poniedziałek, 18 maja 2015
Maybe I love You? Rozdział 26
I gdyby ktoś powiedział mi to tydzień temu,lub miesiąc.Nawet jebany dzień.Nie uwierzyłabym.
-Idę zrobić herbatkę.-Nie patrzę na Lil.Nawet wtedy kiedy podchodzi do równie zaskoczonego co ja Zayn’a, i daje mu słodkiego buziaka w usta.I on nawet nie reaguje.Casian też.Patrzę to na jednego to na drugiego,a moje długie paznokcie wbijają się w skórę nadgarstka.Jesteśmy sami w pokoju.Dwa odbicia i ja.Nadal nie mogę uwierzyć w to co właśnie się dzieje.Nie wiem czy się cieszyć,że jednak nie bez przyczyny tak bardzo przypominał mi Zayn'a (co było równoznaczne z tym,że jednak nie mam obsesji na jego punkcie) czy płakać,bo CHOLERA to tak jakby kurewski klon Zayn'a; ludzkość tego nie przeżyje.
-Chwilunia. –Zagryzam mocno wargę a moja prawa brew szybuje do góry.I udaję,że nawet nie zauważam wzroku ich czarnych oczu.-Ty..on..wy..wy..czy coś…?-Otwieram usta,z których nie wychodzi już żadne słowo.Ręce zakładam na biodra.-No słucham!
-Co chcesz usłyszeć Nathalie?-Zayn marszczy czarne brwi,co ja po chwili też robię.To chyba wszystko czego mogłam się po nim spodziewać.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś,że masz brata?-Warczę na niego,a ręce splatam na wysokości klatki piersiowej.Dlaczego Casian? Dlaczego ja?
Dlaczego.Jebany.Zayn?
-Nie zadawaj pytań,na które nie chcesz znać odpowiedzi Nathalie.-Oboje patrzą na mnie,a ja czuję się przy nich tak brzydka i głupia.Patrzę na ich niesprawiedliwie piękne twarze szukając różnic.Zayn ma mocniej zarysowaną szczękę i jest wyższy.Dodatkowo jego ramiona wydają się być bardziej szerokie niż młodszego Malika,ale i tak są niemal identyczni.Tak samo piękni.I wiem,że poszłabym za nimi do samego piekła.
-Powiedzcie mi.-Mamroczę,opuszczając głowę w dół.Zagryzam wargę do krwi.
-Biedna Nathalie.-Usta Casiana cmokają powietrze,a czarne oczy patrzą na mnie z udawanym współczuciem.Zaciskam mocno pięści.-Twój słodki chłoptaś nie wspominał ci o mnie?
Wykapany Zayn.Cudownie.
-Nie jestem jego dziewczyną.-Posyłam w jego stronę jadowite spojrzenie,na co ten tylko uśmiecha się leniwie.A ja wiem co to oznacza.Zayn też.
-Herbata!-Mam ochotę jęknąć.Jak ja nie cierpię herbaty.
Jak ja nie cierpię Malików.
*
-Jak długo jesteście razem?-Mam ochotę wypluć zawartość moich ust,kiedy słyszę fałszywie przyjazny głos Casiana.Zerkam na niego kątem oka,zauważając że jego uśmiech naprawdę wydaje się autentyczny. Marszczę brwi.Chyba u Malików kłamanie jest genetyczne.
-Kilka miesięcy.-Lil odwzajemnia jego uśmiech,a jej dłoń ląduje na ramieniu Zayn’a,którego obojętne spojrzenie na chwile zostaje w niej utkwione.Wydaje się wyluzowany,choć wiem że w środku cały się gotuje.W końcu musi być jakiś powód dla którego zataił istnienie Casiana.
-Więc.-Cedzę przez zęby,ze zirytowaniem spoglądając na moich towarzyszy.-Dlaczego nie powiedziałeś,że masz brata,Zayn?
Nie wydaje się poruszony moimi słowami.Jego smukły palec przejeżdża po filiżance,by później wylądować w ustach. Nie spieszy się najwyraźniej z odpowiedzią.Typowy,cholernie typowy Malik.
-Nie lubię rozmawiać o rodzinie.
I zapewne nie zdziwiłyby mnie te słowa,gdyby nie głośne parsknięcie młodszego z braci.Patrzymy na niego z siostrą,a ten nawet nie ukrywa,że cała sytuacja najzwyczajniej w świecie go bawi.Marszczę brwi.
-Co?
-Nic,nic.-Kręci głową,wciąż formując usta w tym denerwującym uśmiechu.Wzdycham,przymykając powieki.Jeden Malik na świecie to za dużo.Z dwoma zwariuję.Słowo daję.-Pójdę już.
-Już?-I tak bardzo chcę parsknąć,kiedy widzę rozczarowanie na twarzy Lil.I zadowolenie na twarzy Zayn’a.Boże,ludzie idźcie do kabaretu.
-Wpadłem tylko się przywitać.Ale dziękuję za gościnę Liliane.Herbata była pyszna.-Jestem ciekawa czy tak jak Zayn nie słodzi,ale nie mam zamiaru go o to pytać.Bardziej ciekawi mnie sposób w jaki mówi do kogoś kto go nie zna.Jak grzeczny i poukładany się wydaje.Zayn też taki jest.Dlaczego tylko przy mnie odkrywają swoje maski?
-Odprowadzę cię.-Starszy Malik wstaje gwałtownie z kanapy,zwijając przy tym biały futerkowy dywan z dużymi grochami i idzie w kierunku brata,obnażając białe zęby w uśmiechu.Najwyraźniej nie miał najmniejszej ochoty go zatrzymywać.W przeciwieństwie do milutkiej Liliane.Szkoda,że dla mnie nie jest tak słodka.
-Wiedziałaś,że Zayn ma brata?-Posyłam Lil wymowne spojrzenie,kiedy ta zamacza usta w parzącej herbacie.Upija łyk z filiżanki z białej porcelany i odstawia ją na spodeczek.Unoszę brwi.Czy ktoś chodź raz mógłby odpowiedzieć na moje pytanie,bez wcześniejszego zwlekania? Chodź.Raz.
-Nie.
-Więc czemu cię to nie zdziwiło?-Unoszę ciało z fotela,splatając ręce na piersi.Jakaż jest moja irytacja,kiedy jej dłoń po raz kolejny sięga po filiżankę herbaty.A jej usta znów się w niej zanurzają.-Nie ciekawi cię z kim mieszkasz,z kim się spotykasz? Masz naprawdę na to tak bardzo wyjebane? Zayn może być kimkolweik.Nie wiesz o nim praktycznie niczego.Co z tobą nie tak?
Śmieszą ją moje słowa.Siada prosto wygładzając flanelową koszulę,która już pomięła się na jej ciele.
-Nathalie.Czy ty mnie właśnie pouczasz?-Znowu upija łyk tej pieprzonej herbaty,jak jakaś książniczka.Zaciskam mocno szczęki.-Nie poznaje cię.
-A ja ciebie.-Odgryzam się.-Nie sądziłam,że twój kochaś aż tak bardzo cię omamił.Najwyraźniej straciłaś swoją ukochaną zdolność logicznego myślenia.
-I kto to mówi? Najbardziej nieodpowiedzialna osoba na tej planecie.-Kręci głową z niedowierzenia.-Radze ci zrobić to co wychodzi ci najlepiej-mieć wszystko w dupie.I nie wciskać nosa w nie swoje sprawy,siostro.
Obdarza mnie ostatnim jadowitym spojrzeniem i wychodzi z salonu,a ja prycham głośno pod nosem.
Wygląda na to,że teraz ja jestem tą odpowiedzialną.
****
-Czekaj,czekaj.-Clar patrzy na mnie jak na idiotkę,o mało nie plując ciastem,które ma w buzi.Zerkam kątem oka na hamburgera,którego również sobie zamówiła ,sama upijając trochę gorącej czekolady. Nigdy nie zrozumiem zachcianek kobiet w ciąży.-Ma brata? Cholernego sobowtóra?
-To nie jest jego sobowtór,do cholery.-Przeczesuję palcami czarne włosy.-No..może trochę,ale tu nie chodzi o ich wygląd.
-No wiem.-Wzrusza ramionami wciąż żując ciasto.Marszczę na nią czoło.-Stara,jak on jest taki sam jak Zayn,to może wzięłabyś się za niego.
Krztuszę się czekoladą,przez co ciemnowłosa jest zmuszona poklepać mnie po plecach.
-Cholernie.-Moja głowa opada na zagłowię fotela,a powieki niekontrolowanie się zamykają.-Tak,teraz już wiem,że naprawdę masz coś z mózgiem Clar.
-Nie?-Prycha,oblizując łyżeczkę deserową.Zostawia na niej ślady swojej czerwonej szminki,która ani trochę mi sie nie podoba.-Ja tylko mam dość twoich głupich pomysłów.Może gdybyś miała chłopaka ustawiłby twoją dupę do pionu.
I przed oczami mam tego,który mógłby mnie do niego ustawić.Albo i nie.Nie.Nie mógłby.Bardziej sprowadziłby mnie na gorszą drogę.Bo ja wolałam takich.Przynajmniej Niall tak mówił.
-Przestań pieprzyć.-Warczę przez zęby,obdarzając przyjaciółkę długim spojrzeniem.Naprawdę czasem zastanawiam się czy ma cokolwiek w tej czarnej głowie.-Chyba znasz mnie na tyle dobrze,żeby wiedzieć że żaden śmieć nie będzie mi rozkazywał.
-Ale jakiś by ci się przydał.
-Przestań.-Przewracam oczami,opierając się o zagłowię fotela.
-No co? Zamierzasz już zawsze być dziewicą?
-Wole być dziewicą,niż panną w ciąży.-Nie wbiłam w język zębów,bo było już za późno.A ja naprawdę to powiedziałam.Mam ochotę się skrzywić,gdy widzę minę Clar.
-Nie..nie to miałam..-Wypuszczam powietrze przez nos,klnąc w myślach.-cholera..
-Rozumiem Nathalie,nie jestem święta.-Jej pokrzepiający uśmiech mówi sam za siebie.
Oblizuję usta,patrząc ze spokojem jak jedna z par kłóci się przy ladzie o to kto ma płacić.Na usta wkrada mi się mały uśmiech,kiedy widzę zirytowaną minę kelnerki.Uroczo.
-Jeszcze ta kłótnia z Niallem.-Przed oczami staje mi obraz wściekłych,błękitnych oczu i niemal słyszę krzyki wychodzące z jego wąskich ust.
-Jaka kłótnia?-Jej idealnie wyskubane brwi unoszą się do góry,a ja uśmiecham się lekko widząc jej komiczną minę.
-Ostatnio trochę się no wiesz..-Łapię dolną wargę w zęby.-…poprztykaliśmy.
Zerkam na jej pusty talerz po torcie nie mając pojęcia jakim cudem tak szybko go zjadła.
-Poprztykaliście się? Cholera,dzięki wielkie,że w ogóle mi o tym mówisz.
Biorę już letni kubek czekolady w dłoń i ostrożnie przejeżdżam opuszkiem palca po jego słodkim brzegu.
-To chore.-Wzruszam ramionami.-To tak jakby mnie zabija,ale nie umiem się do tego przyznać.
-Do czego Nathalie?-Jej jasne oczy lustrując moją twarz wzrokiem.
-Sama wiesz.-Wzruszam ramionami,a ta jedynie kiwa głową.Bo wie.
Wie,że go kocham.
-Nathalie!-Zaciskam mocno szczękę,odkładając kanapkę,którą miałam ugryźć, na talerz.Najwyraźniej w tym domu nie da się zjeść w spokoju.Idę krzywiąc się przez ból w kostce, w stronę korytarza z ponurą miną i staję prosto przed wkurzoną blondynką.Jej ręce są założone na biodra a prawa noga zaczyna stukać nieznany rytm na podłożu.Jest wkurzona.Chyba.Chyba tak.Chyba wiem o co chodzi.Chyba tak.
-Co?-Moje usta wypuszczają te suche słowo.Nawet się nie wysilam.Nawet nie chcę się wysilać.
-Miałam dzisiaj bardzo ciekawą rozmowę z panią dyrektor.
-Ciebie też poczęstowała herbatką z pieprzonego liptona?-Parskam cicho z mojego głupiego żartu.Jakież to oryginalne.
-Uważaj na to co mówisz gówniaro.- Syczy w moją stronę,stawiając ciężkie kroki w kierunku salonu.Zdejmuje kremowy płaszcz i rzuca go na kanapę,a ja spokojnie przyglądam się jej ruchom. –Mogłam się spodziewać,że ta skręcona kostka to nie przypadek.-Patrzy w okno,ignorując moją obecność.Siadam na kanapie i opieram się o zagłowię kanapy.Schudła.I jest jeszcze bardziej wredna niż zwykle.I schudła.
Czyżby to moja sprawka?
-Zluzuj Lil.Sprowokowała mnie.-Prycham,kiedy gwałtownie odwraca się w moją stronę.
-To gówno.-Kiwa na moją nogę.Też na nią spoglądam,ukrywając zaciśnięte pięści.-Serio,mogłam się tego spodziewać.Może ty jesteś jebaną masochistką.
Marszczę brwi na jej wypowiedź,by po chwili wybuchnąć głośnym śmiechem.
-Że co?-Mówię przez śmiech.Kiedy się już uspokajam,drapię brodę palcem wskazującym,by po chwili znów na nią spojrzeć.-Co dokładnie powiedziała ci dyrektorka,oprócz zaproponowania herbaty?
-Nie proponowała mi żadnej pieprzonej herbaty Nathalie.-Warczy na mnie i pochodzi szybkim krokiem do fotela,by po chwili zająć na nim miejsce.–I już ty wiesz co mi powiedziała.
-Z całą pewnością jakieś gówno.-Kręcę głową.Nawet mnie nie wysłuchali.Nawet nie kazali przedstawić mojej wersji.Zawsze muszę być ta najgorsza.
-Dlaczego Nathalie?
-Zdzira wyzywała Kirę od suk!-Pochylam się w jej kierunku,ze złością w oczach.-Nie pozwolę by takie gówno jak ona,mówiło takie rzeczy.-Szepczę.
-Widocznie miała ku temu powody,Nathalie.-Mówi poważnie.
-Że co kurwa!?-Wstaję gwałtownie z kanapy,a mój oddech jest głośniejszy.Już trzeci raz słyszę taką rzecz na temat Clar.I gdyby nie to,że jest moją siostrą zapewne podzieliłaby los zdziry Gabrielli.
-Słuchaj,nie jesteś święta Nat.Pijesz,palisz,pewnie bierzesz narkotyki.Skąd mam pewność,że jesteś jeszcze dziewicą? Pewnie robisz to dla zabawy z kim popadnie.
Dławię się powietrzem.To tak jakby ktoś wbił mi nóż w brzuch.
A później go wyjął.Pomału i boleśnie.
-Kira z pewnością nią nie jest.-Uśmiecha się ironicznie i wydawać by się mogło,że już nie potrzebuję więcej.
I nie potrzebowałam. Patrzę na rękę i rozprostowuję palce,czując jak pieką od mocnego uderzenia.
-Nie będę pokazywać palcem,kto lizał się z przyjacielem swojego chłopaka.-Mój wzrok opuszcza czerwoną rękę.Rozprostowuję palce,które pieką od siły uderzenia.Patrzę na nią lodowato.I nawet nie rusza mnie jej przerażone spojrzenie.I ręka przyłożona do piekącego policzka.-Jedyną dziwką w tym pokoju jesteś ty.Siostrzyczko.
Wychodzę z domu,nie przejmując się czymś takim jak płaszcz.
I mam takie pytanie,które dzień w dzień mnie nurtuje.Czy inni oszaleli,czy to ja wariuje?
wtorek, 12 maja 2015
Maybe I love You? Rozdział 25
-Czy tobie też ten cały Casian kogoś nie przypominał?
Nathalie!
-Hm?-Mrugam szybko powiekami i ostawiam shake’a na
stolik.
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
-Tak,Niall..po prostu trochę się zamyśliłam.-Mruczę i
oblizuję spierzchniętą wargę.Czuję ciepło słońca,które ogrzewa skórę mojej
twarzy,ale nie cieszy mnie to tak bardzo jak bym chciała.-Myślę o Clar i
Harrym.
-Och.-To mi wystarcza.Wiem,że mi nie uwierzył i miał
rację.Moją głowę zaprzątały bowiem myśli o kimś zupełnie innym.Brunet o
spojrzeniu brązowych oczu.Ustach wciąż wygiętych w tym denerwującym
uśmieszku.Głosie,od którego krew żywiej płynęła w moich żyłach.Casianie,kim
jesteś?
-Nie jest wart twoich myśli Nathalie.
-Wcale o nim nie myślę.-Podrywam się gwałtownie z
ławki i obrzucam go gniewnym spojrzeniem.-Wcale.
-Daj spokój Nathalie.Jest taki sam jak Zayn.-Kręci
głową.-Ty chyba masz jakąś tendencję do wybierania takich kolesi.
-Przestań pieprzyć Niall.-Zaciskam zęby tak,że aż boli
mnie szczęka.-Nie masz o niczym pojęcia.
-To mnie oświeć.-Warczy,również podnosząc się z
ławki.Gdybym go nie znała,bałabym się go.-Przyznaj.Jara cię to Nathalie.
-Przestań.
-Te tatuaże? Te grzeszne słówka? To wszystko cię jara?
-Stop Niall.-Podnoszę dłoń i zaciskam mocno
powieki.Jak..jak może? Widzę burze w jego spojrzeniu,niebieskim i pięknym.Zawsze spokojnym,teraz wściekłym.
-Jarają cię tacy niegrzeczni chłopcy? I to jak później
przez nich cierpisz? Kim jesteś Nathalie? Pieprzoną,uzależnioną od adrenaliny,idiotką nie doceniającą
tego co ma.
-Stop!-Wrzeszczę a moja dłoń szarpie materiał jego
czarnej koszuli.Chcę odgarnąć włos z jego czoła,ale wiem że nie pozwoli mi się
dotknąć.
-A masz siostrę i przyjaciół,ale ty nie lubisz mieć
dobrych ludzi wokół siebie.Tylko tych podobnych do siebie.Ale w końcu oni cię
zostawią i zostaniesz z niczym.
-Co ty wygadujesz Niall?!-Wyrzucam ręce w
powietrze.-Przestań pieprzyć od rzeczy.
-To nie ja pieprze od rzeczy!Tylko ty! Idź do tego
swojego Zayna i Casiana.Nawet do Gabriela.Mam cie gdzieś.
Otwieram szeroko usta w zdziwieniu.Dlaczego wygadywał
takie rzeczy?
-Że co?-Podchodzę do niego.Nawet nie wiem kiedy
zaczynam głośniej oddychać.Moje dłonie są zwinięte w pięści a paznokcie
przebijają skórę tworząc rany,które pieką.On też wcale nie wygląda lepiej.Jego
oczy błyszczą ze wściekłości a wargi przypominają kreskę.-Ty też Niall?
Kurewskie serio? Myślałam,że ty jesteś inny!
-Czyli jaki?-Kiedy mówi te słowa,uśmiecha się
bezczelnie,a ja mam ochotę go uderzyć.-Wiecznie słodki Niall,jednak kiedyś się postawił.A to ci niespodzianka.
Kręcę głową,nie mając pojęcia co też w niego wstąpiło.
-Daj spokój chłopaku.Mało mamy problemów? Chcesz kolejnych?
-To nie my mamy problemy.Tylko ty i Clar.-Patrzę na
jego palec którym we mnie mierzy i mam ochotę go wykręcić.Najlepiej złamać.
-Jesteś naszym przyjacielem!-Mój krzyk roznosi się po
parku.Kilku ludzi odwraca się w moją stronę,ale nawet nie zwracam na nich
uwagi.Moje gniewne spojrzenie spoczywa na chłopcu o blond włosach.-Kurwa,Niall.Co
w ciebie wstąpiło? Wszystko na razie się układa,ale ty musisz pieprzyć swoje.
-Wiesz,mam tego dość.-Wycofuje się,a kiedy próbuję go
dotknąć odpycha moją dłoń.-Ja też mam swoje problemy.Chyba zakochałem się w
Elli’e,ale kogo obchodzą uczucia Niall’a?
Obdarzam go chwiejnym spojrzeniem.
-Kim?- Mamroczę,spuszczając głowę.Jest mi tak
wstyd.Nie wiem nawet o kim chłopak mówi.W kim zakochał się mój najlepszy
przyjaciel.
-No właśnie.-Jego śmiech jest tak fałszywy.-Nawet nie
masz jebanego pojęcia co to za dziewczyna.
-Powiedz mi.-Spuszczam głowę.-Powiedz mi Ni.
-Po co Nat? Żebyś później o tym zapomniała?
-Daj spokój.-Moja dolna warga ląduje pod
zębami.-Usiądź i pogadamy.
-O czym?
-Proszę.-Moje spojrzenie jest błagalne.
-O czym?
-Proszę.-Moje spojrzenie jest błagalne.
-Nie chce rozmowy.Dajmy sobie z tym spokój.-Kiedy
widzę puls na jego szyi i tą nienawiść w oczach,aż zamykam swoje.Nie chcę
patrzeć na takiego Niall’a.
-Błagam Niall,nie zostawiaj mnie,nie..-Wyciągam dłonie,aby dotknąć jego gładkiej twarzy,ale on mnie odpycha.
-Nie Nathalie!-Patrzę na sylwetkę blondyna,która coraz
bardziej się ode mnie oddala.Zaciskam mocno powieki,próbując się nie
rozpłakać,ale otwieram je,wiedząc że nie mam się przed kim chować.Chłopak już
odszedł,a nikogo znajomego nie ma w zasięgu wzroku.Siadam na ławce i ukrywając
twarz w dłoniach szlocham cichutko.
*****
-Hazz będzie na
razie przylatywał na weekendy do Londynu,a po urodzeniu dziecka przeprowadzam
się do Nowego Yorku.-Patrzę jak jej palce jeżdżą po krawędzi filiżanki,by
później spocząć na spodeczku.
-Uhm…-Kiwam głową głupio,nie do końca świadoma tego co
oboje mi tłumaczą.Po chwili otrząsam się i podnoszę na nich wzrok.Mają na
twarzach szerokie uśmiechy,a ich ręcę są splecione.I są szczęśliwi.Przynajmniej
oni.Zastanawiam się nad tym,czy gdybym ja również wybrała tego
odpowiedniego.Też byłabym szczęśliwa? Też nie widziała bym problemów? Nudne życie
wcale nie wydawało się kuszące.Byłam uzależniona od adrenaliny,ale co jeśli
Niall miał rację? Jeśli wciąż będę ganiać za tymi złymi,a dobrych
omijać łukiem.Zostanę sama jak palec.Nigdy nie zaznam prawdziwego szczęścia.Ciepła.-A co z twoimi rodzicami?
-Mama nieźle to przyjęła.-Kira uśmiechnęła się lekko.Ciekawa
jestem czy też nie musiałabym wymuszać uśmiechu.-Tata..niezbyt,ale mama
powiedziała że musi to wszystko sobie poukładać.Jesteśmy dobrej myśli.
Ja nigdy nie będę dobrej myśli.Zawsze coś będzie się
burzyć,a ja to zbuduje by później runęło w gruzach.
-Okej.-Dukam głupio.Nie jestem w stanie powiedzieć nic
innego.Nie potrafię się cieszyć.Moje spojrzenie utkwione jest w kubku gorącej
czekolady,która nawet nie zasługuje na to miano bo już dawno wystygła.Nawet nie
zjadłam jebanej bitej śmietany bez której nie mogłam żyć.Niall..coś ty ze mną
zrobił?
-Co się dzieje Nat?-Słyszę troskę w jej głosie i mam
ochotę się skrzywić.Unoszę głowę.
Kim jesteś
Nathalie? Pieprzoną idiotką nie doceniającą tego co ma.
Chcę na nią naskoczyć.Spytać się czemu wszyscy muszą
traktować mnie jak porcelanę.Chcę wytłumaczyć jej,że umiem sobie poradzić
sama.Że ich nie potrzebuje.
Ale w końcu oni
cię zostawią i zostaniesz z niczym.
Nie robię tego.
-Wszystko okey.-Mówię w końcu i staram się
uśmiechnąć.-Cieszę się waszym szczęściem.
Zrozumiałam Niall.Szkoda,że tak późno.
****
-Jeszcze kilka przysiadów i zakończymy
rozgrzewkę,szybciutko dziewczynki! Angela przestań rozmawiać z Cortney. –Słyszę
głos nauczycielki i mimowolnie przewracam ciemnymi oczami.Boże..zlituj się.
Sapię robiąc kolejny przysiad i dmucham na niesforny
kosmyk włosów,by strzepnąć go z nosa.Kiedy to nic nie daje postanawiam sama się
pofatygować i odgarnąć go ręką.Nie chciało mi się ćwiczyć na w-fie ale
bezustanne siedzenie na trybunach i rozmyślanie o wszystkim również nie
brzmiało kusząco.Tylko niepotrzebnie bym się zamartwiała.
-Podaj.-Kopię piłkę w kierunku Klary i szybko biegnę
na obronę,widząc dziewczyny z przeciwnej drużyny,które zbliżają się do
bramki.Kiedy widzę,jak któraś z blondynek przechwyciła piłkę i chce kopnąć ją
do bramki,szybko do niej podbiegam i kiedy chcę wykopać piłkę, zostaję
brutalnie popchnięta na orlik. Krzywię się lekko,widząc zdartą skórę mojego
kolana,ale tym co wyprowadza mnie z równowagi jest zarozumiały uśmiech
winowajczyni,który mówi mi że to co się stało nie było nieszczęśliwym wypadkiem.Wstaję gwałtownie z ziemi nie przejmując się lepką krwią skapującą
z mojej rany.I prawdopodobnie zwichniętą kostką,przez którą nie mogę stać na
prawej nodze.
-Ty mała suko.-Syczę kuśtykając w jej stronę.-Zrobiłaś
to specjalnie!
-Daj spokój.-Niebieskooka prycha kpiąco i zaczyna
bawić się włosami.-Noga to brutalny sport.
-Ach tak? Więc rozumiem,że nie będziesz miała nic przeciwko,jeśli
złamię ci nos.-Oblizuję szybko usta i patrzę zaciekle w jej jasne oczy.
-Zluzuj,Green.-Gabriella uśmiecha się szeroko
spoglądając przelotnie na swoje idealnie wymalowane paznokcie.Zaciskam mocno szczękę.Bezczelna
zdzira.A to ci jebana niespodzianka.-Wiesz,nie powinnaś być teraz przypadkiem
ze swoją ciężarną przyjaciółką?
-O czym ty pieprzysz?-Syczę.Ta podła hiena naprawdę
prosi się o kłopoty.
-Nie udawaj,że nie wiesz.-Śmieje się i podchodzi do
mnie bliżej.Mierzę jej sylwetkę wzrokiem i wracam spojrzeniem do nienawistnej
twarzy.Już nie jest tak ładna,jak przed chwilą.Teraz jest brzydka.Wręcz
obrzydliwa.-Cała szkoła huczy o twojej puszczalskiej przyjaciółce.
-Uważaj sobie.-Warczę szarpiąc jej niebieski t-shirt.Nie
staram się być nawet delikatna.Jestem coraz bardziej wkurzona, ona wydaje się
nie chcieć przestać.
-No co? Źle mówię?-Unosi brwi i patrzy na moją rękę
która zwija materiał jej ubrania.-Zwykła suka.
I to będzie na tyle jeżeli chodzi o moją cierpliwość.Popycham
zdezorientowaną dziewczynę na sztuczną trawę i siadam na niej okrakiem łapiąc
jej brodę w swoją dłoń.Oczy Gabrielli są większe z przerażenia,a twarz
przybrała jaśniejszy odcień.Po prostu się bała.Uśmiecham się kpiąco.
-Przeproś.
-Nie.
-Nie?-Unoszę brwi puszczając jej twarz.Zadaję jeden
cios w policzek,a ta piszczy cicho.-Przeproś.-Powtarzam spokojnie.
-Po co? Dziwki i tak nie przestaną się puszczać.
Zadaję ciosy na ślepo słysząc piski innych
dziewczyn,które zrobiły spore koło wokół nas.Jedne nawet próbują mnie odciągać
od blondynki,ale kiedy widzą mój wyraz twarzy natychmiast rezygnują.W uszach
mam tylko błagania dziewczyny.Krzyki i piski.I mój głośny oddech.I i wiwaty.I
śmiechy jakiś chłopców.Przytomnieję dopiero,kiedy czuję ciepłą krew na moich
kostkach.Patrzę na nie ciężką dysząc i wytrzeszczam oczy.Są zdarte,a ja nie mam
odwagi spojrzeć na twarz Gabrielli,która pewnie już straciła przytomność.Patrzę
w osłupieniu na kosmyk wyrwanych włosów dziewczyny i w głowie analizuje kiedy
jej to zrobiłam.
-Nathalie.-Unoszę głowę słysząc krzyk przerażonej
nauczycielki.Patrzy oniemiała na dziewczynę pode mną a ja ze spokojem z niej
schodzę i się prostuję.Syczę jedynie głośno,kiedy czuję potworny ból w
kostce,która chyba naprawdę jest zwichnięta.-Mój Boże..
-Mówiłam by przeprosiła.-Mruczę do siebie,spuszczając
głowę,ale nie jestem skruszona.Wolałabym umrzeć niż przeprosić.
-Idź do pielęgniarki.-Mówi tylko,podbiegając do
nieprzytomnej blondynki.Oblizuję zeschniętą wargę i zerkam kątem oka na
nastolatkę.
Mówiłam by przeprosiła.
Później kuśtykam i co chwilę krzywię się,czując
niemiłosierny ból.Cholera…Czuję jeszcze wzrok całej nieudanej widowni.Szepczą
między sobą i chichoczą.Ich też chętnie bym załatwiła.
-Może pomóc?-Zerkam kątem oka na Casiana.Ma na głowie
założonego tył do przodu Snapback’a, co wygląda uroczo,jednak pozostawiam ten
komentarz samej sobie.Przez chwilę mierzę go wzrokiem,co robi i on.
Nigdy nie okazuj swojej słabości przed dupkiem
Malik..Casianem,bo dupek Mal...Casian to wykorzysta.
AHA!
Mówiłam,że jest taka zasada!
-Nie,dzięki.-Mruczę cicho próbując postawić kolejny
krok.Zaciskam usta w wąską linię.Tak bardzo boli.
-Daj spokój.Kostka wygląda naprawdę marnie.-Kiwa i
podchodzi do mnie,gwałtownie biorąc na ręce.Trochę za dużo gwałtowności jak na
jeden dzień.Czuję w nozdrzach przyjemny zapach,tak podobny do tego Za..
DOŚĆ.
Koniec z Zaynem raz na zawsze.
Nawet pali tak ja on…
-To ty daj spokój.Poradzę sobie sama.-Mówię przez
zaciśnięte zęby,ale ten nie chce słuchać.Wypuszczam powietrze przez nos
ostatecznie poddając się.Idziemy w ciszy,kiedy ja oglądam rany kostek,na
których krew już zaschła.Nieźle się załatwiłam nie ma co.
-Czemu tak pobiłaś tę dziewczynę?-Przestaję oglądać
dłonie i patrzę prosto w jego oczy.On również na mnie patrzy.Jest tak blisko,że
z łatwością mogłabym go pocałować,dotknąć jego policzka.Ust.
Och…
-Należało jej się.Nazwała moją przyjaciółkę dziwką,a
sama pewnie puszcza się na prawo i lewo.-Spluwam z wściekłością,a ten jedynie
uśmiecha się szeroko.Przewracam oczami.Nie powiedziałam nic śmiesznego
Casianie.
-A tak nie jest?
-Co?
-No,twoja przyjaciółka.-Zaciska usta w wąską linie i
parska.-nie jest dziwką?
-Oczywiście,że nie!-Nie kryję oburzenia.Jak mógł
zapytać o coś takiego?
-W końcu jest w ciąży,więc musiała pieprzyć.
-To,że jest w ciąży nie oznacza od razu,że…zaraz.-Mrużę
na niego oczy,a moje usta mimowolnie rozchylają się w zdziwieniu.-Skąd wiesz,że
Clar jest w ciąży?
-Cała szkoła o tym wie.-Mówi nonszalancko i posyła w
moim kierunku uśmiech,od którego krew żywiej płynie w moich żyłach.
-Ale ty jesteś nowy.-Splatam dłonie na jego karku,przez co jest bliżej mnie.Czuję w jego oddechu papierosy i owocową gumę do żucia.-Nawet jej nie
znasz,więc po co ci to?
-Znam ciebie.-To brzmi jak zakończenie tematu,dlatego
już o nic więcej nie pytam.Odstawia mnie przed drzwiami do gabinetu pielęgniarki
i odchodzi powolnym krokiem,a ja zerkając przelotnie na drzwi,wypuszczam z ust
ciche parsknięcie.Nie ma mowy żebym tam weszła.
****
-Dobra,jeszcze tylko raz.-Powietrze ucieka z moich
płuc ze świstem.Moczę po raz kolejny wacik w wodze tlenionej i przykładam go do
rany.-Zachciało mi się bawić w pielęgniareczkę.-Sapię,kiedy rana potwornie
piecze.Mogłam jednak skorzystać z pomocy pielęgniarki,ale nie.Nathalie zawsze
musi być samowystarczalna. Wacik jest już do cna przesiąknięty krwią,dlatego
wyrzucam go do kosza.Zaglądam w apteczkę i wyjmuję kilka tubek maści,wiedząc że i tak nie znam się na tym.
-Co my tu mamy.-Mruczę do siebie,oglądając opakowania
leków o dziwnych nazwach.Marszczę brwi..-Cepan na blizny,chyba raczej nie będzie mi
potrzebny.Albo tak.-Zamykam oczy czując przyjemny chłód na kolanie.I moje
palce,które w delikatny sposób rozcierają chłodną maść po ranie.Już nawet tak nie
piecze. Dom świecił pustkami.Jak zwykle nikogo w nim nie było.Może to lepiej?
Gdyby Liliane zobaczyła jak wyglądam musiałabym zdać jej sprawozdanie.Mimo
wszystko wolałam żeby dowiedziała się tego od dyrektorki.Podpieram podbródek
palcami. Ciekawe kiedy ją wezwie.I co powie?
Nathalie brutalnie pobiła koleżankę na szkolnym boisku.Została
przewieziona do szpitala w stanie ciężkim (koleżanka,nie NIE Nathalie.)
Czy też?
To nie jej wina.Tylko broniła przyjaciółki.(Nathalie,nie NIE koleżanka)
Parskam,wiedząc że ta druga wersja to moja działka.Tak
to właśnie jest.Ty robisz coś dobrego,a wszechświat tak ci się odpłaca.
Nathalie.Jesteś tak głupia.
Podnoszę gwałtownie głowę,słysząc trzask zamykanych
drzwi i niezdarnie wstaję z wanny odkładając żel na
kremową szafeczkę obok lustra.Sapię kiedy stawiam pierwszy krok,krzywiąc
się niemiłosiernie.Jestem ciekawa kto postanowił wrócić do domu i jakież jest moje zdziwienie,kiedy widzę na kanapie samego Zayn'a.
-Cukiereczku.-Kiwa głową w geście przywitania ,co odwzajemniam,ale
nie komentuję tego jak mnie nazwał.Wydaje się zmęczony.Pod jego oczami widnieją
cienie,a one same zdawały się stracić swój piękny blask.Jakby wyblakł.Jakby nie
spał przez kilka dni.Mam ochotę dotknąć jego policzka.Poczuć tę szorstkość pod
opuszkami palców,ale wiem że nie mogę.
Zayn nie należał do mnie.
A ja nie należałam do niego.
Mam ochotę wyjść,ale moje nogi odmawiają posłuszeństwa
a zęby przestają wbijać się w język nie pozwalając wymówić słowa.Teraz.
-Powiedz mi Zayn.-Zaciskam
szczękę mocno i zerkam na niego.Czarne tatuaże zdobiące jego ciało wydają się
teraz poruszać.Mrugam szybko oczami.Co
za pieprzone shizy.. -Fajnie było?-Blefuję.Ale ja wiem.Tak.On nie wie,że ja
wiem,że to była jedynie bujda.
-Co?-Unosi czarne
brwi,zamierając ze szklaneczką
szkockiej-jego ulubionej-przy ustach.
-Fajnie było ją dotykać?-Stawiam
małe kroki w jego stronę,czując jak serce powoli zaczyna się rozpadać.I nie
bije.A ja już nic nie czuję.Jestem za kanapą.Za nim.Mogę go dotknąć,ale tego
nie robię.-Powiedz mi.Fajnie było całować jej usta tak jak usta Lil?-Przybliżam
wargi do jego ucha i nachylam się.-Tak jak moje usta?
-Przestań.-Szepcze.Jego głos
lekko drży,a ja czuję jedynie zadowolenie.Chcę wiedzieć,czy w końcu pęknie.Czy
w końcu nie wytrzyma i powie mi prawdę.
-Jej skóra była gładsza niż
moja?
-Dość!-Krzyk roznosi się po
całym mieszkaniu,wprawiając jedynie moje serce w szybsze bicie. Nie zamierzam
przestać.
-Była ciasna,czy też ktoś był
przed tobą? Było ci w niej dobrze?-Mój głos jest uwodzicielski.Zagryzam mocno
wargę,zastanawiając się co jeszcze powiedzieć.
-Nathalie…-W głosie słychać
wyraźne ostrzeżenie. Jest zły.Wściekły.Boję się,ale nie przestaje.
-To było mocne i szybkie? –Moje
usta dotykają jego zimnego ucha.-Czy też powolne i delikatne?-Uśmiecham
się,widząc jak zamyka oczy.-Pieprzy się lepiej niż Lil?-Całuję skórę jego ucha
i kuszę los dalej.-Chciałbyś mnie tak pieprzyć Zayn?-Czuję mocne
uderzenie w czaszce,spowodowane zderzeniem ze ścianą.Czuję jego oddech na moich
ustach.Przestaję oddychać i topię się w morzu czekolady.
-Jeżeli się nie zamkniesz, słowa
przemienią się w czyny.Nathalie.-W jego głosie słyszę tę nutkę grzeszności.Zagryzam
wargę.Och..nie..nie..
-Więc dalej Zayn.-Nie kontroluję
swoich słów.Moje usta dotykają jego ust,kiedy mówię.-Pieprz mnie.
Nasz oddechy mieszają się ze sobą,kiedy zdezorientowany przybliża się do mnie z zamiarem połączenia ust.
Nasz oddechy mieszają się ze sobą,kiedy zdezorientowany przybliża się do mnie z zamiarem połączenia ust.
A później słyszę głos Lil i jakiś inny,ale
nie jestem w stanie o tym myśleć.Szybko odrywam się od bruneta,ale ten nie
przestaje mi się przyglądać..Gładzę wierzchem dłoni włosy, i pomiętą kratowaną
koszulę.Mam nadzieję,że wyglądam w miarę przyzwoicie.
-Patrz Zayn kogo przyprowadziłam.-Słyszę łagodny głos i stukot szpilek.Unoszę wzrok na
obie postacie przede mną i teraz jestem pewna,że głośne bicie mojego serca jest
słyszalne dla uszu każdego z nich.
-Witaj braciszku.
*****
Wow,wow,wow,WOW
DLACZEGO ONI WESZLI?
dlaczego oni weszli.
DLACZEGO.ONI.WESZLI?
A miałam tak wielką ochotę zrobić scenę +18 ech..no cóż.
chciałyście Zayn'a,to go dostałyście.Zayn'a nigdy za dużo.
15 KOMENTARZY=KOLEJNY ROZDZIAŁ :)
Ps.Nie wierzę w to co widzę.
P.PS.Pozdrawiam
Nobody :*
piątek, 1 maja 2015
Maybe I love You? Rozdział 24
Pięć minut.Dziesięć minut.Dwanaście minut.Cisza.Nikt nic nie mówi.Cisza
nieprzyjemnie drażni moje uszy,a najgorsze
w tej sytuacji jest to,że muszę wysłuchiwać dwóch siwych staruszek,z
sąsiedniego stolika, które rozmawiają o lekach i dowiaduję się,że TAK,można być
uczulonym na rutinoscorbin. Sapię cicho,skubiąc palcami nitkę od moich jasnych
dżinsów po czym patrzę na Hazz’a.Jest poważny,a pomiędzy jego krzaczastymi brwiami
widnieje głęboka zmarszczka.Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw.Myślałam,że
wstanie gwałtownie i zacznie wrzeszczeć,lub po prostu uściśnie Clar,mówiąc jak
bardzo jest szczęśliwy,że razem będą mieli dzidziusia.Ale on milczy.A to było
chyba gorsze niż jakiekolwiek wrzaski.Jakiekolwiek uściski.Jakiekolwiek
milczenie.Nie wiem co myśli.Nie wiem,jakie będzie jego pierwsze słowo.Wiem,że
to teraz zabija Clar od środka.
-Ej.-Odzywam się w końcu,formując z ust charakterystyczny
dzióbek.-Wypadałoby coś powiedzieć.
Cisza.Nadal nic.Zero reakcji.Może się zawiesił,albo dostał zawału.Sięgam do
kieszeni po telefon,na wypadek,gdyby potrzebna była karetka.Mój palec
przejeżdża po chłodnej,dotykowej powłoce,tym samym odblokowując telefon.Wciskam
apke wybierania i miałam już kliknąć odpowiedni numer.
-Od kiedy?-O mało co nie wydaję z siebie cichego westchnienia,zwiastującego
ulgę.Diagnoza:Brak zawału.
Doktor Nathalie spisała się znakomicie.Jak zwykle.
-Od kilku miesięcy.-Przyznaje skrępowana Kira,spuszczając głowę.Jej ciemne
włosy,zasłaniają szare oczy,a ręce ukryte są pod stolikiem.Dolna warga,co
chwilę lądowała pod jej zębami.Ciekawa jestem jak bardzo zdenerwowana jest.
-Dlaczego wcześniej mi tego nie powiedziałaś?
-Przez telefon Harry?-Głos dziewczyny przybiera pewniejszy ton.Patrzy na niego
odważnie,co po chwili robię i ja.Wydaje się zdezorientowany,jakby nie wiedział
co ze sobą począć,a ja zastanawiam się co jeszcze tu do licha robię?
-No to ja lecę.-Biorę kubek z do połowy wybitą kawą i moczę w niej usta,podnosząc
się z krzesełka,które wydaje charakterystyczny zgrzyt,kiedy je odsuwam.Oboje
patrzą na mnie,niemo błagając bym została.Może faktycznie powinnam zostać?-Moja
misja wykonana,до
свиданья-Salutuję,odchodząc w podskokach.
****
-Nie gadaj.I co?-Niall podnosi jasne brwi,zaszczycając mnie spojrzeniem
błękitnych oczu.Zerkam na niego kątem oka znudzona,po czym wkładam m&m’sa
do buzi.
-Jak to co?-Rozgryzam cukierka,chrupiąc przy tym cicho.-Zostawiłam ich
samych.
-Jak to?-Marszczy brwi.-A jak on się tak bardzo wkurzył,że ją
zabił?-Wsłuchując się w słowa Niall’a,głaskam mój gładki podbródek,rozważając
czy faktycznie ma rację.Po kilku chwilach wewnętrznej walki z samym sobą
dochodzę do prostego wniosku.
-W kawiarni?
-Nathalie,jaka ty jesteś niemądra.-Przewraca teatralnie oczami,na co parskam
krótkim śmiechem.- Równie dobrze mogli wyjść z kawiarni.
-Serio,myślisz że Harry mógł zrobić coś takiego?-Marszczę czoło,wyobrażając sobie tę sytuację.Wariactwo.
-No wiesz.-Blondasek wzrusza beztrosko ramionami,wrzucając niebieskiego
cukierka do buzi.-Ludzie bywają różni,w końcu nie bez przyczyny nie ma jej
dzisiaj w szkole.-Kiwam głową,dając mu znak że się z nim zgadzam i miotam
wzrokiem sale.Nie znosiłam teatru,a jak na złość Cincle’s,ciągle nas do niego prowadził! Jak by
tego było mało,dzisiaj sami musieliśmy przedstawiać różne role. Boże,co za
chory staruszek.To,że ona ma chorą wyobraźnię nie oznacza,że każdy musi robić z
siebie pajaca!
-Stary.-Słyszę wściekły głos jakiegoś chłopaka,który właśnie podszedł do
naszych foteli.Podnoszę głowę,a kosmyk włosów dostaje mi się do oczu.Mierzę
chłopaka wzrokiem.Ma jasne oczy i ciemne włosy,a jego ręce są zaciśnięte w
pięści.Patrzy na Niall’a,tak wrogo,jakby za chwilę miał ochotę mu przywalić.-Gdzie
są moje M&m’sy?
-Ja..ja..-Blondas patrzy na mnie przestraszony,na co tylko wzruszam
ramionami.-Były twoje?
-No a czyje?-Ironizuje zły,zakładając ręce na biodra.Wygląda
przekomicznie,niczym naburmuszony przedszkolak.Mam ochotę się roześmiać.Czyżby
kłótnia o cukierki? Cóż,myślałam.że ten dzień będzie nudny,ale zapowiada się
całkiem w porządku.-Myślałem,że się przyjaźnimy,a ty za moimi plecami
wpierdalasz moje cukierki!
-Nie ładnie Niall.-Cmokam kilka razy w powietrzu,klepiąc go po ramieniu,na
co podskakuje przestraszony.-Bardzo nieładnie.
Zdezorientowany blondasek posyła w moim kierunku jedynie gniewne spojrzenie.
-Sorry,Luck..ja..ja nie wiedziałem że to twoje.-Tłumaczy się.Jego towarzysz
jednak nie wydaje się przekonany.
-Dobre były.-Puszczam oczko,w kierunku nieznajomego a
ten wytrzeszcza na mnie oczy.Czyżbym zdenerwowała go jeszcze bardziej? Ups.
-Cicho!-Kile klasowy lizus,patrzy na nas groźnie.Luck
zrezygnowany odchodzi,zostawiając nas samych.Bez cukierków.
Biedny Luck.
Biedny Niall.
Biedne M&m’sy.
-Myślałem,że były twoje.-Przyznaje Niall,nachylając
się nade mną.
-A ja,że twoje.-Przewracam oczami.
-Cisza!-Kile prawie na nas krzyczy,przez co kolejny
raz przewracam oczami.Żeby go jeszcze bardziej wkurzyć,wystawiam mu język,a ten
patrzy na mnie oburzony.Wrzuć na luz,sztywniaku.Opieram się o zagłowię
fioletowego fotela,splatając przed sobą ręce.
-Proszę o ciszę.-Cincle’s wchodzi na scenę,a żółte
światła reflektorów,sprawiają że jego ciemne oczy były jeszcze bardziej chłodne.Ma
na sobie żółtą koszulę,opinającą jego szczupłą sylwetkę i szarą marynarkę.Do
tego typowo czarne glany i tego samego koloru spodnie ze srebrnymi
wstawkami.Nie pytajcie gdzie facet zgubił gust,bo obawiam się,że sama nie znam
odpowiedzi na to pytanie.- Zważając na to,że jesteście pozbawioną jakichkolwiek
skrupułów i kompletnie zdemoralizowaną bandą bachorów,stwierdziłem,że chce
nauczyć was czegoś pożytecznego.Aktorstwo.Oto co dzisiaj będziemy
robić.Grać.Wiem,że jesteście doskonałymi kłamcami,dlatego to będzie do was
pasować.Bo aktorstwo to gra,udawanie kogoś kim w rzeczywistości nie musi się być.-To
tak jak życie.Udajemy kogoś,kim nie jesteśmy.-A więc zaczynamy.Kto na
ochotnika?-Odpowiada mu cisza.Rozmowy cichną,a cała uwaga zostaje skupiona na
siwym nauczycielu.-Spodziewałem się takiej reakcji,więc może…-Zaczyna szukać
wzrokiem odpowiedniej osoby,a ja uświadamiam sobie,jak bardzo nienawidzę tak
napiętego milczenia.Teraz wszystko mogło się zdarzyć.-Ty.-Wskazuje na mnie,a
moje serce stanęło.
-Ja?-Jąka Niall,na co mężczyzna tylko kiwa głową,a ja
mam ochotę odetchnąć z ulgą.Dzięki Bogu!
Nauczyciel rozpoczyna poszukiwania kolejnej osoby.Pada na ładną blondynkę
o niebieskich oczach i prostych włosach za pas.Podchodzi pewnym krokiem,stając
przed onieśmielonym do granic możliwości blondynem.Och..jakie to
romantyczne.Kurewsko.
-Odegracie scenę miłości.-Odzywa się gburowaty
Cincle’s podając im kartki.-Udawanie tego uczucia,jest teraz typowe,więc chyba
nie będziecie mieli z tym problemu.-Dodaje.Już wiem,czemu ten idiota nie ma
żony.
Blondyn odchrząkuje,patrząc na kartkę,za to dziewczyna
wydaje się kompletnie wyluzowana.Brawa dla niej.
-Zaczynajcie.
-Więc..-Niebieskooki oblizuję szybko wargę.-Już od
dawna chciałem ci to powiedzieć.
-Źle!-Cincle’s podchodzi do niego,obdarzając złym
spojrzeniem,jakby co najmniej biedak zabił mu kota.-Masz być pewny
siebie.Wyznajesz jej miłość do cholery! Jeszcze raz.
Biedny Niall ,myślę.Ten staruszek nie da mu spokoju.
-Już od dawna chciałem ci to powiedzieć.-Odzywa się po
raz kolejny,tym razem pewniej.Przekrzywiam głowę,jakbym chciała bardziej przyjrzeć się ich sylwetkom.
-Więc słucham.-Głos dziewczyny rozbrzmiewa w sali.Łagodny,ale
stanowczy.Zakładam jedną nogę na drugą,wyglądając jak typowa buntowniczka i
podpieram podbródek na jednej ręce.Ciekawa osóbka.
-Nie chcę więcej słuchać o twoich randkach z innymi
chłopakami.-Blondyn opuszcza rękę z kartką,wzdłuż swojego ciała.-Bo to ja chcę
być tym chłopakiem,który będzie cię zabierał na randki.I to ja chcę być tym
chłopakiem,dla którego będziesz się tak stroić.
-Co ty wygadujesz?-Dziewczyna patrzy w jego oczy,a
mnie przechodzą ciarki.Grają tak dobrze. Patrzą sobie głęboko w oczy,a ich ręce
po chwili łączą się.
-Kocham cię.-Mówi Niall,nawet nie spoglądając na
tekst.-I mogę to nawet wykrzyczeć,nawet na ulicy.-Odwraca się,jakby właśnie
zamierzał iść,ale ręka dziewczyny go zatrzymuje.
-Nie.-Szepcze,spuszczając wzrok.Po chwili podchodzi do
niego bliżej.-Ja również cię kocham.
Zaciskam usta,czując w oczach cholerną słoną
wodę.Czemu płacze do cholery?
-Dobra.-Nauczyciel kiwa głową,rozdzielając ich
rękami,niczym ojciec,który nie chce aby jego córka stała zbyt blisko swojego
chłopaka.-Wydaje mi się to naprawdę przezabawne.Przecież nie robili nic złego.-To było w porządku.-Tylko?
Tym razem przewracam oczami, i nie wiem czy to pech
czy kara za moje wszystkie winy,ale jego wzrok spotyka mój i już wiem,że będę
mieć kłopoty.Idealnie wyczucie czasu.Brawa dla mnie.
-Może koleżanka chce coś dodać?-Patrzy na mnie
,wyzywająco splatając ręce na wysokości klatki.Mam ochotę zaśmiać mu się w
twarz.Idiota.
-Nie przypominam sobie,żeby pan był moim
kolegą.-Wzdycham,rozsiadając się na
fotelu.Wzrok wszystkich,skierowany jest na mnie.Brawo Nathalie.
-Ach tak?-Mówi naburmuszony.-A może chciałabyś nam coś
przedstawić, na scenie?-To wcale nie zabrzmiało jak prośba,raczej niemy rozkaz.
-Nie sądzę.-Uśmiecham się kpiąco,a jego oczy błyszczą,niczym rekina.Zaciskam
zęby,wyzywając się w myślach od najgorszych.Musiałam coś zrobić,naprawdę,chyba
nie przeżyłabym dnia bez choćby jednego przypału.
-Za to,ja z chęcią zobaczyłbym na co cię stać.
-Przykro mi.-Śmieję się nieszczerze.-Gustuje w
młodszych chłopcach.-Jego twarz czerwienieje,a ja nie wiem czy to ze złości czy
ze wstydu.
Powinnaś
złagodzić sytuację,a nie dolewać oliwy do ognia.
Nie pierdol.
-Zapraszam….?
-Nathalie.-Przewracam oczami,wstając opornie z
fotela.Schodzę swobodnym krokiem po schodkach i podchodzę w kierunku
sceny,stając naprzeciwko czterdziestolatka. Poprawiam szare dresy ze ściągaczami
na dole i uśmiecham się do niego sztucznie.Ma twarz bez wyrazu,tylko oczy jarzą
się posępnym blaskiem.Skurwiel chce się odegrać.
-Będziemy przedstawiać razem profesorku?-Unoszę
brwi,oblizując dolną wargę.Obdarza mnie tym samym uśmieszkiem,co ja jego przed
kilkoma minutami i kręci powoli głową.
- Z chęcią,ale nie dzisiaj.-Mówi,spoglądając na
publiczność.Zatrzymuje wzrok na jakiejś osobie,a ja modlę się,żeby była to cholerna
dziewczyna.Zerkam kątem oka na chłopaka zbliżającego się w naszą stronę i
zamieram.Cholernie gorący brunet, z tajemniczym uśmieszkiem na pięknej
twarzy.Brązowe oczy,są wielkie i tak bardzo podobne do tych Zayn’a.Czuję w
żołądku nieprzyjemny skurcz,a w buzi suchość.Dlaczego akurat do Zayn’a? Czemu
nie do Hazzy,Nialla czy nawet Gabriel’a?
-Casian.-Wyciąga w moim kierunku dużą dłoń pokrytą
tatuażami.Przyjmuję ją,na co uśmiecha się jeszcze zadziorniej,a ja zagryzam
wargę,nie przerywając kontaktu wzrokowego z cholernie czekoladowymi oczami.Chcę
zabrać rękę,ale jak na złość nie
wypuszcza jej ze stanowczego uścisku.Kciukiem zaczyna masować skórę
mojej dłoni,wciąż obdarzając mnie brązem swoich głębokich oczu.Jak jakaś chora
gra pomiędzy nami.Nie widzę mety.
-Nathalie.-Szepczę,a w jego oczach dostrzegam
błysk.Wpatruję się w niego urzeczona,jakby mnie zahipnotyzował.Tak piękny.Przystojny.Pociągający.Seksownie
niebezpieczny.
-Myślałem nad nienawiścią.-Głos nauczyciela sprawia,że przenosimy na niego swój wzrok.-Ale kiedy widać,jak ślinicie się na swój
widok,chyba lepsze będzie pożądanie.-Zaciskam usta w wąską linię,słysząc
chichoty na sali.Jeden najbardziej mnie irytuje.Ten ochrypły,seksowny.Ten
należący do Casiana.Patrzę na niego poważnie,przewracając oczami.Staruszek
wciska nam role, i zostawia na pastwę losu.Patrzę na kartkę,wiedząc że pierwsza
linijka roli należy do niego.Podchodzi do mnie bliżej,tak że prawie stykamy się
klatkami.Zerka niedbale na kartkę,układając bez wahania dużą dłoń na moim biodrze.Drżę,co
nie uchodzi jego uwadze.Uśmiecha się kpiąco.Chory skurwysyn.
Cholernie gorący.
-A gdy miłość znajdziemy?-Przemawia niskim głosem,a ja
krzywię się,porównując jego głos,do tego Zayn’a.
-Gdy miłość znajdziemy.-Powtarzam cicho,a od obchodzi
mnie,zajmując swoje miejsce z tyłu mojego ciała.Układa swoją brodę na moim
ramieniu,przez co odchylam lekko głowę.
-Miłości nie ma pomiędzy nami wszystkimi.-Szepczę do
mojego ucha,muskając jego płatek skórą swoich warg.-Jest tylko nienawiść i
ból.A wiesz co jeszcze jest moja słodka?-Przełykam głośno ślinę,nie wyczytując
z tekstu ostatnich dwóch słów.Boże,zaraz zemdleję.
-Nie wiem.-Przemawiam cicho,czując oddech,który muska
moją szyję.Boże,jest taki seksowny.Chyba tylko przy Zaynie czuję taki skurcz
żołądka.Cholera..znowu dupek Malik.Naprawdę? Co ma do niego Casian?
Co ma do niego
ktokolwiek,chora kretynko?
-Uczucie silniejsze niż miłość czy nienawiść.-Tym
razem jego usta dotykają mojej szyi,a ja nie chcę by przestawał.
-Nadzieja.-Moje usta szepczą słowa,a w gardle czuje
żółć.Patrzę na publiczność,której cała uwaga jest skupiona na nas.Nikt nic nie
je,nie rozmawiają,nie śmieją się.Po raz pierwszy czuje takie skrępowanie.Jestem
sztywna jak drut,za to on wydaje się świetnie bawić.
-Nie.-Jego chichot,wcale nie wydaje się być wymuszony.Suche
usta całują skórę mojej szyi,a ja
czuję,jak pomału rozpływam się pod jego dotykiem.Wiem,że to tylko gra,jednak
czuję autentycznie szybszy rytm mojego serca.Nie znam go,ale chcę
pocałować.-Pożądanie wygrywa z czymkolwiek innym słodka.
Czuję jego usta na mojej szyi.
Czuję jego oddech na karku.
Czuję jak się rozpływam.
Jak umieram.
I jak ożywam.
To koniec.
-No dobrze.-Cincle’s podchodzi do nas,odsuwają od
siebie.-Nie chcemy tutaj żadnej sceny erotycznej.
-To prawda.-Mówię,kiwając głową i spoglądając na
Casiana,którego oczy świecą.Jego warga jest uwięziona pod białymi zębami.-Nie
chcemy.
Jest słodki jak grzech.
Jak najlepsza czekolada.
Jak Zayn.
I moja chora miłość.
************
OBIECANY,NAPISANY PÓŁ GODZINY TEMU I NIESPRAWDZANY!!!
Giorgino jest wprost cudowny prawda? I do tego tak bardzo podobny do opisanego Casiana,którego gra w naszym opowiadaniu.
AGAIN 15 KOMENTARZY=ROZDZIAŁ
Nobody xoxo
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
