mnie lekko,przez co kładę się na miękkiej poduszce.Znajduje się nade mną podpierając na łokciach.Słyszę nasze przyśpieszone oddechy.Przerażona do granic możliwości,taka właśnie jestem.Obejmuje moją twarz,wielkimi silnymi dłońmi i głaszcze kciukami policzki.
-To sen,tylko sen.-Szepcze kładąc się na mnie.Nasze ciała są tak blisko,że mogę poczuć bicie jego serca.Czuć od niego przyjemne ciepło i to sprawia,że na chwilę mogę zapomnieć o koszmarze.Oblizuje seksownie usta,kładąc kciuk na mojej dolnej wardze.Opuszkami palców zaczyna badać ich miękkość.Obejmuje mnie mocno i zaczyna całować jak szalony.Wiem,że powinnam go odepchnąć.Tak nakazywał rozsądek,ale nie jestem w stanie go posłuchać.Nie,kiedy Zayn całuje mnie tak,jakby uznał,że warto za to iść do piekła.
Wplatam palce w jego gęste,czarne włosy ciągnąc za nie.Warczy gardłowo w moje usta.Tego potrzebowałam,wyluzowania,odstresowania,odreagowania.On mi to dał.Wyciągał mnie z klatki,w której tkwiłam,pozwalał nie myśleć o niczym innym tylko o jego pocałunkach.
-Nathalie.-Chrypie,nie przerywając pocałunku.Wbijam palce w jego twarde ramiona i oddaję pocałunek z twardą desperacją.Nie mogę zaczerpnąć dość powietrza.To coś czego nie da się opisać słowami.To jak najlepszy alkohol,papieros.Jak najlepszy towar.Najlepszy narkotyk.Dzwoni telefon,ale nadal się całujemy.
- Zayn.-Szepczę między pocałunkami.-Musisz.Odebrać..Och.
-Nie.-Warczy ochryple,bardziej dociskając mnie do łóżka.Nie jest ciężki,ale nie należy do najlżejszych przez co jęczę,co nakręca chłopaka jeszcze bardziej.On chyba też tego potrzebował,odreagowania.Może też przeżył to co się ze mną dzieje na swój dziwny sposób,albo po prostu się nudził i postanowił jeszcze bardziej skomplikować mi życie.To nienormalne jak mocno i namiętnie mnie całuje.Jakby chciał zmiażdżyć moje wargi,jakby potrzebował tego co właśnie robi,jak tlenu.Nie mogę nadążyć za jego tempem.Potem schodzi pocałunkami na moją szyję i w nią też się wgryza co boli jeszcze bardziej,ale nie wiedząc czemu- to mnie podnieca.Czuję się okropnie przez to co robię,jednak jest za późno,bo on gryzie moją szyję jakby była kawałkiem mięsa,a potem ssie ją i całuje.A ja to lubię.To mi się podoba i nie chcę tego przerywać,ale muszę.
-Zayn.-Odpycham go od siebie,oblizując spuchnięte od pocałunków wargi.Patrzę na niego czując jak moje policzki płonął od rumieńców.-Odbierz.
-Ok.-Przewraca oczami , jakby leniwie składając pocałunek na ranach mojej szyi.Wzdrygam się,przez pieczenie.Wyjmuje z kieszeni telefon,przykładając sobie do ucha i wtulając twarz w zagłębieniu pomiędzy moją szyją a ramieniem.Czuję jego ciepły oddech na mojej skórze kiedy mówi.
-Halo? Och.Cześć kochanie.-Krzywię się i spycham z siebie ciało chłopaka.
Kochanie
Kochanie
KOCHANIE
Moja siostra właśnie siedzi z chorą babcią,a ja całuje się z jej chłopakiem.Kto wie,co mogłoby się stać gdyby nie ten telefon.
Nathalie ty dziwko.
-Tak..tak wszystko w porządku.-Oblizuje wargi uśmiechając się złośliwie.-Nathalie?...och Nathalie.-Patrzy na mnie,świecącymi oczami.Przełykam gorzką ślinę za głośno,by mogło to umknąć jego uwadze.-Ta..jest grzeczna.Świetnie się dogadujemy.Właśnie oglądaliśmy niezwykle ciekawy film.-O mój Boże Lil,gdybyś mogła teraz zobaczyć jego obleśny uśmieszek.-Tak..tak,dokładnie.Ok,skarbie kończę.Mhm..tak odezwę się..tak,cześć.-Rozłącza się i niedbale rzuca aparatem o podłogę.
-Na czym skończyliśmy?-Jego usta rozciąga leniwy,niegrzeczny uśmieszek.-Ach tak.-Kładzie się na mnie składając pojedyncze pocałunki na szczęce.Już nie jest tak gorąco,jak przed kilkoma minutami.
-Nie,Zayn.-Odsuwam go od siebie,ale on nie słucha.Jego język co chwile zaznacza miejsca na mojej szyi. –Zostaw mnie.-Syczę wściekle.
-Nathalie.-Mruczy ssąc skórę obojczyka.Wydaje z siebie dziwny odgłos.-Co z tobą? Przedtem byłaś bardziej chętna.
-Zostaw mnie.-Warczę.Zamykam oczy,czując chłód jego dłoni na brzuchu.Kreśli na nim różne wzorki,co lekko mnie łaskocze.
-No dalej Nathalie.-Szepcze.Odrywa się od mojej szyi,żeby spojrzeć w moje ciemne oczy.Jego są błyszczące jak u rekina.-Obiecałaś,że będziesz grzeczna.-Jego zęby zaczynają nadgryzać moje lewe ucho.-Więc bądź grzeczna.
-Pieprz się Zayn.-Dyszę pod nim.Słysząc jego melodyjny śmiech roznoszący się po pokoju,mam ochotę zrzucić go z siebie i zacząć kopać.-Jeżeli nie zostawisz mnie w spokoju, powiem wszystko Lil.
-I co jej powiesz?-Prycha wstając ze mnie.Patrzę na niego.Jest wyluzowany i rozbawiony,ale jego spodnie w okolicach krocza są wypukłe,co jest skutkiem naszej wcześniejszej zabawy.Dlaczego wcześniej tego nie zauważyłam?
-Dobrze wiesz,Zayn.-Śledzę wzrokiem jego sylwetkę.To jak się porusza,z gracją jak tancerz.
-Głupia.-Kręci głową.-Ona ci nie uwierzy.Mi uwierzy.Tak.Ale tobie nie.Bo mnie kocha.
-Mnie też.-Odpowiadam pewnie i zaciskam mocno usta,kiedy podchodzi do drzwi.
-Doprawdy?-Jego twarz przybiera złośliwy wyraz twarzy.A ja wiem,że ma rację.
****
Splatam jej palce ze swoimi i poprawiam ciało na łóżku.Wiedziałam,że Clari nie będzie tak łatwo mogła się pozbierać po tym wszystkim.Ja też nie,ale ona bardziej.Odpalam skręta i zaciągam się nim mocno.
-Właśnie w tej chwili chcę umrzeć tak bardzo,jak jeszcze chyba nigdy w pieprzonym życiu.
Patrzę na nią wypuszczając pomału gęsty kłąb dymu z ust.Odbiera mi go.Wygląda dość marnie.Schudła.I ma na sobie szare ciuchy,ale wiem że to nie jej, bo ona nie znosi takich kolorów.Są na nią za duże,a może to przez to że nie jest tak idealna jak kiedyś,tylko bardziej koścista.Ma zakrwawione wargi i dziwne oczy,jakby ćpała,a przecież dopiero teraz odpaliłam joint'a.Mimo tego wciąż jest ładna,ale wyblakła jak kartka lub coś równie głupiego.
-Przestań.-Ściskam jej mokrą rękę mocniej i idealnie wykładam z jej ust skręta.Biorę dużego bucha i uśmiecham się kiedy czuję drapanie w gardle.Will ma naprawdę najlepszy towar w mieście.Zdecydowanie będę od teraz kupowała marihuanę tylko od niego.-Damy radę.
-Pamiętam jak mnie dotykał.-Wypuszczam dym przez szeroko otwarte usta.To dziwne,że nie czuję nic mimo że powinnam czuć żal do niej.Ostrzegałam ją przed tym dupkiem.Ostrzegałam,ale mnie nie posłuchała i chyba nawet nie jest mi jej szkoda.Sama nie wiem.Czy grzechem jest nie odczuwać empatii? Zapytam księdza,jak tylko go spotkam w kościele.Kiedy do niego pójdę.Czyli na jakimś pogrzebie.-Wiesz Nathalie,czasem chciałabym cofnąć czas,albo pstryknąć palcami żeby było tak zawsze.Żebyś była ty i ja i nic.Centralnie beznadziejne.
Robię kółka z gęstego dymu obstawiając jej skręta.Bierze go pomiędzy wargi i zatyka nim przypływ niepotrzebnie wypowiedzianych słów.
-Odbija ci dziewczyno.-Śmiejemy się razem kiedy to mówię,a później krzyczymy jak nienormalne,bo trawka zaczyna działać.Później się uspakajamy i znów palimy w ciszy.Wielkie szczęście,że dom jest pusty.
-A ty?
-Co ja?
-Nie chciałabyś zatrzymać czasu?
Zakładam lewą rękę za głowę i się na niej podpieram.Mam przed oczami Zayn'a i Niall'a i wściekłą Liliane.Moja mama nie żyje,a ojciec..z resztą kto by się tam nim przejmował.Byłam sama jak palec,miałam tylko Lil i babcie Helen.Nie byłam szczęśliwa,byłam chora z nieszczęścia,ale nie mogłam tego nikomu powiedzieć.Zamykałam to w sobie.Wszystkie uczucia.Na wszystkie spusty.Nie chciałam pozwolić im się wydostać.Choćby nie wiem co,wszystkie tajemnice chciałam zabrać ze sobą do grobu.Czasem miałam ochotę po prostu płakać i robiłam to gdy nikt nie patrzył,gdy byłam sama w domu lub pokoju.Robiłam to tak cicho,po kryjomu,podczas prysznica,przed spaniem.Czasem kiedy siedziałam pijana,ale tylko kiedy nikogo wśród mnie nie było.Szkoda,że nie mogłam ukryć się przed samą sobą.Byłam słaba,choć udawałam twardą.
-Bo ja wiem? Aktualnie chyba nie.Jest zbyt bardzo zjebanie.
-No co ty.-Patrzy na mnie jakbym powiedziała,że zwierzęta mówią.Nie mogę uwierzyć,że tak bardzo ją to dziwi.
Uśmiecham się lekko.
-Chociaż,Lil mogłaby zostać u babci na dłużej.Mam bez niej święty spokój.
To nie prawda.Chociaż,po części tak,ale z drugiej strony,mam tylko ją.Jest moją jedyną rodziną,nie licząc ojca,babci Helen i tej jędzy Dorothey-matki mojej mamy.Tylko ona się mną przejmuje,może nie gadamy za często,ale ją kocham.
-Chcę być taka jak ty.Teraz!-Krzyczy i śmieje się,ale ja do niej nie dołączam,bo nie jest to śmiech szczery.-Nathalie,zabiję się.Dzisiaj albo jutro.Zabiję się.
Płacze w moje ramie i tuli się do mnie,a ja też chcę się rozpłakać,bo wiem,że tylko po narkotykach jest szczęśliwa.I nie wiem co zrobić.I nie wiem,czy chce pstryknąć palcami.


                                                                                                                                                                    

niedziela, 7 grudnia 2014

Maybe I love You? Rozdział 11


Przekrzywiam głowę w prawą stronę.
- Co?
- To co słyszałaś-Mierzy mnie wzrokiem.Jej loki lekko wyprostowane,paznokcie krótkie od nadmiernego gryzienia,oczy podpuchnięte od zmęczenia.Wkurza mnie to,że przy Zaynie odzywa się do mnie jakby była kimś znacznie ważniejszym.Jakąś pieprzoną królową,a ja jej służką.
- Nie jestem dzieckiem.- Uśmiecham się krzywo.-Zrobię najwyżej z jedną ,ewentualnie pięć imprez pod twoją nieobecność.
- Zamknij się.-Warczy przewracając oczami.Patrzę na Zayna błyszczącymi oczami.Ma łagodny wyraz twarzy,co sprawia,że moja irytacja rośnie.Jest jak jakiś baranek kiedy Lil stoi przede mną. –Nie mam czasu na twoje złośliwości.Idę się pakować,a ty.. zajmij się czymś pożytecznym.- Obdarza mnie chłodnym spojrzeniem,łapiąc się drewnianej barierki schodów. Kiedy ma wejść na jeden ze stopniów,posyła w kierunku Zayna uśmiech,który pewnie ma uchodzić za seksowny.Stwierdzam,że Bóg naprawdę mnie nie kocha.
- Ty podstępny Judaszu.- Warczę widząc uśmiech mulata.Zawsze się tak szczerzy.Mam ochotę go spoliczkować.
- Nie mam pojęcia o czym mówisz.-Śmieje się lekko.-Jakoś nie przeszkadzało ci,kiedy wczoraj wpychałem swój sprytny język do twojej małej buźki.Umiem robić nim,wiele ciekawszych rzeczy.Uwierz.- Zaciskam palce na szklance tak mocno,że moje knykcie bieleją.
- Jesteś łajdakiem Zayn.- Odstawiam z trzaskiem szklane naczynie na blat.
- Dlaczego?- Patrzę na niego ponuro.Jednak on ma znudzony wyraz twarzy.-Przecież nie tylko ja zdradziłem wczoraj twoją siostrę.Ty również to zrobiłaś Nathalie.-Zaciskam zęby.
Maszeruję do pokoju z zaciśniętymi pięściami, słysząc za sobą jedynie stłumiony śmiech chłopaka.

****
- Na Boga.- Zasłaniam usta ręką.Moje oczy większe.Postać na ekranie na pozór wygląda  normalnie,jednak gdy przyjrzałam się uważniej niemowlakowi ,zobaczyłam że palce  nie są palcami,tylko szponami zagiętymi do środka.Jego skóra  szara ,a oczy,szeroko otwarte i nieruchome, całkowicie czarne,łącznie z białkami.-Wyłącz to Zayn.
- Boże,to tylko film.-Zagryzam wargę słysząc kpinę w jego głosie.Już nigdy nie oglądnę horroru.Ulga jaką czu gdy wyłącza telewizor jest niedopisania. Mam ochotę uściskać go za to,że spełnił moją prośbę,ale w ostatnim momencie powstrzymuję się od tego.
- Dosyć nudnego oglądania filmów.- Patrzy na  mnie kpiąco.-Zapomniałem jaka jesteś w tej kwestii wybredna. Idziemy do klubu!
- Do klubu? – Wsta z kanapy.-Jutro mam szkołę.Nigdzie się stąd nie ruszam.
- Jak chcesz.-Wzrusza ramionami również wstając.Posyła mi wymowne spojrzenie podchodząc bliżej.- Jesteś tego pewna Nathalie? Chcesz zostać sama w domu,po oglądnięciu tego horroru?-Wzdrygam się.Przed moimi oczami widnieje przerażająca twarz niemowlęcia,oczy czarne niczym tunele, szpony zamiast paznokci..
- Idę się przebrać.
***
- Podsumowując.-Patrzę na Gabriela-tak dla przypomnienia,Gab jest blondynem,który jakimś cudem pomógł mi znaleźć Clar którejś tam nocy za klubem.Jego mina jak zwykle wyraża znudzenie,ale wzrok jest czujny.Oczy szkliły się od nadmiaru alkoholu.- Zgubiłaś jedyną,odpowiedzialną za ciebie osobę,Aniele?
- Nie ujęłabym tego w ten sposób.-Podnoszę prawą brew do góry,przystawiając szyjkę butelki do ust.Sama nie wiem skąd się tutaj wziął,czasem miałam wrażenie że mnie śledził,ale nie narzekałam.Lubiłam Gab'a,był tajemniczy i seksowny.Po za tym przyniósł wódkę.Kolejny punkt dla niego.- Kiedy Zayn wprowadził  mnie w tłum ludzi,zagapiłam się na obściskującą parę i.. później nie mogłam go  znaleźć.Ten klub jest z pewnością wielki.
- Jeżeli Extazy to dla ciebie wielki klub,to co byś powiedziała o takich jak: Fabric,Plastic People,Public Live,Toxic-to są dopiero wielkie kluby.
- Nie ważne Gab.-Wzdycham marszcząc brwi.Blondyn zaciąga się papierosem,patrząc na mnie zaciekawiony.- Jeżeli nie znajdę Zayna,prawdopodobnie jutro dostanę od niego..najlepiej kulką w głowę.
- Możliwe.-Kiedy mówi dym wydobywa się z jego ust.- Nie martw się Aniele,nic się nie stanie.- Przewracam oczami odwracając głowę w drugą stronę.Nic mi się nie stanie.Ha,dobre sobie.Nie znasz Zayna,ani mojej porąbanej siostrzyczki blondasie.Kiedy widzę znajomą sylwetkę ,opierającą się o mur mam ochotę podskoczyć ze szczęścia.Nie zgubiłam się!
Wstaz posadzki i lekko chwiejnym krokiem podchodzę do Zayna.Czuję jak Gab,przygląda mi się i nadal pali swojego blanta,
- Gdzieś ty się podziewał?- Warczę zakładając ręce na biodra.Zdaję sobie sprawę,jak śmiesznie wyglądam,tak pijana i wkurzona,ale mam to gdzieś.- No słucham?
- Co chcesz usłyszeć?- Zerka na mnie.-Byłem cały czas w klubie.
- Zgubiłeś mnie!-Wrzeszczę,na co mruży oczy jakby mój głos drażnił jego bębenki uszne,co potęguje moją irytację.Co za skończony idiota.Byłabym bezpieczniejsza sama niżeli z nim.
- Nie musiałem.-Prycha.- Sama to zrobiłaś.
- Jesteś za mnie odpowiedzialny.Powinieneś mnie pilnować.-Syczę z jadem w głosie,choć wiem że to i tak nic nie da.
- Mówiłem,żebyś trzymała się blisko mnie.-Zamyka oczy.
- Nic takiego nie mówiłeś!
- Chyba to oczywiste?- Zaciąga się papierosem,po chwili wypuszczając dym przez nos.Śmieję się cicho pod nosem.
 -Nie poruchałeś Zayn.-Zagryzam mocno dolną wargę patrząc na niego złośliwie.Tak bardzo smutne Zayn dzisiaj nic nie zaliczył.-To dlatego jesteś w tak złym humorze.
-Zdradzam twoją siostrzyczkę o wiele częściej niż możesz sobie to wyobrazić.-Chcę go rozszarpać,pocałować a potem uderzyć,ale wiem że to i tak nic by nie dało.
-Dlaczego nie zostawisz jej po prostu w spokoju?-Unoszę wysoko brwi,stawiając krok do przodu w jego kierunku.Przekrzywia głowę na jedną stronę jak szczeniak.- Oboje wiemy,że masz ją gdzieś.
Nie odpowiada przez dłuższą chwilę.Pali spokojnie fajkę a kiedy kończy depcze ją adidasem.
-Lubie patrzeć na to jak pieprzysz sobie życie Nathalie.-Wyznaje w końcu,przez co mrugam szybko oczami.-Lubie też ci w tym pomagać.   

***
Wchodząc do kuchni widzę Zayn'a siedzącego przy stole.Czyta książkę co chwilę upijając łyk kawy z dużego,granatowego kubka.Kawa,smolista bez cukru,taką jak lubił.Pamiętałam doskonale,nawet gdybym chciała zapomnieć nie udałoby mi się.Zayn'a nie da się zapomnieć.Nigdy w życiu.Siadam przy nim patrząc na niego lekko zdziwiona.Na stole leżał ser,biały i żółty,pomidory,papryka,odrobinę jajecznicy na talerzu Zayn'a,pieczywo ciemne i jasne i..wiele innych rzeczy,które nie znajdowały się w naszej lodówce.Bynajmniej kiedy ostatnio sprawdzałam.
- Zrobiłeś zakupy.-Stwierdzam cicho,patrząc na niego z niedowierzaniem.Chłopak podnosi na mnie wzrok,odkładając grubą książkę.Zerkam na nią przelotnie.Krąg.Hm...nie czytałam.
- Tak.W lodówce były pustki.-Stwierdza bez przejęcia,jakby to co zrobił było na porządku dziennym.
- Śniadanie..też.
- To aż takie dziwne?- Patrzę na niego nieufnie.-Zrobiłem ci też kawę.Słodką z mlekiem i bitą śmietaną.Uwielbiasz ją.
- Zrobiłeś zakupy,śniadanie zaparzyłeś kawę.- Pocieram palcem brodę.-Mogę się założyć,że to ostatnia wieczerza. Później wyjmiesz ostry nóż zza pleców,zadźgasz mnie i zakopiesz w najbliższym lesie.
- Ostatnia wieczerza.-Wbija wzrok w swój talerz.Niesamowite.Właśnie przewidziałam przyszłość,a on skupił się jedynie na tym nic nie znaczącym szczególe.
- Ostatnia wieczerza. Jezus odbył ją z apostołami w przeddzień jego śmierci.
- Wiedział,że umrze?-Pyta cicho,jakby to pytanie wcale nie było kierowane do mojej osoby.To mnie dziwi.To o co pyta.Kogo jak kogo,ale jego w życiu nie  podejrzewałabym o religijność,ani o ciekawość z czymkolwiek co wiąże się z chrześcijaństwem.
- Tak.-Biorę kubek z kawą w dłoń.Mój uśmiech jest perfidny,jakby to co chcę powiedzieć naprawdę mnie śmieszyło.- Nie muszę chyba robić ci lekcji  religii Zayn?
- Nie.- Urywa krótko,patrząc na mnie urażony.Nie żałuję,że go uraziłam.Może się jebać.- Nie potrzebuje twojej religii.Chciałem tylko dowiedzieć się,co to ostatnia wieczerza.
- Nie ważne.-Wodzę palcem po brzegu porcelanowego naczynia.Ma chropowatą powierzchnię. – Muszę za chwilę iść do szkoły więc będę się zbierać.- Wsta z krzesła nie patrząc na niego.Palant.
****
Klub jest pełny,co nie oszczędziło mi zdziwienia.Jest środa,środek tygodnia a tyle ludzi imprezuje?
- Czego się napijesz?- Zayn patrzy na mnie zaintrygowany,Potrząsam głową.
- Cola z lodem.
- Słyszałeś Tay.-Rzuca spojrzenie w kierunku barmana.Patrzę na niego.Ma kruczoczarne,krótko obcięte włosy,jest muskularny.A oczy..niesamowicie głęboka szarość.Nigdy nie widziałam tak intensywnych ,szarych oczu.Przystojny.Bardzo przystojny,stwierdzam w myślach.
- Oczywiście.-Uśmiecha się szeroko,biorąc w zręczne dłonie długą szklankę.-Jesteś pewna skarbie,że nie chcesz domieszki alkoholu?Obiecuje,że nie dodam dużo.
- Jutro szkoła.-Zagryzam wargę patrząc nieprzytomnie na alkohole za jego sylwetką.I tak już się dzisiaj ululałam,co oczywiście nie było moją winą.Ta wódka z dłoniach Gab'a wyglądała tak smakowicie.No jak mogłam odmówić?
- Tylko trochę.Nic ci nie będzie skarbie.-Puszcza mi oczko zachęcając.Wzdycham głośno,kiwając prawie niezauważalnie głową.Z pewnością ma dar przekonywania. Odwracam wzrok chcąc sprawdzić wyraz twarzy Zayna,jednak jego nie ma.Cholerny Malik,znowu mnie wystawił.
- Gotowe skarbie.-Barman podsuwa mojego małego drinka, uśmiechając się.Odwzajemniam uśmiech.-Ten brunet to twój chłopak?
-Nie.-Dukam biorąc duży łyk lekkiego drinka.-Chłopak mojej siostry.
- Ach.Zostawił cię.Nie sądze,że jesteś pełnoletnia skarbie.Powinien bardziej pilnować takiej…
- Gówniary.-Kończę.Brzmi to ostrzej,niżeli bym chciała.Ale ten słowotokącza się zawsze,kiedy przesadzę z alkoholem.I jak jestem trzeźwa.Cholera,czyli zawsze.
- Miałem na myśli młodej dziewczyny.-Jego usta rozciąga leniwy uśmiech.
- Zayn nie należy do odpowiedzialnych osób.-Rzucam krótkie spojrzenie w kierunku parkietu.Dużo ludzi.Bardzo dużo.Przez alkohol w mojej krwi i kolorowe światła mam ochotę zwymiotować.
- Tak.Można szybko zauważyć.-Słyszę jego chłopięcy śmiech.Polubiłam go.-Jak masz na imię skarbie?
- Nathalie.
- Nathalie.-Powtarza do siebie.-Piękne imię.
- Tayler.-Mrużę oczy.-Bardzo cię przepraszam,ale muszę skorzystać z łazienki.
-Nie ma sprawy.-Śmieje się cicho wycierając szklanke  ręcznikiem-Tylko wróć za chwilkę.
-Wrócę - Mrugam wstając z barowego krzesła.Swobodnym krokiem udasię do czarnych drzwi łazienki. Opieram dłonie o umywalkę przyglądając swojemu odbiciu w lustrze.Moje oczy ciemniejsze,przez brak podkładu na skórze. Usta różowo malinowe,lekko rozchylone,włosy w lekkim nieładzie.Jak zwykle blada jak ściana.Zastanawiam się nad tym co robi Zayn.Czy zdradza w tej chwili Liliane,czy po prostu pije ze swoimi równie nienormalnymi kolegami.Obie opcje wydawały mi się prawdopodobne.Nie wiedziałam,że mnie zostawi,prędzej wpadłabym na pomysł,że zaciągnie mnie do loży pustaków,z którymi będę musiała przebywać,choćby po to,żeby po prostu zrobić mi na złość,ale on sobie poszedł,nawet nie wtajemniczając gdzie i z kim.To było nienormalne,sam wyciągnął mnie z domu.Nie chciało mi się nawet myśleć co by było gdyby  właśnie wpadł tu z jakąś blondi,która zjadałaby jego piękną twarz.Pewnie bym zwymiotowała.Tak.To bardzo możliwe.Lil zabiłaby go gdyby dowiedziała się,że zamiast pilnować mnie w domu właśnie bawi się  w najlepsze ze swoimi kolegami i sztucznymi dziwkami.Krzywię się zniesmaczona.Ohyda.
Wzdrygam się słysząc łkanie dochodzące z jednej z kabin.Jest głośne i przerażające,jakby ktoś za chwilę miał rozpaść sie na kawałki.Zagryzam wargi mocno,zastanawiając się co powinnam zrobić.Opcje były dwie.
Wychodzę i udaję,że nic się nie stało.
Wchodzę,pocieszam laskę i wszyscy żyją długo i szczęśliwie.
Zgadnijcie którą opcję wybrałam?  
Czarne włosy,jasne załzawione oczy.Rumiane policzki.Bez ubrania,prawie naga,oprócz stanika.Podrapana,pokrwawiona mała księżniczka o imieniu Clarissa.Była osobą ,która przeraźliwie płakała.Która miała rozpaść się na kawałki.
I już wiem,że stało się coś strasznego.
A ta druga opcja,to chyba był zły pomysł.  
Bo wolałabym nie widzieć tego,co właśnie miałam przed oczami. 
 *******
NUDY,NUDY,NUDY tam,tam tam :) PANIE I PANOWIE! moją wenę szlak trafił,ale nie przejmujcie się,może kiedyś wróci. 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ.

Pozdrawiam Nobody:*