czwartek, 12 maja 2016

Maybe I love you? Rozdział 32.

-Bardzo ci dziękuję,będę za, nie więcej niż dwie godziny.
-Aha.-Spojrzałam w jasne oczy Clar i przełknęłam głośno ślinę,kiedy się odwróciła się i po prostu wyszła.Poprawiłam małą istotkę na rękach,a potem usadziłam ją sobie  na biodrze patrząc jak wkłada palec do buzi.Bleh.
Nie wiedziałam.
Nie wiedziałam.
Nie wiedziałam.
Co do cholery mnie podkusiło,że zgodziłam się zostać z pięcioletnim dzieckiem sam na sam na nie więcej niż dwie godziny.Nie wiedziałam co podkusiło Clar,żeby zaufać mi-najlepszemu przykładowi najgorszego przykładu-i dać pod opiekę cioteczną siostrę.
Nie zrozumcie mnie źle,tolerowałam dzieci,nie byłam za aborcją (chociaż gdy patrzyłam na Zayn'a miałam pewne wątpliwości),uważałam,że są nieprawdopodobnie piękne i słodkie (póki nie płakały i nie robiły w pieluchy) Oraz nie strzelały fochów,nie zadawały miliona pytań na minute,nie były w moim towarzystwie kiedy sobie tego nie życzę,nie biegały,nie krzyczały,nie gadały jak nakręcone i ogólnie spały,albo po prostu się zamknęły.
Ale.
Nie kochałam ich na tyle,żeby wytrzymać z nimi więcej niż 10 minut.
A tu masz.
Dwie godziny.
Dwie godziny z drobiną,która nie robiła nic innego jak tylko patrzyła się na mnie z rozdziawioną buzią i nie.
Nie wiedziałam dlaczego się tak patrzyła,ale niemiłosiernie mnie to wkurzało.Usadziłam ją na kanapie,poprawiłam włosy a potem oparłam ciało o zagłowię.
Wciąż się patrzyła.
Z rozdziawioną buzią.
-No to jak...-Chwilunia..jak jej było...? Anastasia,Alice,Alex,Aline.-dzieciaku? Co oglądamy?
Kiedy stukałam paznokciami o pilot do telewizora,mała A...jakkolwiek jej było na imię,wciąż była we mnie wpatrzona.
-Chcesz bajkę?-Zapytałam lekko poirytowana.Lekko? Chryste miałam ochotę zapalić,chyba nawet Zayn nie potrafił doprowadzić mnie do takiego stanu samym patrzeniem.Powiedzcie,że dzieci nie są irytujące.Jeżeli tak uważacie to
A.Jesteście tak samo irytujący i nie zdajecie sobie z tego sprawy
lub
B.jesteście cierpliwi ukośnik porąbani ukośnik niezdrowi psychicznie.
-Moje jakiś film? Lubisz zwierzęta?  Może AnimalPlanet?
Pytałam i klikałam guziki pilota włączając różne kanały.Dalej nie odpowiadała,więc włączyłam pierwszy lepszy film,który wydawał się nie mieć scen erotycznych (nie miałam pewności) i rozłożyłam się wygodniej,podkurczając kolana do piersi.
-Jak masz na imię?
Szybko na nią spojrzałam,a moja prawa brew poszybowała do góry.Serio?
Serio?
-Serio?-Wyszeptałam do siebie poprawiając grzywkę.-Jestem Nathalie.A ty?
Myślałam,że nie odpowie.Wydawała się dziwnie cicha,a dzieci chyba powinny mieć ADHD.
Tak.
To pewnie dlatego wydawała się dziwna.
-Ariabella.
Miała słodki,delikatny głos,miły dla uszu.
-Będę ci mówić Aria.Wątpię żebym zapamiętała pozostałość twojego oryginalnego imienia.
Wydawała się zadowolona ze swojego skróconego imienia bo uśmiechnęła się lekko i pokiwała głową z uznaniem.Wypuściłam ciężki oddech z płuc czując jak wciąż mi się przypatruje.Słyszałam kiedyś,że dzieci to bardzo ciekawskie istoty.Nic nie robią tylko zadają pytania.Teraz chyba jednak wolałam żeby pytała mnie o cokolwiek,a przestała się tak bezczynnie przyglądać.Może to nie wzbudziło by we mnie takiej złości.
-Aria.-Zaczęłam spokojnie.-Dlaczego się tak patrzysz?
To było w miarę miłe? Znaczy..nie wiem,nie mam zbytniego doświadczenia w byciu miłą,ale chyba to było okey.
-Jesteś bardzo ładna.-Popatrzyłam na nią jak na niespełna rozumu a potem cicho parsknęłam.Bardzo ładna? Ja? Ta,szczególnie dzisiaj w tym poszarpanym dresie,nieumytych włosach i bez makijażu.
Generalnie miss świata to ja nie byłam,ale był weekend,nie wychodziłam nigdzie i zamierzałam leniuchować cały dzień.Niestety.Moja najlepsza przyjaciółka zepsuła moje fenomenalne plany słowami.
-Mam umówioną wizytę u ginekologa,nie mogłam przełożyć,Harry by mnie zabił...
Bla,bla bla.
Rozumiałam to.
A bynajmniej próbowałam.
A co do Harrego,to lepiej żeby już się mu nie podkładała.Bo będzie grubo.
Po naszej ostatniej rozmowie,lekko się przeraziłam, bądź co bądź dał mi wyraźne sygnały,że jak się dziewczyna nie ogarnie to  koniec z planami szczęśliwej rodzinki i domku z ogrodem (nieważne,że Kira nie lubiła kwiatów)Potem porozmawiali,zapewne był seks na zgodę i bum! wszystko dalej było okey.I dobrze.Byli dobraną parą,poza tym dziecko powinno wychować się z obojgiem rodziców.
Dalej nie mogłam w to uwierzyć.Moja Kira,moja mała Clar nosi pod sercem dzieciaczka,a sama w gruncie rzeczy dalej nim jest.To było coś nierealnego i mimo,że minęło kilka dobrych miesięcy wciąż nie dawałam wiary.
Zerknęłam na Arie i uśmiechnęłam się pod nosem,kiedy z  rozdziawioną buzią patrzyła na  film w telewizji.Była bardzo ładna.Miała czarne proste włosy (Jak wszyscy z rodziny Fray) ciemne oczy i bladą,prawie przezroczystą cerę.Była po prostu dzieckiem,które wygląda jak porcelanowa laleczka.Mniejsza wersja mojej Clar. Zastanawiałam się czy tak wyglądałoby dziecko Clar gdyby było dziewczynką.Czarne włosy,oczy i biała skóra.Stawiam stówę,że tak właśnie by wyglądało.
I że tak właśnie będzie wyglądać gdy się urodzi.No chyba,że będzie miał/a szmaragdowe oczy po tatusiu.
-Chcesz coś do picia?-Zapytałam kiedy wstałam z kanapy.Dziewczynka przeniosła na mnie swój wzrok i kiwnęła głową.-Co?
-A co masz?
Postukałam się palcami w policzek.
-Kakao,colę,sok albo mleko.
-Mleko.-Powiedziała od razu.

Do mleka dorzuciłam paczkę najlepszych ciastek na tej planecie.W sensie,mam na myśli oreo.Jadłyśmy i oglądałyśmy film,a mała co chwilę zadawała mi pytania.Tak.Właśnie włączył jej się syndrom ciekawskiego bachora.Ale wolałam to niż gapienie się.Chyba.
-Masz chłopaka?
Spięłam się,kiedy przed oczami zobaczyłam twarz Zayn'a.
Pytanie dnia:Dlaczego idiotka,która podobno już nie kocha swojego ex,wciąż nie może pogodzić się z tym,że jest jej ex?
Odpowiedź:Bo jest idiotką.
Ha! Śmieszny żart nieprawdaż?
Nie.Wcale nie jest śmieszny,ale to nie było ważne.
-Nie.
Najgorsze pytanie jakie mogła zadać.
-A miałaś?
Zacisnęłam usta w linię,a potem wrzuciłam do buzi kawałek ciastka.Przeżuwając,myślałam nad odpowiedzią.Może powinnam skłamać?
-Miałam.-Nie chciałam jej okłamywać.Polubiłam ją i z jakiejś niewyjaśnionej przyczyny wiedziałam,że nikomu nie powie o tym co jej mówię.Chociaż to było dziwne.Była dzieckiem,a dzieci paplają jak najęte,ale ona...ona była inna miała wokół siebie taką energię,która sprawiała,że czułaś,że jest lojalna.Że cie nie zdradzi.
-Dlaczego już nie jest twoim chłopakiem?
Wzruszyłam prawym ramieniem udając znudzoną,a potem wzięłam kolejne ciastko i namoczyłam je w mleku.Wspomnienia to najgorsze kurestwo świata.Nie znosiłam ich przywoływać,nie znosiłam myśli,że dalej siedzą w mojej głowie.
-Bo to kutas.Nie był mi wierny.
-Co to znaczy wierny?
Zmarszczyłam brwi zdezorientowana jej pytaniem.Wie co to kutas,a nie wie co oznacza wierny? Boże,Clar,widać że to twoja rodzina.
Uśmiechnęłam się.
-Był oszustem,zdradzał mnie z innymi dziewczynami.
-Faktycznie kutas.
Zakrztusiłam się ciastkiem,a potem zaśmiałam się głośno i szczerze po raz pierwszy od dłuższego czasu.Nie pamiętałam kiedy ostatni raz ktoś naprawdę sprawił,że chciałam się śmiać.Ludzie według mnie nie byli śmieszni,bardziej żałośni lub głupi.
-Taa,masz słuszność.
-Jak miał na imię?
Patrzyłam jak je ciastko i wpatruje się we mnie z ciekawością w bystrych oczach.Dlaczego nie irytowało mnie jej wścibstwo? Usadziłam ją na swoich kolanach i otworzyłam buzię,a ona włożyła mi do niej ciastko.Przełknęłam je.
-Zayn.
-Zayn.-Powtórzyła jak echo i podrapała się pod brodą.Ucałowałam ją w tamtym miejscu.Lekko odepchnęła mnie łapkami parskając krótkim śmiechem.-Kutas Zayn.
Zaśmiałam się po raz kolejny,tym razem do mnie dołączyła.Z sekundy na sekundę zaczynałam lubić ją coraz bardziej i coraz mniej irytowało mnie jej spojrzenie wciąż i wciąż skierowane na mnie.
-A ty,masz chłopaka dzieciaku?
Westchnęła głęboko z miną typu ,,Nie chcesz wiedzieć"
-Taa,ale to dość skomplikowany związek.
-No co ty? Nic nie jest skomplikowane,po prostu niektórzy są zbyt głupi żeby coś pojąć.
Wzruszyła chudymi ramionami i włożyła połowę ciastka do moich ust,a połowę do swoich.Popiła je mlekiem i otrzepała rączki z okruchów.Przeżuwałam powoli rozgryzając na mniejsze kawałki a potem połknęłam czekając aż zacznie mówić.Lubiłam jej słuchać.Miała naprawdę ładny głos.
-Ma na imię Samuel i jest z Hiszpanii.
-Uuu nieźle.-Pokiwałam głową z uznaniem.Ta mała wyrwała Hiszpana! Bravo mi pequeño!
-Ale wczoraj w szkole pociągnął za warkoczyk Anne ze starszej klasy.
Oblizałam końcem języka górne zęby i pokręciłam głową.Zayn pociągnął za warkoczyk wiele dziewczyn.Szkoda,że tak późno to załapałam.Zmarnowałam na niego kupę czasu.
-To się nazywa niewierność?
Westchnęłam zastanawiając się przez chwilę.Nie wiedziałam co mam jej powiedzieć.Nie wiedziałam jak silną miała psychikę.
-Myślę,że coś w tym stylu.Skoro ciągnie za warkoczyk i ciebie i Ann,to znaczy,że niezły z niego casanova. 
Wybałuszyła wielkie oczy.
-A co to znaczy?
Przymknęłam na chwilę powieki i poruszyłam kolanami na których siedziała młoda.
-To znaczy mi pequeño.-Pogłaskałam ją po policzku.-że twój Samuel to kutas.
Młoda zeszła z moich kolan i z powrotem wróciła na swoje miejsce.Nastąpiła chwila ciszy podczas której mała intensywnie nad czymś myślała.Nie przeszkadzałam jej w tym,uznałam,że musi przemyśleć wiele spraw.
-Wychodzi na to,że wszyscy chłopcy są zwykłymi kutasami.
Pokiwałam głową na znak,że w pełni się z nią zgadzam i przybiłam jej piątkę,a potem poszłam do kuchni zrobić popcorn.
Nawet nie wiesz jaką rację masz Ariabello.


Przyciągnęłam ją do siebie,a kiedy lekko się odsunęła,pocałowała mnie w sam środek ust i powiedziała,że za niedługo mnie odwiedzi.
-Czekam.-Wymamrotałam a ona kiwnęła do mnie ostatni raz i wyszła,trzymając Harrego za rękę. 
-Chodź.-Clar pociągnęła mnie za rękę.-Pokaże ci zdjęcia USG naszego bobasa!





Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się słońcem,które ogrzewało moje lodowate policzki.Deszczowy Londyn sprawił,że byłam przyzwyczajona do ponurego krajobrazu za oknem oraz zimna.Nawet mi to za bardzo nie przeszkadzało,można było się przyzwyczaić.Jednak raz na jakiś czas było tu ciepło i aktualnie ten czas nastał.Poprawiłam skórzaną kurtkę i wypuściłam powietrze z płuc z głośnym świstem.Dobra.Czas działać,bo jak tak dalej pójdzie moja siostra popełni tragiczne samobójstwo,a ja będę musiała wyciągać jej zwłoki z wanny wypełnionej krwią rozcieńczoną przez wodę.Uniosłam niepewnie prawą dłoń do góry i przycisnęłam odpowiedni przycisk.

-Halo?
Zacisnęłam mocno szczęki słysząc ten głos i odchrząknęłam czując w gardle nieprzyjemną suchość.
-To ja.Nathalie.
Spojrzałam na bramę,która otworzyła się z głośnym dźwiękiem i postawiłam parę kroków na przód.Wyszedł,zanim zapukałam do jego drzwi,a na twarzy miał wymalowane zdziwienie i zdezorientowanie.Najwyraźniej się mnie tu nie spodziewał.Nie mogłam powstrzymać westchnienia,patrząc na to jak bardzo się zmienił odkąd zobaczyłam go po raz ostatni.
-Witaj Nathalie.
Uśmiechnęłam się leniwie,machając mu lekko.
-Witaj Liam.

-Co sprowadza cię w moje skromne progi mała Nathalie?-Obserwowałam jego swobodne ruchy kiedy podchodził od barku z alkoholem i wyjął z niego dwie szklanki i butelkę szkockiej na której widok zaschło mi w gardle,a serce zaczęło mocniej bić.Dawno nie piłam.Głównie ze względu na Lil.
Jego pałaco dom można było porównywać do największego bogactwa (lecz z całą pewnością nie do skromnych progów) i nie miałam pojęcia czy to jego pieniądze,czy rodzice wybudowali mu tą chatę.Ale nie obchodziło mnie to,nie w tym momencie.Oparłam się  o wygodną kanapę.
-Szukam twojego przyjaciela.-Ręka,która nalewała alkohol do szklanki sztywnieje.Unosi głowę i marszczy czoło w pierwszej chwili zapewne nie wiedząc o co mi chodzi.-Nie udawaj Liamie.Wiem,że znasz kryjówkę tego tchórzliwego kutasa.-Wstałam gwałtownie z kanapy i podeszłam do niego uśmiechając się lekko,kiedy podał mi szklankę z burbonem.Jedna szklanka jeszcze nikogo nie zabiła,czyż nie?
-Masz na myśli Zayn'a?-Upił łyk i podszedł do kanapy sadowiąc się na niej z gracją.-nie rozmawiałem z nim od tygodni.
-Kłamczuch.-Uniosłam szklankę z alkoholem w jego stronę.-Mów co wiesz Liam.Nie mam ochoty słuchać już tego żałosnego, przywodzącego na myśl jedynie myśli samobójcze,zrezygnowanego,szlochu mojej siostry,która zachowała się jak ostatnia idiotka i zakochała się w tym odrzucającym palancie.-Podeszłam do niego i usiadłam tak gwałtownie,że whisky zakołysało się w szklance odbijając od jej ścianek.-To tragiczne,wiedzieć że jesteś jedyną normalną osobą w tym mieście,która nie zakochała się,nie zdradziła i nie zaszła w ciąże.Jestem tym kurewsko zmęczona okey? Wszyscy mówicie mi jaka to nie jestem zła i jak bardzo musicie sprzątać za mnie mój bałagan,,ale powiem ci coś w sekrecie Liamie.-Przybliżyłam swoją twarz bliżej niego i uśmiechnęłam się ironicznie.-To wy-pragnący miłości i szczęścia głupcy,cały czas pakujecie się w jakiegoś gówno.A ja-jestem osobą,która was z niego wyciąga. Ironia losu,czyż nie?
Upijam łyk,który pali mojego gardło a w moim żołądku wywołuje nieprzyjemne ciepło,mimo to śmieję się cicho.
-Jak można tak bardzo zrezygnować z życia,dla czegoś takiego jak miłość?
Pokręcił głową,jakby moje słowa były największą bzdurą jaką słyszał świat.
-Nie prawda Nathalie.Sądzisz,że miłość to coś co niszczy,ale się mylisz.-Uklęknął przede mną i położył dłonie ma moich kolanach delikatnie je masując.Patrzyłam na niego spod zmrużonych powiek.-Miłość buduje.Jest potęgą.To dla osób,które kochamy możemy  zabić.Możemy dla nich umrzeć.Jesteśmy silniejsi dzięki miłości,bo mamy tą jedną osobę-tą która może zostać na świecie sama,a ty wciąż będziesz szczęśliwy,bo to właśnie ona-ta osoba-to twoje szczęście.Szczęście to miłość.
-Mylisz się!-Wykrzykuję,odstawiając szklankę z trzaskiem na stół.-Moja siostra,jest zakochana i cierpi tak bardzo,że nie jestem w stanie opisać tego słowami.Wygląda,jakby miała ochotę wziąć nóż i przeciąć nadgarstki.JEST WRAKIEM.-Sycze jadowicie patrząc wprost w jego oczy.-To miłość ją wykończyła.Może ją nawet zabić.
-To nie miłość Nathalie.Tylko Zayn.
-A kochać Zayna to umrzeć.
Wypowiadam to cicho,ze ściśniętym gardłem i spuszczoną głową.Czuję jak moje oczy zachodzą łzami.Mrugam szybko,żeby się ich pozbyć.
-Ty wiesz o tym jak nikt prawda?
-Co?-Unoszę głowę zdezorientowana.
-Wiesz.-Unosi się z kolan i staje prosto upijając kolejny łyk alkoholu ze szklanki.Krzywi lekko usta.-szkoda mi ciebie Nathalie.Jesteś jeszcze młoda tyle rzeczy na ciebie spada.Chyba już przyzwyczaiłaś się,że twoje życie to jedna,wielka niekończąca się katastrofa.
Poprawiam się na siedzeniu wpatrując w szklankę jeszcze nie do końca opróżnioną przez moje usta.
-O co ci do diabła chodzi Liam?
Siadł obok mnie patrząc gdzieś przed siebie,jakby w tej chwili nie mógł znieść mojego widoku.
-Tylko tobie było nawet ciężej niż Liliane,bo ty nie musiałaś udawać tylko przed nią i przed Zaynem,ale też przed samą sobą.
Widzę mroczki przed oczami,kiedy topię usta w alkoholu i o mało co nie wypluwam go na drogie panele i puchaty,kremowy dywan pod moimi stopami.
-Przestań mówić jakimiś pieprzonymi zagadkami.Zaczyna mnie to nudzić.
-Wiem o wszystkim.Wiem,że jego związek z twoją siostrą to była bujda,i że był twoim byłym.Od początku to wiedziałem,Zayn wszystko mi mówił.Naprawdę myślałaś,że nie ma o niczym pojęcia?
Uchylam usta w szoku,opierając się o zagłowie kanapy.Drżącymi rękami odgarniam grzywkę z oczu.
-Jak..?-Zgryzam wargę i pozwalam łzom wypłynąć z oczu,nie przejmując się że ktoś je widzi chociaż tyle razy obiecywałam sobie,że nie mogę być słaba.Teraz wszystko przestaje mieć znaczenie.-Dlaczego ty...?
-Naprawdę myślisz,że mógłbym odbić mu jego miłość? Jest dla mnie jak brat,nie zrobiłbym mu tego.On tak naprawdę kocha tylko ciebie,chociaż sam o tym nie wie.A ja nie miałem zamiaru odebrać mu czegoś na co prawdopodobnie już nigdy się nie zdobędzie.
-Nic nie wiesz.-Mówię ze łzami wa gardle.Przełykam je powoli.-On nie kocha.Bo nie potrafi.
-To nie prawda!-Podnosi głos na co minimalnie się wzdrygam.-Wasza gra powoli zaczyna mnie denerwować okey? Oboje nie chcecie się przyznać,że się po prostu kochacie.Nie rozumiesz? Gubicie się w pieprzonym labiryncie kłamstw.On ze swoją dumą i wizerunkiem wiecznego,nieczułego potwora i ty...ze zranionym sercem,ślepo wierząc że robi to tylko dlatego że chce zatruć twoje życie dla zabawy.
-Kłamiesz!-Mój wrzask odbija się od ściany willi.Wstaję wstrząśnięta i zaczynam przemieszczać się po pomieszczeniu.To co czuję...sama nie wiem -trafia do mnie z tak dużą mocą.Jestem zaskoczona,zwykłam być opanowana w takich sytuacjach.Wskazuję na niego.-Ty i twój pożal się Boże przyjaciel nie jesteście warci zaufania.Lojalność,miłość,dobroć.To jest to czego nigdy nie będziecie mieć w swoich zgorzkniałych,zepsutych sercach.
Jego śmiech jest tak bardzo sztuczny.Aż rani moje uszy.
-I kto to mówi?-Kręci głową upijając łyk ognistego alkoholu.-Ty z nas wszystkich jesteś tą która okazała się najbardziej nieczuła.Okłamujesz swoją siostrę,ranisz ją swoimi wybrykami,zdradzasz z jej chłopakiem,w jej domu.Kto wie czy nie robiliście to w jej pokoju.-Parska drapiąc swoje już krótkie włosy.Patrzę na pierścień który błyszczy mu na palcu serdecznym i przełykam gorzką ślinę.-Jak śmiesz? Jak śmiesz wytykać mi nieczułość...
-Ty też go zdradziłeś.
Wpadam mu w słowo na co patrzy na mnie zaskoczony.
-Co?
Prostuję ramiona a potem lekko nimi poruszam.Patrzę na swoje  dłonie.
-Zdradziłeś Zayn'a,swojego przyjaciela z jego dziewczyną.
-On jej nie kocha.-Mówi jakby to był najlepszy argument na świecie.
-Nawet jeżeli,to co z tego?-Unoszę głowę i obnażam zęby w przebiegłym uśmiechu.-To było jego dziewczyna.A ty z nią spałeś mimo,że ciebie kocha naprawdę,jako przyjaciela.-Podchodzę do niego.-Jako brata.A ty tak po prostu wpakowałeś się do jego łóżka.
Blednie.Jego zagubiony wzrok sprawia,że moje serce mięknie,ale jedynie na moment.I już wiem,że go mam.
-Nie wiem jak ty,ale ja znam Zayna doskonale.-Unoszę brodę wysoko.-I wiem,że mu się to nie spodoba.Ponad wszystko ceni sobie lojalność,a Ty Liamie.-Obracam szklankę w chudych palcach i decyduję się upić z niej łyk.-Zdradziłeś go.Sam pomyśl,to było by tragiczne,gdyby wasza niedozgonna przyjaźń zniszczyła dziewczyna.
Patrzy na mnie nerwowo przełykając ślinę.Zerkam na jego jabłko Adama,które poruszyło się przez ten gest.
-I co zrobisz? Powiesz mu?-Nie brzmi pewnie.-Równie dobrze ja mogę powiedzieć o wszystkim Liliane.
-1:1 Liam.-Oblizuję usta,kiedy patrzy na mnie zaintrygowany.-Ja mam haka na ciebie ty na mnie.Co ty na to,abyśmy zawarli umowę korzystną dla obu stron?
Jego uśmiech zostaje zgaszony kolejnym łykiem alkoholu.Zgryza wargę jakby się nad czymś zastanawiał.
-Zamieniam się w słuch mała Nathalie.



***

 -Wiem tyle,że jest w Bradford,ale to raczej mało przydatne.
-Czemu?
Clar poprawia się na kanapie i dotyka już dużego brzucha dłońmi głaszcząc go powoli.Wpatruję się w to z jaką czułością to robi,jakby już go kochała a nawet się jeszcze nie urodziło.Pomyślałam,że też chciałabym by ktoś był dla mnie tak ważny i chciałabym umieć z taką otwartością wyznawać miłość.Słysze w uszach słowa Liama,kiedy wypominał że to ja jestem najbardziej nieczuła.Dopiero teraz tak naprawdę to widzę.
Jestem definicją wszelkiego zła.
-Niby co mam z tym zrobić Kira?-Opróżniam do końca kubek z kawą.-Nie mogę do niego pojechać.
-Czemu?
-Wścieknie się.-Przyznaję,potem pomagam jej wziąć szklankę z wodą nie mogąc patrzeć jak nieudolnie radzi sobie z tak łatwymi czynnościami.Ciąża to przekichana sprawa.
-I co z tego? Stara twoja Lil za niedługo wypłacze sobie oczy.-Brunetka gryzie herbatnika.Jej oczy się mrużą kiedy myśli na głos,chrupiąc przy tym cicho.-Może ona naprawdę myśli,że to przez nią on zwiał?
Kłamstwo jest moją zgubą i doprowadzi mnie do śmierci (jestem tego pewna).A ja,wspaniałomyślnie na to wpadając postanowiłam tym razem zagrać czysto i powiedziałam Kirze o tym,że spałam z tym cholernym draniem.Ale nie wińcie mnie,zawsze kłamałam i to nie kończyło się dobrze (zwykle kończyło się gorzej niż źle).
Prostuję się na krześle.
-Nie mam pojęcia,ale wiem  dlaczego zwiał naprawdę.
Zdumiona wypluwa ciastko na tunikę.Patrzę na nią zniesmaczona.
-Serio?
- Tak.Jest tylko jeden powód dla którego Zayn pojechałby do Bradford.
Strzelam karkiem,przechylając głowę w prawo i lewo.Kira upija łyk wody patrząc na mnie wyczekująco.
-Jego rodzina.-Zaciskam usta w wąską linię.-I obawiam się najgorszego.


  *****
Sorry że tak długo,ale bez obaw- będę dla was pisała,nawet gdyby było was tylko dwoje :)
see you soon :D
UWAGA!
Oto spojler do kolejnego rozdziału:
 ,,-Możesz się pieprzyć.Ty i twój braciszek.To wasz taniec,ja nie znam do niego układu.-Mój uśmiech był nieszczery,kiedy ponownie skierowałam swoje spojrzenie na jego usta.-Właśnie wypadam z gry."
,,- Masz przy swoim boku dwóch czarnowłosych bogów seksu,którzy bardzo chętnie by się tobą zajęli i nawet nie potrafisz tego dobrze wykorzystać"
,, -Nie chcę być taki jak on.-Otworzył usta a pojedyncza łza popłynęła po jego policzku.-Nie chcę być potworem."
,, -Nie umieraj.-Wyszeptałam ledwo słyszalnie w jej włosy.
Nie sądziłam,że tak właśnie będzie wyglądał koniec"

wtorek, 5 stycznia 2016

Maybe I love You.Rozdział 31.

Powodów dla których w nocy nie mogłam usnąć był mnóstwo.Wlewałam w siebie kawę i energetyki kilka razy dziennie.Czemu? Sama nie znałam powodu.Piłam kawę,nie spałam całą noc,a potem znowu piłam kawę.To wydawało się nie mieć końca.Jeżeli nie wypiłam kawy zdarzało mi się zdrzemnąć w szkole,a kiedy ją piłam nie mogłam spać w nocy.
Bądź tu mądrym.
Przekręciłam się na plecy i otworzyłam oczy.Było ciemno,3 w nocy a ja nadal nie miałam ochoty na sen.Najgorsze było to,że jak człowiek nie może spać to myśli i myśli i nie może przestać nawet jeżeli bardzo tego chce.Ze mną było podobnie.Myślałam o wszystkim o Zaynie,co teraz robi i gdzie jest.O Liliane i o jej poczuciu winy.Pewnie teraz siedzi i płacze w swoim pokoju przytulając się do jednej ze skórzanych kurtek Zayn'a i wdychając jej zapach.Skrzywiłam się.Gdyby wiedziała...gdyby wiedziała co on robił.ile razy ją zdradził i nie miał przy tym skrupułów.Bez jakiegokolwiek żalu dla ich związku.Pewnie teraz pieprzy jakąś blondynkę w jednej z kabin klubowych,podczas gdy ona tak bardzo cierpi.Pewnie jest pijany.Naćpany.Pewnie wda się w jakąś bójkę.Narobi sobie problemów.Pewnie nie będzie tego żałował,będzie miał to gdzieś,będzie zadowolony,że znowu kogoś wkurzył,że znowu ktoś przez niego cierpi.Będzie pobity i szczęśliwy bo to idiota Zayn.Nikt go nie zrozumie.Jestem ciekawa czy sam siebie rozumie.Będzie chodził po Londynie,zahaczając o inne kluby i pieprząc każdą marionetkę.Będzie palił.Będzie sobą.
Będzie Zaynem.
Myślę o Kirze i o tym czy jeszcze nie zwymiotowała na dywan w moim salonie.Wiem,że powinnam do niej zejść i zobaczyć jak się czuje,ale nie mam na to siły. Zasłużyła na to,wiedziała,że nie może pić,wiedziała że jest w ciąży,że to może zaszkodzić dziecku.Oddycham ciężko przez nos.Jest bardziej nieodpowiedzialna niż ja.
Chociaż może trochę przesadziłam.
Zamykam oczy starając się usnąć,ale nie mogę.Przez głowę przewija mi się tysiące myśli,o szkole,o nauce,o Kirze,Harrym,Zaynie,Liliane,matce,ojcu,babci o pogodzie,o słońcu,deszczu,o dziecku,które Kira może zabić,o alkoholu który chciałabym mieć w swoich ustach,o Gabrielu.O przyszłości,przeszłości,teraźniejszości.O Casianie,jego czarnych oczach,o marionetkach Zayn'a, o jego ojcu.
Wstaję gwałtownie z łóżka i krzyczę nie mogąc już tego znieść,ale tylko w głowie.Tak naprawdę jedynie przyciskam twarz do poduszki i piszczę w nią,a potem płaczę chcąc,żeby był już ranek.

Otwieram szeroko oczy,słysząc dźwięk dzwonka mojego telefonu i przeklinam głośno mój lekki sen i osobę,która ośmieliła się do mnie dzwonić,akurat kiedy zdołałam zasnąć.Dlaczego nie wyciszyłam cholernego telefonu?
-Czego?-Chrypię,nie otwierając oczu do mojego rozmówcy.
-Hej Nathalie,tu ja Harry.-Unoszę brwi.-Masz dziwny głos,coś się stało?
Prycham,siadając na łóżku.
-Tak jakby.Tylko spałam,nie przejmuj się.-Ironizuję,ale on o tym nie wiem,bo oddycha z ulgą.
-Wybacz,nie chciałem cię obudzić,ale nie miałem pojęcia że o 13 godzinie w poniedziałek jeszcze możesz spać.
Marszczę brwi.13 godzinie? Nie miałam pojęcia..Liliane,powinna mnie obudzić,a tym czasem pewnie sama śpi wyczerpana całonocnym płaczem.
Wzdycham.
-Dzwonisz z jakiegoś powodu Harry?-Wstaje z łóżka kierując swoje kroki w stronę kuchni.Strasznie chce mi się pić.
-Tak,tak.-Wyjmuję wodę z lodówki i odkręcam ją upijając kilka łyków.Jest tak lodowata,że gardło boli mnie jakby było poranione,kiedy ją przełykam.-Chciałbym sie z tobą spotkać.
Krztuszę się wodą.Boże..pewnie chodzi o Kirę,Spoglądam na kanapę w salonie i z ulgą stwierdzam,że śpi jeszcze.Gdyby Harry wiedział co ona wyprawia,zabiłby ją.
-Aha.-Odpowiadam tępo,opierając się o szafkę i upijając jeszcze trochę wody z butelki.
-Chyba,że nie masz czasu..
-Mam.-Przerywam mu szybko.-O piątej,tam gdzie zawsze?
-Jesteśmy umówieni.-I rozłącza się,a ja odkładam telefon na blat.Zerkam  w stronę czarnowłosej.Cholerna Kira,zawsze musi narobić sobie problemów.
Jest gorsza ode mnie.
Dobra,może trochę przesadziłam.Jest tylko odrobinę lepsza ode mnie.
Większą odrobinę.
Połowę?
Nieważne.Podchodzę do śpiącej królewny i podrzucam butelkę wody w mojej ręce a potem nachylam się nad jej ciałem,ustami prawie dotykając jej ucha.
-Wstajemy!-Mój wrzask jest na tyle głośny,że jestem niemal pewna,że  nawet Liliane się obudziła.A ona ma serio twardy sen.Krztuszę się ze śmiechu,a potem wybucham jeszcze głośniejszym,kiedy widzę jak Clar spada z kanapy przestraszona i zdezorientowana.Gdyby ktoś zrobił mi coś takiego na kacu,pewnie bym go zabiła.Opieram się o framugę drzwi,uśmiechając ironicznie.
-No hej.-Widząc mord w jej oczach,chichoczę.
-Jesteś pojebaną suką.-Syczy,pomału podnosząc się z podłogi na łokciach. Parskam śmiechem i rzucam jej butelkę wody,którą łapie.Upija kilka  łyków i dodaje.-Centralnie pojebaną.
-Mam nadzieję,że czujesz się dwa razy gorzej niż wyglądasz,a wiesz mi kochanie.-Podchodzę do niej i pstrykam ją palcem w noc.-Wyglądasz jak gówno.
Upija jeszcze trochę wody i z ulgą opada na kanapę.
-Wielkie dzięki,przyjaciółko.
-Ta przyjaciółka wczoraj wlekła cię dobre trzy kilometry do własnego domu,pozwoliła ci spać we własnym domu,na własnej kanapie,kryła cię przez twoim kochasiem-Moje palce zaczynają kolejno wyliczać.-Dała ci wodę na kaca i...
-Wrzasnęła prosto do ucha,pokazując tym samym jak bardzo mądra jest.-Przerywa mi,znowu odkręcając butelkę wody.Patrzę na to jak pije,a potem idę do kuchni,gdzie nastawiam wodę na dwie kawy.
-To drobiazg.-Przewracam oczami.
-Moja głowa.-Łapie się za skronie.-Pęka,dosłownie pęka.
-Jesteś tak głupiutka.A myślałam,że tylko ja opiłabym się nawet w ciąży.
Unosi brew,podnosząc się z kanapy.
-Wiesz.-Odwracam się w jej stronę z figlarnym uśmieszkiem.-Harry dzisiaj zaprosił mnie na jakąś gównianą pogadankę.Za pewne o tobie.
Prawie wypluwa wodę na podłogę,siadając z wrażenia na krześle barowym,tuż przy wyspie na środku kuchni.Oblizuję suche usta,poprawiając grzywkę.
-Daj spokój,stara.Nie będzie aż tak źle.Dobrze wiesz,że wolałabym umrzeć,niż na ciebie nakablować.
 Kręci pomału głową,a potem zamyka oczy.Jest tak blada,a sińce pod jej oczami są bardziej widoczne niż mogłabym się spodziewać.Krzywię się.To nie jest zwyczajny kac.To kac kobiety w ciąży.Przekichana sprawa.
-Niczego nie rozumiesz.-Odwracam się do niej plecami i wyjmuje kubki z szafki a potem wsypuję do nich kawę.-To jego test.Chce mnie sprawdzić.Nie ufa mi.
Zalewam kawy wrzątkiem i cukruję je,zasysając metaliczne powietrze ustami.
-Dziwisz się mu?-Podaję jej gorący kubek i sama biorę swój.
-O co chodzi?-Mruga zdezorientowana na co jedynie wywracam oczami.Nie kapuje? Nie kapuje,że mogła zabić siebie,dziecko które teraz pewnie cierpi w jej brzuchu? Jak można być tak cholernie pustym?
-Słuchaj,obje wiemy że zachowałaś się jak ostatnia kretynka,sama to przed sobą przyznaj Clar.-Szokujące jest to,że brzmię trochę jak moja siostra.Na tę myśl mam ochotę zwymiotować,ale nie zamierzam ukrywać co tak naprawdę o tym myślę.Ona nie tylko truła siebie,truła też dzieciaka.Jej dzieciaka.
-Słucham?-Mruga szybko oczami jak jaszczurka,a ja już wiem.Wiem,że jest na mnie zła.Trudno.Powiedziałam tylko prawdę.-Co właśnie,kurwa powiedziałaś? Ty? Osoba która upija się średnio kilka razy w tygodniu,kończy w szpitalu na odwyku,pali i ćpa regularnie? Chodzi na pieprzone imprezy w ciągu tygodnia...?
-Przestań Clar.-Odkładam z trzaskiem kubek na blat,a zawartość wylewa się na płytki.-Po prostu kurwa przestań.
-Przestać z czym?
-Z tym całym gównem.-Warczę podchodząc do niej.-Ja kurwa nie zrobiłam sobie dziecka w wieku 16 lat.Ja truję tylko siebie,a nie innego człowieka,które nawet jeszcze nie zaczerpnęło pierwszego oddechu.
Na jej bladych policzkach pojawiają się rumieńce wściekłości,na co oddycham szybciej.Szykuje się.Pieprzona kłótnia w naszym wykonaniu.Kolejna.
-Pieprzona święta Nathalie.-Ironizuje,również się zbliżając,na co parskam sucho.-Od kiedy stałaś się taka poukładana?
-Nie wywracaj kota ogonem,idiotko.-Syczę wściekle.
Uspokój sie.Nie chcesz się kłócić.
 -Schlałaś się wczoraj jak nienormalna i teraz postanowiłaś udawać taką wielce mądrą? Powiem ci,że w ciąży zamiast zmądrzeć stałaś się jeszcze głupsza.
Widzę jak zdenerwowana drapie się po nadgarstku,a potem obdarza mnie chłodnym spojrzeniem ciemnych oczu.
-Myślałam,że jesteśmy przyjaciółkami,że mnie zrozumiesz,a ty wytykasz mi błędy gorzej niż własna matka.
Zagryzam wnętrze policzka,biorąc gorący kubek w ręce,i moczę wargi w parzącej kawie.
-Musisz to zrozumieć,Clar.-Wzdycham odwracając się do niej.Już nie krzyczymy.Patrzymy spokojnie na swoje twarze.Może jednak obejdzie sie bez kłótni.-Nie jesteś w tym sama.Kiedy się upijesz,kiedy zaćpiesz,kiedy będzie jarać.Nie trujesz tylko siebie.Trujesz też twoje dziecko.Wasze dziecko.-Poprawiam sie,upijając kolejny łyk gorącej kawy.-Po prostu...musisz przystopować.Nie mówię to,żeby cie opieprzyć,mówię to bo już nastawiłam się na to ,że będę ćpała z twoim synem.
Kiedy usłyszałam jej głośny,szczery śmiech też nie mogłam powstrzymać nikłego uśmiechu wpływającego na moje poparzone usta.
-Albo córką.
Kręcę głową.
-Nie,nie nie.Lepiej,żeby to był syn.Drugiej Clar nie zniosłabym,na serio.
Uśmiechamy się do siebie,a potem siedzimy i pijemy kawę.
Obeszło się bez kłótni.Na szczęście.


Zaciągam się po raz ostatni a potem rzucam niedopałek papierosa na ziemie.Odchylam głowę do tyłu i uśmiecham się lekko,kiedy promienie słońca muskają moją twarz.Lato zbliża się dużymi krokami.Wakacje z resztą też.Całe szczęście, szczęśliwie udało mi się pozdawać z każdego przedmiotu,prócz francuskiego.No i oczywiście mam nie opuszczać zajęć.Ot co,moje ultimatum na zakończenie ostatniej klasy.Wiem,że dam radę.Musze się jakoś ogarnąć,żeby nie przysparzać Liliane więcej problemów.Zayn'a nie ma dopiero jeden dzień,a ona płacze jakby nie widziała go przez długie miesiące.Krzywię usta w grymasie niezadowolenia.Ona naprawdę go kocha.Uzależniła się od niego,tak jak ja kiedyś.Zayn to narkotyk.Spróbujesz raz,nigdy nie przestaniesz pragnąć..Nigdy nie przestaniesz kochać tego uczucia w tobie kiedy jest blisko.Nie wiedziałam gdzie teraz sie podziewał.W sumie,nawet mnie to nie interesowało.RESET. Udawałam,że mnie to nie interesuje.W środku rozsadzało mnie na myśl o tym,że być może już uciekł.Wiedziałam,że byłby do tego zdolny,mimo wszystko nie chciałam przyjąć tego do wiadomości.
Zaciskam mocno usta w wąską linię i naciskam klamkę kawiarni,a potem pewnym krokiem zmierzam do jednego z wolnych stolików.Podchodzi do mnie przystojny kelner i lustrując mnie wzrokiem formuje na ustach zadziorny uśmieszek.Oblizuję usta.Całkiem niezły.Chyba jest nowy,bo nigdy nie widziałam,żeby tu obsługiwał,a ja jestem częstym bywalcem tej kawiarni.Mają najlepszą czekoladę na całym świecie!
-Co dla ciebie?
-Biała kawa.-Mruczę,unosząc prawy kącik ust w górę,przez co uśmiech wydaje się zadziorny.
-To wszystko?-Czy mi się wydaje,czy jego głos jest niższy?
-To wszystko,złotko.-Puszczam do niego oczko na co jedynie śmieje się cicho i i posyłając mi ostatnie spojrzenie odchodzi.Kładę dłonie na udach i lekko je pocieram.Ciekawe co teraz robi Liliane.Wyciągam telefon z kieszeni i wybieram jej numer.Pierwszy,drugi,trzeci sygnał.Włącza się sekretarka.Próbuję po raz kolejny i jeszcze raz,ale siostra nie odbiera.
-Cholera.-Warczę,odkładając telefon z trzaskiem na stolik.Unoszę wzrok,słysząc jak drzwi kawiarni się otwierają.To Harry.Mierzę go wzrokiem.Wygląda jak zawsze,schludnie i seksownie.Zagryzam wnętrze policzka.Ta czarna idiotka,nazywa moją przyjaciółką,nie wie jakie ma szczęście,że spotkała kogoś tak dobrego.On się o nią martwi a ona urządza sobie jakieś libacje.Idiotyzm.Czysty idiotyzm.Podnoszę się z krzesła,obejmując go lekko i składając lekki pocałunek na jego policzku.Też to robi i zajmuje miejsce na przeciwko mnie.
-Wybacz,że zawracam ci głowę Nathalie.-Mówi ze swoją chrypką w głosie,na co jedynie macham na niego dłonią.Podchodzi do nas seksowny kelner z moim zamówieniem,a Harry zamawia u niego wodę.Lustruję jego bladą twarz wzrokiem,stwierdzając po dłuższej chwili że jego policzki są bardziej wystające.Schudł!
-Co jest,H?
Patrze jak oblizuję nerwowo usta i rozgląda się na wszystkie strony,jakby bał się,że ktoś może nas podsłuchiwać.Zaczynam się poważnie niepokoić.
-Dobrze wiesz Nathalie,co jest.-W jego głosie słyszę nutę żalu,na co jedynie marszczę brwi.-Nie jesteś głupia,widzisz co dzieje się z twoją przyjaciółką.
Nie odzywam się,przypominając sobie własne słowa.
Dobrze wiesz,że wolałabym umrzeć,niż na ciebie nakablować.
Wypuszczam pomału powietrze przez usta.No,niekomfortowa sytuacja.
-Clar straciła zdrowy rozsądek.kompletnie jej odbiło.Rozumiem,że hormony i tak dalej,ale żeby aż tak szaleć?
Drapię się w tył głowy.Hormony.Nie można zganiać wszystkiego na hormony.Cholerni mężczyźni nigdy niczego nie czają.Oni też mają hormony i jakoś się tego nie czepiamy.
-Słuchaj Harry.-Zamykam oczy,a potem znowu je otwieram zastanawiając się co mogłabym mu powiedzieć.-Czego ode mnie oczekujesz?
-Sam nie wiem.-Wzrusza ramionami zerkając na kelnera,który stawia przed nim wodę,a potem odchodzi.Patrzę na moją kawę i mrużę oczy kiedy widzę karteczkę z numerem telefonu pod filiżanką.-Nie daję sobie z nią rady,naprawdę.
Ukrywa twarz w dłoniach i kręci głową,przez co jego loki lekko sie unoszą.Robi mi się go żal.On pracuje i jakoś oswaja się z myślą o przyszłym ojcostwie a ona..ona robi coś takiego.Nie rozumiałam jej.Miała wszystko,nie doceniała tego.
-Ona..ja..gadałam z nią dzisiaj.-krztuszę cicho.Nie kabluję na nią,tylko mówię jak jest.Nie powiedziałam niczego co mogłoby sprawić,że byłaby na mnie zła.
Jeszcze.
Unosi na mnie swój wzrok,a ja widzę że jego brwi są zmarszczone.
-Była dzisiaj u ciebie? Miała się przecież nie ruszać z domu!
Unoszę brwi,drapiąc się mocno po policzku.
-Harry?-Oblizuję dolną wargę.-Nocowałeś wczoraj w domu?
Bierze szklankę wody w ręce i upija z niej łyka,co po chwili robię i ja ze swoją kawą.
-Nie.-Wzrusza ramionami,jakby zawstydzony.-Nocowałem u kolegi.Pokłóciliśmy się,więc po prostu wyszedłem.
Dlatego się upiła,przemknęło mi przez myśl.
Przypomniałam sobie,jak na niego narzekała,że ją wykończy zanim urodzi i zdałam sobie sprawę,że to nie on ją wykończy,ale ona jego.
-Clar też nie nocowała w domu.-Wyznaję,ale powstrzymuję samą siebie przed wypowiedzeniem całej prawdy.-Ona..była podłamana no i wiesz.Przyszła do mnie.
Całkowicie upita,dodaję w myślach.Nie jestem kablem,nigdy nim nie będę.
-O czym gadałyście?
-O niczym konkretnym.-Kłamię po raz kolejny.Idzie mi to tak gładko,jakbym była samym Zaynem,który umie ułożyć beznadziejną historyjkę w zaledwie kilka sekund,a i tak każdy mu wierzy.Ludzie byli ślepi.Nie widzieli prawdy.-Coś tam gadała o tym,że się żrecie no i..powiedziałam żeby przestała się nad sobą użalać,że ma dziecko,powinna być silna.-Wzruszam obojętnie ramionami.-I inne bzdety.
-Żremy się?-Prycha kpiąco pociągając kolejnego łyka ze szklanki.-To za mało powiedziane.My się kłócimy 24 na dobę i szczerze mam już tego serdecznie dość.
Podskakuję na siedzeniu,a potem przysuwam twarz bliżej niego.
-Nie mów tak,nie możesz tak mówić Harry.-Kręcę głową.-Macie dziecko,musicie jakoś to przetrwać,pogadam z nią znowu jeżeli będzie trzeba,ale nie zostawiaj jej.
Prawię go błagam,na co patrzy na mnie jakby sceptycznie nastawiany na cały pomysł  dalszego związku z Clarissą.
-Porozmawiasz? Nathalie,ona nie ma pięciu lat.Powinna zdać sobie sprawę z tego co robi.I komu to robi.-Podnosi się z siedzenia a ja patrzę na niego tępo.-Pieprzy sobie życie,na własne życzenie.-Całuje mnie w policzek a potem wychodzi uprzednio płacąc za moją kawę i swoją wodę.
Patrzę w okno,zaciskając palce na brzegu drewnianego stolika a potem zdmuchuję  ozdobną świeczkę,która na nim stoi..Cholerny Harry.Cholerna Clar.
Cholerna miłość.


Kreślę jakieś beznadziejne ślaczki na końcu zeszytu,a potem w złości piszę pieprzyć wszystko,dużymi literami,dziurawiąc kartkę w niektórych miejscach.
Muszę siedzieć z głupimi kujonkami na historii w taki ciepły dzień,bo inaczej mogę pożegnać się ze zdaniem do następnej klasy.Moja frekwencja jest naprawdę słaba,opuściłam dużo godzin i podczas kiedy wszyscy uciekają z lekcji,bo mają już wystawione oceny ja muszę tu gnić i na te myśl,aż szlak mnie trafia.Rozglądam sie po klasie i zauważam jeszcze kilka plastikowych idiotek,które chichoczą do siebie,malując paznokcie.Przewracam oczami.Naprawdę nie mają co robić,tylko zanieczyszczać powietrze smrodem ich pieprzonych lakierów.Wyciągam elektryka z kieszeni,mając gdzieś że nauczyciel siedzi przede mną.I tak ma nos w dzienniku.Zaciągam się mocno,a potem wypuszczam gęsty dym tworząc z niego kółka.Olejek pali mój język na co się krzywię.Wolałabym zwykłego papierosa,ale chyba to już byłaby lekka przesada.Oblizuję słodkie usta,później znowu się zaciągając.Dwie dziewczyny,patrzą na mnie i uśmiechają się przyjaźnie widząc co robię,na co marszczę brwi,lekko odwzajemniając ich gest.Patrzę w stronę okna wydmuchując dym w tamtą stronę,,,Uważaj" Słyszę cicho i marszczę brwi w dezorientacji.,,Schowaj papierosa" Robię co każe głos ,co okazuje się dobrym pomysłem bo nauczyciel patrzy w stronę mojej ławki.Na szczęście nie zauważa elektryka.Podnosi się z krzesła i wychodzi z klasy,a ja ponawiam poprzednią czynność.Rozglądam się po klasie,znowu dostrzegając dziewczyny.Patrzą na mnie chichocząc,ale nie jest to drwiący chichot,raczej pełen aprobaty.Orientuję się,że to one uratowały mi tyłek.
-Dzięki laski.-Dmucham w ich stronę dymem,a one śmieją się głośno i podchodzą do mojej ławki,siadając przede mną.
-Jesteś zajebista.-Mówi jedna z nich.Lustruję ich sylwetki wzrokiem a potem uśmiecham się lubieżnie.Są ładne.Jedna z nich ma krótkie,kręcone rude włosy i ciemne oczy.Na bladych policzkach widać piegi,które sprawiają że jest bardziej urocza.Jej przyjaciółka jest brunetką i ma niebieskie oczy,podobne do tych Niall'a.Są niskie i wyglądają na miłe,nie zauważyłam ich wcześniej.W ogóle,co takie osoby jak one,robią tutaj?
-Widziałyśmy ostatnią akcję ze słynną ofiarą losu,biedną Gabriellą Locwood.
-Nieźle jej dowaliłaś.
-Pokłony.-Ruda kłania się teatralnie wzdychając,na co dmucham w nią słodkim dymem.Orientuję się,że one tak samo jak ja nie znoszą Lockwood,przez co jeszcze bardziej zyskują w moich oczach.
-Dzięki słońca.
Śmieją się,zerkając w stronę pustych laleczek, co i ja robię  po chwili.Patrzą na nas z minami,które chyba powinny być groźne.Śmieszne jest to,że wyglądają jak jakieś pieprzone klony.Te same czerwone usta,wytuszowane rzęsy i za dużo pudru,który nawet nie jest rozsmarowany na twarzy tak jak trzeba.Krzywię  się mimowolnie.Obrzydlistwo.
-Jestem Sunny.-Odpowiada ruda,wyciągając dłoń w moją stronę.Ujmuję ją,zauważając że te imię do niej doskonale pasuje.Promienieje jak słońce i jest śliczna ja ono.
-A ja Olivia.-Przyjmuje dłoń ciemnowłosej.Olivia.Oliwkowa cera,delikatna i słodka.Dobrały się,nie ma co.
-A ja Nath..
-Wiemy kim jesteś.-Przerywa mi Sun,na co marszczę brwi.
-Każdy wie,kim jesteś.-Mówią chórkiem.Opieram sie o krzesło,zaciągając się elektrykiem.
-Dlaczego?-Mówię bardziej do siebie niż do nich,ale odpowiadają.
-Jesteś jedną z najpopularniejszych lasek w szkole.
Przełykam głośno ślinę,zdezorientowana.Nigdy się nie zastanawiałam nad tym co myślą o mnie ludzie w szkole.Mało ktokolwiek z niej mnie obchodził,miałam przyjaciół głównie starszych,którzy albo ukończyli szkołę,albo chodzą do  innej.Odstawiałam za to wiele razy rzeczy,których czasem się wstydzę.Nie wiedziałam,że mam obserwatorów,że kogoś może obchodzić co ja,Nathalie Green, wyprawiam,jak pieprzę sobie życie,jak bardzo dyrektorka mnie nienawidzi.
-Serio?
-Raczej.-Olivia robi dziwny gest dłonią na co śmieję się cicho.-Jeszcze po tej akcji z Gabriellą.Byłyśmy przy tym.Należało się jej za to co powiedziała o Clar.
Rozsiadam się wygodniej na miejscu.Clar.Hm..znają ją dobrze? Ciekawe czy i ona ich zna.
-Mam przez tą sukę poważne problemy.-Oznajmiam chłodno, przenosząc wzrok na blondynkę,która też na mnie patrzy.Kiedy nasze spojrzenia się krzyżują,widzę w jej oczach strach na co uśmiecham się ironicznie.-Ale bez obaw,załatwię to.
-Raczej,że załatwisz.-Sunny kiwa głową,jak posłuszny piesek.Nie wiedziałam,że zapoznam nowych znajomych tuż przed zakończeniem roku szkolnego.Wiem,że to nie dobre,ale postanawiam jakoś wykorzystać tę znajomość.
-Mam do was małą prośbę.
-Dla ciebie wszystko.-Lubią mnie.Wspaniale się składa.Uśmiecham się lekko,zerkając w stronę Gabrieli,która udaje,że słucha swoich koleżanek,ale wiem jak patrzy w moją stronę nerwowo.Boi się,że ją zaatakuję,ale muszę mieć jakiś plan w zanadrzu.Nie mogę znowu jej skrzywdzić fizycznie,to byłoby głupie z mojej strony.Po akcji z nią czekają mnie poważne problemy,nie mam zamiaru puścić jej tego płazem.
-Znajdźcie informacje,które pomogłyby mi upokorzyć Gabrielę Lockwood.



Poprawiam szelki mojego czarnego plecaka i opieram się o szafkę patrząc na Casian'a.Stoi ze swoimi kolegami,którzy patrzą na niego jakby był bogiem.Uważnie go słuchają,od czasu od czasu dorzucają coś od siebie,pewnie kiedy tylko ich o coś zapyta.Śmieją się z jego żartów i już na pierwszy rzut oka widać,że go uwielbiają.Marszczę brwi.Myślałam,że ma taki wpływ tylko na dziewczyny.Może są gejami? Ale wszyscy? Na Boga,jest ich chyba z ośmiu.
Moje przypuszczenia okazują się bezsensowne,bo do przystojniaków już po chwili podchodzą dziewczyny i całują w usta lub policzek.
Nie są gejami.
A później dociera do mnie,że Malikowie działają tak na wszystkich.Każdy kto ich pozna nie może uwierzyć że ktoś tak niesamowity może być w ogóle człowiekiem,a ten kto ich nie zna, marzy żeby chociaż z nimi porozmawiać.To chore,bo mnie też do nich ciągnie,mimo że skutecznie (przynajmniej w przypadku Casiana) udaje mi się to ukrywać.
Wyciągam z kieszeni elektryka i zaciągam sie nim mocno,a potem wypuszczam kółka uśmiechając się lekko.Casian zatrzymuje na mnie swoje ciemne tęczówki i prawie niezauważalnie się uśmiecha.Wie,że czekam na niego,ale za nic w świecie sama bym do niego nie podeszła.Mam czas.Dziwię sie,że w ogóle jest w szkole.Rzadko kiedy go w niej widzę.Dużo wagaruje,ale nauczyciele i tak mają to gdzieś.Bo w końcu kto zrobiłby cokolwiek cudownemu Casian'owi Malikowi?
Stawia kroki w moją stronę i robi to tak zgrabnie,każdy jego ruch jest tak pewny,jakby był tancerzem.Oblizuje usta i dotyka opuszkiem kciuka, nos,odwracając głowę w prawą stronę,jakby chciał sprawdzić czy ktoś na nas patrzy.Przełykam ślinę.Zayn też często tak robił.Nienawidziłam tego,że byli do siebie tak podobni.Nie tylko ich wygląd,a gesty i ta pewność siebie.Kiedy jest blisko,mierzę jego niesamowicie zbudowaną sylwetkę wzrokiem.Ma na sobie czarną bluzkę opinającą jego mięśnie,czarną bluzę i tego samego koloru dżinsy.Do tego białe supry,a na głowie typowego snapback'a w czarnym kolorze z nike,odwróconego tył do przodu.
-Green.-Kiwa na mnie głową,a potem przysuwa twarz bliżej mojej twarzy i składa na moich ustach pocałunek.Otwieram buzie pełną słodkiego dymu,a on chyba rozumie o co mi chodzi i także uchyla swoją.Wdmuchuje dym do jego ust,a on zaciąga się lekko i odsuwa ode mnie wydmuchując resztkę w powietrze.Jego różowe usta są tak kusząco rozchylone i przez chwilę zastanawiam się czy mogłabym go pokochać tak mocno jak Zayn'a.Był równie piękny i równie arogancki,ale chyba odrobinę mniej egoistyczny.W dodatku każdy jego ruch był uroczy nawet jeżeli palił lub wykrzywiał usta w grymasie.Wszystko,sposób mówienia,postawa mówiły jedno-cholernie słodki diabeł
-Nie ukrywam,że fajnie się na ciebie patrzy,ale wołałbym żebyś wreszcie powiedziała co chodzi po twojej czarnej główce.
Zaciągam się elektrykiem-zdążyłam polubić jego smak-a potem spoglądam na niego.
-Skąd pomysł,że czegoś od ciebie chce?
-Gapiłaś się na mnie,poza tym,Green.-Nachyla się nade mną znowu całując.Jego usta są suche i poczułam na nich smak krwi kiedy je oblizywałam,ale potem orientuję sie że to moja krew.On również ma ją na swoich wargach,a potem przesuwa po nich językiem.-..każda laska czegoś ode mnie chce.
-Może na ciebie też się fajnie patrzy?-Zaciskam usta w wąską linię,kiedy patrzy na mnie z miną typu:gadaj,albo spieprzaj,dlatego kiwam na niego głową, idąc przed siebie w stronę palarni.E-papieros może się znudzić w ciągu sekundy.
Wyciągam paczkę i częstuję Casian'a jednym szlugiem.Przyjmuje go bez słowa i już po chwili oboje palimy.Już o nic nie pyta,a ja dochodzę do wniosku,że nie jestem Zaynem i nie mogę tak długo trzymać go w niepewności.
-Wiesz może,gdzie podziewa się twój cholerny braciszek?
Śmieje się szyderczo,na co spinam ciało.Nie lubiłam takich gierek.Nie lubiłam bawić sie w gówno podobne do tego,a przyjście do Casian'a wcale nie należało do najłatwiejszych.Należał do rodów Malików zapewne teraz pęka z dumy,że może mi się do czegoś przydać.Wypuszczam dym z ust.Nie lubiłam prosić o przysługi.Szczególnie diabłów.
-Już wam zwiał?
Krzywię się,zaciągając mocno papierosem.
-Nam?-Wypuszczam słowa razem z dymem,tym razem nie słodkim.
Kiwa powoli głową.Zastanawiam sie czemu nie patrzy na mnie kiedy to mówi.
-Tobie i twojej siostrzyczce.
Przełykam głośno ślinę,kiedy podchodzi do mnie tak blisko,że prawie stykamy się ciałami.Jest tak seksowny kiedy pali i to tak rozprasza,że przez chwile nie mogę mu normalnie odpowiedzieć.To normalne,że ktoś bez makijażu,bez żadnego udoskonalania jest taki cudownie nieskazitelny? Jak jakaś pieprzona figurka,albo inne gówno podobne do tego.
-Mam go w dupie.-Mówię starając się brzmieć tak obojętnie jak tylko jestem w stanie.Ostatni raz zaciągam się papierosem,a potem zgniatam niedopałek glanem.-Ale głowa mnie już boli od płaczu Lil.
Mruży oczy,jakby się nad czymś zastanawiając i patrzy gdzieś za mnie.Mam okazję przyjrzeć się bliżej jego tatuażom.Ma rękaw jak Zayn,ale tylko na prawej ręce.Po prawej stronie przez całą długość szyi przebiega jakiś cytat.Jest tak długi,że chowa się gdzieś za koszulką.Ma oprócz tego jaskółkę za lewym uchem,która mogę łatwo dostrzec,bo snapback przyklepał lekko czarne włosy.Mruczę gardłowo.Może ten strzeliłabym sobie jakąś dziarę? Patrzę na jego rzęsy które są tak samo gęste jak te Zayna,ale trochę krótsze,a w końcu w ciemne oczy które teraz mi się przyglądają.
-Nie wiem gdzie on jest,bo tak sie składa, że również mam go w dupie.-Wzrusza beztrosko ramionami,na co klnę cicho pod nosem.Unosi prawy kącik,jakby rozbawiony moją reakcją.-Ale wiem kto może udzielić ci takich informacji.
Patrzę na niego wyczekująco,a potem wyjmuję kolejnego papierosa.Chyba nie powinnam tyle palić.
-Doprawdy?-Zaciągam się mocno,a ten kiwa lekko głową i opiera się o mur.
-Dokładnie tak.-Przejmuje ode mnie papierosa.Patrzę na to jak mocno cię zaciąga a potem wypuszcza dym razem ze słowami.-Jeżeli Livia...
-Liliane.-Poprawiam szybko.
-...chce dowiedzieć sie gdzie jest jej ukochany.-Po raz kolejny wkłada papierosa do usta.Przymykam oczy,czując dym który na mnie chucha,ale i tak szklą się podrażnione.-...musi iść do Liam'a i Louis'a.-Wzrusza ramionami.
-Oni na pewno wiedzą gdzie jest mój braciszek.
Zaciskam mocno usta rozważając jego słowa i w myślach przypominając sobie adres Liam'a.U Louis'a nigdy nie byłam,widziałam go dawno.Z Liamem było podobnie,ale przynajmniej zwiedziłam jego apartament.Nie było mowy,żeby Liliane do niego pojechała.Wolałam to załatwić sama.
-Myślisz,że mi powiedzą?-Biorę od niego papierosa na co patrzy na mnie lekko wkurzony.Później jego wzrok znowu zamienia się w coś typu:rób co chcesz,i po raz kolejny unosi ramiona.
-Tylko jeśli Zayn się na to zgodzi.-Całuje mnie w usta tylko po to,żebym podzieliła się z nim dymem który przetrzymywałam w buzi.Chyba się mu to spodobało.Wzdycha ciężko wciągając dym i odsuwa się.-Bez zgody Zayn'a nie pisną słówka.Jest dla nich najlepszych przyjacielem.Nigdy nie zrobią nic wbrew jego woli.
Mam ochotę go wyśmiać,powiedzieć mu,że Liam zrobił więcej niż coś wbrew jego woli,że uwiódł mu laskę,że się z nią przespał,że zrobił to całkowicie świadomie,ale powstrzymałam się.Casian był Casianem.Był bratem Zayn'a,był tak samo sprytny jak on i mógłby wykorzystać gdzieś tę wiedzę,a ja wolałam zachować ją dla siebie,bo to właśnie ja miałam być osobą która puści parę z ust jeżeli będzie trzeba.
Nie Casian.
-W każdym razie,jeżeli chłopcy nic ci nie powiedzą nawet się nie wysilajcie. Zayn może być teraz dosłownie wszędzie,na dowolnym kontynencie.Jeżeli nie chce żeby ktokolwiek go znalazł to zrobi wszystko aby tak się stało.-Uśmiecha się do mnie półgębkiem.-Nawet zapadnie sie pod ziemie.

czwartek, 8 października 2015

Maybe I love you.Rozdział 30.

Jest 5 nad ranem kiedy idę z pijaną Clar na rękach po Baker Street.Zaskakujące jest to jak ciężka jest,ale kiedyś słyszałam,że ciężar człowieka po alkoholu jest znacznie większy.Pewnie to dlatego co chwilę rzucam ją na trawnik.Nie wiem czemu tak dużo wymiotuje.Może to przez marihuanę,którą jej dałam? A może przez ciążę? Sama nie wiem.Robi mi się niedobrze kiedy na nią patrzę,więc odwracam wzrok i wyjmuję z kieszeni paczką fajek.
-Serio Clar? Który to już raz? Szósty?
Wyciera buzie chusteczkami,które jej dałam i zerka na mnie nieprzytomnym wzrokiem.Ma zaczerwienione oczy i potargane włosy,a jej ubrania są ubłocone,ale nadal jest piękna.To dziwne.Myślę,że nawet kiedy wstaje rano,kiedy płacze nadal jest tak samo ładna.Harry to szczęściarz.
Chociaż biorąc pod uwagę jej głupotę,nie jest szczęściarzem w stu procentach.
-Piąty.-Mamrocze cicho.Próbuje wstać,ale marnie jej to wychodzi i po prostu ląduje na ziemi.Oblizuję usta a potem zaciągam się fajką patrząc w ciemność.Zostało nam dobre dwa kilometry.Nie dojdę z nią nawet kilku metrów.Nie wiedziałam,że z moją kondycją jest aż tak źle.Pewnie to przez nikotynę.Tak.Pewnie na pewno.Tak.
-To chyba jest idealny przykład karmy.-Chichoczę,przydeptując niedopałek fajki podeszwą buta.Ona też się śmieje,ale znacznie ciszej niż ja.Chyba jest wykończona.Chyba nie gorzej niż ja.
-No dalej,wstawaj Clar.-Jęczę podając jej ręce które chwyta.Później znowu obejmuje moją szyję ramieniem i idziemy śmiejąc się co chwilę.Mi wcale nie jest do śmiechu.Jestem wykończona i głodna,ale sytuacja w jakiej się znalazłam w sumie jest lekko zabawna.
-Myślę.-Mamrocze,a ja zerkam na nią przelotnie próbując utrzymać równowagę.-Myślę,że nienawidzę Harrego.
Zatrzymuję się na chwilę a potem znowu wlekę ją po ziemi.Jest tak ciężka,że prawie zsuwa się z moich ramion,ale nie pozwalam jej upaść.Jestem pewna,że ma już wystarczająco wiele siniaków,jak na tę noc.Albo ranek.Nieważne.
-Dlaczego Clar?
Długo nie odpowiada.Boję się,że zasnęła,jednak po chwili ciężko wzdycha,a ja wiem,że jednak nie śpi.
-On mnie wykończy zanim urodzę tego przeklętego bachora.
Krzywię się lekko na dobór jej słów.Może nie wyrażam tego czynami,ale jestem na nią zła,bo to dziecko nie jest niczemu winne.Tylko ona i Harry.Poza tym jestem prawie pewna,że otruje je nim zdąży się urodzić,jeżeli będzie się tak upijać.
-Ciągle marudzi,żebym nie wychodziła,nie przeciążała się,nie piła,nie paliła.A ja chcę dalej  żyć,a nie tylko udawać,że żyję.Ty mnie rozumiesz Nathalie,prawda? Prawda,że mnie rozumiesz?
Nie rozumiem jej,ale kiwam głową.Liliane zawsze powtarzała,że jak nawarzy się piwa trzeba go wypić do końca nie ważne jak bardzo gorzkie jest.Nie lubiłam piwa,szczególnie tego gorzkiego dlatego rzadko go piłam.Rzadko tez brałam odpowiedzialność za swoje czyny.Byłam tylko głupią nastolatką.Co ja mogłam wiedzieć o czymkolwiek?

Po raz kolejny rzucam ją tym razem na podłogę,a ona mamrocze pod nosem jakieś słowa i nawet nie wiem co one oznaczają.Może przeklina,albo dziękuje mi.Mam to gdzieś.Patrzę na jej śpiące ciało i wzdycham głęboko.Żeby tylko Lil się nie obudziła.Miałabym centralnie przesrane.Zbieram ostatki swojej siły i zanoszę ją na kanapę w salonie.Mam gdzieś przykrycie jej kocem,lub cokolwiek innego,jestem wykończona i marzę tylko o spaniu.Stawiam ciężkie kroki po schodach prowadzących na piętro i jedynie głęboki szloch z sypialni mojej siostry powstrzymuje mnie od pójścia do własnego pokoju i położenia się na łóżku.Zamykam oczy wzdychając przez nos.
Od kiedy stałam się tak miękka?
Zastaję ją na dużym,dwuosobowym łóżku.Wydaje się załamana,twarz ma ukrytą w dłoniach co jest równoznaczne z tym,że jest załamana,a całe ciało trzęsie się przez głęboki szloch wydobywający się gardła blondynki.Marszczę brwi,a potem siadam obok niej na miękkim łóżku.Czując moją obecność unosi głowę,a potem uśmiecha się do mnie przez łzy.
-Nathalie.-Słysząc ten żałosny jęk,zapominam o wszystkim.O tym,że nazwała mnie i Kirę dziwką i o beznadziejnych rzeczach jakie powiedziała.O wszystkim.Dosłownie.Bo mi jej żal.
-Co się dzieje Lil?-Pytam od niechcenia.Nie chcę wiedzieć.Chcę spać,ale wiem że nie zasnę póki jej nie uspokoję.Boże...jaka ze mnie pizda.
-Chodzi o Zayna,Nath.-Prostuję się momentalnie niczym struna,a potem przenoszę wzrok na nią.Zmęczenie zdaje się wyparować z mojego ciała.
-Co?-Wiedziałam,że kiedyś się o nas dowie,ale nigdy nie chciałam myśleć,że być może to się zbliża.To było dla mnie zbyt trudne.A teraz ona siedzi obok mnie,wylewa łzy przeze mnie i Zayn'a.To było tak banalne.Tak oczywiste,że Zayn przeleci mnie i zniszczy ją.Zniszczył nas obie w perfidny sposób,ale myślałam że zrobi to inaczej.Że to być może będzie bardziej skomplikowane ,w jego naturze bowiem leży tajemniczość i przebiegłość.A może on tylko chciał bym myślała,że zrobi to inaczej i właśnie to miał być element zaskoczenia.
-Och Nathalie,jestem potworem.-Znowu płacze,na co marszczę brwi w zdezorientowaniu.Potworem? Nic nie rozumiem,przecież to ja jestem potworem.Ja i Zayn,nie ona.
-Lili,obawiam się,że nie mam pieprzonego pojęcia o czym mówisz.
-Och Nathalie..-Wiedziałam,że powinnam urodzić się mężczyzną.Wszystko co kobiece mnie irytowało.Irytowały mnie plotki i użalanie się nad sobą i gadulstwo i to,że nie umieją trzymać języka za zębami.Ale najbardziej ze wszystkiego irytował mnie płacz i to,że kiedy zaczną nie wiedzą kiedy przestać..To żałosne,że można okazywać taką słabość przy kimś.
-Po prostu to powiedz Lil.-Nie ukrywałam irytacji.Chciałam się dowiedzieć o co chodzi.Teraz,zaraz.
-To..to było...dzisiaj..ja chciałam się z nim...-Kolejny szloch i kolejny przewrót moich oczu.Położyłam się na łóżku i odpaliłam papierosa nie przejmując się,że obok mnie siedzi moja nadopiekuńcza,zapłakana siostra i,że okno jest niezamknięte.Czułam się jakbym była pijana.
-On nie chciał Nathalie..nie chciał mnie.
Prawie dławię się dymem kiedy to wypowiada.Przesłyszałam się,Boże powiedz że się cholera przesłyszałam.On jej nie chciał.
Nie chciał się z nią pieprzyć.
-A najgorsze jest to,że ja wiem..wiem czemu on nie chciał...
Ja też Lil.Ja też wiem.
Bo pieprzył mnie.
Płacze a później kładzie się obok mnie i pyta o papierosa.Bez słowa podaję jej paczkę i zapalniczkę otumaniona dymem.
Otumaniona powietrzem.
Chce stąd wyjść,chce umrzeć,chce się udusić.
Kiedy zaciąga się i wypuszcza dym kontynuuje.
-On wie Nath,wie o wszystkim..po prostu..nie wiem czemu,przecież miał się nie dowiedzieć..
Kolejny buch papierosa,a potem krótki szloch z ust.Mówi chaotycznie,a ja ją słucham starając sie zrozumieć.Dziwne,bo wydaję mi się że to nie o to chodzi.To co mówi,że nie jest tym co myślałam,że wie.
-Zaczęło się od poznania Liam'a...ja..myślałam że to tylko zauroczenie jego osobą.Tłumaczyłam sobie ten  pocałunek po winie jako nadmiar alkoholu i emocji.A później..spotkałam się z nim kilka razy..Boże Nath..jak ja mogłam...
Pewnie chce wybuchnąć płaczem,ale zamiast tego zaciąga się papierosem.Też to robię.Nie mogę uwierzyć w to co właśnie mówi.Nie chcę wiedzieć co powie dalej,ale nie przerywam jej.
-Nie wiem jak,nie wiem dlaczego.Przecież tak go kocham.Zrobiłabym dla niego wszystko,wiesz przecież.
Wiem i to jest najgorsze.Bo on cię zdradził i to niejednokrotnie.A ja jestem jedną z jego zdrad.
 -Nie rozumiem samej siebie.Miałam wszystko..czemu to zrobiłam?Przezywam ciebie,a tak naprawdę ty miałaś rację Nathalie.Ja jestem jedyną dziwką w tym pokoju.
Chcę zaprzeczyć,ale nie wiadomo czemu nie robię tego.Możliwe,że Zayn mógł się jej znudzić? Nie,to niedorzeczne.Ona mogłaby się mu znudzić,on jej nigdy.Nie można znudzić się Zaynem.Jest perfekcyjny w każdym detalu.Każda chce poczuć smak jego ust.Dotyk jego ciała.Chce na niego patrzeć.Podziwiają go,kochają.Jest piękny,najlepszy we wszystkim co robi.Tylko jego charakter jest obrzydliwy,ale dla niej był dobry.Może za dobry? Może tak samo jak ja lubi tych niegrzecznych? Nie wiedziałam czemu ; Nie rozumiałam...
-Zdradziłam Zayn'a Nathalie.
Czuję jak brakuje mi powietrza w płucach.
Słodki Jezu,jeszcze tego mi brakowało.

wtorek, 4 sierpnia 2015

Maybe I love You? Rozdział 29.

 -Zaraz to rozjebie.-Mój głos jest zachrypnięty,kiedy po raz kolejny nie udaje mi się połączyć z Niall'em.Gdybym chociaż mogła się nagrać…Czuję skurcz w gardle,tak jakby ktoś wsadził mi tam jakiś ostry przedmiot który coraz bardziej wbija się w moją skórę.Ręce mi się trzęsą,sama nie wiem co mam ze sobą zrobić.

-Gdzie jesteś do kurwy!-Wrzask jest tak okrutnie głośny a aparat już po chwili ląduje na ścianie,by jego części spoczęły na podłodze.Jestem przerażona sama sobą.Chyba tak naprawdę wszystkim.Patrzę w lustro,chociaż tak bardzo brzydzę się swojego widoku -Gdzie jesteś,kiedy cię potrzebuje?

Po raz kolejny osuwam się po białych płytkach.A moją twarz zakrywają chude dłonie.Chcę uszczypać biodra,żeby chociaż trochę wyładować swoją złość ,ale syczę głośno kiedy czuję pieczenie w tamtym miejscu.Przełykam głośno ślinę i ostrożnie podwijam materiał bluzki,którą włożyłam na siebie kiedy byłam zdolna wstać.

-Kurwa.-Widzę.To rana.Albo siniak.Sama nie wiem,to jest duże, i fioletowe,a kształtem przypomina… rękę.

Rękę.

Zayn'a.

Kurwa.



****

Pada,a deszcz tak okrutnie wsiąka w jedyną koszulkę jaką mam na sobie.Moje bose stopy odbijają się od mokrego podłoża a ja idę przed siebie,co chwilę raniąc sobie skórę ostrymi kamieniami leżącymi na drodze.Jest zimno,chyba,nie wiem tego na pewno bo nic nie czuję.To ostatnia rzecz o jakiej mogłabym teraz pomyśleć.Później otwieram bramę dobrze znanego mi domu i bez wahania uderzam pięścią o drewniane drzwi. Za nic nie wiedziałam jakie będą moje pierwsze słowa,kiedy znów odezwę się do Niall’a.Z resztą,chyba nigdy nie byłam dobra w te klocki,Ale on  nie potrzebował słów ani żadnego innego gówna jak to.Niemal brutalnie wciąga mnie do środka i przytula nie zważając na to,że jestem mokra.I że nie mam spodni.I butów.Boże to tak bardzo idiotyczne z mojej strony.Obejmuję go ramionami i już wiem że mi wybaczył.A później idziemy do jego salonu.Jestem jak szmaciana lalka,patrzę na ściany jego domu pustym wzrokiem,nie czując,nie słysząc,nie widząc.Ściąga moją przemoczoną koszulkę,co teraz nie wydaje się aż takie dziwne i okrywa kocem moje przemarznięte ciało.A później…później ściąga własny t-shirt i szybko go na mnie nakłada.Pachnie proszkiem do prania,perfumami i nim,ale ja wciąż czuję uderzającą woń cynamonu i dymu papierosowego.Mam ochotę.Tak wielką kurewską ochotę po prostu się rozpłakać.I kiedy Niall podaje mi gorącą herbatę,a ja szybko moczę w niej wargi,tym samym parząc je wrzątkiem,wybucham głośnym płaczem.Wiem,że to żałosne.Jeszcze bardziej niż wszystko co robiłam do tej pory,ale raczej mam to gdzieś. -Przepraszam.-Łkam głośno nie mogąc się uspokoić za nic w świecie.Zagryzam mocno dolną wargę,patrząc na herbatę pod moimi stopami.-Ja..ja to posprzątam,obiecuję…

-Cicho Nathalie.-Niall znów mnie obejmuje,a ja wtulam twarz w zgięcie ramienia i szyji chłopaka.-To tylko herbata.

Później razem opieramy się o kanapę,a Niall bierze mnie na swoje kolana.Siedzimy na podłodze,co chwilę wybucham histerycznym płaczem.Nie miałam pojęcia jak bardzo za nim tęskniłam,dopóki znów nie spojrzałam w jego jasne oczy i nie poczułam tego bezpiecznego ciepła.Z nim nie musiałam się bać niczego,bo to Niall i byłam pewna że nie przeżyję bez niego już ani dnia.Potrzebowałam go.Tak bardzo,bardzo.

-Nathalie.-Szept blondyna jest nieznośnie czuły,to tak jakby mówił do małego dziecka,albo do chorego psychicznie.Kiedy zauważa,że trzęsę się z zimna,przykrywa mnie tym samym kocem.I nie przejmujemy się kałużą  herbaty obok nas.Zaciskam mocno usta i wypuszczam głośno powietrze przez nos.Boję się.On może zapytać,już niebawem.Już teraz.-Co się dzieje?

Łkam cicho,jak na jakiś sygnał,a jego ciało się spina.Nie chcę o tym myśleć,a co dopiero mówić,bo jest mi z tym źle.

-Nie masz pojęcia….-Szepczę zaciskając pięści na materiale jego koszuli.Nie mam pojęcia kiedy ją założył.-Jestem zła,tak kurewsko zła Ni.

Marszczy białe brwi i całuje mnie w czubek głowy.

-Powiedz mi.

Nie chcę.Nie chcę mówić o tym komukolwiek,bo to co zrobiłam to było jedno z tych najbardziej złych rzeczy jakie mogłam zrobić.Nigdy nie zrobiłam niczego gorszego.Nawet kiedy się narąbałam.Nawet kiedy naćpana wyzywałam Lil i całowałam się z nieznajomy w klubie,bo teraz to było coś zupełnie innego.Coś posranego.I tylko ja o tym wiedziałam.Byłam psychicznie rozbita,nic nie mogło mnie już wybudzić z tego przeklętego transu,nic nie mogło wyciągnąć mnie z tej pułapki,bo ja już nie mogłam znaleźć ratunku.Nigdzie.

-Pieprzyłam się z Zaynem.



Rano budzi mnie słońce,które bezlitośnie dociera do moich oczu jakby chciało mi je wyżreć.Siadam na łóżku tak gwałtownie,że czuję ból z tyłu głowy.Dalej jestem u Niall’a.Przypominam sobie jego minę kiedy powiedziałam mu o seksie z Zayne’m i nie mówił nic.To trochę zabolało.Wolałabym żeby się  na mnie wydarł,ale chyba każdy przeżywa to inaczej.Później schodzę na dół i widzę jak je tosta w kuchni.Uśmiecham się lekko.Co za żarłok.

-Hej.

Mój głos jest nieprzyjemnie zachrypnięty.Czuję pod bosymi stopami zimne płytki,kiedy stawiam ostrożne kroki w jego stronę.

-Hej Nath.-Jego głos jest słodko wesoły,tak jakby nic się nie wydarzyło,jakbym nie uprawiała seksu z Zayn'em i nie rozbiła jego kubka i jakbyśmy się nie pokłócili.

-Sorry za wczoraj.Trochę mi odbiło.-Wiem,że wcale się nie gniewa bo to widać,ale czuję się głupio,przez moje wczorajsze zachowanie.Mogłam rozegrać to inaczej.Mogłam się zjarać,albo upić do nieprzytomności,albo puścić z przypadkowym kolesiem w klubie.To wtedy było bez znaczenia.Raczej mnie nie obchodziło. Raczej było mi to obojętne.

-Dlaczego to zrobiłaś Nath?

Moczę usta w szklance wody jabłkowej,a później je oblizuję.

-Dla zabawy? Nie wiem.-Wzruszam ramionami i siadam na krześle obok niego.-To poplątane.

-Tak.-Kiwa nie patrząc na mnie a ja wiem,że go zraniłam.Ranie wszystko,to jakby jedna z tajemnic mojego pieprzonego istnienia,a myślałam że tylko na Zayn’ie ciąży ta klątwa.-Żałujesz?

-Nie.Nie wiem Niall.-Zaciskam usta w wąską linię.Babcia Helen mówiła,żeby nie żałować czegoś dzięki czemu byliśmy szczęśliwi,nawet małą chwilkę.A ja sama nie wiedziałam co czuć.To było naprawdę poplątane.

-Wiedziałem,że beze mnie odwalisz jakieś gówno.-Chichocze lekko.-Ale nie wiedziałem,że to będzie aż tak głupie.

Śmiejemy się razem,a ja przez chwilę nie chcę zniknąć.

****

-Chryste Kira.

Pochylam się nad nią ze skrętem wciśniętym między wargi.Wyjmuję go dwoma palcami,żeby zaśmiać się głupio,niczym wariatka.Ona rzyga i śmieje się na przemian,co jest komiczne.Opiła się,a jednak.Wiedziałam,że długo nie wytrzyma bez alkoholu w końcu to moja Kira.Wsadzam joint’a w buzie i  ciągnę ją z dala od wymiocin,od zapachu których aż kręci mi się w głowie.Mam mroczki przed oczami,wiem jednak że jestem jej jedyną podporą i jeśli ja upadnę to ona razem ze mną więc staram się jakoś trzymać.Kładziemy się na trawie,ja leżę i palę a ona czka głośno,z głową na moim brzuchu.Zadzwoniła po mnie zalana w trupa i nie wiedziałam czy naprawdę powinnam przyjechać czy wysłać po nią Niall’a,ale ostatecznie jednak jestem tutaj z nią i staram się jakoś zrelaksować skrętem w buzi,który na chwilę sprawia,że jestem szczęśliwa.

-Wiesz Nathalie.Chciałabym być taka tak ty.-Wypuszczam dym z ust.Pokłóciła się z Harrym.Coś o tym wspominała, nie wiedziałam,że jest aż tak źle.Wiem,że nie powinna pić w ciąży,ale to nie moja sprawa.Nie mam zamiaru prawić jej kazań,to działka jej i Liliane.Szkoda mi tylko tego dziecka.Ona chyba nie nadaje się na matkę.Chyba nie.Ja byłabym pewnie gorsza,chociaż sama nie wiem.Może też bym piła.Na pewno paliła.Nie mogę żyć bez nikotyny i marihuany.

-Nie chciałabyś.

-Tak.Tak chciałabym.-Porusza się na moim brzuchu,ale później przestaje,a ja czuję jak trawka zaczyna działać.Skręt był gówniany,prawie nic nie czuję,jedynie lekkie kręcenie w głowie,kiedy przekręcam ją na drugą stronę,żeby zobaczyć czy jesteśmy same.Jest 4 w nocy.Zdziwiłabym się gdyby było inaczej.-Jesteś silna,niezależna od nikogo.Może głupia i szalona,ale w końcu to ja mam dziecko.

Śmiejemy się razem.Wyrzucam niedopałek za siebie i przełykam gorzką ślinę.Wiem,że to co mówi to nieprawda,jednak chyba jej tego nie powiem.To byłoby głupie,gdyby tyle czasu udawania poszło na marne.

-Wszyscy cię kochają.-Zamykam oczy.To też nie prawda.Liliane mnie nienawidzi,Niall…on chyba też mnie nienawidzi.Wiem to.Wiem,że brzydzi się mną i tym,że puściłam się z Zaynem.A Zayn…On nienawidzi każdego prócz siebie.Wiem to już od dawna.Ale i tak go kocham.Myślę,że gdyby zabił każdego kogo kocham.Gdyby zrobił coś strasznego.Nawet gdyby był gejem.Kochałabym go jak nikogo.Bo niezależnie od tego co on robi,ja to czuję.Przeraża mnie to,że nie mogę poradzić sobie z tym uzuciem,bo jest za silne bym mogła wmówić komukolwiek,że nie istnieje.Nawet Kirze,nawet babci Helen.Nikomu.Nigdy.

-Nie.-Mój głos jest skrzeczący.-Liliane.Nawet nie wiem kiedy  z nią normalnie rozmawiałam.Myślę,że ona mnie nie kocha.

-Przestań tak mówić.-Jej bełkotanie jest śmieszne.Kącik moich ust prawie niezauważalnie drga w górę.Mówi coś o tym,że jestem jej siostrą i nigdy nie przestanie mnie kochać,ale ja nie jestem pewna,czy to prawda.Czy nadal kochałaby mnie,gdyby dowiedziała się,że ja kocham chłopaka którego i ona kocha.I,że on ją nie kocha.Znienawidziłaby mnie,gdyby wiedziała ,że pieprzył mnie,a ja tego nie żałuję.Znienawidziłaby mnie gdyby dowiedziała się,że się z nim całowałam i dotykałam jego tatuażów i paliłam trawę.I,że doprowadził mnie do orgazmu w kuchni babci Helen.O mój Boże-Każdy cię kocha Nath.

Nikt nigdy nie powiedział mi,że mnie kocha i wiem,że jestem sama ze sobą i nie mam już na kogo liczyć.Bo ja to nie ja.Zgubiłam samą siebie już dawno i chyba nigdy nie postaram się od nowa znaleźć mojego prawdziwego ,ja’.To co robię.To co mówię.Co myślę.To,że pokazuję się ludziom na co dzień i to,że z nimi rozmawiam.To wszystko jest fałszem,kompletnym fałszem.Ja,już nie jestem Nathalie Green.

Już dawno przestałam nią być.

Jestem…

Jestem po prostu nikim.


Zapraszam na mojego drugiego bloga


środa, 17 czerwca 2015

Maybe I love You? Rozdział 28



Przekrzywiam głowę w jedną stronę,dokładnie przyglądając się dziewczynie przed nami.Włosy związane w blond kucyk i kilka piegów na nosie.Do tego te oczy…Intensywny błękit.Dopiero po chwili uzmysławiam sobie,że jest to ta sama,która odgrywała scenę teatralną wraz z Niallem.Dodatkowo spódniczka.Tak biała.I te czarne groszki i siateczka pod nią,sprawiają że jedyną rzeczą jaka przychodzi mi na myśl to posypać ją cukrem pudrem,by była jeszcze słodsza.
-Słuchaj mała,nie wiem czy się zgubiłaś czy po prostu to nie było do nas,ale spadaj stąd.-Przybliżam się do Gabrielli,na co ta szlocha głośno,próbując zapewne wzbudzić litość w blondynce.Jestem zła,za to że udaje taką ofiarę losu.Zawsze muszę być czarnym charakterem.Ale w tym momencie nie mam innego wyjścia,naprawdę nie mam ochoty dostać kuratora.-Jesteśmy bardzo zajęte.
-Wcale się nie pomyliłam!-Fuczy zła,a jej dłonie lądują na kościstych biodrach.Zerkam na nią przelotnie,obdarzając zirytowanym spojrzeniem.-Nie widzisz,że robisz tej dziewczynie krzywdę?
I to zabrzmiało tak bardzo absurdalnie,a ona sama stała się jedynie kolejną z moich osób na czarnej liście.Nie miałam pojęcia o czym mówi.Nie znała sytuacji,mimo to postanowiła udowodnić mi,że wie lepiej.
-Szczerze?-Unoszę wysoko brwi i parskam krótkim śmiechem.-Wali mnie to.
Na korytarzu słychać jedynie nasze przyspieszone oddechy,spowodowane nadmiarem emocji.Jestem wdzięczna Gabrielli,że jeszcze nie otworzyła swojej buźki.Mam bezgraniczną pewność,że cokolwiek by nie powiedziała,wściekłabym się.Stoi wciąż blisko mnie i ze stresu zaczyna obgryzać paznokcie.
-Dlaczego ją dusisz?-Blondynka odzywa się niespodziewanie.Patrzę na nią wkurzona i przewracam oczami. -Kim ty w ogóle jesteś dziecinko?
Robi się czerwona ze złości,co wygląda komicznie w kontraście z jej jasną cerą.
-To nie jest ważne i nie mów na mnie dziecinko.Jestem starsza od ciebie.-Unosi wysoko głowę,zapewne dumna ze swojej przewagi wiekowej.Moje ramiona opadają.-Dlaczego dusiłaś tę dziewczynę?
Milczę przez chwilę zastanawiając się nad jakąś sensowną odpowiedzią,ale zdaje sobie sprawę,że nie muszę odpowiadać nic sensownego. To głupia,pusta blondynka.Jak każda inna.A ja nie muszę się przed nią tłumaczyć,tylko dlatego że ma taką zachciankę. 
-Bo mi się tak podoba.
Zabawnie jest widzieć,jak coraz bardziej gotuje się ze złości.Ciekawe kto tak bardzo wyprowadził ją z równowagi.Uśmiecham się lekko pod nosem.Ta.Ciekawe,rzeczywiście.
-Chciała mnie nastraszyć,zobacz co ze mną zrobiła!
Ostrzegałam.Ostrzegałam,naprawdę.
-Zamknij się,mała szmato!-Moja pięść z całej siły uderza w szafkę tuż obok jej głowy.Oczy Gabrielli,znowu robią się większe,a usta niekontrolowanie uchylają w szoku.Tak bardzo się boi.Mnie jedynie bawi.Śmieszna, mała różowa, dziewczynka,przez którą mam problemy w szkole.
-Nie mam na was czasu,ale bądź pewna,że dokończymy to kiedy indziej.Mam nadzieje,że tym razem wykażesz się odrobiną rozumu i nie otworzysz ust w nieodpowiednim momencie-Warczę ostrzeżenie w stronę przestraszonej Gabrielli i posyłając ostatnie rozbawione spojrzenie,jej zapewne nowej psiapsiółce,stawiam małe  kroki w przeciwną stronę. - Au revoir!

-Co to ma znaczyć ?
Mam ochotę parsknąć na jego śmieszny francuski akcent,ale w ostatniej sekundzie się powstrzymuję.Ach ci Francuzi i ich humorki.Mierzę jego sylwetkę wzrokiem,stwierdzając że jest całkiem niezły.Jego chude ciało opina czarna koszula z dwoma odpiętymi u góry guzikami.Tak,jak zawsze robił to Harry.I te spodnie.Obcisłe dżinsy,których zapewne nie włożyłby żaden chłopak jakiego znam.
-Sorry Fabien,wypadła mi sprawa.-Wzruszam ramionami,podchodząc do biurka stojącego w rogu klasy i siadam na nim,biorąc dziennik w prawą rękę.
-Sprawa,sprawa?-Jego irytacja z minuty na minutę rośnie.Patrzę na niego spod dziennika i uśmiecham się zadziornie kartkując go.
-Ta.
Słyszę głośny tupot jego ciężkich butów i czuję jak intensywnie mi się przygląda.
-A możesz mi powiedzieć,jaka to była sprawa?-Zakłada ręce na biodra,a ja z rozbawieniem stwierdzam,że przyjmuje podobną postawę do tej Lil,kiedy jest na mnie wkurzona.Zastanawiam się przez chwilę,czy też tak wyglądam gdy jestem zła. – Parler!
 -No.Musiałam skasować jedną laskę.-Wzruszam beztrosko ramionami marszcząc czoło,kiedy spoglądam na oceny Clarissy.Są o wiele lepsze od moich.
Jak.To.Możliwe?
To bardzo możliwe.
-Obawiam się,że nie rozumiem moja fille.-Spiker drapie się po karku,a ja odkładam dziennik z trzaskiem na biurko sprawiając że mężczyzna podskakuje do góry niczym piłka.Chichoczę pod nosem.Tak niewinny.Może gdyby był młodszy i nie miał brody,a jego akcent wcale nie byłby tak bardzo irytujący...Hm…może.
-No.Nieważne z resztą.-Łapię dolną wargę w zęby zastanawiając się jak wybrać z tej niezręcznej sytuacji.Po chwili do głowy przychodzi mi świetny pomysł.Obchodzę sylwetkę francuza i staję bliżej niego,rozciągając usta w uśmiechu.
-Zróbmy tak.Strzele Ci  Pauillac’a.Świetny rocznik,wyśmienity smak,sama próbowałam.-Uśmiecham się szeroko,wiedząc jak bardzo Francuzi ubóstwiają wina.-I zapomnimy o sprawie.Dobra?
Patrzę w spokoju,jak Fabien zaciska mocno szczękę,zapewne powstrzymując się od wypowiedzenia brzydkich słów i nie mogąc się powstrzymać,mówi coś po francusku.Zapewne przeklina.
-Po prostu wyjdź.-Patrzę na niego jeszcze przez chwilę,zaskoczona jego reakcją.Chciałam mu fundnąć cholernego Pauillac’a z 94,a on się jeszcze oburza.Kto normalny odmawia alkoholu?- Quitter Nathalie!
Wychodzę.
****
Zamykam oczy,wsłuchując się w The Scientist,Cold play i nakładam na czerwoną gąbkę trochę truskawkowego płynu.Myję całe ciało,czerpiąc przyjemność z dotyku gorącej wody na moim ciele.Uwielbiałam się kąpać.
 Nie rozmawiałam z Liliane od naszej ostatniej kłótni.Mijałyśmy się.Kiedy byłam w szkole,lub gdy byłam w ,,szkole” ona przebywała w domu.A kiedy ja przychodziłam do domu,ona pracowała.Gdybym powiedziała,że taki obrót spraw mi nie odpowiadał,skłamałabym,ale zdawałam sobie sprawę że wiecznie nie będziemy milczeć.Nalewam na dłoń trochę chłodnego szamponu i wcieram go w ciemne włosy,masując głowę.Zamykam oczy,czując jak strumienie wody,obmywają mi twarz.Nie wiedziała,że się upiłam.Ciekawe co by zrobiła,gdyby się dowiedziała.Byłaby zła? Rozczarowana?
Wychodzę z parującej kabiny i owijam ciało białym,puchowym ręcznikiem.Na pewno byłaby zła.Wściekła.Ostatnio coraz częściej jej się to zdarzało.Pewnie też byłabym cały czas wściekłą osobą,gdybym miała irytującą młodszą siostrę,która ciągle pakuje się w problemy.Całe szczęście,to jej przypadła rola grania tej dobrej.Ja zawsze jestem zła.I tak powinno zostać.
Otwieram usta zaskoczona,kiedy Zayn niespodziewanie wchodzi do łazienki i nie przejmując się mną,półnagą,odkręca kran i myje ręce.Jakby w kuchni go nie było!
-Zajęte.-Warczę przez zaciśnięte zęby (co chyba jest dość oczywiste,w końcu niewidoczna nie jestem),na co ten tylko prycha głośno.Wywracam oczami,biorąc majtki w ręce i  wahając się lekko,ostrożnie je zakładam co chwilę zerkając na chłopaka.Robię to samo ze spodenkami.Zostaje mi tylko stanik i wiem,że z nim tak łatwo sobie nie poradzę.Odwracam się do niego,ostrożnie odsuwając ręcznik od  piersi i szybko przyciskam do nich materiał bielizny.Sapię,kiedy nie mogę sobie poradzić z zapięciem.
Nawet nie słyszę jego kroków,ale teraz doskonale czuję jego oddech na swojej szyi.I lodowate dłonie na biodrach,oraz plecach.A później jego zręczne palce zapinają mój biustonosz i czuję się trochę pewniej.Odsuwam się od niego na krok i idę do szafki ,by wyciągnąć z niej suszarkę.Mam nadzieję,że wyjdzie,dlatego nie uciekam do pokoju po ubrania.,ale on wcale nie zwraca na mnie uwagi.Zabiera suszarkę z moich dłoni,podpina ją do gniazdka i naciska czerwony guzik,włączając urządzenia. Jakby robił to od zawsze,zaczyna suszyć moje włosy,przy okazji masując moją głowę.Zamykam oczy rozkoszując się chwilą.Robi to tak niesamowicie,przeplata moje włosy przez swojej długie,chude palce.Czuję muśnięcia jego lodowatych rąk na moim karku,co sprawia mi dodatkową przyjemność.Och…Malik.
Gdy moje włosy są już wystarczająco suche,odkłada suszarkę uprzednio ją wyłączając i bierze czarną szczotkę leżącą  na toaletce.Zaczyna rozczesywać moje czarne włosy,a jego twarz jest tak bardzo skupiona.Jak jeszcze nigdy.Zaciskam usta w wąską linię,kiedy przez przypadek ciągnie mnie za włosy,ale nie komentuję tego.Jesteśmy cicho,żadne z nas nic nie mówi.Mało rozmawiamy,bo mało się widzimy,ale jednak.A teraz nie.Teraz jesteśmy naprawdę cicho.Tak jakby stało się coś złego i nikt nie chciał o tym rozmawiać.I nawet nie przejmuję się tym,że jestem w samej bieliźnie.Zayn już mnie nie krępuje.
-Ja wiem,Nathalie.-Po piętnastu minutach,jego głos przebija ciszę,a ja przełykam głośno ślinę zastanawiając się,co wie.
-Co?
Wiem,że nie odpowie od razu,bo to Zayn.A Zayn nigdy nie odpowiada od razu,dlatego czekam cierpliwie.Dalej rozczesuje kosmyki moich czarnych włosów,co chwilę oblizując wargi.Widzę go w lusterku wiszącym przed nami.Nie patrzy na mnie.Koncentruje się jedynie na tym co robi.Chcę mu powiedzieć,żeby przestał mnie czesać,ale jest to tak przyjemne,że nie potrafię z tego zrezygnować.Zayn rzadko potrafi być tak delikatny.Zawsze jest agresywny i nieprzewidywalny.Przez to się go boję.Przez to mnie pociąga.Przez to go kocham.
-Wiem,że się upiłaś.-Nareszcie.Znowu mogę usłyszeć jego głos.Tak piękny i seksowny.-Głupia,myślisz,że nie słychać było jak się czołgałaś od ściany do ściany? Myślisz,że Liliane jest aż tak głupia że się nie skapczyła?
Podnoszę się  gwałtownie z krzesła,tak że prawie go przewracam i staję przed brunetem,który dalej trzyma szczotkę do włosów w prawej ręce.
-Wiesz Zayn,myślę że jednak jest głupia.A wiesz dlaczego?-Podchodzę do niego bliżej i skanuje jego sylwetkę wzrokiem.-Bo ci tak bezgranicznie ufa.To jest głupie.Ona,jest głupia.
-Jesteś żałosna Nathalie.-Jego gardłowy,wymuszony śmiech,przyprawia mnie o dreszcze .I to jak przybliża się do mnie.Wszystko w nim.Już nie jest tak delikatny.-Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę,że właśnie rozmawiamy o twoim nałogu i Liliane,ale ty musisz być taką kretynką i jak zwykle gadać o nas.Kiedy wreszcie dotrze do ciebie,że nie ma żadnych, jebanych nas?
Czuję ukłucie w sercu,ale moja twarz nadal nie zmienia wyrazu.Miał rację.Byłam kretynką.Egoistką.Zakochaną w diable. Patrzy na mnie,oczekując jakiegokolwiek odzewu,ale prawda była taka,że  nie wiem co powiedzieć.
-Więc,może będziesz tak łaskawa i powiesz mi,czemu znowu zrobiłaś z siebie jeszcze większą idiotkę?
-Przestań Zayn!
-Wiedziałaś.-Mówił niskim głosem,przybliżając się do mnie jeszcze bliżej.Czuję jego ciepły oddech na policzkach.-To cie przerasta,a ty jak na złość ciągle do tego wracasz.Chcesz skończyć jak twój ojciec?
 Chcę go uderzyć za to co powiedział,ale jest szybszy i łapie mój nadgarstek w swoją dużą dłoń.To samo robi z drugim.Nawet nie wiem kiedy przypiera mnie do cholernej ściany.Czuję na nagich plecach chłód płytek tuż za mną,na co się wzdrygam.
-Przestań pieprzyć Zayn.-Wymuszam suchy śmiech,ale po chwili poważnieję.Szarpię się,chcąc wydostać z jego stalowego uścisku,ale jest jak skała.Nie do ruszenia.I jak pułapka.Nie ma drogi ucieczki.-Doskonale wiemy,że masz w dupie i mnie i moją siostrzyczkę.Dość  tej całej szopki.
-Cukiereczku.-Uśmiecha się do mnie zadziornie,przybliżając twarz do mojej.Jego oczy z bliska mają tak intensywny kolor.Czuję jak topię się w morzu czekolady.I ten zapach cynamonu i papierosów działa jak narkotyk na moje wyostrzone zmysły.-Największa rozrywka to seks z twoją siostrą i patrzenie na to,jak bardzo jesteś we mnie zakochana.
Oblizuję usta,przy okazji,muskając językiem jego górną wargę,na co uśmiecha się szeroko.
-Nie dałaś mi tego czego chciałem,więc musiałem zabrać to od Liliane.-Obnaża zęby w szerokim uśmiechu,a ja chcę napluć mu w twarz.-Nigdy nie byłabyś lepsza od niej.
Nie kontroluje ruchu bioder,które jak na zawołanie wypychają się ku niemu. Z pełnych ust wychodzi stłumiony odgłos,a oczy rozszerzają się na mikrosekundę.Jest zaskoczony.Uśmiecham się figlarnie.
-Największą rozrywką,jest patrzenie jak codziennie pragniesz mnie mieć,a nigdy nie możesz dostać.-Szepczę,chcąc być bardziej seksowna i po raz kolejny oblizuję wargi.-Szczególnie teraz,gdy jestem w tej bieliźnie.Pociągam cię Zayn?
Nie wiem czemu to robię.Czemu go prowokuję.
Nigdy nie byłabyś lepsza od niej.
Robię kolejny ruch biodrami,czując wybrzuszenie w jego dresach i przypominam sobie sytuację w kuchni babci Helen.Wtedy to on miał przewagę nade mną.Teraz jest inaczej.
-Lubisz to,Zayn?-Mój szept dociera do jego uszu.Kolejny ruch biodrami.Kolejny i kolejny.I jego jęki,które nakręcają mnie coraz bardziej.Dyszymy cicho,a on pojękuje coraz bardziej.
-Odpowiedz.
-Żałosna z ciebie dziewczynka Nathalie.-Warczy,mocno zaciskając szczękę.Dyszę cicho,patrząc prosto w jego oczy.-Miałem takich jak ty na pęczki.
-Jedyne co mnie w tobie pociąga to ciało.Doprawdy,niczym innym nie mogłabyś się pochwalić.
Nie wiem czemu to robię.Nie wiem czy na złość mnie.Albo Liliane.Albo Zaynowi.Wiem jedynie,że to będzie inne.To co powiem.Co zrobię.
-Więc je weź Zayn.-To było tylko w moich myślach.Nie powiedziałam tego na głos.
-Nie.
-Dlaczego?-To też było w myślach.Jezu,jestem chora.
-Bo gra,jeszcze się nie skończyła.
Zaciskam mocno szczękę,tak że aż bolą mnie zęby i patrzę intensywnie w jego oczy.
-Zakończ ją Zayn.-To zdanie wcale nie brzmi tak przekonująco jakbym chciała.Stoi przede mną z chytrym uśmiechem na twarzy,co utwierdza mnie w przekonaniu,że on naprawdę nie ma serca.
-Błagasz mnie?-Unosi jedną brew,na co przewracam oczami.
-Co?-Mrugam powiekami,jak jaszczurka.
-Błagasz mnie.-Tym razem stwierdza i uśmiecha się tak bardzo podle.I to wcale nie jest słodkie.To jest jak jakiś pieprzony wulkan,który zaraz może wybuchnąć.Bo to Zayn.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Po prostu.-Syczę,przybliżając swoją twarz do niego.-Zrób.To.
-Co?
Drażni się ze mną.Chce mnie poniżyć nawet teraz.Nawet w tej chwili,w której on również jest podniecony.Obnaża zęby w uśmiechu.
-Pieprz mnie.
Z jego ust wydostaje się gardłowy jęk,a nawet go nie dotknęłam.
-Dlaczego miałbym to zrobić?
Wypycham biodra do przodu i  spotykam się z jego sykiem.Ma przymknięte powieki a długie rzęsy rzucają cienie na jego policzki.To niesamowicie piękny widok,chyba jeszcze nigdy w życiu bardziej nie przypominał mi diabła w ciele anioła.Chyba jeszcze nigdy w życiu tak bardzo nie pragnęłam by mnie dotknął,chyba jeszcze nigdy w życiu nie kochałam go tak mocno.Jestem masochistką.
-Bo tego chcę.
-Jak bardzo?-Szepcze z wciąż przymkniętymi powiekami.Uśmiecham się szeroko,po raz kolejny poruszając biodrami przy jego dolnej partii ciała.Nie wiem co robię,nie wiem co robię,nie wiem co robię.
-A ty?-Kolejne pchnięcie biodrami.Kolejny jęk i stęknięcie.Kiedyś to on mnie o to błagał.Teraz to ja płaszczę się przed nim.
-Błagaj mnie.
Nie spodziewam się tych słów.Niesamowite jak bardzo chce mnie poniżyć.Jak bardzo chce żebym czuła się brudna.
Spuszczam głowę,patrząc na płytki.Nie wiem co zrobić.Czy ja naprawdę tego chcę? Chcę oddać mu to,przed czym tak długo się broniłam? Chcę żeby gra się skończyła, a on wygrał?
Czy chcę,żeby odebrał mi mój jedyny dowód niewinności?
Żeby odszedł?
Nie zważam na to.Usta same się otwierają.
-Błagam.-Szept.Tak cichy.-Błagam Zayn.
Jestem pewna,że to nie były moje myśli.Mówię to naprawdę.
Później czuję jego dłonie na moich biodrach,a później na udach.Unosi mnie,a ja oplatam go nogami w pasie.Nie wiem nawet kiedy zdjął spodnie.Wchodzi we mnie nie szczędząc brutalności,jaka do tej pory nie była mi znana.Z pod moich powiek wypływają łzy,których nawet nie stara się ocierać.Patrzy na mnie skupiony na tym co robi,bezlitosny,zimny.
-Dlaczego płaczesz Nathalie?-Szepcze,nie przestając we mnie wchodzić.Szlocham głośno,wiedząc że to co robimy jest złe.Czy żałuję? Nie wiem.Ale chyba to już nie ważne.-Przecież nie robimy nic złego.
Jęczy głośno,kiedy wchodzi we mnie do końca,a ja zagryzam wargi do krwi,czując coraz większy ból.
To coś na kształt mgły.Nic nie widzę.Nie słyszę.Jakbym właśnie straciła słuch i wzrok.Docierają do mnie jego głośne jęki.I  ręka na moim gardle.Poddusza mnie chyba nawet nie zdając sobie z tego sprawy.Czuję jak jego usta jęczą do mojego ucha brudne słowa,których nie chcę słyszeć.I te łzy.Tony gorzkich łez spływające po moich policzkach.Są ciepłe i co chwilę dostają się do moich warg,które Zayn od czasu do czasu muska jakby od niechcenia.Robi to tak brutalnie,jakby zapomniał o całym świecie,bo był w swoim.Zamienił się w tę osobę,która przerażała mnie najbardziej.Nic teraz się dla niego nie liczyło.Zaciskam usta w wąską kreskę,czując  nikłą przyjemność.Z ust wydostaje mi się głośny jęk,stłumiony przez jego rękę.Koniec? Nie,jeszcze nie.Tak.To będzie zaraz.Zaraz skończy.To już.Słyszę ostatni jęk z moich ust i jego ostatnie ,,kurwa” a potem to już koniec. Dyszymy głośno,a on nawet nie jest w stanie utrzymać mnie na rękach.Osuwam się po ścianie i patrzę zamglonym wzrokiem wszędzie,tylko nie na niego.Mój oddech nie może się unormować. Zakrywam twarz dłońmi,kiedy słyszę trzask drzwi.Poszedł sobie.
I stało się.
Coś,za co poszłabym do piekła.
Coś za co pójdę do piekła.

Porażka na całej linii :D