czwartek, 20 listopada 2014

Maybe I love you? Rozdział 8


Jest mi gorąco.Czuję,że za chwilę zemdleję.Nie mogę powstrzymać się od tego by lekko rozchylić wargi.
-To jest Zayn.Mój chłopak.-Mówi blondynka,a ja kiwam powoli głową,nie będąc w stanie zrobić niczego innego.
-Część.-Chłopak wyciąga dłoń w moim kierunku,a ja patrzę na nią podejrzliwie.Ostatecznie jednak podaję mu swoją.
-Nathalie.-Mówię,prawie szeptem.
Lil mówi,żebyśmy poszli do salonu a sama kieruje się w stronę kuchni.Proponuję jej nawet swoją pomoc,ale ku mojemu niezadowoleniu odmawia.Siadam na krześle,opierając dłonie o stół i wpatrując się w nie.Czuję spojrzenie brązowych oczu na moim ciele.Nie reaguje na to.
-Milczysz.-Stwierdza nagle,a ja ponoszę wzrok.Jego usta zdobi kpiący uśmiech.Nie odpowiadam.Mam ochotę go uderzyć.
-Dlaczego?
-Czy ty siebie słyszysz?-Nie wytrzymuje i warczę na niego,mrużąc oczy.-Przychodzisz tu..robisz to..zachowujesz się jeszcze gorzej niż podły sukinsyn jakim jesteś i pytasz,czemu nic nie mówię?
-O co ci chodzi?-Marszczy brwi.
-Jesteś szmatą Zayn.
-Nieźle.-Parska.-Nieźle Nathalie.Stać cię na coś lepszego?
-Od kiedy do kurwy z nią jesteś?
-A ja wiem.-Jego ramiona unoszą się i opadają.Oblizuję spierzchniętą,dolną wargę.-To wy,dziewczyny jesteście od pamiętania takiego gówna jak to.
-Postradałeś zmysły Zayn?-Przybliżam się do niego.-To moja siostra.A ty jesteś jej chłopakiem.-Szepczę.
-Za to ty nie należysz do najmądrzejszych osób,jeżeli dopiero teraz to rozkminiłaś.- Zaciskam szczękę,chcąc powiedzieć coś jeszcze,ale w odpowiednim momencie przy stole zjawia się moja siostra.


- Jestem muzułmaninem,dlatego nie obchodzę świąt Bożego Narodzenia.Stwierdziłem też,że to idealna okazja,do poznania ukochanej siostrzyczki mojej dziewczyny.-Prawie parskam śmiechem.Wow..jest naprawdę bezczelny.-Liliane bardzo wiele mi o tobie opowiadała.
-Za to o tobie nie wspomniała ani słowem.-Mówię spokojnie.Mój głos nie zadrżał ani razu,z czego jestem  naprawdę dumna.Dziewczyna prostuje się zmieszana moim zachowaniem.Nie będę miła,nie dla niego.
-Nie chciałam zapeszać.-Mówi cicho,przez co chłopak uśmiecha się do mnie.Jest mi tak bardzo niedobrze w tej chwili.
-Ale teraz jestem tutaj.-Mówi.-I jestem szczęśliwy.
-Tak.-dziewczyna łapie jego dłoń,ale ten nie myśli nawet na nią spojrzeć.Mam wrażenie,że kurczę się pod jego natarczywym spojrzeniem.Dlaczego ona do cholery tego nie widzi? Może powinnam jej kupić jakieś okulary?
-A ty Nathalie.Masz chłopaka?-Nie odpowiadam na jego pytanie.Kroję rybę,która znajduje się na moim talerzu i podnoszę na niego wzrok,kiedy wsuwam ją do ust.
-Nie.
-Żałuj.-W jego oczach widzę wyzwanie.-To wspaniała rzecz.
-Zapewne.-Mówię.
-Tak.-Kiwa głową.Zerkam na Lil,która nie przejmuje się naszą wymianą zdań i spokojnie je pieroga.Niespodziewanie dla nas obie,przyciąga ją do swojego ciała i wpija się w usta.
Mam ochotę zwymiotować,gdy z otwartymi oczami całuje ją i patrzy wprost na mnie.Moje pięści zaciskają się na sztućcach.Chory skurwysyn.
****
Niall nie wiadomo z jakich powodów zaczyna gonić mnie po parku i rzucać śnieżkami.Boże..co za idiota.
-Niall..dość!-Piszczę,kiedy śnieg dostał się za moją kurtkę.Ten nic sobie z tego nie robi.Patrzy gdzieś za mnie i uśmiecha się figlarnie.Marszczę brwi.
-Ej dzieciaki!-Krzyczy.Patrzę w tę samą stronę co on.Dwoje dzieci stoi przed nami.Mają w rączkach śnieżki.
Tylko nie to.
-Bitwa na śnieżki!

- Te dzieci zostały stworzone przez szatana.- Oświadcza Niall dumny ze swojej hipotezy, upijając łyk gorącej czekolady.Przeklina cicho,kiedy parzy sobie język.
- Kara za to,że jesteś taki łakomy.-Stwierdzam  zanosząc się szczerym śmiechem
- Ale ty jesteś wredna.-Sepleni łapiąc się za bolący język.Z moich ust wydobywa się głośny śmiech.
- Taki człowiek,nic nie poradzisz .-Podnoszę ręce w geście obronnym.
- Oglądamy coś?-Pyta zmieniając temat.
- Pewnie.Filmy są w szafce pod telewizorem. Wyszukaj coś.- Kiwam głową upijając łyk gorącego napoju,ze szklanego kubka z Teletubisiów.Podarował mi go Nialler mówiąc ,, Teletubisie to najlepsi przyjaciele człowieka.Musisz mieć z nimi kubek”.Był dziecinny,ale chyba za to tak naprawdę go kochałam.Słyszymy pukanie do drzwi.Wstaję śmiejąc się z głupiej miny Niall'a i podchodzę do drzwi.
- Liliane wróci do domu za godzinę.Wróć później.- Oznajmiam chcąc zamknąć drzwi,jednak uniemożliwiła mi to stopa Zayna.
- Poczekam.- Popycha mnie lekko do tyłu wchodząc do środka.Patrze na jego plecy i robię skwaszoną minę stawiając ostrożnie kroki w tamtą stronę.Wchodzi do salonu,a Niall obdarza go zdezorientowanym spojrzeniem.
- Jak słodko.- Cmoka brunet patrząc na blondyna stojącego niedaleko niego.-Proponuję orgię.-Uśmiecha się niewinnie.Zła zaciskam ręce w pięści. Liczę w myślach do dziesięciu chcąc się jakoś uspokoić.
- Jeżeli masz zamiar czekać na Lil,spadaj do jej pokoju.Nie mam zamiaru z tobą przesiadywać.-Warczę krótko ,wskazując schody. Uśmiecha się kpiąco na moje słowa rozsiadając na kanapie.Patrzę na niego z pogardą,po czym wzdycham głośno.
- Więc my idziemy do mojego pokoju. Chodź Ni.- Kiwam, odwracając się w przeciwną stronę,na pięcie. Po chwili zostaję złapana za nadgarstek i brutalnie przyciągnięta do torsu bruneta.Kiedy on...? Przecież siedział na kanapie przed jebaną sekundą.
- Myślę,że z przyjemnością będziesz mi towarzyszyć,przez tę godzinę.-Syczy w moją twarz.Widzę uśmiech rozlewający się na jego twarzy.
- Chyba śnisz.- Prycham,próbując wyszarpać nadgarstek z jego żelaznego uścisku. – Puść mnie Zayn.
- Chcę z tobą o czymś porozmawiać.- Oznajmia nadal nie wypuszczając mojej ręki na wolność. Patrzę mu odważnie w oczy.Są tak samo piękne jak zawsze.Ale nie tańczą w nich te wesołe iskierki co kiedyś.Nie jest już tak piękny.Tak idealny.
- Nie mamy o czym Zayn.-Śmieje się na moje słowa.Nie patrzę na niego,tylko na marmurową posadzkę.
-Puść ją.- Rozkazuje Niall pewnym tonem,na co się wzdrygam. Ze zdziwieniem spostrzegam,że Zayn robi to o co go  poprosił ,ale tylko po to żeby brutalnie  odepchnąć mojego przyjaciela.Jego ciemne oczy rozbłysły.
- Nie wpieprzaj się w nie swoje sprawy, szczeniaku.- Chce go uderzyć ,ale zasłaniam przyjaciela własnym ciałem.- Dziewczyna musi cie bronić? Co za ciota.
- Spierdalaj.- Warczy blondyn starając się mnie wyprzedzić,nie pozwalam mu na to.
- Niall.-Łapię skrawek jego t-shirtu uśmiechając się blado.- Lil zaraz przyjdzie, ty już idź.- Proszę.
- Nie ma mowy.Nie zostawię cię tu z nim.
- Nie bój się Ni,on nic mi nie zrobi.Lil zaraz przyjdzie z pracy. Proszę idź. – Wyciągam rękę i odgarniam  włosy,które spadły mu na oczy.
- Nathalie.-Patrzę na niego.Pierś podnosiła się i opadała jak po biegu.Boi się o mnie.
- Idź – Popycham go lekko w stronę ganku.- Jutro się spotkamy.Kocham cię Ni.- Cmokam mocno jego policzek. Wzdycha zrezygnowany i obdarzając mnie ostatnim zatroskanym spojrzeniem wychodzi.
- Kocham cię.-  Zamykam oczy słysząc chrypę w jego głosie. -Kiedyś tak zwracałaś się do mnie.
- O czym chciałeś porozmawiać? – Ponaglam go obdarzając przelotnym spojrzeniem.Siadam na kanapie głośno wzdychając ,kładę na niej również swoje nogi.Brunet zsuwa je i siada obok mnie ,umieszczając nogi na swoich kolanach.Zaczyna robić delikatne wzroki na moich udach przez co lekko się wzdrygam.Chcę usiąść prosto,jednak silne ręce  bruneta  mi to uniemożliwiają.Postanawiam się już nie wyrywać.
- O czym do cholery chciałeś porozmawiać?- Syczę zdenerwowana. Ten tylko przewraca oczami zajmując się poprzednią czynnością.Patrzę z zainteresowaniem i lekką irytacją na jego poczynania.Kiedy gładzi swoimi delikatnymi dłońmi moje uda ,ogłusza mnie dudnienie własnej krwi w uszach.Smukłe palce ,jak u pianisty zręcznie robią niewidzialne znaki łaskocząc moją skórę,mimo tego ,że mam na sobie legginsy,czuję ciepło jego ciała.Mam wrażenie,że pod wpływem jego dotyku płonę i rozpuszczam się,a  ledwo muska moje ciało.Mój wzrok przyciągają jego najbardziej wrażliwe miejsce:oczy,puls w zagłębieniu szyi.Chcę go tam pocałować,poczuć bicie jego serca,ale wiem,że nie mogę.   
- Spokojnie.A więc.- Zaczyna odchrząkując.Jego gesty,słowa i mimika twarzy są udawane.- Pewnie masz jakieś pytania dotyczące związku swojej siostry i mnie.-Na jego słowa,moje serce przyspiesza.
- Żadnych.-Mówię twardo.- Lil jest dorosła,mam gdzieś z kim się spotyka.-Oświadczam lodowatym tonem.
- Stałaś się taka.- Zaczyna gładzić moje udo ,przez co sapię wkurzona.-Obojętna.
- Wiedziałeś ,że jestem siostrą Lil? – Moje pytanie brzmi ostrzej,niż bym chciała.Ręka chłopaka nieruchomieje.
- Oczywiście ,że tak –Prycha kpiąco.- Naprawdę sądziłaś ,że to przypadek? Jesteś głupsza niż myślałem Nathalie.- Wciągam z sykiem powietrze.Smakuje metalicznie.
- Zamknij się.- Ostrzegam łypiąc na niego spode łba. – Nie powiedziałam,że tak sądziłam.Chciałam się po prostu upewnić.
- Zawsze tak na mnie patrzysz.- Stwierdza w zadumie.
- Jak?-Zdziwiona nagłą zmianą tematu unoszę brwi.
- Jakbym zabijał sieroty,podpalał domy biednym.Jak by całe zło tego świata,było moją winą.
- Patrzę na ciebie tak jak na to zasłużyłeś.- Oświadczam.-Zraniłeś mnie.Mam być ci za to wdzięczna?
- Więc to tak.-Mówi.-Karty na stół Cukiereczku?
- A co myślałeś?- Mój głos jest cichy i zmęczony.Chłopak drga , jakbym na niego krzyknęła.
- Uwierzyła byś mi gdybym cię zapewnił,że nie chciałem cie zranić?- Oczy Zayna są jak lasy z wiersza Frosta:ciemne i głębokie.Nic nie zdradzają.- Chciałem,żebyśmy byli szczęśliwi..- Uciszam go spojrzeniem.
- Wiem,że kłamiesz Zayn.-Patrzę na niego.Moje słowa są z pozoru niewinne,jednak zauważyłam  jego ściśnięte zęby i puls na skroniach.Jest zły.
- Nie zależy mi na tym czy będziesz mi ufać.- Sięga po mój kubek,leżący na stole.Herbata,która w nim jest, już dawno wystygła.
- Ufałam ci.- Patrzę na przedmiot w jego ręce.Przejeżdża po jego krawędzi długim palcem.-Ale przestałam,kiedy zorientowałam się,że osobom takim jak ty nie należy ufać.
- Osobom takim jak ja.- Odstawia kubek powracając do odprężania moich stóp.- Jesteś kłamcą Nathalie.-Czuję lekki niepokój łaskoczący moje nerwy.
- Kłamcą- Powtarzam mrużąc oczy.
- Wiesz,że zranię Lil.- Rzuca.- Ale jej tego nie powiesz.Nie wiadomo z  jakiego powodu.
- Nie uwierzyłaby mi.-Mówię.- Wystarczy słowo,a skoczyła by za tobą w ogień.A ty nic do niej nie czujesz.Okłamujesz ją.- Mówię niemal płaczliwym  tonem.
- Możesz zarzucić mi wiele – Wyrywa Zayn.- Jednak nigdy nikogo nie okłamałem.
- Nie wierze.-Szepczę.Moje oczy obiegają cały pokój zdezorientowanym spojrzeniem.
-Nigdy niczego nie obiecałem Lil.Nie powiedziałem,że ją kocham.Nie powiedziałem,że będziemy razem do końca.- Zamykam oczy nie mogąc uwierzyć,że ma rację.-Za to ty kłamiesz.
- Co?- Otwieram oczy zszokowana.
- Tak.- Kiwa głową.- Okłamujesz ją,nie mówiąc prawdy o mnie.Zastanów się Nathalie.Zastanów się kto z naszej dwójki naprawdę jest kłamcą.- Czuję żółć w gardle.Ma rację.  
- Miłość czyni nas wszystkich kłamcami Nathalie - Jego sławny  uśmieszek nie schodzi mu z  twarzy.Patrzę na niego,niechętnie z niedowierzaniem.
- Miłość.- Powtarzam niczym echo.-Wiesz w ogóle co to takiego Zayn?- W odpowiedzi chłopak obdarza mnie tylko głośnym śmiechem.Krzywię się lekko.
 – Myślę,że nasza rozmowa jest już skończona-korzystając z chwili nieuwagi chłopaka i wyszarpując stopy z jego rąk.Podrywam się gwałtownie z kanapy , idąc szybko w stronę schodów. Chłopak idzie za mną prosto do mojego pokoju zamykając za nami drzwi.Przeklinam pod nosem.
- Wyjdź stąd.- Patrzę na niego ostro.- Nie mam zamiaru na ciebie patrzeć.
- Nie spinaj się tak skarbie.- Zmniejsza odległość między nami co nie za bardzo mi się podoba. Cofałam się,gdy robi kolejne kroki w moją stronę. Kiedy ja opieram się już plecami o ścianę pokoju , chłopak zatrzymuje się dopiero wtedy, gdy nasze klatki piersiowe się stykają
-Wiesz.Już sprawdziłem twoją siostrzyczkę w łóżku i chętnie przetestował bym również ciebie.Ciekawe czy jesteś od niej lepsza.- Jego oczy stają się ciemniejsze,a ja dopiero teraz zaczynam naprawdę się bać. Po kilku krótkich chwilach patrzenia na jego twarz,strach zamienia się we wściekłość.Odpowiadam mu epitetem ,za który pewnego razu pan Wark , nauczyciel od matematyki wyrzucił mnie z klasy.Ten tylko parska śmiechem,a wtedy nie wytrzymuję i policzkuję go z taką siłą,że pieką mnie palce.Puszcza mnie zaskoczony, wyszarpuję się mu, biegnąc do drzwi, ale on jakimś sposobem znajduje się przede mną, rękami szarpiąc za rąbek koszulki,którą mam na sobie.Upadłabym ,gdyby nie przyszpilił mnie swoim ciałem do zimnej ściany,zamykając rękami jak w klatce.Ma na twarzy diaboliczny uśmieszek. Jeżeli wcześniej byłam przestraszona,to nie wiedziałam,jak nazwać uczucie ,które towarzyszyło mi w tamtej chwili.
- Co się stało.Wyglądasz na zdenerwowaną?
Ledwo mogę złapać oddech.
- Popękał mi …lakier na paznokciach…kiedy…uderzyłam cię w tę … bezwartościową gębę.Widzisz ?- Pokazałam mu palec..środkowy.
- Ładny.- Zayn prycha- Powiedz mi Nathalie.Twój słodki blondasek zdążył cię już wypieprzyć?- Pyta niemal z goryczą. Ujmuje moją twarz, wbijając palce w podbródek,obraca do siebie,żebym na niego spojrzała.
- Wal się.- Pluję prosto , w jego twarz.Patrzy na mnie z odrazą, wycierając ją rękawem bluzy.
- Przynajmniej zrobił ci dobrze?- Syczy mi do ucha.- Bo ja bym zrobił.- Jęczę  niemo błagając ,żeby przestał.Żeby mnie już puścił.On tylko przyciska mocniej moje plecy do ściany.Czuję , jak jego pierś unosi się i opada.Oczy mam na poziomie jego obojczyka. Ciało chłopaka mnie unieruchamia ,jest jak więzienie.
- Puść mnie Zayn.Proszę.- Błagam cicho,nie mogąc złapać tchu.Ten tylko prycha z lekceważeniem.
- Myślę ,że jesteś mądrzejsza Nathalie.- Przyciska mocno usta do moich.Na chwilę znajduję się w kawiarni  ,gdzie zawsze spotykaliśmy się z Zaynem.Jego czułe pocałunki.Słodkie słowa.Ciepło w oczach.Później przypominam sobie,jak złamał mi serce,jak mnie zdradzał,jak ranił,jak śmiał mi się w twarz,ale ja mimo to go kochałam.
Teraz jestem mądrzejsza.Usta Zayna , poruszały się na moich,miękkie i ciepłe,dokładnie takie jak je zapamiętałam.Jednak teraz nie chciałam ich czuć.Unoszę się lekko na czubkach palców i mocno gryzę go w wargę. Krzyczy i  odskakując ode mnie przykładając dłoń do ust.Czuję jego słoną krew na języku.Kapie mu na brodę ,a on patrzy na mnie z niedowierzaniem.
- Ty… - Odpycham go na bok,chcąc dorwać się do klamki przy drzwiach , jednak w połowie drogi czuję ,że Zayn łapie mnie za tył koszulki. Pcha mocno na ścianę ,a ja uderzam o nią i impentem , opadając na kolana bez tchu.Rusza w moją stronę z zaciśniętymi rękami i błyszczącymi oczami , niczym u rekina.Powinnam się bać,ale ogarnia mnie chłodna obojętność.Popycha moje ciało,które bezwładnie upada na podłogę i kładzie się na mnie, sprawiając,że nie mogę oddychać.Łapie moje ręce i unieruchamia je po bokach.Patrzę na niego obojętnie ,po czym przenoszę wzrok na ścianę w moim pokoju.Chcę zamknąć oczy,ale postanawiam nie dawać mu tej satysfakcji.
- Nathalie.Moja słodka Nathalie.-Sapie.Przynajmniej go zmęczyłam.Przybliża swoją twarz do mojej,tak że stykamy  się nosami.Krew na wardze,w którą go ugryzłam zdążyła wyschnąć.- Całkiem nieźle uderzasz jak na dziewczynę. Jeżeli chcesz,mogę zabrać cię do klubu ,gdzie ćwiczę boks.
- Raczej nie skorzystam.-Mówię z trudem, zachowując spokój,kiedy jego ręka wędruje wzdłuż boku do talii.Wsuwa palce pod pasek moich dżinsów.Z całej siły kopię go kolanem w żołądek.Krzyczy bardziej z zaskoczenia niż z bólu.Upada na bok,a ja toczę się na niego.Zayn leży pode mną i śmieje się głośno.
- I co mi teraz zrobisz Nathalie? Słodka,słodka Nathalie.Moja Nathalie.-Śpiewa,a ja zamykam oczy,nie chcąc już słyszeć jego głosu.Chcę zasłonić uszy nie chcąc słyszeć jego słów.- Niewinna.Taka niewinna.
- Zamknij się.- Mówię.Znowu czuję jak się pode mną śmieje.- Do diabła z tobą Zayn!- Siadam tak szybko,że ledwo zauważam jego ruch,po czym zdziela mnie w twarz z taką siłą,że przejeżdżam po podłodze.Zatrzymuję się na ścianie zaczynając głośno kaszleć.Ukrywam głowę w zgięciu przedramienia.Brunet podchodzi do mnie  i ciągnie mocno do góry.Stoję nieruchomo, podczas gdy on bacznie mi się przypatruje.
- Nie lubie gdy ktoś używa wobec mnie przemocy.- Uśmiecha się lekko.Jego oczy jarzą się posępnym blaskiem.Dyszymy zmęczeni naszą  walką,a ja już wiem,że ten kogo kochałam,przestał już dla mnie istnieć
***
- Powiedz mi jak mnie kochasz.
- Powiem.
- Więc?
- Kocham cie w słońcu. I przy blasku świec.
Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie.
W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.
I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
I gdy jajko roztłukujesz ładnie -
nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku.
I na końcu ulicy. I na początku.
I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz.
W niebezpieczeństwie. I na karuzeli.
W morzu. W górach. W kaloszach. I boso.
Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i noc
ą.
I wiosną, kiedy jaskółka przylata.
- A latem jak mnie kochasz?
- Jak treść lata.
- A jesienią, gdy chmurki i humorki?
- Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki.
- A gdy zima posrebrzy ramy okien?
- Zimą kocham cię jak wesoły ogień.
Blisko przy twoim sercu. Koło niego.
A za oknami śnieg. Wrony na śniegu.
*******
 Cześć wam ! Przybywam oto z tym rozdziałem w podskokach i.. nie wiem co tu napisać dlatego zostawiam kilka kropek .... 
No dobrze, miało być 15 komentarzy i rozdział ? da się? da się :D Mam nadzieje,że was nie rozczarowałam przypominam o asku:  http://ask.fm/MaybeeIloveYouu
czekam na wasze pytania :)
 CZYTASZ= KOMENTUJESZ :D
15 KOMENTARZY=KOLEJNY ROZDZIAŁ :d
DO NASTĘPNEGO !



Nobody xx

sobota, 15 listopada 2014

Maybe I love you? Rozdział 7.


Czuję się wolna,kiedy razem z Niallem,zjeżdżamy z górki jego rowerem.Jestem na kierownicy z której prawdopodobnie zaraz się zsunę(co naprawdę nie jest istotne)krzyczymy głośno i śmiejemy się czując jak bogowie.To było to co kochałam,a przecież wcale nie paliłam trawki.To był inny rodzaj adrenaliny.Może mniej przyjemny,ale jednak.Czułam się fajnie.Czułam,że problemów nie ma.Dopóki oczywiście Niall nie oznajmia,że rower nie posiada hamulcy.Moja panika jest ogromna,czuję jak przez chwilę nie mogę oddychać,a do ust wpada wiatr,który doprowadza mnie do kolki.Lądujemy razem w żywopłocie a później uciekamy przed wściekłym ogrodnikiem wrzeszcząc dziko.Tak,z całą pewnością niecodzienny widok.Uciekliście kiedyś z psychiatryka? Ja nie,ale w tej chwili się tak czułam.Niall był jedyną osobą zaraz po Liliane,która nie miała mnie w dupie.Mówiłam mu praktycznie o wszystkim.Niedawno zwierzałam się o Zaynie i o tym jak dostałam od Lil w twarz i chodź to nie było mocne,to jednak zabolało.Raczej bardziej psychicznie,niż fizycznie.Nie powiedziałam mu o rodzicach.To był ten temat,którego nigdy w życiu nie chciałam poruszać,ale wiedziałam że i tak mu to powiem.Czułam,że był moim przyjacielem.Tak jak Clar.Czułam,że go kocham na swój własny dziwny sposób,tak samo jak na swój sposób kochałam Zayn'a i Lil,chociaż ona była moja siostrą.Rodziców zawsze nienawidziłam.Nawet matki,która nie żyła.Uważałam,że to chore,że chciałabym zabić kogoś kto nie żyje i tak bardzo tego nie żałuję.To było dziwaczne z mojej strony .
Później idziemy z Niallem do kawiarni,gdzie mówi mi o swojej dziewczynie Belli,która zabiła się przez to,że zobaczyła jak jakaś laska przytula go na imprezie.Pomyślałam,że to słaby powód,ale kiedy dowiedziałam się że miała problemy psychicznie,zrozumiałam wszystko.Wiedziałam,że takich ludzi bardzo łatwo zranić czymkolwiek.Niall płakał z powodu wypitego alkoholu i żalu ktróy do niego powrócił.A ja razem z nim,ale już nie w kawiarni,tylko w parku,w nocy,kiedy  nikogo nie było,bo tak zachowywali się przyjaciele.Łączyło nas coś czego nie można spotkać na co dzień.Coś niezwykłego.Był dla mnie ważny,ale nie mówiłam tego nikomu,bo wiedziałam,że jeden mały błąd może zepchnąć mnie na samo dno.Czułam się chora psychicznie.Czułam,że wszystko we mnie umiera i chodź miałam Niall'a wcale nie było mi lepiej.On mi się zwierzał,tak samo jak Kira,która poznała jakiegoś chłopaka,za to ja zamykałam się w sobie coraz bardziej.Przez swoje problemy,nie zauważyli,że kiedy oni mówią mi wszystko,ja nie mówię im niczego.
****
Miesiąc później czuję sie lepiej,ale nie aż tak bardzo jak komuś mogłoby się wydawać.Jestem na cmentarzu.Zapalam znicz na grobie matki i mruczę jej wszystkiego najlepszego,chodź wcale tak nie myślę.Przeczesuję pomalowane na czarno włosy leniwym gestem.Później odchodzę i wybieram numer do Niall'a.Jemu też składam życzenia,ale już bardziej radośniej.
-Bądź szczęśliwa Nathalie.
-Bądź szczęśliwy Niall.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Później dzwonię do Kiry i też składam życzenia.Jest radosna,ma szczęśliwy głos,bo może te święta spędzić z rodzicami,którzy w przeciwieństwie do moich są normalni.Kiedy wchodzę do domu,czuję zapach barszczu,na co uśmiecham się lekko.Podchodzę do Lil z łyżką i próbuję zupy,na co ona kręci głową z dezaprobatą,komentując,że zachowuję się jak dziecko.Wzruszam ramionami,kiedy mówi,że ma przedstawić mi dzisiaj kogoś wyjątkowego,ale uśmiecham się lekko.
-Nowy kochaś? No ładnie.Kiedy ślub?-Zarabiam szmatką do naczyń w tyłek i udaję,że mnie zabolało.To fajnie,że w końcu poznała jakiegoś chłopaka.Była ładna,ale miała zbyt słabą psychikę,co w tych czasach jest naprawdę do dupy.Idę na górę,żeby wciąć prysznic.

- Nathalie.. schodź już! –Kończę malować eyelinerem prawą kreskę po czym odkładam kosmetyk przeglądając się w lustrze.Kremowa,koronkowa sukienka do połowy uda, którą ostatnio sobie sprawiłam, opinała moje drobne ciało. Białe baletki z malutką kokardką idealnie komponują się z cielistymi rajstopami , opinającymi moje nogi.Włosy lekko zakręciłam lokówką i spryskałam lakierem, żeby jakkolwiek się trzymały.Jako brunetka,wcale nie prezentowałam się tak źle.Chyba przemalowanie włosów wyszło mi na dobre.
- Już idę! -Krzyczę ostatni raz przejeżdżając malinowym błyszczykiem po ustach,ale nie wiem po co to robię.Zliże go szybciej niż to możliwe.Schodzę do kuchni ,gdzie zastaje Lil.Ma piękną granatową sukienkę ,za kolano bez ramiączek.Na długich nogach,których niesamowicie jej zazdrościłam widnieją obowiązkowe czarne szpilki z platformą. Pomalowała się dość mocno,jednak wcale ją to nie szpeci.Wręcz przeciwnie.
- Zaraz powinien być. –Mruczy jak by do siebie.Jak na zawołanie rozdzwania się dzwonek przy naszych drzwiach.Dziewczyna szczerzy się do mnie wstając gwałtownie z siedzenia.
- Pamiętaj.Zachowuj się.- Upomina mnie starając przybrać poważny wyraz twarzy.Jest to jednak niemożliwe,bo dosłownie promienieje szczęściem.- Ślicznie wyglądasz.-Klepie mnie w tyłek idąc szybkim krokiem  do drzwi. Słyszę śmiechy i głosy wydobywające się z przedpokoju. A nie mówiłam ,że chłopak? Uśmiecham się do siebie lekko.Poznam jej chłopaka.Jeżeli przyszedł do nas na wigilię to musi być coś poważniejszego. W końcu wchodzą do kuchni , a ich ręce splecione.Mój uśmiech natychmiast znika,a serce powoli zaprzestaje swojego rytmu. 

*******
Pewnie jest masa błędów bo pisałam szybko i nie sprawdzałam , więc nie miejcie do mnie pretensji.Hm.. hm.. co by tu jeszcze ,a tak ! zapraszam na aska dla bohaterów ,gdzie możecie zadawać im pytania :http://ask.fm/MaybeeIloveYouu 
15 KOMENTARZY= KOLEJNY ROZDZIAŁ :D
Pozdrawiam i całuje Nobody :* 



poniedziałek, 10 listopada 2014

Maybe I love you? Rozdział 6

Otwieram oczy,przecierając je zwiniętymi w pięści dłońmi.Spoglądam za okno,a z moich ust wychodzi jęk niezadowolenia.Pada.Wstaję z łóżka,uprzednio zsuwając ciepłą kołdrę z nóg i rozciągam się leniwie podchodząc do okna.Kładę dłoń na szybie,przejeżdżam opuszkami palców po jego chłodnej powierzchni,rokoszuję się chłodem,rozkoszuję się śniegiem.Uwielbiałam śnieg.Większość ludzi go nienawidziło,nie wiedziałam dlaczego.Był piękny był zimny i przypominał słodki puszek.To jak spadał z nieba,jak przykrywał ziemię,trawę,chodniki,drogi.Drzewa.Wszystko wydawało się bajkowe,dopóki go nie dotknąłeś.I nie poczułeś jak brudny jest.Stawiam krok w kierunku drzwi,odrywając wzrok od obrazu za oknem.W łazience myję twarz zimną wodą i patrzę na swoje odbicie w lustrze,które nie powala na kolana.Nie wiedziałam,że będzie aż tak źle.Cienie pod oczami krzyczą,że nie spałam całą noc.Na wardze jest strupek z zeschniętej krwi.Oblizuję ją i schodzę na dół,gdzie spotyka mnie niemałe rozczarowanie.Jestem sama,znowu.Co prawda Lil mówiła,że nocuje u koleżanki,ale samotność daje mi się we znaki,kiedy przeżuwam spalonego tosta i nie mam do kogo otworzyć buzi.Czuję okropny smak spalonego chleba i krzywię się lekko.Moje życie naprawdę nie jest cudowne.Musze zapalić.

Spóźnianie na autobus jest dla mnie na porządku dziennym.Niemal codziennie przytrafia mi się coś takiego i może nawet nieświadomie wlekę się niczym ślimak.Wypuszczam dym ze skręta  i zagryzam mocno wargę.Nie wiem,czy iść na choćby dwadzieścia minut lekcji.Prycham pod nosem.Kompletnie się nie opłaca.Siadam na ławce i rozkoszuję się ciszą z mocnym papierosem w ręku.Tak bardzo uwielbiam takie momenty.Tylko ja skręt i kompletnie nic prócz ciszy. Przeklinam pod nosem,wyjmując komórkę z kieszeni.
-Czego?-Warczę do aparatu.Patrzę jak śnieg pruszy na moje dżinsy,na włosy,wysuwam język żeby go posmakować.
-Taa, mi też miło cię słyszeć Nathalie.
Przymykam na moment powieki,jakbym chciała się uspokoić.
-Czemu do cholery , nie jesteś na lekcji Kira?
-Y..o to samo mogła bym zapytać ciebie? – Na jej słowa jęczę głucho.
-Spóźniłam się na autobus.-Wstaję z ławki i kopię z całej siły kamyka leżącego na drodze.
- Palisz.-Śmieje się.
- Kira, kurwa jesteś pijana czy co? Won na lekcje! 
- No co ty! – Podnosi głos,przez co jestem zmuszona odsunąć komórkę od ucha.Naprawdę.Naprawdę nie jestem głucha.- Gdzie jesteś?
- Obecnie idę przez park. – Oświadczam obojętnie,biorąc kolejnego bucha .
- To świetnie.Nie ruszaj się.Zaraz do ciebie przyjdziemy.-Chichocze cicho.
- Przyjdziemy? Jakie ,,my” Kira! – Krzyczę do telefonu,jednak odpowiada mi cisza.Cholerna Kira.Siadam na mokrej ławce,kończąc papierosa po czym wyrzucam  filter,gdzieś przed siebie.Już po chwili brunetka pojawia się przede mną,miętosząc rękaw nieznanego mi chłopaka.Ach,myślę,taksując go uważnym wzrokiem.To jest ,,my".
- No cześć.- Obdarza mnie przelotnym całusem w usta, po czym zwraca wzrok na tego obok niej. Także na niego patrzę.Na głowie kręcone włosy,a błękitna koszula,znajdująca się pod rozsuniętą kurtką, opina mięśnie jego  klatki piersiowej.Jest naprawdę  przystojny.Zastanawiam się czy nie jest mu zimno.Ale kiedy patrzę na to jak jego skóra jest ciemna,wiem że nie jest z tych stron.Choćby nie wiem co,nie opaliłby się tutaj.Chyba,że to jego naturalna karnacja,w co szczerzę wątpię.
- Jestem Harry.- Wyciąga rękę w moim kierunku uśmiechając się słodko, przez co w  policzkach pojawiają się dwa małe wgłębienia.
- Nathalie.- Chwytam ją ,ściskając lekko.Jest miła w dotyku i słodko ciepła.- Miło mi.
- Uwierz,mi bardziej.-Chichocze lekko,a ja czuję jak pieką moje policzki.Jak zwykle muszę się zarumienić. Nienawidziłam tego.
- Harry,jest moim kuzynem i przyjechał mnie odwiedzić. –Tłumaczy Kira lekkim tonem,ignorując naszą wymianę zdań.Wiedział,po prostu byłam pewna na stówę,że nie jest stąd.
- Tak.Bardzo stęskniłem się za moją kuzyneczką!
- Rozumiem,że dzisiaj nie masz zamiaru odwiedzić szkoły.- Zgaduję zwracając się bezpośrednio do brunetki.
- Nie ,, ja” tylko ,,my” nie mamy zamiaru odwiedzić dzisiaj szkoły.-Patrzę na nią przez chwilę,a potem zerkam na jej kuzyna,który cały czas się we mnie wpatruje,jakby czekał na moją reakcję,która jest nijaka.I tak nie miałam ochoty iść dzisiaj do szkoły.Ani dzisiaj,ani jutro,ani nigdy.
Przenosimy nasze małe spotkanie do miejsca,gdzie sprzedają najlepszą czekoladę w całym Londynie.
- Tu jest zdecydowanie sto razy lepiej.- Stwierdza lokowaty upijając trochę czekolady z brązowego kubka.Zerkam za okno,zaciskając palce na moim gorącym kubku i zastanawiam się,czy śnieg przestanie padać.Zwykle nie bywa tutaj aż takiej mroźnej zimy,jest po prostu śnieg,który przypomina bardziej błoto,jest go mało,popruszy na choinki a potem się roztopi.Najwyraźniej matka natura postanowiła zaszaleć.
- Zgadzam się. – Kiwam głową biorąc w rękę łyżeczkę.Zerkam na kubek mojej przyjaciółki . Jej czekoladę jeszcze pokrywa bita śmietana z brązowym cukrem i polewą. Niestety ja swoją już wypiłam. Obracając łyżeczkę w palcach zwinnie zgarniam nią trochę śmietany z kubka przyjaciółki. Ta odrywa wzrok od telefonu po czym z jej ust ucieka jęk niezadowolenia.
- To niesprawiedliwe.- Fuka wyginając usta w podkuwkę. – Zaskarżę cię.
- Powodzenia.-Salutuję łyżką śmiejąc się,jak wariatka. Po chwili dziewczyna wraz z Harrym dołączają do mnie i cała cukiernia jest wypełniona naszymi śmiechami.
- Ja. – Harry wypina dumnie pierś.- Ja będę świadkiem.
- Po której stronie będziesz?
- No jak to po której? – Przewraca oczami,jak by to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.- Po stronie bitej śmietany! – Wykrzykuje.
- Zdrajca! –Wołamy i parskamy śmiechem.

***
Opieram się o zagłowię kanapy,marszcząc brwi,kiedy mój wzrok ponownie spotyka się z ekranem telewizora.Dalej nie mogę uwierzyć,że wybrałam tak badziewny film. Uśmiecham się ironicznie,gdy chłopak naiwnej laski właśnie obraca jej przyjaciółkę.Zaraz..a ona w tej chwili,nie uprawia seksu ze swoim przyjacielem? Łapię się za czoło.Pogubiłam się.Nigdy nie byłam dobra w rozkminianiu zawiłych  fabuł.Wiem jedynie,że każdy tutaj zdradza każdego.To chyba powinno mi wystarczyć,no nie?
 Rozglądam się po pusty,ciemnym mieszkaniu ze smutkiem stwierdzając,że jestem sama.Liliane...chyba nie wiem gdzie jest,a nawet gdybym wiedziała,to nie miałoby najmniejszego znaczenia.Wolałam się do niej nie odzywać,niż znowu kłócić.Nie wiedziałam,w którym momencie tak się od siebie oddaliłyśmy.Chyba przesadziłam z tą imprezą tuż po pogrzebie matki.Tak.Trochę tak.
Trochę bardzo nawet.
Zastanawiałam się jak długo będzie się za to na mnie gniewać.Ile można wybaczać takie rzeczy?
Podskakuję,słysząc głośne dobijanie sie do drzwi domu.Łapie mój telefon w dłonie i unoszę brwi.Jest trzecia godzina w nocy? Kto do cholery teraz nie śpi. Jest środa na Boga!
- Nathalie ,do cholery otwórz te jebane drzwi! –Słyszę odpowiedź na moje pytanie i nagle wszystko staje się jasne.Podskakuję na kanapie,słysząc jak głośno bije pięściami o drzwi.– Otwieraj. – Wzdrygam się,słysząc jak groźny jest jego głos,a potem przewracam oczami i próbuje wygramolić się spod ciepłego koca.Człapię chwilę do drzwi,a potem je otwieram zastając w progu wyszczerzonego Zayn'a.Unoszę brwi.Wydawał się bardziej wściekły przed kilkoma sekundami,kiedy chciał podziurawić drzwi frontowe.Teraz wyglądał...tak jak zawsze.Jak pieprzony lekkoduch.

- Mogłam się tego spodziewać.-mruczę do siebie,opierając dłoń na biodrze.
- Och...- Sapie,grając zawiedzionego  moim zachowaniem.– Przychodzę w odwiedziny,a jedyne co dostaje w podziękowaniu,to twoje wykrzywione w grymasie usteczka..- Cmoka parę razy w powietrzu. Biorę głęboki oddech ,żeby się uspokoić. Od bruneta śmierdzi alkoholem.Wódką i wiem,że to nie jest dobry znak.Nie lubiłam kiedy pił.Trzeźwy Zayn jest nieobliczalny,a o pijanym nie będę wspominać.
- Jesteś zalany Zayn-Stwierdzam obojętnie,przecierając twarz dłonią.
- Oj tam–Macha lekceważąco ręką.-Przesadzasz- Nie mogę się powstrzymać i kolejny raz wywracam oczami.Przechodzi obok mnie,trącając przy tym ramieniem,a ja nie mogę dowierzać w to co się właśnie dzieje.Mój ex właśnie jest u  mnie w domu,w stanie nietrzeźwości,a ja jestem kompletnie sama,środek nocy,ciemność,alkohol w jego organizmie i mózgu,który prawdopodobnie nie istnieje.Patrzę tępo w ciemność.
Jakie jest prawdopodobieństwo,że przeżyję dzisiejszą noc?
- Co za badziewie–Śmieje się patrząc w ekran telewizora.Zerkam w tamtą stronę,a potem znowu na niego i sapię cicho.-Dlaczego ja zawsze wybierałem filmy-DOWÓD.- Wykonuje dziwny ruch ręką kolejny raz chichocząc pod nosem.Kręcę głową,nie dowierzając w jego słowa.Wynocha koleś,bo nie ręczę za siebie.
- Zayn.– Zaczynam wchodząc do pomieszczenia.Nawet na mnie nie patrzy! Mocno zirytowana jego zachowaniem wyłączam telewizor.
- Ej! – Krzyczy udając oburzenie,jednak po chwil wybucha śmiechem.Boże.Boże.Boże.Czy to dzieje się naprawdę? Nie,na pewno nie,to jeden z moich głupich snów.
 - Po co tu przyszedłeś? –Zadaję pytanie krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej.Zerka na mnie przelotnie,nie wykazując minimalnego zainteresowania tym co do niego mówię.
- Nie udawaj ,że tak bardzo irytuje cię moja obecność Cukiereczku. –Macha ręką. Zaciskam mocno zęby starając się nie krzyknąć,  po czym  liczę w myślach do dziesięciu.
-Pieprzysz Zayn.Jak zawsze pieprzysz.-Sycze prze zęby,wcale nie uspokojona.
- No dobra,Matko Tereso.- Parska śmiechem.  Wstaje z kanapy zdejmując skórzaną kurtkę ,którą ma na sobie.Przez chwilę jestem zdezorientowana tym co robi,ale tylko przez chwilę.Potem wszystko staje się jaśniejsze niż słońce.Jego biały t-shirt jest splamiony szkarłatną cieczą.Zagryzam wargę.To chyba nie krew.No nie?
Chyba jednak tak.
- Kto ci to zrobił? –Dukam zszokowana.
- Ostatnio często się tnę.-Wlepia we mnie spojrzenie,widocznie usatysfakcjonowany tym jak bardzo jestem przerażona,dlatego od razu zmieniam swój wyraz twarzy na bardziej obojętny.Wcale się o niego nie martwię.Bardzo się o niego martwię.WCALE.
- Nie ważne.–Burczę wiedząc,że i tak mi nie powie.Chcę mu powiedzieć,że nie ma tu czego szukać,chcę mu powiedzieć,żeby poszedł do jednej z jego marionetek i to ją poprosił o pomoc,chcę zaśmiać się mu w twarz,uderzyć go dobijając jeszcze bardziej,chcę,tak bardzo tego chcę.
Ale nie mogę.Brakuje mi odwagi,by postąpić tak jak on by postąpił.
Zaciskam palce na udach,a potem zerkam na niego.–Chodź ze mną.- Kiwam na niego wchodząc schodami na górę i kierując się do łazienki.Kręcę głową na swoją głupotę.
Głupia,naiwna ,zakochana dziewczynka.
Słyszę kroki chłopaka tuż za sobą.Czuję jego wzrok śledzący każdy mój ruch, jednak staram sie go ignorować i od razu po wejściu do łazienki, zaczynam grzebać po szafkach szukając apteczki.
- Cholera.- Mruczę do siebie,nie mogąc znaleźć zguby.Nie rób tego,nie rób tego,nie rób tego.–Jest.- Uśmiecham się lekko, wyjmując plastikowe pudełko.
Będziesz tego żałować.
Podchodzę do bruneta patrzącego na mnie z rozbawieniem.Nie wiem co go tak bawi,ale to chyba wina alkoholu w jego krwi,niżeli czymkolwiek innym.Uchylam lekko usta,orientując się w obecnej sytuacji.
Jestem sama (samiuteńka) z pijanych (narąbanym) chłopakiem (moim ex) w łazience.On jest pokaleczony,a ja jestem zdenerwowana i głupia,bo mu pomagam chcoiaż nie zasłużył na to nawet przez chwilę.
-Zdejmij koszulkę.- Wydaję polecenie, przygotowując bandaż,wodę utlenioną i maść.
-Cukiereczku..Tyle razy chciałem uprawiać z tobą seks i mi odmawiałaś, a teraz kiedy jestem ranny tak nagle ci się zachciało?–Rechocze.-No cóż.Kobiety.- Pozwala sobie na komentarz po czym ściąga koszulkę przez głowę.Odwracam się,mając nadzieje,że moja mina nie wyraża tego jak jego naga klatka piersiowa zrobiła na mnie wrażenie.Jest jeszcze bardziej muskularny niż go zapamiętałam.Chcę dotknąć opuszkami palców,każdego z jego mięśni  i zobaczyć czy naprawdę są prawdziwe.Ma twarde ciało :bez grama zbędnego tłuszczu z mięśniami wyraźnie rysującymi się pod skórą.I tatuaże.Czarny tusz,sprawiający że był jeszcze piękniejszy.Patrzę też na głębokie rany,zastanawiając się co musiał zrobić,by ktoś tak go oszpecił.Nie pytam o to jednak,bo wiem,że i tak nic mi nie powie..
- Zrób zdjęcie. Będzie na dłużej.- Mruczy rozbawiony ten tandetny komentarz.To działa na mnie jak kubeł zimnej wody.Podchodzę do niego starając się patrzeć wszędzie,tylko nie na jego nagą skórę.Namaczam ściereczkę wodą utlenioną po czym przykładam ostrożnie do jednej z ran chłopaka. Przygryza wargę,ale nie wydaje z siebie żadnego dźwięku. Zaczynam powoli obmywać rany z zeschniętej krwi. Jest to bardzo męczące,zważywszy na to,że natura nie obdarzyła mnie wysokim wzrostem. Muszę stawać na palcach,żeby do niego dosięgnąć.Chłopak sapie z dezaprobatą widząc moje poczynania,po czym oplata ręce wokół moich ud i jak bym ważyła 20 kilo przenosi mnie, sadząc na umywalce. Z przygryzioną wargę patrzy mi głęboko w oczy, po czym rozszerza nogi i staje pomiędzy nimi. Jesteśmy zbyt blisko,dlatego lekko go odpycham, jednak ten opiera obie ręce po obu stronach umywalki stwarzając tym samym pułapkę.Próbuję nie okazywać oburzenia i przykładam szmatkę do rany przy pępku.Jęczy cicho,a ja patrzę na niego przepraszająco.Czuję jego natarczywe spojrzenie,ale staram się nie okazywać zakłopotania. Kiedy kończę,sięgam po maść i rozsmarowuję ją w każdym potrzebnym miejscu. Wodzę palcami wzdłuż jego brzucha ,a w pewnym momencie słyszę jak cicho dyszy. Podnoszę zdezorientowany wzrok na jego oczy.Topię się w ich kakaowym odcieniu.Światło sprawia,że wyglądają bardziej jak złote.Gdzieniegdzie znajdują się czarne plamki.Rzęsy rzucają cienie na jego policzki.Zastanawiam się czy bardzo go boli.
- Podaj mi bandaż. -Krztuszę z trudem.Wykonuje moje polecenie,wciąż patrząc mi w oczy.I ich nie odrywa i nie wydaje się pijany.Dziwnie cichy.Rozkoszuję się ciszą.Chcę zejść,kiedy już kończę,ale on ani myśli przystopować z głupimi gierkami.Próbuję jeszcze raz.Nie udaje się.Nie chcę na niego patrzeć,bo  boję się że nie będę mogła się powstrzymać.Że zrobię cos głupiego.Nie odpuszcza. Chcę na niego spojrzeć.Nie patrzę na niego.
- W co ty grasz Zayn? – Warczę smutna zirytowana.– Puść mnie.-Przytul mnie.Kochaj mnie.Kocham cię.
- Wiesz co? –Ignoruje moją prośbę,oblizując dolną wargę.Taak,to było pociągające,teraz możesz mnie puścić Zayn.- Jesteś całkiem w porządku.
Nie wiem czemu to mówi i czy to jego kolejna gra,ale mnie to wcale nie bawi.
- Dziękuje.- Rzucam z sarkazmem.
- Jesteś trochę inna,niż wszystkie.Trochę mniej irytująca,chociaż za często udajesz taką buntowniczkę.- Przekrzywia głowę w prawą stronę, jak by chciał dokładniej mi się przyjrzeć.
- I po co mi to mówisz?-Pytam zaciekawiona,mrużąc oczy.- Nie obchodzi mnie co o mnie sądzisz.
- Chrzanisz.– Zaśmiał się nieszczerze.Ma piękny śmiech.-Kochasz mnie.Tak.Ale nie nienawidzisz.
- Przestań.– Warczę–Nie kocham cię.Wiem,że nigdy tego nie usłyszałeś od żadnej dziewczyny , ale ja cię nie kocham.-Kocham cię.Bardzo.
- Pocałuj mnie.–Mówi nagle,a ja patrzę na niego jak na wariata.Po co to robił? Bawiło go to? Czy już nie dość mnie skrzywdził? Jest tak okrutny,to aż niewytłumaczalne.-Pocałuj mnie i powiedz ,że mnie nie kochasz.
- To jakiś chory test?-Mruczę,bardziej do siebie niż do niego.Po co mu to?-Przestań.- Powtarzam.Słyszę w swoim głosie nutkę błagania.To nie miało tak być.
- Nathalie. –Mruczy niewinnie.- Jeden niewinny pocałunek.Kiedyś to uwielbiałaś.
-To było kiedyś,idioto.-Warczę.-Nie chcę cię całować.-Pragnę cię całować.
-Zrób o co cię proszę , a uwierzę. – Mówi przybliżając swoją twarz do mojej.Jego oczy są ciemniejsze.Widzę w nich własne odbicie.Mała,głupia dziewczynka.Tak samotna i smutna.- Pokaż ,że mnie nie kochasz.– Szepcze ,a ja czuję jego poruszające się wargi na moim policzku  gdy mówi.To odrażające.To najprzyjemniejsza rzecz. Odsuwa się ode mnie o centymetr, tylko po to ,żeby spojrzeć mi w oczy. Oblizuje wargę,a ja mimowolnie na nią spojrzałam. Wiem,że nie będę w stanie się powstrzymać. Pokaż że mnie nie kochasz.
Tego było za wiele.Wpijam się w jego usta jak wygłodniałe zwierzę. Czuję jak się uśmiecha.Pocałunek przeradza się w coś czego nie mogę określić. Zayn wkłada chłodne ręce pod moją bokserkę ,kreśląc na moich biodrach wzorki. Napiera na mnie przyszpilając do lustra , które jest za mną i przejeżdża językiem po dolnej wardze. Lustro jest zimne,ale kiedy całuje moje nagie ramie, robi mi się gorąco. Ściska jedno z moich bioder,a ja głośno jęczę mu w usta. Wykorzystując to wpycha język do mojej buzi. Nie pamiętam kiedy ostatni raz czułam jego smak.Nikotyna,cola,mięta.Cynamon.Cynamon jest moim bogiem,jest wszędzie gdzie on.Kiedy brakuje nam powietrza odsuwamy się od siebie dysząc.Mierzę go ostrym spojrzeniem.Właśnie, dotarło do mnie co zrobiłam. Złapałam się w jego pułapkę. Uśmiecha się zadziornie zarzucając na swoje ciało poplamioną krwią koszulkę i cmokając mnie na odchodne w usta,po prostu wychodzi z pomieszczenia. Zsuwam się oszołomiona z białej umywalki i patrzę w lustro. Moje wargi lekko podpuchnięte od namiętnych pocałunków. Blade policzki zaróżowione a wzrok dziki.Zayn.Czemu tak bardzo cię pragnę?

***
 - Masz dobre oceny?- Nieruchomieję z ostrzem noża przyłożonym do piersi kurczaka na moim talerzu. Zaciskam rękę na widelcu,aż bieleją mi kostki i wiem,że tym nożem chętnie pokroiłabym kogoś innego... Ta stara  wiedźma naprawdę nie ma innych pytań ?
- Zależy z jakiego przedmiotu.- Odpowiadam wymijająco. Patrzę w jej ciemne , jak u matki oczy i przykładam widelec do malinowych ust , zsuwając z niego kawałek mięsa prosto do buzi. Staram się grać,jak najbardziej pewną siebie przed moją...babcią jeżeli tak można ją nazwać.Zmierzam bez skrępowania jej twarz wzrokiem. Ma czarne włosy mieszające się z odcieniem siwizny. Wargi, idealnie wykrojone, w tamtej chwili wykrzywione w zimnym uśmiechu. Oczy czarne niczym węgiel. Bezduszne , jak u szatana.Jak u...matki.
- Ja zawsze miałam problemy z matematyką.-Śmieszy mnie to,że chce nawiązać ze mną jakąkolwiek rozmowę.Ona cała mnie śmieszy.
- Tak.Nathalie,też ma z nią problemy.- Lil zabiera głos patrząc na mnie uważnie.Boi się,że za chwilę palnę jakieś głupstwo. Pewien komentarz nasuwa mi się na język,jednak w odpowiednim monecie się w niego gryzę. Nie chcę się kłócić. Nie jest mi to do niczego potrzebne.
- Nathalie.- Powtarza kobieta skupiając na mnie swój wzrok. –Masz niesamowicie piękne imię.
- Pozwalam go używać,tylko bliskim osobom.Więc proszę, mów mi Nate.- Mruczę, uśmiechając się niewinnie.
- No tak. – Odkłada sztućce, biorąc kieliszek w prawą dłoń.Jest  koścista a niebieskie żyły ,wyraziste pod bladą skórą. Uchyla naczynie,tak ,że szkarłatne wino, wlewa się prosto  w jej rozchylone wargi..Są podkreślone czerwoną szminką.Matka też takiej używała.- Najwyraźniej nie jestem dla ciebie nikim bliskim.
- Najwyraźniej.- Sięgam po swój kubek. Przesuwam palcem po jego krawędzi i zlizuję czekoladę,którą dostałam.
- Dlaczego nie przyszłaś na pogrzeb matki? –Pyta lekkim tonem. Wiem jednak,że pod powłoką spokojnej kobiety, w środku wręcz kipi ze złości.
- Nie widziałam takiej potrzeby.- Oblizuję usta.Czuję na języku słodki smak czekolady.
- To twoja matka. – Przypomina, jak bym nie miała o tym pojęcia.- Powinnaś ją szanować.
- Obdarzam szacunkiem ludzi,którzy na niego zasługują.- Zerkam na jej reakcje z rozbawieniem.- Mamusia najwyraźniej się na niego nie załapała.
- Jesteś bezczelna! – Wstaje pospiesznie.
- Widocznie  to genetyczne.- Również wstaję, zgarniając z krzesła czarny płaszcz.Nie widzę potrzeby dalszego siedzenia tutaj i wymieniania z kobietą sarkastycznych uwag.- Miło było mi cię zobaczyć babciu. – Idę w stronę drzwi,na koniec unosząc dłoń z wystawionym środkowym palcem..- Do następnego!

************
Zapraszam na ask , dla bohaterów : http://ask.fm/MaybeeIloveYouu
CZYTASZ = KOMENATUJESZ 
Całuje Nobody :* 







piątek, 7 listopada 2014

Maybe I love you? Rozdział 5.


Kac jest tak duży,a ja nie umiem iść prosto i wiem,że Liliane zobaczy to jak bardzo strasznie wyglądam ,ale nie mam siły się tym przejmować.Mogłaby uderzyć mnie w twarz.Wiem,że zasłużyłam.Kiedy pociągam z butelki łyk wody,a później kolejny i kolejny,czuję ulgę,że nie chce mi się już tak pić.Sięgam do apteczki po tabletki przeciwbólowe.Biorę trzy na raz,popijam wszystko solidnym łykiem wody przymykając na moment powieki.Kiedy zerkam na Liliane siedzącą przy stolę zdaje sobie sprawę,że właśnie mam przerąbane.To nie było tak,że się tego nie spodziewałam.Wręcz przeciwnie,ale jednak...to było naprawdę bardzo wkurzające,że ktoś cie tak poucza.I to jeszcze na kacu! Chryste,wiem,że mnie nie lubisz,ale nie karz mnie aż tak.
Ale ona nie mówi nic.Właściwie zachowuje się tak,jakby mnie ignorowała.
Bo tak jest.Ignoruje mnie.A mi się to nie podoba,bo nastawiłam się na porządnym ochrzan.
To nie w porządku,że tak mnie dezorientuje na kacu no.  
-Jesteś zła?
-Tak.-Odpowiada szybko,bez ogródek,bez cienia emocji i wahania.Jedynie kiwam głową,bo na nic innego mnie nie stać.Zachowuję się jak potulny pies,nie mam siły żeby wymyślać jakąś ciętą gadkę,która była w tym przypadku zbędna.
-Ale to nie jest teraz istotne.-Chcę odetchnąć z ulgą,cokolwiek,ale jednak.Nie krzyczała,mam spokój.Głowa boli mnie niemiłosiernie,ale się uśmiecham.Mam spokój.Cholerny święty spokój.
-Do omówienia mamy inną kwestię.-Wiedziałam,że będzie jakiś haczyk,a moja radość była przedwczesna.Usta już nie wyginają się w małym uśmieszku,tylko zaciskają się w ciętą linię,a ciało prostuje się jak struna.Nie lubię omawiać innych kwestii na kacu.Nie znoszę tego.-Pogrzeb naszej matki Nath.
Pogrzeb.
Pogrzeb naszej matki
Dziwnie to brzmi.Dziwne jest to,że nie czuję nic,a jej głos po raz pierwszy nie drży kiedy mówi o tym,że nie żyje.
-Wybrałaś już trumnę?-Moje dłonie ściskają biodra,kiedy wpatruję się w okno.-Zawsze zastanawiałam się jak to przebiega.Dali ci jakiś katalog?    
-Przestań do cholery!-Krzyczy,a jednak.Mam ochotę od niej uciec,zapalić,znów się upić,cokolwiek byle tylko nie słyszeć jej gadaniny.Drapię nadgarstek z całej siły.Tak bardzo potrzebuję fajki,czegokolwiek,żeby tylko się wyżyć.-Jest po jutrze na ty idziesz tam ze mną.
-Nigdy w pieprzonym życiu!
Wybałusza swoje niebieskie oczy oburzona,a ja mam wrażenie że moja głowa zaraz eksploduje.Nie powinnam krzyczeć,nie powinnam mówić na kacu,nie powinnam być na kacu.
-Słyszysz sama siebie? To nasza matka,nasza krew!
-Nie obchodzi mnie to.-Szepczę,bo nie mogę mówić głośniej,nie ze strachu przed nią,ale ze strachu o moje zdrowie.Czuję jak mój język jest wyschnięty jak pustynia,marzę o wodzie,marzę,żeby wreszcie dała mi spokój.-  Nie chcę jej znać.Nienawidzę jej.
Ostatnie słowa przechodzą przez moje gardło mimowolnie.Zawsze tak myślę,że jej nienawidze,ale nigdy nie wypowiedziałam tego na głos.Liliane patrzy na mnie,ale ja na nią nie.Wiem co zobaczę.Załzawione oczy,tak pełne żalu,tak pełne nienawiści do mnie.Upijam wodę z butelki,ale to nic nie daję więc nastawiam wodę na kawę.Ona nic już nie mówi.Temat uważam za zakończony. 

Idę do parku i siadam na jednej z ławek,jak zwykle rozglądając się dookoła.Widzę dzieci,ich rodziców i parę zakochanych,którzy głośno się z czegoś śmieją.Cieszcie się póki możecie,myślę.Bo i tak wasze szczęście pójdzie się jebać.Prędzej ,czy później.A wy będziecie powoli umierać w cierpieniu,pragnąc końca tego wszystkiego.Żałosne.
Mam w buzi papierosa,którym co chwile się zaciągam.Mam wszystko czego mi potrzeba.Mogłabym tak umrzeć.Z fajką w ręku.Brakuje tylko jakiejś dobrej whisky.
-No hej.- Słyszę obok siebie znajomy,głęboki głos. Odwracam głowę, w kierunku Zayna , patrząc na niego pustym wzrokiem.On też tak na mnie patrzy.To ta bardzo do niego podobne.Znika z mojego życia a potem się pojawia,w najbardziej niechcianym momencie na całej planecie.To mnie raniło.Samo patrzenie na niego,na to jak jest idealny i nie mój.
- Czego chcesz?-Dmucham na niego dymem,na co uśmiecha się szeroko.- Zwyzywaj mnie od suk i spadaj. Nie mam ochoty dzisiaj widzieć twojej mordy.
To nie prawda.Uwielbiam na niego patrzeć,jest piękny,ale nie przeszłoby mi to przez gardło.Za bardzo go nienawidzę.
- Jak zwykle miła.-Od zawsze był specyficzną osobą,niektórzy nawet uważali że bipolarną.Ja nie miałam o nim jednoznacznego zdania.Czasem był dla mnie taki,czasem inny.Po prostu go kochałam i wiedziałam,że to była najbardziej toksyczna miłość.Niszczyła mnie od samego początku.Mówili,ostrzegali.Nie posłuchałam i dostałam po pysku od Boga,chociaż tak już chyba musiało być.Wierzyłam,że wszystko dzieje się z jakiejś przyczyny.Może on był dla mnie jedynie znakiem ostrzegawczym przed innymi dupkami? Było mi to obojętne.On i te jego zabawki. 

                                                                            ****
                                                                     Wspomnienia
Nastolatka siedziała pogrążona w myślach na jednej z licznych ławek w parku. Czekała na swojego ukochanego , który napisał ,że zjawi się za chwilę. Z zainteresowaniem skubała nitkę , wystającą z jej rudych rękawiczek. Było chłodno. W końcu to jesień.Liście już dawno opadły z drzew sprawiając ,że chodniki i zrudziała trawa były nimi pokryte.Brązowe.Czerwone.Pomarańczowe.Wzięła jednego do ręki i zaczęła obracać go w palcach. Nagle poczuła,jak ktoś z tyłu kładzie ręce ,zasłaniając jej oczy.Dłonie chłodne,duże i szorstkie,
- Zgadnij kto?- Usłyszała podekscytowany głos Zayna.
- Em.. królewna Śnieżka ?- Zaśmiała się.
- Zgadłaś! - Wykrzyknął brunet obejmując jej talię i wtulając jej plecy , w jego klatkę piersiową. Obrócił ją w swoim kierunku , po czym zachłannie wpił się w jej usta. Zawsze tak całował. Nigdy nie starał się był subtelny,delikatny. Jego pocałunki  były agresywne,śmiało można było porównać go do drapieżnego zwierzęcia, który właśnie złapał w szpony swoją ofiarę.  Ale dziewczynie to nie przeszkadzało.Lubiła jego agresje i zachłanność.Jakby nigdy nie mógł się nasycić.
- Co dzisiaj robimy Królewno Śnieżko?- Nathalie usiadła na ławce, na co jej chłopak automatycznie, także to zrobił.
- Nic. Kompletnie nic.- Obnażył zęby w szczerym uśmiechu. Kochała kiedy się uśmiechał.Wyglądał wtedy tak beztrosko i niewinnie a,że chłopak do najniewinniejszych nie należał ten widok był kojący.
- Doskonale. Więc posiedźmy tutaj.- Zgodziła się blondynka opierając o ramie swojego chłopaka.
- Mam dla ciebie niespodziankę- Szepnął swoim typowo seksownym głosem. Dziewczyna zachichotała cicho, czując jak jego ciepły  oddech łaskocze jej szyję.
- Co to takiego?- Odwróciła się w jego stronę zaciekawiona. Nastolatek wyjął z kieszeni granatowej kurtki, dwa czarne markery.
- Wiesz.Normalny chłopak kupuje swojej dziewczynie w prezencie, łańcuszek a nie mazaki. No ,ale jak nie ma co się lubi..- Wyciągnęła z jego ręki jednego markera.
- Nie o to chodzi- Chłopak przewrócił oczami rozbawiony słowami dziewczyny.- Widzisz tę deskę?- Wskazał na  przedmiot, który miał im służyć za oparcie, jednak był złamany.
- Ta.. co z nią ?-Dziewczyna zamrugała zdezorientowana oczami.
- Zawsze k6iedy jesteśmy w tym parku, wybieramy ławkę z tą właśnie połamaną deską.Nigdy innej.
- To musi być przeznaczenie-Odparła sarkastycznie Nathalie.
- A żebyś wiedziała. - Zayn obdarzył swoją dziewczynę zabójczym uśmiechem.- To nasza ławka. Proponuje ją podpisać,żeby było wiadome do kogo należy.- Wyrzucił ręce w powietrze w geście podekscytowania, za co w nagrodę usłyszał melodyjny śmiech dziewczyny.
- To świetny pomysł.- Mruknęła. Oboje otworzyli swoje markery ,po czym oznaczyli  ławkę  imionami. Kiedy podpisy były już gotowe Zayn dopisał jeden , ale za to bardzo ważny wyraz - FOREVER.
                     Koniec wspomnienia
                                                                          ***
Wiedziałam,że ta cała beztroska pożal się Boże sielanka nie będzie trwać wiecznie,ale nie spodziewałam się że to będzie aż tak złe.Jakby coś wgniatało mnie w ziemie,a ja nie mogłam sie odkopać.Jak powietrze.Nie mogłam go złapać.
-Dupek z ciebie.-Nie wiem po co to mówię,po prostu od tak wyrywa mi sie z buzi,a ja nie mogę nic na to poradzić.
 Nie odpowiada.Mam ochotę mu coś powiedzieć.Cokolwiek,nawet błagać żeby do mnie wrócił,ale wiem że tylko bym się poniżyła.To tak chore,że nawet nie mogę na niego patrzeć,bo boję się że go pocałuję albo powiem co myślę, na głos.To chore,że jest tak piękny,a ja chcę umrzeć,bo jednak już nie mój.Patrzę na jego wystające kości policzkowe,które chcę pocałować i te oczy.Tak głębokie.I te rzęsy.Rzucają cień na jego policzki.Odchodzę,zanim się na niego rzucę.


                                                                               ****
Nie wiedziałam,że może być aż tak źle i Lesley jednak zrobi coś bardziej beznadziejnego od kartkówki z matematyki a jednak jest coś gorszego.Patrzę na dwójkę aktorów na scenie i nie mogę pojąć dlaczego za temat wybrali akurat kalafior.Opowiadają o jego kolorze i wielkości a później wyznają że tak naprawdę nigdy nie mieli go w ustach,ale i tak go nie lubią.Marszczę nos w dekoncentracji.Chyba nigdy nie zrozumiem współczesnej sztuki.Chyba nie ma od niej nic bardziej gównianego.Wiem już,że bardziej wolałabym dostać kolejną pałę niż słuchać ich beznadziejnego bełkotu,ale z opresji ratują mnie jedynie chipsy Niall'a,które ku jego niezadowoleniu wyrywam mu z ręki.Później przyłącza się do mnie i chrupiemy razem,a Clar patrzy na nas jak na zbrodniarzy.Gryzę wargę,wiedząc że bardziej wolałabym fajki,ale nie mam gdzie i kiedy wyjść.Wypuszczam powietrze czekając na koniec teatrzyku.
                                                                              ****
Patrzę na nauczyciela historii który bazgrze paskudnym pismem na tablicy
Druga wojna światowa.To wystarcza,żebym wiedziała,jak bardzo ta lekcje będzie nudna.Wyciągam e-papierosa z kieszeni i zaciągając się wypuszczam dym do plecaka.Macham jeszcze dłonią przed twarzą widząc dym.Clarissa śmieje się ze mnie jak głupia,prawie wywalając się z krzesła a ja podaję jej elektryka.źniej podajemy go naszemu kumplowi Joshowi,który zaciąga się nim szybko i mocno.Rozumiem już,że jest na głodzie i chodź pewnie e jest badziewiem w porównaniu z tym co pali na co dzień rozkoszuje się tym jak najlepszym narkotykiem.Uzależnił sie niedawno,przynajmniej tak mi mówił.Zaczął od marihuany,ale to mu nie wystarczało.Teraz wstrzykuje heroinę,którą proponował mi nieraz,ale ja wtedy popatrzyłam na niego.Na to jak wygląda i jak narkotyki go wyniszczyły i odmawiałam.Paliłam za to często marihuanę.Razem z nim,lub jego kolegą,ale częściej z nim.Czasem też haszysz,ale rzadko.Tylko na większych imprezach,żeby odlot był jeszcze większy.Widziałam wtedy różne rzeczy i można śmiało powiedzieć że było wspaniałe.Nie żałuje niczego.Narkotyki to było dno,wiedziałam o tym,ale dopóki miałam nad tym jaką taką kontrolę,to nie przejmowałam się ile palę.Przecież nie wciągam koki,od czasu do czasu po prostu jarałam coś mocniejszego.To chyba nie grzech?
-Ty,stara.-Clar zerka na nauczyciela upewniając się,że na nas nie patrzy.-Jak z tym pogrzebem?
W odpowiedzi pokazuję jej jedynie środkowego palca na co ta jedynie wyszczerza się i odpowiada mi tym samym.
-Daj spokój bączku,dobrze wiemy,że wyrzuty sumienia gryzą twoją duszę.
-Bączku? Ogarnij się Kira.-Kpię z niej,odpierając e fajkę od Josha.Wypuszczam słodki dym na jej twarz,a ta wciąga go nosem.-Mam wyjebane.
Mówi coś jeszcze,ale nie słucham jej gadaniny.Nie znosiłam gdy ktoś dawał mi kazania.Może chciałam iść,ale duma.To chyba to ona nie pozwala mi iść na pogrzeb własnej matki.
-Zastanów się.-Robię kółko z dymu i obstawiam Joshowi fajkę.Nie lubię się zastanawiać.      
   
                                                                         ****
Wiedziałam,że w końcu te całe ,,pojutrze" nadejdzie niedługo,ale nie wiedziałam,że aż tak bardzo.Lil zanim wychodzi pyta po raz kolejny czy jestem pewna,a ja odpowiadam po raz kolejny,że nigdy nie zmienię zdania.Przypominam sobie jej rozczarowane mną spojrzenie i zaciskam ręce na pościeli.Łóżko stało się bardziej niewygodne,przez co wiercę się  i czołgam jak nienormalna,Później palę,a kiedy kończę fajkę otwieram mini barek Lil i wlewam do szklanki trochę whisky.Jestem bardziej samotna niż mogłoby mi się wydawać.Moje myśli kierują się na nieodpowiedni tor i przez chwilę mam nawet wyrzuty sumienia,że jej nie pożegnałam.Uśmiecham się do siebie upijając łyk brandy.Jeszcze nic straconego.

Na polu jest chłodniej,a ja mam na sobie jedynie cienką kurtkę.Zaciskam usta,wyjmując znicza z kieszeni i odpalam zapalniczkę.  
-Sięmasz.-Mamroczę,odpalając papierosa.Zaciągam się nim mocno,tak że aż mam ochotę kaszlnąć.Oblizuję zgryzioną wargę i rozkrwawiam ją jeszcze bardziej.-Co za beznadziejne durne pytanie,jak możesz się mieć,skoro cię w ogóle nie ma?- Mój śmiech jest suchy,ale wcale ie przypomina sztucznego.Może naprawdę mnie to śmieszy?
-Przecież chyba każdy dobrze wiedział jak to się skończy.Ty aka matka dziwka i jeszcze ten cholerny pijak.Naprawdę myślałaś,że długo sobie pożyjesz?-Dym wychodzi z moich ust wraz ze słowami.
-To wszystko wasza wina.Ja..ja nie jestem winna zupełnie niczemu prawda?
Wiem,że nie odpowie ale liczę na to że chociaż da mi jakiś znak z nieba.Albo piekła.Nie wiem gdzie teraz jest.Jest tak ciemno,że ledwo dostrzegam własne dłonie.Dostrzegam jedynie rzeżącą się końcówkę mojego papierosa,która już po chwili parzy skórę mojego palca.Wypuszczam kiepa na ziemie i przydeptuję go butem.
-Tak cholernie wiem,że nie jestem winna bo tylko wy tutaj zawiniliście jebani rodzice.Mam nadzieję,że dobrze się bawisz gdziekolwiek jesteś.-Zaciskam usta w wąską linię.-Albo nie,jednak nie chcę żebys się dobrze bawiła.Gnij w swojej własnej nicości,myślę że ona już dawno cię pochłonęła.
Odchodzę,ale zanim to robię odwracam się ostatni raz w stronę ciemności,w której widzę jedynie jej czarne oczy.
-Do zobaczenia w piekle mamusiu.     

************
Jezu, ten rozdział jest beznadziejny -.-
Zapraszam na ask do bohaterów: http://ask.fm/MaybeeIloveYouu



Pozdrawiam i całuje Nobody:*