poniedziałek, 24 listopada 2014

Maybe I love you? Rozdział 9



- Nie mogę w to uwierzyć.-W milczeniu patrzę jak Lil zalewa wrzątkiem trzy herbaty stojące na marmurowym blacie.-Zawsze byłaś ostrożna.Jak mogłaś spaść ze schodów?Przecież to mogło się skończyć o wiele gorzej.
- Kiedy wszedłem do domu,leżała na podłodze.-Zayn patrzy na mnie z błyskiem w oku.-Przestraszyłem się.
- Na całe szczęście,skończyło się tylko na rozciętym łuku brwiowym.- Prawy kącik ust dziewczyny rozciąga się w uśmiechu.-Nathalie.Powiedz coś na litość boską!
- Tak.- Mruczę, biorąc łyk herbaty.Wrzątek parzy czubek mojego języka.-Nic mi nie jest.Niepotrzebnie się martwisz.
- Powinnyśmy jechać do szpitala.Możesz mieć wstrząs mózgu.
- Nic mi nie jest.- Wstaję z krzesła kuchennego biorąc kubek w obie dłonie.-Pójdę do siebie.
- Dobrze.-Słyszę zrezygnowanie w jej głosie,jednak nie rusza mnie to.Idę do pokoju i zamykam drzwi z trzaskiem.Przerwa świąteczna nie działała na moją korzyść.Siadam na łóżku i patrzę przez okno.Śnieg warstwami pokrywa powierzchnie ziemi.Jest coraz chłodniej,a mi nie chce wychodzić się w taki mróz na papierosa.Otwieram okno i ostrożnie siadam na parapecie.Spoglądam jeszcze na drzwi,aby upewnić się że nikt w nich nie stoi.Z prawdziwą ulgą odpalam papierosa i zaciągam się nim,pozwalając powiekom opaść.Zayn przychodzi do nas codziennie i wszystko było by w porządku,gdyby nie upierał się,żebym z nimi siedziała.Lilane oczywiście zgadza się z nim w stu procentach.,,Chcę żebyście poznali się lepiej".Krzywię się niemiłosiernie,kiedy przypominam sobie te tandetne słowa.Ja go znam Lil,myślę.Bardziej niż ty sama.
-Nathalie.-Słyszę jej głos i szybko otwieram oczy.Kiedy prawie jest w moim pokoju,gaszę peta i wyrzucam go przez okno później zeskakując z parapetu. 
 - Wychodzimy do kawiarni.Chcesz może iść z nami?- Uśmiecha się.Siadam prosto patrząc na siebie.Czerwona kratowata koszula,czarne rurki.Myślę o kosmetykach w górnej szafce w łazience.
- Czemu nie?-Kiwam głową.


- Nienawidzę zimy.- Wzdrygam się, słysząc słowa bruneta.Przypomina mi się Niall.On kocha zimę.Powtarzał,że biały śnieg,wygląda jak puch z nieba,jednak jest lodowaty,bo ludzie nie zasługują na jego miękkość i delikatność.Pewnie dlatego,że oni również tacy byli.Zimni,jak śnieg.
- Ja też jej nie lubię.-Zgadza się z nim Liliane.
- A ja kocham zimę.- Wystawiam rękę.Jeden płatek śniegu spada na nią,by po chwili roztopić się i przemienić w wodę.-Jest piękna.
- Możliwe.-Zayn kiwa głową.-No to jak dziewczyny.Jesteście gotowe na wieczór pełen wrażeń?
- Pełen wrażeń?-Prycham cicho patrząc na chłopaka.Uśmiecha się szeroko.Jest to zły uśmiech,od którego krew w moich żyłach popłynęła żywiej.
- Idziemy do kawiarni. – Lil patrzy na niego uważnie.-Prawda?
- Raczej nie.-Kręci głową.-Ale nawet gdybyśmy do niej szli byłby to wieczór pełen wrażeń.To cały ja.
- Więc gdzie idziemy?-Ignoruję jego słowa, odchylając głowę i mierząc go wzrokiem.
- Do mojego kumpla.- Obdarza mnie wilczym uśmiechem, mierzwiąc moje włosy.Lil chichocze cicho widząc jego gest.Mi jednak nie jest do śmiechu.
- Więc dlaczego  powiedzieliście,że idziemy do kawiarni?- Pytam ostrzej,niż bym chciała.
- Plany się zmieniły.-Wypuszcza powietrze z płuc. – Jakiś problem Nathalie?-Uśmiecha się do mnie.Widzę błysk w jego oku.Sukinkot próbował mnie sprowokować.
- Żadnego.-Unoszę głowę,patrząc odważnie w jego ciemne oczy.
- Fantastycznie.- Na jego bladą twarz wpełza mały uśmiech.- Więc chodźmy.


- Wejdźcie- Drzwi ogromnego domu otwiera nam przyjaciel Zayna.Gdy jesteśmy w środku mogę dokładnie przyjrzeć się wnętrzu domu.Ściany zdobią biało czarne tapety. Kuchnia jest połączona z jadalnią i salonem.Marmurowa podłoga niesamowicie błyszczy a białe kanapy ustawione niedaleko plazmowego telewizora jarzą swoim jasnym kolorem.
- Jestem Liam.- Chłopak wystawia rękę.Lil ściska ją lekko,przedstawiając się.
- Nathalie.- Uśmiecham się.Ma na sobie miękki sweter o kolorze brązowym,który podkreśla kolor jego oczu.Ciemne,krótko ścięte włosy mają lekko miodowy kolor.Jest przystojny.
- Niesamowite,że Zayn obraca się w gronie tak pięknych dziewczyn.- Wzdycha teatralnie.Spuszczam wzrok otępiała.To miał być komplement?
- Nie zarywaj.- Cały dom roznosi melodyjny śmiech mulata.
- Dlaczego nie? W końcu tylko jedna jest twoja nie?- Czuję żółć w gardle. Oczy chłopaka błyszczą,kiedy wlepia we mnie swój wzrok.
- Tak.- W jego głosie pobrzmiewa ten dziwny,uwodzicielki ton.Zagryzam mocno wargę.Która jest twoja Zayn?
- Za chwilę przyjdzie jeszcze Louis- Oświadcza szatyn rozsiadając się na białej jak śnieg kanapie.
- Dlaczego nie usiądziesz skarbie?- Patrzy na mnie rozbawiony.Rozglądam  się.Faktycznie,tylko ja stoję jak kołek,wśród zgromadzonych.Przełykam głośno ślinę czując metaliczny posmak własnej krwi w ustach.
- Krew leci ci z wargi.- Zayn patrzy na mnie taksująco,mrużąc oczy.
- Nic mi nie będzie.- Siadam na ogromnym fotelu ,badając dłońmi jego materiał.Miękkość tkaniny łaskocze moją rękę.
- Nie jesteś podobna do siostry.-Czuję wzrok Liam'a na moim ciele.Podnoszę głowę przyglądając się mu w skupieniu.-Jesteście rodzonymi siostrami?
- Tak.-Mówię,wykrzywiając usta w leniwym uśmiechu.-Jestem podobna do matki.Te same ciemne oczy.Charakterek też miałyśmy podobny.-Śmieję się nieszczerze.
- Miałyście?- Chłopak unosi brwi w zdziwieniu.Lil ściska mocnej rękę Zayna.
- Ta..umarła niedawno.-Rzucam obojętnie.Widząc zszokowaną minę chłopaka uśmiecham się szeroko.- Element zaskoczenia nieprawdaż?
- Nie wiedziałem..-Spuszcza głowę.Przejeżdżam wilgotnym językiem po dolnej wardze.
- Nie widzę powodu,dla którego miałeś to wiedzieć.Nie znasz nas.-Moje oczy błyszczą.Usta Liam'a otwierają się,jakby chciał coś powiedzieć,jednak w ostatniej chwili z tego rezygnuje.
- Kiedy przyjdzie Louis? – Cisze przebija zachrypnięty głos Zayna.Louis.Kolejny wścibski kolega?
- Za jakieś piętnaście minut.-Mówi słabo Liam.Cisza.Cisza jak makiem zasiał.
- Od dawna przyjaźnicie się z Zaynem?- Liliane gładzi swojego chłopaka po policzku.Jej chłopaka.Nie mojego.Jej.
- O tak.- Szatyn wstaje z kanapy i podchodzi do jednej z szafek stojącej niedaleko mojego fotela.Przygryzam wargę zaciekawiona.Rzeczą której szukał,jest ramka ze zdjęciem.Na fotografii widnieją sylwetki dwóch małych chłopców.Jeden przebrany jest za spider-mena,drugi za pandę.Dość oryginalne.
- Byłem sąsiadem Zayna.- Właściciel domu rozsiada się wygodnie na kanapie,zakładając nogę na nogę.-Ale poznaliśmy się...w trochę innych okolicznościach.
- Zakładam,że wasze kostiumy to wynik ,,Dnia debila” ?- Pocieram brodę palcem wskazującym.Przyjaciele śmieją się głośno,a Lil mrozi mnie wzrokiem.
- Nie.- Liam wzdycha głęboko, próbując złapać oddech.- Raczej Halloweenu.
- To wszystko wyjaśnia.- Sięgam po dzbanek z wodą,nalewając sobie ją do szklanki.Kiedy zaczynam sączyć wodę,słyszymy jak ktoś z trzaskiem zamyka drzwi frontowe domu.
- Cześć wszystkim!-Przyjemny głos  roznosi się po pomieszczeniu. Zerkam na chłopaka stojącego z siatkami pełnymi alkoholu. Jego sweter w romby ma czarno kremowy kolor.Do tego jasne przetarte dżinsy i czarne lakierki. Wygląda całkiem przyjaźnie.
- Cześć Louis.- Liam podchodzi do przyjaciela ściskając jego dłoń.To samo robi Zayn, wyplątując się z uścisku Lil.
- A tych pań nie znam.- Niebieskooki patrzy na nas wesoło. Wstajemy z kanap i przedstawiamy się po kolei.
- Miło mi was poznać.- Uśmiecha się delikatnie.-A więc..mam co nieco dla nas.- Wyjmuje z foliowej reklamówki osiem piw i dwie butelki czystej wódki.Przez moje ciało przebiega nieprzyjemny dreszcz.Zamierzają pić.To nie mogło skończyć się dobrze.

- W ósmej klasie,nauczycielka od chemii zabujała się w Zaynie.- Liam pociąga łyk piwa,patrząc na mnie z błyszczącymi oczami.
- Wykorzystywał to i spóźniał się na lekcje,co oczywiście zawsze mu wybaczała.Podstępny diabeł.- Louis kręci głową, pojedyncze włosy przyklejają się do jego lekko spoconego czoła.
- Cały ja.-Patrzy.-Podstępny i diabelski.- Przełykam gorzką ślinę patrząc na butelkę piwa przede mną.
- Nie mogę uwierzyć,że nawet nauczycielka się w tobie zakochała.- Nawet,myślę taksując Liliane wzrokiem.Ma zaróżowione policzki,radosne oczy.Jest szczęśliwa.Na prawdę szczęśliwa.
- Ta.. – Brunet sięga po butelkę wódki otwierając ją.-Myślę,że przerzucimy się na coś mocniejszego.
- Świetny pomysł.-Chłopaki Kiwają zgodnie głowami.Mam ochotę stamtąd wyjść.Nie czu się najlepiej w ich towarzystwie. Liam stawia na stole pięć całkiem sporych kieliszków.
- Nathalie nie pije.-Rzuca stanowczo Lil.Mam ochotę do niej podbiec i ucałować ją,za to co powiedziała.Nie chcę pić.
- Daj spokój.-Gwałtownie podnos wzrok na Zayna,który całuje rumiany policzek mojej siostry.-Niech się zabawi.Co może się stać? Przecież my tu jesteśmy.
- No nie wiem.-Widząc wahanie w jej oczach przymykam powieki.Nie gódź się Lil.-W sumie nie zaszkodzi jej kilka kieliszków.
- No to załatwione.-Zayn uderza ręką o udo. Patrzę spokojnie jak wlewa wódkę do każdego z kieliszków,stojących na szklanym stole.
- Zdrowie.-Wszyscy unoszą swoje kieliszki.Patrzę na nich nieobecnie po czym również sięgam po swój kieliszek.Przechylam go wlewając przezroczysty alkohol do ust.Czuję  przyjemne ciepło rozlewające się w moim żołądku. Kiedy Zayn polewa drugi raz pod rząd, Liliane patrzy na mnie z wahaniem.Wzdycham cicho sięgając po kieliszek.Chcę się rozluźnić i tylko alkohol może mi w tym pomóc. Raz po raz wlewam w siebie coraz  więcej wódki.Pijąc jedenasty z rzędu,czujak  kręci mi się w głowie. Mrużę oczy patrząc na białe płytki pod moimi stopami. Podnoszę swoje ciało z miękkiego  siedzenia kierując się chwiejnym krokiem w niewiadomym mi kierunku.
- Nathalie.Gdzie idziesz?-Słyszę bełkot Lil.Zerkam na nią przelotnie.Jest półprzytomna,jej powieki lekko zamknięte a usta rozchylone.
- Do łazienki.-Mruczę cicho.Zayn wstaje biorąc mnie pod ramię.Wzdrygam się,kiedy kładzie drugą dłoń na moim biodrze.Nie chcę żeby mnie dotykał.
- Odprowadzę ją.-Popycha mnie lekko w kierunku schodów. szklane.Kiedy po nich wchodzimy mam wrażenie,że latamy nie dotykając ziemi. Uśmiecham się lekko myśląc o tym.
- Nathalie.- Zayn unosi moją głowę dwoma palcami.Wpatruje się we mnie intensywnie.-Dobrze się czujesz?
- Tak.- Dukam.-Gdzie ta łazienka?
- Właśnie stoimy przed jej drzwiami.- Parska.- Pomóc ci wejść?
- Nie,dzięki.-Mamroczę otwierając drzwi.Chłopak puszcza  moje ramie.Sta przed ogromnym lustrem przygryzając wargę.Moje włosy w lekkim nieładzie,policzki pokryte czerwienią,wszystko było by dobrze gdyby nie błyszczące oczy,które nieprzytomnie wgapia się w moje odbicie.
- Jesteś głupia Nathalie.-Popatrzyłam na siebie ostatni raz,po czym usiadłam na brzegu białej wanny.
***
Wstałam z łóżka przeciągając się leniwie.Wyjrzałam przez okno i ku mojemu zdziwieniu zamiast śniegu zobaczyłam zieloną trawę i mnóstwo kwiatów.Ptaki siedziały na gałęziach wysokich drzew,ćwierkając głośno Wzruszyłam ramionami schodząc  schodami na dół,zimna posadzka sprawiała,że było mi jeszcze chłodniej.Potarłam nagie ramiona rękami,próbując się jakoś rozgrzać.Weszłam do kuchni nalewając sobie sok do niebieskiej,plastikowej szklanki.Szukałam wzorkiem Liliane.O tej godzinie nie powinna być jeszcze w pracy, pomyślałam.Weszłam do jej pokoju.zastając schludnie zasłane łóżko.Nie było jej.Nigdzie.Westchnęłam zrezygnowana spowrotem schodząc na dół.Nie wiadomo skąd wyrosła przede mną zakapturzona postać.Przekręciłam głowę w prawą stronę przyglądając się jej lepiej.Była niesamowicie chuda.Twarz miała zakrytą kapturem,ale wystawały z niego pojedyncze pasma,długich brązowych włosów.Była kobietą.Wyciągnęła chude,białe jak porcelana ręce,ściągając nimi kaptur.


- Nathalie!- Wyciągam rękę przykładając z całej siły osobie stojącej nade mną.Otwieram oczy podnosząc się do pozycji siedzącej.Widzę Zayn'a i jego rękę przystawioną do nosa.
- Przywaliłaś mi.-Rzuca oskarżycielko.-Znowu.
- Przepraszam.-Mówię-Miałam..koszmar.
- Wiem.- Mruczy siadając na brzegu łóżka.-Krzyczałaś.
- Krzyczałam.-Powtarzam błądząc wzrokiem po pomieszczeniu.Nie wiem gdzie jestem.
- Tak.Głośno-Opiera głowę o zagłowię łóżka.-Co ci się śniło?
- Nic takiego.-Zamykam oczy próbując wymazać z głowy postać strasznej kobiety.Nie wiem kto mógłby to być.-Gdzie jestem?
- U Liama.Chciało ci się spać,dlatego cię tu przyprowadziłem.-Sięga ręką po szklankę z wodą,która leżała na szafce nocnej.-Nie pamiętasz?
- Nie.- Upijam łyk wody.Jest bardzo zimna,ale daje ukojenie moim nerwom.-Gdzie Lil?
- W pokoju obok.- Wzrusza ramionami.-Dziwie się,że twoje krzyki jej nie obudziły.Najwyraźniej ma twardy sen.
- Tak.-Kiwam głową,odstawiając naczynie na swoje miejsce.-Przepraszam,że cie obudziłam.
- Nie spałem.- Uśmiecha się szeroko.- Kończymy alkohol z chłopakami.
- Ach.. – Przecieram zmęczoną twarz chłodną dłonią.
- Mam zostać?
- Nie.
- Jak by coś to krzycz.- Wstaje z łóżka przykładając rękę do nosa.-I nie bij mnie więcej.Kobieto,jak tak dalej pójdzie,trafie przez ciebie na ostry dyżur.


****
-Nathalie.-Niall łapie moją rękę.-Wytłumaczysz mi w końcu czemu jesteśmy w Extazie?
-Serio Niall?-Marszczę brwi.Czuję jak skóra głowy zaczęła mnie piec.-Kira kurewsko się upiła. 
- Dlaczego poszła do klubu sama?- Patrzy na mnie.
- Nie była sama.-Kiwam głową.-Miała tam iść z Nickiem.
- Nickiem.- Powtarza,kiedy idziemy za tyły klubu,po drodze mijając parkę,która właśnie była w trakcie szybkiego numerka.
- To jej chłopak.-Zagryzam wargę.
- Gdzie ona może być?-Niall łapie końcówki swoich włosów mocno za nie pociągając.Jakby chciał je wyrwać.
- Nie wiem.- Patrzę z zaciekawieniem na grupkę młodych chłopaków stojących przy murze.Palą papierosy i głośno się z czegoś śmieją.Biorę wdech stawiając małe kroki w ich stronę.Słyszę jeszcze jak Niall przeklina.
- Cześć.-Zaczynam cicho.Milkną, skupiając całą uwagę właśnie mi.Przełykam głośno ślinę.Jezu..dzięki cholerne za twoją wspaniałomyślność Kira!
- Cześć aniołku.- Blondyn z niebieskimi oczami obdarza mnie przyjacielskim uśmiechem.Przynajmniej nie są wredni.
- Chciałam zapytać,czy nie widzieliście tu niskiej brunetki.Krótka spódniczka,ciemne oczy,dość długie włosy.- Przejeżdżam wilgotnym językiem po dolnej wardze.-Jest pijana,boję się o nią.
- Jeżeli jest tak śliczna jak ty,też bym się o nią bał.Prawdopodobnie ktoś ją zgwałcił.-Zabiera głos ciemny szatyn.Jego szmaragdowe oczy jarzą się posępnym blaskiem.Bardzo pocieszające dupku,myślę,ale nie mogę jednak powiedzieć tego na głos.
- Jesteś idiotą.-Komentuje niebieskooki patrząc na niego.-Chodź za mną aniołku.-Kiwa na mnie wystawiając rękę w moją stronę.Patrzę na nią mrużąc oczy.Nie znam go.Równie dobrze może mnie zgwałcić,albo zabić,jednak w tamtej chwili jestem w stanie zrobić wszystko,żeby tylko zobaczyć Clarisse. Splata nasze palce idąc przed siebie.Zerkam na niego.Ma twarde rysy twarzy.Ciemne gęste rzęsy,duże intensywnie niebieskie oczy,jasna cera mieni się w blasku lamp.Wygląda jak anioł z porcelanową cerą.Odwracam głowę słysząc czyiś szloch.Dziewczyna siedzi skulona na ziemi.Twarz ukryta w dłoniach,włosy wytarmoszone,jakby dopiero wstała.Wzdycham głośno,kucając przy niej.
- Kira.-Szepczę.Podnosi głowę wtulając się we mnie.Obejmuję jej talie chudymi dłońmi.-Co stę stało Kira?
-Nick.- Chlipie.-On..on mnie zdradził.Powiedział,że jeżeli nie chce z nim sypiać nie jestem mu do niczego potrzebna.-Tak jak ja Zaynowi.
-Gdzie jest?

Wchodzę szybkim krokiem do pomieszczenia i otwieram kabiny jedna po drugiej.Kiedy widzę znajomego chłopaka,który właśnie zdejmuje spódniczkę jakiejś dziewczyny,mrużę oczy taksując go wzrokiem.
- Nick?
- Tak.O co chodzi?- Mierzę go wzrokiem.Boże..pokaz porno na żywo,to nie był szczyt moich marzeń.Zdecydowanie.
-Sorry mała,ale chyba czas znaleźć sobie innego fiuta na dzisiejszą noc.-Puszczam oczko w kierunku mocno pomalowanej brunetki.Obciąga spódniczkę na dół,nie wiedząc co ze sobą zrobić.-Spadaj.-Mówię ostro,a ta szybko wybiega z łazienki.Wracam wzrokiem do szatyna i chwytam go za krańce bluzy wyciągając z kabiny.
- Kim ty jesteś?
-Powiedziałabym,że twoim najgorszym koszmarem,ale ten tekst jest już dawno przeterminowany,więc..-nabieram powietrza do płuc.-Jestem Nathalie.-Pochylam się nad jego uchem.-A ty będziesz dzisiaj krzyczał moje imię Nicki.
-Ach tak?-Mruczy seksownie.Mam ochotę się roześmiać.Chyba się nie zrozumieliśmy.
-Mhm.-Kiwam głową,uśmiechając się pod nosem.Odsuwam się od niego i zginam kolano.Szybkim ruchem kopię go w brzuch.Zdezorientowany upada na kolana,a ja podnoszę jego owę,uderzając w nos.Widzę krew przez którą na moment robi mi się słabo.Próbuje wstać,ale mu na to nie pozwalam.Dyszy głośno,kiedy ciągnę go za włosy,zmuszając by na mnie spojrzał.
-Och tak Nicki.-Uśmiecham się,patrząc na niego z góry.-Zdecydowanie będziesz dzisiaj krzyczał moje imię. 
********
CZYTASZ=KOMENTUJESZ :D

A OTO GABRIEL  (zawsze miałam słabość do Davida Rodrigueza)

Pozdrawiam Nobody :*


czwartek, 20 listopada 2014

Maybe I love you? Rozdział 8


Jest mi gorąco.Czuję,że za chwilę zemdleję.Nie mogę powstrzymać się od tego by lekko rozchylić wargi.
-To jest Zayn.Mój chłopak.-Mówi blondynka,a ja kiwam powoli głową,nie będąc w stanie zrobić niczego innego.
-Część.-Chłopak wyciąga dłoń w moim kierunku,a ja patrzę na nią podejrzliwie.Ostatecznie jednak podaję mu swoją.
-Nathalie.-Mówię,prawie szeptem.
Lil mówi,żebyśmy poszli do salonu a sama kieruje się w stronę kuchni.Proponuję jej nawet swoją pomoc,ale ku mojemu niezadowoleniu odmawia.Siadam na krześle,opierając dłonie o stół i wpatrując się w nie.Czuję spojrzenie brązowych oczu na moim ciele.Nie reaguje na to.
-Milczysz.-Stwierdza nagle,a ja ponoszę wzrok.Jego usta zdobi kpiący uśmiech.Nie odpowiadam.Mam ochotę go uderzyć.
-Dlaczego?
-Czy ty siebie słyszysz?-Nie wytrzymuje i warczę na niego,mrużąc oczy.-Przychodzisz tu..robisz to..zachowujesz się jeszcze gorzej niż podły sukinsyn jakim jesteś i pytasz,czemu nic nie mówię?
-O co ci chodzi?-Marszczy brwi.
-Jesteś szmatą Zayn.
-Nieźle.-Parska.-Nieźle Nathalie.Stać cię na coś lepszego?
-Od kiedy do kurwy z nią jesteś?
-A ja wiem.-Jego ramiona unoszą się i opadają.Oblizuję spierzchniętą,dolną wargę.-To wy,dziewczyny jesteście od pamiętania takiego gówna jak to.
-Postradałeś zmysły Zayn?-Przybliżam się do niego.-To moja siostra.A ty jesteś jej chłopakiem.-Szepczę.
-Za to ty nie należysz do najmądrzejszych osób,jeżeli dopiero teraz to rozkminiłaś.- Zaciskam szczękę,chcąc powiedzieć coś jeszcze,ale w odpowiednim momencie przy stole zjawia się moja siostra.


- Jestem muzułmaninem,dlatego nie obchodzę świąt Bożego Narodzenia.Stwierdziłem też,że to idealna okazja,do poznania ukochanej siostrzyczki mojej dziewczyny.-Prawie parskam śmiechem.Wow..jest naprawdę bezczelny.-Liliane bardzo wiele mi o tobie opowiadała.
-Za to o tobie nie wspomniała ani słowem.-Mówię spokojnie.Mój głos nie zadrżał ani razu,z czego jestem  naprawdę dumna.Dziewczyna prostuje się zmieszana moim zachowaniem.Nie będę miła,nie dla niego.
-Nie chciałam zapeszać.-Mówi cicho,przez co chłopak uśmiecha się do mnie.Jest mi tak bardzo niedobrze w tej chwili.
-Ale teraz jestem tutaj.-Mówi.-I jestem szczęśliwy.
-Tak.-dziewczyna łapie jego dłoń,ale ten nie myśli nawet na nią spojrzeć.Mam wrażenie,że kurczę się pod jego natarczywym spojrzeniem.Dlaczego ona do cholery tego nie widzi? Może powinnam jej kupić jakieś okulary?
-A ty Nathalie.Masz chłopaka?-Nie odpowiadam na jego pytanie.Kroję rybę,która znajduje się na moim talerzu i podnoszę na niego wzrok,kiedy wsuwam ją do ust.
-Nie.
-Żałuj.-W jego oczach widzę wyzwanie.-To wspaniała rzecz.
-Zapewne.-Mówię.
-Tak.-Kiwa głową.Zerkam na Lil,która nie przejmuje się naszą wymianą zdań i spokojnie je pieroga.Niespodziewanie dla nas obie,przyciąga ją do swojego ciała i wpija się w usta.
Mam ochotę zwymiotować,gdy z otwartymi oczami całuje ją i patrzy wprost na mnie.Moje pięści zaciskają się na sztućcach.Chory skurwysyn.
****
Niall nie wiadomo z jakich powodów zaczyna gonić mnie po parku i rzucać śnieżkami.Boże..co za idiota.
-Niall..dość!-Piszczę,kiedy śnieg dostał się za moją kurtkę.Ten nic sobie z tego nie robi.Patrzy gdzieś za mnie i uśmiecha się figlarnie.Marszczę brwi.
-Ej dzieciaki!-Krzyczy.Patrzę w tę samą stronę co on.Dwoje dzieci stoi przed nami.Mają w rączkach śnieżki.
Tylko nie to.
-Bitwa na śnieżki!

- Te dzieci zostały stworzone przez szatana.- Oświadcza Niall dumny ze swojej hipotezy, upijając łyk gorącej czekolady.Przeklina cicho,kiedy parzy sobie język.
- Kara za to,że jesteś taki łakomy.-Stwierdzam  zanosząc się szczerym śmiechem
- Ale ty jesteś wredna.-Sepleni łapiąc się za bolący język.Z moich ust wydobywa się głośny śmiech.
- Taki człowiek,nic nie poradzisz .-Podnoszę ręce w geście obronnym.
- Oglądamy coś?-Pyta zmieniając temat.
- Pewnie.Filmy są w szafce pod telewizorem. Wyszukaj coś.- Kiwam głową upijając łyk gorącego napoju,ze szklanego kubka z Teletubisiów.Podarował mi go Nialler mówiąc ,, Teletubisie to najlepsi przyjaciele człowieka.Musisz mieć z nimi kubek”.Był dziecinny,ale chyba za to tak naprawdę go kochałam.Słyszymy pukanie do drzwi.Wstaję śmiejąc się z głupiej miny Niall'a i podchodzę do drzwi.
- Liliane wróci do domu za godzinę.Wróć później.- Oznajmiam chcąc zamknąć drzwi,jednak uniemożliwiła mi to stopa Zayna.
- Poczekam.- Popycha mnie lekko do tyłu wchodząc do środka.Patrze na jego plecy i robię skwaszoną minę stawiając ostrożnie kroki w tamtą stronę.Wchodzi do salonu,a Niall obdarza go zdezorientowanym spojrzeniem.
- Jak słodko.- Cmoka brunet patrząc na blondyna stojącego niedaleko niego.-Proponuję orgię.-Uśmiecha się niewinnie.Zła zaciskam ręce w pięści. Liczę w myślach do dziesięciu chcąc się jakoś uspokoić.
- Jeżeli masz zamiar czekać na Lil,spadaj do jej pokoju.Nie mam zamiaru z tobą przesiadywać.-Warczę krótko ,wskazując schody. Uśmiecha się kpiąco na moje słowa rozsiadając na kanapie.Patrzę na niego z pogardą,po czym wzdycham głośno.
- Więc my idziemy do mojego pokoju. Chodź Ni.- Kiwam, odwracając się w przeciwną stronę,na pięcie. Po chwili zostaję złapana za nadgarstek i brutalnie przyciągnięta do torsu bruneta.Kiedy on...? Przecież siedział na kanapie przed jebaną sekundą.
- Myślę,że z przyjemnością będziesz mi towarzyszyć,przez tę godzinę.-Syczy w moją twarz.Widzę uśmiech rozlewający się na jego twarzy.
- Chyba śnisz.- Prycham,próbując wyszarpać nadgarstek z jego żelaznego uścisku. – Puść mnie Zayn.
- Chcę z tobą o czymś porozmawiać.- Oznajmia nadal nie wypuszczając mojej ręki na wolność. Patrzę mu odważnie w oczy.Są tak samo piękne jak zawsze.Ale nie tańczą w nich te wesołe iskierki co kiedyś.Nie jest już tak piękny.Tak idealny.
- Nie mamy o czym Zayn.-Śmieje się na moje słowa.Nie patrzę na niego,tylko na marmurową posadzkę.
-Puść ją.- Rozkazuje Niall pewnym tonem,na co się wzdrygam. Ze zdziwieniem spostrzegam,że Zayn robi to o co go  poprosił ,ale tylko po to żeby brutalnie  odepchnąć mojego przyjaciela.Jego ciemne oczy rozbłysły.
- Nie wpieprzaj się w nie swoje sprawy, szczeniaku.- Chce go uderzyć ,ale zasłaniam przyjaciela własnym ciałem.- Dziewczyna musi cie bronić? Co za ciota.
- Spierdalaj.- Warczy blondyn starając się mnie wyprzedzić,nie pozwalam mu na to.
- Niall.-Łapię skrawek jego t-shirtu uśmiechając się blado.- Lil zaraz przyjdzie, ty już idź.- Proszę.
- Nie ma mowy.Nie zostawię cię tu z nim.
- Nie bój się Ni,on nic mi nie zrobi.Lil zaraz przyjdzie z pracy. Proszę idź. – Wyciągam rękę i odgarniam  włosy,które spadły mu na oczy.
- Nathalie.-Patrzę na niego.Pierś podnosiła się i opadała jak po biegu.Boi się o mnie.
- Idź – Popycham go lekko w stronę ganku.- Jutro się spotkamy.Kocham cię Ni.- Cmokam mocno jego policzek. Wzdycha zrezygnowany i obdarzając mnie ostatnim zatroskanym spojrzeniem wychodzi.
- Kocham cię.-  Zamykam oczy słysząc chrypę w jego głosie. -Kiedyś tak zwracałaś się do mnie.
- O czym chciałeś porozmawiać? – Ponaglam go obdarzając przelotnym spojrzeniem.Siadam na kanapie głośno wzdychając ,kładę na niej również swoje nogi.Brunet zsuwa je i siada obok mnie ,umieszczając nogi na swoich kolanach.Zaczyna robić delikatne wzroki na moich udach przez co lekko się wzdrygam.Chcę usiąść prosto,jednak silne ręce  bruneta  mi to uniemożliwiają.Postanawiam się już nie wyrywać.
- O czym do cholery chciałeś porozmawiać?- Syczę zdenerwowana. Ten tylko przewraca oczami zajmując się poprzednią czynnością.Patrzę z zainteresowaniem i lekką irytacją na jego poczynania.Kiedy gładzi swoimi delikatnymi dłońmi moje uda ,ogłusza mnie dudnienie własnej krwi w uszach.Smukłe palce ,jak u pianisty zręcznie robią niewidzialne znaki łaskocząc moją skórę,mimo tego ,że mam na sobie legginsy,czuję ciepło jego ciała.Mam wrażenie,że pod wpływem jego dotyku płonę i rozpuszczam się,a  ledwo muska moje ciało.Mój wzrok przyciągają jego najbardziej wrażliwe miejsce:oczy,puls w zagłębieniu szyi.Chcę go tam pocałować,poczuć bicie jego serca,ale wiem,że nie mogę.   
- Spokojnie.A więc.- Zaczyna odchrząkując.Jego gesty,słowa i mimika twarzy są udawane.- Pewnie masz jakieś pytania dotyczące związku swojej siostry i mnie.-Na jego słowa,moje serce przyspiesza.
- Żadnych.-Mówię twardo.- Lil jest dorosła,mam gdzieś z kim się spotyka.-Oświadczam lodowatym tonem.
- Stałaś się taka.- Zaczyna gładzić moje udo ,przez co sapię wkurzona.-Obojętna.
- Wiedziałeś ,że jestem siostrą Lil? – Moje pytanie brzmi ostrzej,niż bym chciała.Ręka chłopaka nieruchomieje.
- Oczywiście ,że tak –Prycha kpiąco.- Naprawdę sądziłaś ,że to przypadek? Jesteś głupsza niż myślałem Nathalie.- Wciągam z sykiem powietrze.Smakuje metalicznie.
- Zamknij się.- Ostrzegam łypiąc na niego spode łba. – Nie powiedziałam,że tak sądziłam.Chciałam się po prostu upewnić.
- Zawsze tak na mnie patrzysz.- Stwierdza w zadumie.
- Jak?-Zdziwiona nagłą zmianą tematu unoszę brwi.
- Jakbym zabijał sieroty,podpalał domy biednym.Jak by całe zło tego świata,było moją winą.
- Patrzę na ciebie tak jak na to zasłużyłeś.- Oświadczam.-Zraniłeś mnie.Mam być ci za to wdzięczna?
- Więc to tak.-Mówi.-Karty na stół Cukiereczku?
- A co myślałeś?- Mój głos jest cichy i zmęczony.Chłopak drga , jakbym na niego krzyknęła.
- Uwierzyła byś mi gdybym cię zapewnił,że nie chciałem cie zranić?- Oczy Zayna są jak lasy z wiersza Frosta:ciemne i głębokie.Nic nie zdradzają.- Chciałem,żebyśmy byli szczęśliwi..- Uciszam go spojrzeniem.
- Wiem,że kłamiesz Zayn.-Patrzę na niego.Moje słowa są z pozoru niewinne,jednak zauważyłam  jego ściśnięte zęby i puls na skroniach.Jest zły.
- Nie zależy mi na tym czy będziesz mi ufać.- Sięga po mój kubek,leżący na stole.Herbata,która w nim jest, już dawno wystygła.
- Ufałam ci.- Patrzę na przedmiot w jego ręce.Przejeżdża po jego krawędzi długim palcem.-Ale przestałam,kiedy zorientowałam się,że osobom takim jak ty nie należy ufać.
- Osobom takim jak ja.- Odstawia kubek powracając do odprężania moich stóp.- Jesteś kłamcą Nathalie.-Czuję lekki niepokój łaskoczący moje nerwy.
- Kłamcą- Powtarzam mrużąc oczy.
- Wiesz,że zranię Lil.- Rzuca.- Ale jej tego nie powiesz.Nie wiadomo z  jakiego powodu.
- Nie uwierzyłaby mi.-Mówię.- Wystarczy słowo,a skoczyła by za tobą w ogień.A ty nic do niej nie czujesz.Okłamujesz ją.- Mówię niemal płaczliwym  tonem.
- Możesz zarzucić mi wiele – Wyrywa Zayn.- Jednak nigdy nikogo nie okłamałem.
- Nie wierze.-Szepczę.Moje oczy obiegają cały pokój zdezorientowanym spojrzeniem.
-Nigdy niczego nie obiecałem Lil.Nie powiedziałem,że ją kocham.Nie powiedziałem,że będziemy razem do końca.- Zamykam oczy nie mogąc uwierzyć,że ma rację.-Za to ty kłamiesz.
- Co?- Otwieram oczy zszokowana.
- Tak.- Kiwa głową.- Okłamujesz ją,nie mówiąc prawdy o mnie.Zastanów się Nathalie.Zastanów się kto z naszej dwójki naprawdę jest kłamcą.- Czuję żółć w gardle.Ma rację.  
- Miłość czyni nas wszystkich kłamcami Nathalie - Jego sławny  uśmieszek nie schodzi mu z  twarzy.Patrzę na niego,niechętnie z niedowierzaniem.
- Miłość.- Powtarzam niczym echo.-Wiesz w ogóle co to takiego Zayn?- W odpowiedzi chłopak obdarza mnie tylko głośnym śmiechem.Krzywię się lekko.
 – Myślę,że nasza rozmowa jest już skończona-korzystając z chwili nieuwagi chłopaka i wyszarpując stopy z jego rąk.Podrywam się gwałtownie z kanapy , idąc szybko w stronę schodów. Chłopak idzie za mną prosto do mojego pokoju zamykając za nami drzwi.Przeklinam pod nosem.
- Wyjdź stąd.- Patrzę na niego ostro.- Nie mam zamiaru na ciebie patrzeć.
- Nie spinaj się tak skarbie.- Zmniejsza odległość między nami co nie za bardzo mi się podoba. Cofałam się,gdy robi kolejne kroki w moją stronę. Kiedy ja opieram się już plecami o ścianę pokoju , chłopak zatrzymuje się dopiero wtedy, gdy nasze klatki piersiowe się stykają
-Wiesz.Już sprawdziłem twoją siostrzyczkę w łóżku i chętnie przetestował bym również ciebie.Ciekawe czy jesteś od niej lepsza.- Jego oczy stają się ciemniejsze,a ja dopiero teraz zaczynam naprawdę się bać. Po kilku krótkich chwilach patrzenia na jego twarz,strach zamienia się we wściekłość.Odpowiadam mu epitetem ,za który pewnego razu pan Wark , nauczyciel od matematyki wyrzucił mnie z klasy.Ten tylko parska śmiechem,a wtedy nie wytrzymuję i policzkuję go z taką siłą,że pieką mnie palce.Puszcza mnie zaskoczony, wyszarpuję się mu, biegnąc do drzwi, ale on jakimś sposobem znajduje się przede mną, rękami szarpiąc za rąbek koszulki,którą mam na sobie.Upadłabym ,gdyby nie przyszpilił mnie swoim ciałem do zimnej ściany,zamykając rękami jak w klatce.Ma na twarzy diaboliczny uśmieszek. Jeżeli wcześniej byłam przestraszona,to nie wiedziałam,jak nazwać uczucie ,które towarzyszyło mi w tamtej chwili.
- Co się stało.Wyglądasz na zdenerwowaną?
Ledwo mogę złapać oddech.
- Popękał mi …lakier na paznokciach…kiedy…uderzyłam cię w tę … bezwartościową gębę.Widzisz ?- Pokazałam mu palec..środkowy.
- Ładny.- Zayn prycha- Powiedz mi Nathalie.Twój słodki blondasek zdążył cię już wypieprzyć?- Pyta niemal z goryczą. Ujmuje moją twarz, wbijając palce w podbródek,obraca do siebie,żebym na niego spojrzała.
- Wal się.- Pluję prosto , w jego twarz.Patrzy na mnie z odrazą, wycierając ją rękawem bluzy.
- Przynajmniej zrobił ci dobrze?- Syczy mi do ucha.- Bo ja bym zrobił.- Jęczę  niemo błagając ,żeby przestał.Żeby mnie już puścił.On tylko przyciska mocniej moje plecy do ściany.Czuję , jak jego pierś unosi się i opada.Oczy mam na poziomie jego obojczyka. Ciało chłopaka mnie unieruchamia ,jest jak więzienie.
- Puść mnie Zayn.Proszę.- Błagam cicho,nie mogąc złapać tchu.Ten tylko prycha z lekceważeniem.
- Myślę ,że jesteś mądrzejsza Nathalie.- Przyciska mocno usta do moich.Na chwilę znajduję się w kawiarni  ,gdzie zawsze spotykaliśmy się z Zaynem.Jego czułe pocałunki.Słodkie słowa.Ciepło w oczach.Później przypominam sobie,jak złamał mi serce,jak mnie zdradzał,jak ranił,jak śmiał mi się w twarz,ale ja mimo to go kochałam.
Teraz jestem mądrzejsza.Usta Zayna , poruszały się na moich,miękkie i ciepłe,dokładnie takie jak je zapamiętałam.Jednak teraz nie chciałam ich czuć.Unoszę się lekko na czubkach palców i mocno gryzę go w wargę. Krzyczy i  odskakując ode mnie przykładając dłoń do ust.Czuję jego słoną krew na języku.Kapie mu na brodę ,a on patrzy na mnie z niedowierzaniem.
- Ty… - Odpycham go na bok,chcąc dorwać się do klamki przy drzwiach , jednak w połowie drogi czuję ,że Zayn łapie mnie za tył koszulki. Pcha mocno na ścianę ,a ja uderzam o nią i impentem , opadając na kolana bez tchu.Rusza w moją stronę z zaciśniętymi rękami i błyszczącymi oczami , niczym u rekina.Powinnam się bać,ale ogarnia mnie chłodna obojętność.Popycha moje ciało,które bezwładnie upada na podłogę i kładzie się na mnie, sprawiając,że nie mogę oddychać.Łapie moje ręce i unieruchamia je po bokach.Patrzę na niego obojętnie ,po czym przenoszę wzrok na ścianę w moim pokoju.Chcę zamknąć oczy,ale postanawiam nie dawać mu tej satysfakcji.
- Nathalie.Moja słodka Nathalie.-Sapie.Przynajmniej go zmęczyłam.Przybliża swoją twarz do mojej,tak że stykamy  się nosami.Krew na wardze,w którą go ugryzłam zdążyła wyschnąć.- Całkiem nieźle uderzasz jak na dziewczynę. Jeżeli chcesz,mogę zabrać cię do klubu ,gdzie ćwiczę boks.
- Raczej nie skorzystam.-Mówię z trudem, zachowując spokój,kiedy jego ręka wędruje wzdłuż boku do talii.Wsuwa palce pod pasek moich dżinsów.Z całej siły kopię go kolanem w żołądek.Krzyczy bardziej z zaskoczenia niż z bólu.Upada na bok,a ja toczę się na niego.Zayn leży pode mną i śmieje się głośno.
- I co mi teraz zrobisz Nathalie? Słodka,słodka Nathalie.Moja Nathalie.-Śpiewa,a ja zamykam oczy,nie chcąc już słyszeć jego głosu.Chcę zasłonić uszy nie chcąc słyszeć jego słów.- Niewinna.Taka niewinna.
- Zamknij się.- Mówię.Znowu czuję jak się pode mną śmieje.- Do diabła z tobą Zayn!- Siadam tak szybko,że ledwo zauważam jego ruch,po czym zdziela mnie w twarz z taką siłą,że przejeżdżam po podłodze.Zatrzymuję się na ścianie zaczynając głośno kaszleć.Ukrywam głowę w zgięciu przedramienia.Brunet podchodzi do mnie  i ciągnie mocno do góry.Stoję nieruchomo, podczas gdy on bacznie mi się przypatruje.
- Nie lubie gdy ktoś używa wobec mnie przemocy.- Uśmiecha się lekko.Jego oczy jarzą się posępnym blaskiem.Dyszymy zmęczeni naszą  walką,a ja już wiem,że ten kogo kochałam,przestał już dla mnie istnieć
***
- Powiedz mi jak mnie kochasz.
- Powiem.
- Więc?
- Kocham cie w słońcu. I przy blasku świec.
Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie.
W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.
I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
I gdy jajko roztłukujesz ładnie -
nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku.
I na końcu ulicy. I na początku.
I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz.
W niebezpieczeństwie. I na karuzeli.
W morzu. W górach. W kaloszach. I boso.
Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i noc
ą.
I wiosną, kiedy jaskółka przylata.
- A latem jak mnie kochasz?
- Jak treść lata.
- A jesienią, gdy chmurki i humorki?
- Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki.
- A gdy zima posrebrzy ramy okien?
- Zimą kocham cię jak wesoły ogień.
Blisko przy twoim sercu. Koło niego.
A za oknami śnieg. Wrony na śniegu.
*******
 Cześć wam ! Przybywam oto z tym rozdziałem w podskokach i.. nie wiem co tu napisać dlatego zostawiam kilka kropek .... 
No dobrze, miało być 15 komentarzy i rozdział ? da się? da się :D Mam nadzieje,że was nie rozczarowałam przypominam o asku:  http://ask.fm/MaybeeIloveYouu
czekam na wasze pytania :)
 CZYTASZ= KOMENTUJESZ :D
15 KOMENTARZY=KOLEJNY ROZDZIAŁ :d
DO NASTĘPNEGO !



Nobody xx