piątek, 1 maja 2015

Maybe I love You? Rozdział 24

Pięć minut.Dziesięć minut.Dwanaście minut.Cisza.Nikt nic nie mówi.Cisza nieprzyjemnie drażni moje uszy,a najgorsze  w tej sytuacji jest to,że muszę wysłuchiwać dwóch siwych staruszek,z sąsiedniego stolika, które rozmawiają o lekach i dowiaduję się,że TAK,można być uczulonym na rutinoscorbin. Sapię cicho,skubiąc palcami nitkę od moich jasnych dżinsów po czym patrzę na Hazz’a.Jest poważny,a pomiędzy jego krzaczastymi brwiami widnieje głęboka zmarszczka.Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw.Myślałam,że wstanie gwałtownie i zacznie wrzeszczeć,lub po prostu uściśnie Clar,mówiąc jak bardzo jest szczęśliwy,że razem będą mieli dzidziusia.Ale on milczy.A to było chyba gorsze niż jakiekolwiek wrzaski.Jakiekolwiek uściski.Jakiekolwiek milczenie.Nie wiem co myśli.Nie wiem,jakie będzie jego pierwsze słowo.Wiem,że to teraz zabija Clar od środka.
-Ej.-Odzywam się w końcu,formując z ust charakterystyczny dzióbek.-Wypadałoby coś powiedzieć.                                                                        
Cisza.Nadal nic.Zero reakcji.Może się zawiesił,albo dostał zawału.Sięgam do kieszeni po telefon,na wypadek,gdyby potrzebna była karetka.Mój palec przejeżdża po chłodnej,dotykowej powłoce,tym samym odblokowując telefon.Wciskam apke wybierania i miałam już kliknąć odpowiedni numer. 
-Od kiedy?-O mało co nie wydaję z siebie cichego westchnienia,zwiastującego ulgę.Diagnoza:Brak zawału.
Doktor Nathalie spisała się znakomicie.Jak zwykle.
-Od kilku miesięcy.-Przyznaje skrępowana Kira,spuszczając głowę.Jej ciemne włosy,zasłaniają szare oczy,a ręce ukryte są pod stolikiem.Dolna warga,co chwilę lądowała pod jej zębami.Ciekawa jestem jak bardzo zdenerwowana jest.
-Dlaczego wcześniej mi tego nie powiedziałaś?
-Przez telefon Harry?-Głos dziewczyny przybiera pewniejszy ton.Patrzy na niego odważnie,co po chwili robię i ja.Wydaje się zdezorientowany,jakby nie wiedział co ze sobą począć,a ja zastanawiam się co jeszcze tu do licha robię?
-No to ja lecę.-Biorę kubek z do połowy wybitą kawą i moczę w niej usta,podnosząc się z krzesełka,które wydaje charakterystyczny zgrzyt,kiedy je odsuwam.Oboje patrzą na mnie,niemo błagając bym została.Może faktycznie powinnam zostać?-Moja misja wykonana,до свиданья-Salutuję,odchodząc w podskokach.
****
-Nie gadaj.I co?-Niall podnosi jasne brwi,zaszczycając mnie spojrzeniem błękitnych oczu.Zerkam na niego kątem oka znudzona,po czym wkładam m&m’sa do buzi.
-Jak to co?-Rozgryzam cukierka,chrupiąc przy tym cicho.-Zostawiłam ich samych.
-Jak to?-Marszczy brwi.-A jak on się tak bardzo wkurzył,że ją zabił?-Wsłuchując się w słowa Niall’a,głaskam mój gładki podbródek,rozważając czy faktycznie ma rację.Po kilku chwilach wewnętrznej walki z samym sobą dochodzę do prostego wniosku.
-W kawiarni?
-Nathalie,jaka ty jesteś niemądra.-Przewraca teatralnie oczami,na co parskam krótkim śmiechem.- Równie dobrze mogli wyjść z kawiarni.
-Serio,myślisz że Harry mógł zrobić coś takiego?-Marszczę czoło,wyobrażając sobie tę sytuację.Wariactwo.
-No wiesz.-Blondasek wzrusza beztrosko ramionami,wrzucając niebieskiego cukierka do buzi.-Ludzie bywają różni,w końcu nie bez przyczyny nie ma jej dzisiaj w szkole.-Kiwam głową,dając mu znak że się z nim zgadzam i miotam wzrokiem sale.Nie znosiłam teatru,a jak na złość  Cincle’s,ciągle nas do niego prowadził! Jak by tego było mało,dzisiaj sami musieliśmy przedstawiać różne role. Boże,co za chory staruszek.To,że ona ma chorą wyobraźnię nie oznacza,że każdy musi robić z siebie pajaca!
-Stary.-Słyszę wściekły głos jakiegoś chłopaka,który właśnie podszedł do naszych foteli.Podnoszę głowę,a kosmyk włosów dostaje mi się do oczu.Mierzę chłopaka wzrokiem.Ma jasne oczy i ciemne włosy,a jego ręce są zaciśnięte w pięści.Patrzy na Niall’a,tak wrogo,jakby za chwilę miał ochotę mu przywalić.-Gdzie są moje M&m’sy?
-Ja..ja..-Blondas patrzy na mnie przestraszony,na co tylko wzruszam ramionami.-Były twoje?
-No a czyje?-Ironizuje zły,zakładając ręce na biodra.Wygląda przekomicznie,niczym naburmuszony przedszkolak.Mam ochotę się roześmiać.Czyżby kłótnia o cukierki? Cóż,myślałam.że ten dzień będzie nudny,ale zapowiada się całkiem w porządku.-Myślałem,że się przyjaźnimy,a ty za moimi plecami wpierdalasz moje cukierki!
-Nie ładnie Niall.-Cmokam kilka razy w powietrzu,klepiąc go po ramieniu,na co podskakuje przestraszony.-Bardzo nieładnie.
Zdezorientowany blondasek posyła w moim kierunku jedynie gniewne spojrzenie.
-Sorry,Luck..ja..ja nie wiedziałem że to twoje.-Tłumaczy się.Jego towarzysz jednak nie wydaje się przekonany.
-Dobre były.-Puszczam oczko,w kierunku nieznajomego a ten wytrzeszcza na mnie oczy.Czyżbym zdenerwowała go jeszcze bardziej? Ups.
-Cicho!-Kile klasowy lizus,patrzy na nas groźnie.Luck zrezygnowany odchodzi,zostawiając nas samych.Bez cukierków.
Biedny Luck.
Biedny Niall.
Biedne M&m’sy.
-Myślałem,że były twoje.-Przyznaje Niall,nachylając się nade mną.
-A ja,że twoje.-Przewracam oczami.
-Cisza!-Kile prawie na nas krzyczy,przez co kolejny raz przewracam oczami.Żeby go jeszcze bardziej wkurzyć,wystawiam mu język,a ten patrzy na mnie oburzony.Wrzuć na luz,sztywniaku.Opieram się o zagłowię fioletowego fotela,splatając przed sobą ręce.
-Proszę o ciszę.-Cincle’s wchodzi na scenę,a żółte światła reflektorów,sprawiają że jego ciemne oczy były jeszcze bardziej chłodne.Ma na sobie żółtą koszulę,opinającą jego szczupłą sylwetkę i szarą marynarkę.Do tego typowo czarne glany i tego samego koloru spodnie ze srebrnymi wstawkami.Nie pytajcie gdzie facet zgubił gust,bo obawiam się,że sama nie znam odpowiedzi na to pytanie.- Zważając na to,że jesteście pozbawioną jakichkolwiek skrupułów i kompletnie zdemoralizowaną bandą bachorów,stwierdziłem,że chce nauczyć was czegoś pożytecznego.Aktorstwo.Oto co dzisiaj będziemy robić.Grać.Wiem,że jesteście doskonałymi kłamcami,dlatego to będzie do was pasować.Bo aktorstwo to gra,udawanie kogoś kim w rzeczywistości nie musi się być.-To tak jak życie.Udajemy kogoś,kim nie jesteśmy.-A więc zaczynamy.Kto na ochotnika?-Odpowiada mu cisza.Rozmowy cichną,a cała uwaga zostaje skupiona na siwym nauczycielu.-Spodziewałem się takiej reakcji,więc może…-Zaczyna szukać wzrokiem odpowiedniej osoby,a ja uświadamiam sobie,jak bardzo nienawidzę tak napiętego milczenia.Teraz wszystko mogło się zdarzyć.-Ty.-Wskazuje na mnie,a moje serce stanęło.
-Ja?-Jąka Niall,na co mężczyzna tylko kiwa głową,a ja mam ochotę odetchnąć z ulgą.Dzięki Bogu!  Nauczyciel rozpoczyna poszukiwania kolejnej osoby.Pada na ładną blondynkę o niebieskich oczach i prostych włosach za pas.Podchodzi pewnym krokiem,stając przed onieśmielonym do granic możliwości blondynem.Och..jakie to romantyczne.Kurewsko.
-Odegracie scenę miłości.-Odzywa się gburowaty Cincle’s podając im kartki.-Udawanie tego uczucia,jest teraz typowe,więc chyba nie będziecie mieli z tym problemu.-Dodaje.Już wiem,czemu ten idiota nie ma żony.
Blondyn odchrząkuje,patrząc na kartkę,za to dziewczyna wydaje się kompletnie wyluzowana.Brawa dla niej.
-Zaczynajcie.
-Więc..-Niebieskooki oblizuję szybko wargę.-Już od dawna chciałem ci to powiedzieć.
-Źle!-Cincle’s podchodzi do niego,obdarzając złym spojrzeniem,jakby co najmniej biedak zabił mu kota.-Masz być pewny siebie.Wyznajesz jej miłość do cholery! Jeszcze raz.
Biedny Niall ,myślę.Ten staruszek nie da mu spokoju.
-Już od dawna chciałem ci to powiedzieć.-Odzywa się po raz kolejny,tym razem pewniej.Przekrzywiam głowę,jakbym chciała bardziej przyjrzeć się ich sylwetkom.
-Więc słucham.-Głos dziewczyny rozbrzmiewa w sali.Łagodny,ale stanowczy.Zakładam jedną nogę na drugą,wyglądając jak typowa buntowniczka i podpieram podbródek na jednej ręce.Ciekawa osóbka.
-Nie chcę więcej słuchać o twoich randkach z innymi chłopakami.-Blondyn opuszcza rękę z kartką,wzdłuż swojego ciała.-Bo to ja chcę być tym chłopakiem,który będzie cię zabierał na randki.I to ja chcę być tym chłopakiem,dla którego będziesz się tak stroić.
-Co ty wygadujesz?-Dziewczyna patrzy w jego oczy,a mnie przechodzą ciarki.Grają tak dobrze. Patrzą sobie głęboko w oczy,a ich ręce po chwili łączą się.
-Kocham cię.-Mówi Niall,nawet nie spoglądając na tekst.-I mogę to nawet wykrzyczeć,nawet na ulicy.-Odwraca się,jakby właśnie zamierzał iść,ale ręka dziewczyny go zatrzymuje.
-Nie.-Szepcze,spuszczając wzrok.Po chwili podchodzi do niego bliżej.-Ja również cię kocham.
Zaciskam usta,czując w oczach cholerną słoną wodę.Czemu płacze do cholery?
-Dobra.-Nauczyciel kiwa głową,rozdzielając ich rękami,niczym ojciec,który nie chce aby jego córka stała zbyt blisko swojego chłopaka.-Wydaje mi się to naprawdę przezabawne.Przecież nie robili nic złego.-To było w porządku.-Tylko?
Tym razem przewracam oczami, i nie wiem czy to pech czy kara za moje wszystkie winy,ale jego wzrok spotyka mój i już wiem,że będę mieć kłopoty.Idealnie wyczucie czasu.Brawa dla mnie.
-Może koleżanka chce coś dodać?-Patrzy na mnie ,wyzywająco splatając ręce na wysokości klatki.Mam ochotę zaśmiać mu się w twarz.Idiota.
-Nie przypominam sobie,żeby pan był moim kolegą.-Wzdycham,rozsiadając się  na fotelu.Wzrok wszystkich,skierowany jest na mnie.Brawo Nathalie.
-Ach tak?-Mówi naburmuszony.-A może chciałabyś nam coś przedstawić, na scenie?-To wcale nie zabrzmiało jak prośba,raczej niemy rozkaz.
-Nie sądzę.-Uśmiecham się  kpiąco,a jego oczy błyszczą,niczym rekina.Zaciskam zęby,wyzywając się w myślach od najgorszych.Musiałam coś zrobić,naprawdę,chyba nie przeżyłabym dnia bez choćby jednego przypału.
-Za to,ja z chęcią zobaczyłbym na co cię stać.
-Przykro mi.-Śmieję się nieszczerze.-Gustuje w młodszych chłopcach.-Jego twarz czerwienieje,a ja nie wiem czy to ze złości czy ze wstydu.
Powinnaś złagodzić sytuację,a nie dolewać oliwy do ognia.
Nie pierdol.
-Zapraszam….?
-Nathalie.-Przewracam oczami,wstając opornie z fotela.Schodzę swobodnym krokiem po schodkach i podchodzę w kierunku sceny,stając naprzeciwko czterdziestolatka. Poprawiam szare dresy ze ściągaczami na dole i uśmiecham się do niego sztucznie.Ma twarz bez wyrazu,tylko oczy jarzą się posępnym blaskiem.Skurwiel chce się odegrać.
-Będziemy przedstawiać razem profesorku?-Unoszę brwi,oblizując dolną wargę.Obdarza mnie tym samym uśmieszkiem,co ja jego przed kilkoma minutami i kręci powoli głową.
- Z chęcią,ale nie dzisiaj.-Mówi,spoglądając na publiczność.Zatrzymuje wzrok na jakiejś osobie,a ja modlę się,żeby była to cholerna dziewczyna.Zerkam kątem oka na chłopaka zbliżającego się w naszą stronę i zamieram.Cholernie gorący brunet, z tajemniczym uśmieszkiem na pięknej twarzy.Brązowe oczy,są wielkie i tak bardzo podobne do tych Zayn’a.Czuję w żołądku nieprzyjemny skurcz,a w buzi suchość.Dlaczego akurat do Zayn’a? Czemu nie do Hazzy,Nialla czy nawet Gabriel’a?
-Casian.-Wyciąga w moim kierunku dużą dłoń pokrytą tatuażami.Przyjmuję ją,na co uśmiecha się jeszcze zadziorniej,a ja zagryzam wargę,nie przerywając kontaktu wzrokowego z cholernie czekoladowymi oczami.Chcę zabrać rękę,ale jak na złość nie  wypuszcza jej ze stanowczego uścisku.Kciukiem zaczyna masować skórę mojej dłoni,wciąż obdarzając mnie brązem swoich głębokich oczu.Jak jakaś chora gra pomiędzy nami.Nie widzę mety.
-Nathalie.-Szepczę,a w jego oczach dostrzegam błysk.Wpatruję się w niego urzeczona,jakby mnie zahipnotyzował.Tak  piękny.Przystojny.Pociągający.Seksownie niebezpieczny.
-Myślałem nad nienawiścią.-Głos nauczyciela sprawia,że przenosimy na niego swój wzrok.-Ale kiedy widać,jak ślinicie się na swój widok,chyba lepsze będzie pożądanie.-Zaciskam usta w wąską linię,słysząc chichoty na sali.Jeden najbardziej mnie irytuje.Ten ochrypły,seksowny.Ten należący do Casiana.Patrzę na niego poważnie,przewracając oczami.Staruszek wciska nam role, i zostawia na pastwę losu.Patrzę na kartkę,wiedząc że pierwsza linijka roli należy do niego.Podchodzi do mnie bliżej,tak że prawie stykamy się klatkami.Zerka niedbale na kartkę,układając bez wahania dużą dłoń na moim biodrze.Drżę,co nie uchodzi jego uwadze.Uśmiecha się kpiąco.Chory skurwysyn.
Cholernie gorący.
-A gdy miłość znajdziemy?-Przemawia niskim głosem,a ja krzywię się,porównując jego głos,do tego Zayn’a.
-Gdy miłość znajdziemy.-Powtarzam cicho,a od obchodzi mnie,zajmując swoje miejsce z tyłu mojego ciała.Układa swoją brodę na moim ramieniu,przez co odchylam lekko głowę.
-Miłości nie ma pomiędzy nami wszystkimi.-Szepczę do mojego ucha,muskając jego płatek skórą swoich warg.-Jest tylko nienawiść i ból.A wiesz co jeszcze jest moja słodka?-Przełykam głośno ślinę,nie wyczytując z tekstu ostatnich dwóch słów.Boże,zaraz zemdleję.
-Nie wiem.-Przemawiam cicho,czując oddech,który muska moją szyję.Boże,jest taki seksowny.Chyba tylko przy Zaynie czuję taki skurcz żołądka.Cholera..znowu dupek Malik.Naprawdę? Co ma do niego Casian?
Co ma do niego ktokolwiek,chora kretynko?
-Uczucie silniejsze niż miłość czy nienawiść.-Tym razem jego usta dotykają mojej szyi,a ja nie chcę  by przestawał.
-Nadzieja.-Moje usta szepczą słowa,a w gardle czuje żółć.Patrzę na publiczność,której cała uwaga jest skupiona na nas.Nikt nic nie je,nie rozmawiają,nie śmieją się.Po raz pierwszy czuje takie skrępowanie.Jestem sztywna jak drut,za to on wydaje się świetnie bawić.
-Nie.-Jego chichot,wcale nie wydaje się być wymuszony.Suche usta całują skórę mojej szyi,a  ja czuję,jak pomału rozpływam się pod jego dotykiem.Wiem,że to tylko gra,jednak czuję autentycznie szybszy rytm mojego serca.Nie znam go,ale chcę pocałować.-Pożądanie wygrywa z czymkolwiek innym słodka.
Czuję jego usta na mojej szyi.
Czuję jego oddech na karku.
Czuję jak się rozpływam.
Jak umieram.
I jak ożywam.
To koniec.
-No dobrze.-Cincle’s podchodzi do nas,odsuwają od siebie.-Nie chcemy tutaj żadnej sceny erotycznej.
-To prawda.-Mówię,kiwając głową i spoglądając na Casiana,którego oczy świecą.Jego warga jest uwięziona pod białymi zębami.-Nie chcemy.
Jest słodki jak grzech.
Jak najlepsza czekolada.
Jak Zayn.
I moja chora miłość.
 ************
 OBIECANY,NAPISANY PÓŁ GODZINY TEMU  I NIESPRAWDZANY!!!
Giorgino jest wprost cudowny prawda? I do tego tak bardzo podobny do opisanego Casiana,którego gra w naszym opowiadaniu.
Jak myślicie,kim jest seksowny Casian? xx
WBIJAJCIE I ZADAWAJCIE PYTANIA BOHATEROM!!!
AGAIN 15 KOMENTARZY=ROZDZIAŁ
Nobody xoxo


środa, 29 kwietnia 2015

NOWY BLOG

WITAM
TU Nobody,z nowym blogiem :) Gdybyście zajrzeli i wyrazili swoją opinię byłoby naprawdę miło:)
Blog jest dość nietypowy,ale myślę że jednak trochę się wam spodoba :)
KLIKAJCIE ,WCHODŹCIE,KOMENTUJCIE,CZYTAJCIE,PODZIWIAJCIE I KRYTYKUJCIE
PS.Czekam na wasze 15 komentarzy pod 23 postem i wstawiam 24 xx
Nobody xoxo

wtorek, 7 kwietnia 2015

Liebster Award.

Pytania Lariste:
1. Piosenka związana z ulubionym wspomnieniem?
2. Jak reagujesz na negatywne komentarze?
3. Jeśli uciekłabyś z domu, gdzie byś poszła?
4. Czego w sobie nie lubisz?
5. Czy wierzysz w przyjaźń damsko męską?
6. Co lubisz robić w wolnej chwili?
7. Co najbardziej Cię irytuje?
8. Zespół, na którego koncert pragniesz iść?
9. Pisanie - hobby, czy plan na przyszłość?
10. Największa inspiracja?
11. Największe uzależnienie?

Moje odpowiedzi:
1.Nie mam ;x
2.Staram się nie reagować zbyt emocjonalnie ;x
3.Do mojej przyjaciółki ;x
4.Czasem nie potrafię ugryźć się w język ;x
5.Oczywiście! Sam mam kilku przyjaciół :)
6.Rolki ;x
7.Kłamstwo i znęcanie się nad innymi :) zbyt przesadna pewnośc siebie również ;x
8.1D i 5SOS -Mam do nich zdecydowaną słabość ;x
9.Raczej hobby ;x
10.Cóż,nie mam pojęcia,raczej nie mam największej :)
11.Nikotyna :)

Pytania Allie:
1. Czym dla ciebie jest przyjaźń?
2. Jaka jest twoja ulubiona potrawa?
3. Ulubiona pora roku?
4. Ulubiony zespół lub wokalista?
5. Jaki film Cię wzruszył do łez?
6. Masz rodzeństwo?
7. Jakie byłoby twoje ostatnie marzenie przed śmiercią?
8. Kim chciałabyś zostać w przyszłości?
9. Twój ulubiony przedmiot?
10. Jaki sport najbardziej lubisz?
11. Masz jakieś zwierzę?

Moje odpowiedzi:
1.Innym rodzajem miłości :)
2.Nie mam ;x
3.LATO<33 b="">
4.1D 5SOS :)
5.nie pamiętam filmu,ale serial The vampire diares często mnie wzruszał ;x
6.Yep ;x
7.Największa impreza :)
8.Raczej Kosmetolog,ale jeszcze nie wiem :)
9.Muzyka i w-f ;x
10.Siatkówka <3 b="">
11.Kotki ;x

Dziękuję wam za nominację :) Oto blogi,które ja nominuję :
http://cunning-single-lady.blogspot.com/
http://let-me1.blogspot.com/#_=_
http://18th-street-jbff.blogspot.com/#_=_
http://indestructible-onedirectionfanfiction.blogspot.com/

A oto moje pytania skierowane do Was,autore:
1.Ulubiona piosenka?
2.Ulubiony aktor?
3.Masz rodzeństwo?
4.Jakie było największe świństwo jakie zjadłeś?
5.Masz rodzeństwo?
6.Dlaczego piszesz?
7.Ulubiony film?
8.Ile masz lat?
9.Plany na przyszłość?
10.Lubisz gotować?

Nobody xoxo

środa, 1 kwietnia 2015

Maybe I love You? Rozdział 23.


Cały czas patrzę na nią,nie mogąc wypowiedzieć ani jednego słowa.Zagryzam małą,dolną wargę.Sama nie wiem,czy śmiać się,czy płakać.Z jednej strony ta wiadomość wydawać by się mogła dobra.Ja nie będę musiała znowu okłamywać Lil,ona będzie żyła w błogiej nieświadomości,dalej wierząc w każde słowo wypowiedziane przez idealne usta Zayn’a,a wszyscy będą żyć długo,szczęśliwie i fałszywie,jednakowoż zamiast skoczyć i zaśmiać się radośnie,mam zamiar schować głowę pod poduszkę,niczym struś w piasek i nic więcej nie słyszeć i nikogo więcej nie widzieć.
-Jak to?-Moje usta wypowiadają wreszcie słowa,które raczej nie są dziwne,niezrozumiałe,lub głupie w zaistniałej sytuacji.
-Normalnie.-Sapie,wyginając palce rąk w najróżniejsze strony,jakby chciała je połamać i wyrzucić.Cóż,oczywiście że normalnie.Każdy człowiek chociaż raz zachodzi w ciąże,później udaje,że jest to dziecko kogoś innego-nie musi to być brunet o ciemnych oczach i nie koniecznie musi mieć na imię Zayn-a potem mówi,że dziecko jednak należy do innej osoby,niż tej podanej.To naturalne w Londynie,Wielkiej Brytanii jak i na całym świecie.Na przykład w Chinach..Kurewsko naturalna sprawa.
-Więc dlaczego powiedziałaś…?-Ucinam,po kilku chwilach orientując się,że te słowa nigdy nie opuściły jej ust.Nigdy wprost nie powiedziała mi,że Zayn będzie ojcem jej dziecka.To była moja teoria.Tak.Zdecydowanie nie należę do jednych z tych najmądrzejszych ludzi,ale,hej! Nie miałam pojęcia,że przeszła też przez łóżko innego chłopaka.
 -Wydawało mi się,że to będzie łatwiejsze.-Szepcze i odchrząkuje.-Przekonam cię,żebyś nic nie mówiła Zaynowi,a dziecko jakoś sama wychowam,ale..ja już tak dłużej nie mogę.-Kręci głową,układając usta w cienką linię.Mruga oczami,chcąc odgonić łzy,zbierające się w kącikach jej oczu.Więc tak to sobie zaplanowała? Miałam ochotę jej coś powiedzieć,ale ugryzłam się w język by tradycyjnie nie palnąć gafy na wstępie.
 -Więc.-Wzdycham,siadając na łóżku.-Jeżeli to nie dziecko Zayn’a,to kogo?
-Zanim wyciągniesz pochopne wnioski,daj mi od początku do końca wszystko wyjaśnić.-Mówi szybko,niczym nakręcona zabawka i klaszcze w dłonie.Pochopne wnioski.Przez chwilę trawię jej słowa i rozważam,czym takowy pochopny wniosek,jest,skoro nawet nie powiedziała mi czegokolwiek.-Moja rodzina jest dość dziwna.Często każdy z każdym się zdradza,jest mnóstwo rozwodów i czasem nawet mężczyźni nie mają pewności,że dziecko jest jego,ale to nieistotne.Najistotniejsze jest to,że mój ojciec nie do końca ma rodzoną siostrę a jej kuzyn wcale nie jest jej kuzynem.-Marszczę brwi,nie bardzo rozumiejąc o czym dziewczyna do mnie mówi.Kuzyn,siostra,ojciec? Cholera,co to ma wspólnego z jej dzieckiem? Przez krótką chwilę,zastanawiam się czy dziewczyna kompletnie nie zwariowała przez stres i zamiast o ojcu dziecka-jeżeli go znała-zaczęła nawijać o swoich więzach rodzinnych.-A ten kuzyn,który w rzeczywistości nie jest jej kuzynem,nie jest moim kuzynem.Chociaż,to chyba logiczne,że nawet jeżeli byłby jej kuzynem,nie byłby moim kuzynem,ale prawda jest taka,że my nawet nie jesteśmy rodziną,bo kuzyn,który do cholery rzeczywistości nie jest jej kuzynem,ani moim nie jest,nawet chyba mój tata..
-Chwilunia!-Podnoszę palec do góry,przez co uciszam jej paplaninę.Przez chwilę milczę,trawiąc w myślach wszystkie podane mi przed chwilą informacje i mimo tego,że nie jest ich wiele,wszystko pomału zaczyna mi się składać w jedną,logiczną,lub też NIEcałość.-To twój niekuzyn jest ojcem dziecka.
-Tak.-Kiwa głową,wypuszczając głośno powietrze z płuc,jakby zmęczona swoim słowotokiem.-Ale to nie wszystko.
-Nie?-Jęczę zszokowana,opadając na poduszkę.-Dobra,więc słucham części drugiej.
-Tym kuzynem Nathalie.-Marszczy nos,drapiąc czerwonym tipsem jego końcówkę.-Tym kuzynem jest Harry.-Harry? W myślach przypominam sobie wszystkich Harrych jakich poznałam w życiu.Harry Been,kujon z równoległej klasy,czy Ronald niedoszły raper,który swoją drogą tak naprawdę nie umie rapować.Jeszcze jest Harry…Oblizuję spierzchnięte usta.
-Co?-Podnoszę się gwałtownie,do pozycji siedzącej,a moje serce przyśpiesza.Potem jedynie szpczę-Harry Styles?
-Zawsze coś do siebie mieliśmy,a kiedy wydało się,że jednak nie jesteśmy bliską rodziną,zdecydowaliśmy się na związek.Z początku nawet sami nie wiedzieliśmy,że coś do siebie mieliśmy.Wszystko się zmieniło gdy zaproponował mi akty.-Przytakuje,a rumieńce upokorzenia pokrywają jej blade policzki.Akty? myślę,nie mogąc się powstrzymać od uchylenia warg w szoku.Pozowała przed nim.Nago.Nago.Bez ubrań.Boże.
-Co?-Powtarzam,niczym osoba opóźniona w rozwoju,dalej nie mogąc uwierzyć w to co słyszę.
-Tak.Na początku od razu chciałam się nie zgodzić,ale później pomyślałam:co mi zależy i..fotografował mnie.-Oświadcza zażenowana,a mi przed oczyma staje obraz Harrego,tego miłego,słodkiego,jego dołeczki w policzkach,zielone oczy i koszule,opinające jego ciało.I dwa odpięte guziki.Wydawał się taki grzeczny i poukładany.A tu proszę! Bzykał małolatę w dodatku nie pomyślał o gumkach jak jakiś szczeniak.Genialnie,po prostu genialnie.
-Och..-Tylko to jestem w stanie wypowiedzieć.Po kilku minutach milczenia w końcu słowa opuszczają moje spierzchnięte usta.-Kiedy ty się z nim...
-Nigdy nie wybaczyłam Nickowi.-Mówi poważnie a jego imię rani jej gardło.-Ale postanowiliśmy się ukrywać,dlatego on był wymówką.
-To chore.-Komentuję,ze zmarszczonym czołem,nie zważając na kosmyk włosów,który właśnie zakrywały moje prawe oko.
-To była nasza wspólna decyzja.
-Kiedy ty się zdążyłaś z nim pieprzyć?-Wydukałam bezceremonialnie i może byłoby to bezczelne lub nie na miejscu,gdyby nie zaistniałe okoliczności.
-Podczas,gdy ty miałaś na mnie ogromnego focha w stylu:nienawidzę cię,nie odzywaj się do mnie bo dostaniesz w pysk.-Uniosła brwi.-Ja poleciałam do Nowego Yorku,by go odwiedzić.
-O Boże.-Mówię tylko.Poleciała tam.I pieprzyła się z nim.Boże.W myślach przeklinam Hazzę i jego rodziców,którzy zapewne nie mieli okazji zapoznać go z tematem pszczółek i zapylania.Chłopak chyba nie wiem co to prezerwatywa.-On...wie o dziecku?
-Nie.Przecież nie powiem mu przez telefon na Boga.-Sapie,a ja w myślach przyznaję jej rację.To byłoby naprawdę słabe.-Mam zamiar polecieć do NY i z nim porozmawiać.
-Och..
-Najlepsze jest to Nathalie,że twój foch,był zupełnie bezpodstawny.-Mam ochotę wygarnąć jej,że wcale nie miałam tego przeklętego ,,focha” tylko byłam na nią zwyczajnie wściekła,ale nie zrobiłam tego.
-Oczywiście,przecież ty tylko pieprzyłaś chłopaka mojej siostry.To nic takiego.-Syczę,niczym wąż.
-Nie pieprzyłam go.-Mówi cicho,spuszczając głowę.I gdyby nie to,co zrobiła byłoby mi jej nawet szkoda.-Przyznaję,byłam tak pijana,że nie myślałam racjonalnie i chciałam to z nim zrobić,ale...on nie chciał mnie.
-Co ty pierdolisz?-Warczę,wycierając spocone czoło.Cholera,dzisiaj to już chyba nic mnie nie zaskoczy.
-Tylko i wyłącznie prawdę.
-Więc czemu mówiłaś,że jest inaczej?
-Bo mnie o to poprosił okey?-Wstaje gwałtownie z siedzenia.Uchylam wargi-Wychodzi na to,że Pan Mroczny wcale nie jest aż taki zły jakby chciał.
****
-To już chyba wszystkie rzeczy.-Lil mruczy do siebie,pocierając brodę w ten charakterystyczny sposób,który mówi sam za siebie,że właśnie intensywnie się nad czymś zastanawia.W końcu podnosi na mnie wzrok niebieskich oczu i posyła w moją stronę szeroki uśmiech.Nie odwzajemniam go,zamiast tego wpatruje się w nią obojętnie.-Idę po wypis.-Wychodzi nie czekając na moją reakcję,która i tak byłaby nijaka.Nie miałam ochoty wracać do tej typowo rutynowej rzeczywistości,której  główną częścią jest szkoła,Zayn ,dom,Zayn,jedzenie,Zayn,szkoła,Zayn ,dom,jedzenie,Zayn,problemy,Zayn,Zayn,Zayn.Zamykam oczy,czując pustkę.Najlepiej po prostu się zabić.Tylko jak to zrobić,może tabletki nasenne? Nie,zbyt oklepane.Skoczenie z mostu? NOPE,topienie zdecydowanie nie jest zbyt przyjemne.Postrzelić się? Skąd ja wezmę cholerną broń? Powiesić? Nie ma opcji.Podciąć żyły? Może.Z moich rozmyśleń wyrywa mnie łagodny głos blondynki,która przewiesiła pasek mojej torby przez swoje ramię.Kiwa na mnie i idzie przed siebie,a ja posyłam ostatnie krzywe spojrzenie sali szpitalnej i wychodzę z pomieszczenia,czując w nozdrzach nieprzyjemny zapach chorób,leków i zarazków.Nie znoszę szpitalni.
Opieram się o zagłowię samochodu Lil,czekając aż w końcu zajmie miejsce pasażera.Próbuje ukryć irytację,kiedy jak na złość wlecze się niczym żółw.W końcu wkłada kluczyk do stacyjki i przekręca go odpalając samochód.Rozsiadam się wygodnie na siedzeniu,patrząc w przednią szybę czarnego suv’a,kiedy jedziemy w dość szybkim tempie.
-Nat.-Lil marszczy nos i stuka się w brodę wolną ręką,którą już po chwili zmienia bieg na trójkę.Patrzę spokojnie na jej ruchy,które są swobodne.-Wiem,że nie chcesz o tym rozmawiać,ale..mam nadzieje,że już nie będziesz nadużywać alkoholu.-Krzywię się na jej słowa,czując żółć w gardle.Włączam radio unikając odpowiedzi i tupię nogami w rytm muzyki.Blondynka zirytowana takim obrotem sprawy wyłącza radio.
-Nie martw się.-Warczę,chociaż mój głos brzmi ostrzej niżeli bym chciała.-Nie zamienię się w pijaka,jak nasz ojciec.
-Nie łap mnie za słówka Nathalie.-Niemal krzyczy,przez co mrużę oczy, czując pulsujący ból w skroniach.-Doskonale wiesz,że nie miałam tego na myśli.
-Nie wiem co miałaś na myśli Lil.-Patrzę na nią poważnie,zaciskając usta.
-Po prostu chcę żebyś się ogarnęła i przestała tyle pić.-Wypowiada szybko,jakby ta wypowiedź była wyuczoną formułką,którą przez wiele godzin układała w myślach co chwilę poprawiając niedoskonałości.Zdawałam sobie sprawę,że nie było łatwo zacząć jej ten temat.Tym bardziej,że był bardzo delikatny,a ja należałam do osób,które bardzo często chcą takowych unikać.-Nat,miałyśmy dzieciństwo takie jakie miałyśmy,a nasi rodzice byli tym,kim byli.Jestem zwykłą dwudziestolatką,która teraz nie powinna pracować,tylko się uczyć,a w wolnych chwilach imprezować,zamiast niańczyć młodszą siostrę.
A więc to miała na myśli.Niańczenie mnie.Zabolało,ale nie dałam tego po sobie poznać.
-Nadrabiam za ciebie.-Uśmiecham się nieszczerze i widząc bramę naszego domu.Wysiadam z auta,chcąc natychmiast od niej uciec..
-Poczekaj!-Krzyczy kiedy jestem już przy drzwiach frontowych.Gasi auto przed bramą i podchodzi do mnie.Zamykam oczy oddychając przez nos,po czym odwracam się w jej stronę.Jest blada,a łzy już gromadzą się w kącikach jej oczu.
-Czego ode mnie oczekujesz Lil? Że będę grzeczną dziewczynką,że będę się uczyć,przeprowadzać niewidomych na czerwonym świetle,a emerytom użyczać miejsca w autobusie? Że będę przychodziła do domu po szkole,oglądała film z tobą i Zaynem i chodziła spać przed dziewiątą?
-Nie.-Mówi,obdarzając mnie pogardliwym spojrzeniem.Zagryzam wargę,próbując nie pokazywać prawdziwych uczuć,które tak potwornie się we mnie duszą i potrzebują uwolnienia,ale ja ich nie uwolnię.Nigdy.-Oczekuję od ciebie wyrozumiałości,chęci pomocy i współpracy i chodź trochę empatii.
Prycham,patrząc na nią pustymi oczami,które nie pokazują żadnych emocji.
-Wybacz Lil.-Wykrzywiam lewy kącik ust w leniwym uśmiechu,po czym śmieje się nieszczerze.-Ale chyba spasuje.-Podnoszę ręce do góry,jakbym mówiła:poddaję się i wchodze do domu,trzaskając drzwiami wejściowymi.
****
Szukam telefonu,który nie chce przestać dzwonić,ale nigdzie nie mogę go znaleźć.Drapię się w tył głowy,układając usta w dzióbek.Telefon przestaje dzwonić,a ja klnę głośno oburzona.Gdzie mogłam posiać ten przeklęty przedmiot? Znowu dzwoni,przez co przełykam głośno ślinę czując żółć w gardle.Klękam na podłodze i uśmiecham się szeroko widząc lumie tuż pod nogami mojego łóżka.Łapię telefon w dłonie przesuwając palcem po ekranie.
-Czemu do cholery nie odbierasz,tego telefonu,ty przeklęta dziewczyno.
-Cześć Clar.-Chrypię,podnosząc się z podłogi i siadając na miękkim łóżku.Materac lekko ugina się pod moim ciężarem.-Ciebie też miło słyszeć.
-Cokolwiek.-Burczy,po czym bierze głęboki wdech,żeby mówić dalej.-Hazz jest w Londynie.
-Oł.-Mówię,wyginając kącik ust w aroganckim uśmiechu.-Twój obecny stan,jednak nie pozwolił ci do niego lecieć.Biedaczyna sam musiał się pofatygować?
- Ha,ha,ha.Stul twarz Nathalie.-W jej głosie słychać oburzenie,ale też nutkę rozbawienia.-Sam postanowił,że mnie odwiedzi.
-Po co mi to mówisz Kira?-Marszczę brwi,pocierając skronie palcami.
-Mamy się dzisiaj spotkać.
-Nie prosiłam cię o sprawozdanie z całego dnia.-Przewracam oczami,gładząc pościel,którą posłane jest moje łóżko.Ma kolorowe wzory w kwiaty,które niebyt mi się podobały,ale Lil uparła się,że w końcu muszę mieć coś kolorowego.Nie rozumiałam,czemu tak bardzo nie lubiła czarnego i białego koloru.
-Jesteś dzisiaj wyjątkowo marudna.-Mruczy bardziej do siebie niżeli do mnie.Zakładam rękę na biodro, lekko je szczypiąc,by po chwili pacnąć się w czoło.Po co to zrobiłam?
-Mówże na Boga!-Nie ukrywam irytacji.Słyszę jak coś szeleści,na co marszczę czoło.
-Pójdź tam ze mną Nat.

Spotykamy się w kawiarni.Kiedy tam wchodzę,widzę że siedzą już przy jednym z małych stolików wykonanych z białego drewna.Podchodzę swobodnym krokiem,a kiedy Harry mnie widzi,natychmiast podnosi się z krzesła.Wystawia ramiona w które wpadam z chęcią i obejmuję jego talię,co również czyni z moją.Jego dłonie są ciepłe,pocierają moje plecy przez materiał luźnego topu.Odstępuję od niego na krok,uśmiechając się szczerze,on bierze moje dłonie w swoje,duże i pociera kciukami ich skórę.Czuję w nozdrzach ładny zapach jego perfum.
-Nathalie.Miło znów cię widzieć.-Całuje oba moje policzki,przez co cicho chichoczę.Moje ręce opadają bezwładnie,wzdłuż ciała.Siadam obok Kiry,która również lekko się uśmiecha,ale jej oczy są smutne.Spoglądam na Hazze,taksując wzrokiem jego szczupłą,zgrabną sylwetkę.Schudł,myślę,patrząc na wystające kości policzkowe,które wydają się zaraz przebić bladą skórę.Ma na sobie koszulę z białego jedwabiu,której trzy pierwsze guziki są odpięte,co wygląda niezwykle seksownie,czarne obcisłe spodnie i tego samego koloru botki.Prawie się nie zmienił,tylko jego oczy jakby straciły ten blask,co kiedyś.
-Cieszę się,że przyjechałaś Nat.-Kira posyła mi miłe spojrzenie i próbuje się uśmiechnąć.
-Okey,wymieniliśmy się już niezbędnymi grzecznościami i innymi bzdurami,teraz przejdźmy do konkretu.-Splatam ze sobą dłonie,tworząc z nich koszyczek i kładę je na zimnym stoliku.Słyszę jak Clar głośno przełyka ślinę,a Harry patrzy na mnie zainteresowany,czekając na dalszy rozwój akcji.Mam ochotę sapnąć zirytowana kiedy słyszę głos kelnerki pytającej o zamówienie.
-Witaj Nathalie.-Mój wzrok łagodnieje,kiedy widzę jasne tęczówki mojej ulubionej kelnerki,a zarazem dobrej koleżanki Lary.
-Cześć Lar.To co zawsze.-Mrugam do niej,a ona posyła w moim kierunku miły uśmiech i odchodzi,machając rudą kitką.Przenoszę wzrok z powrotem na szatyna,czując jak jego wzrok wypala dziurę w moim ciele.
-Nie musicie siedzieć,jak w kościele,wiem o was.-Marszczę nos,po czym prycham i patrzę na Clar.-Idź do niego.-Chętnie się podnosi i siada obok Harrego,który kładzie dłoń na jej dłoni.
-Skąd wiesz?-Mężczyzna patrzy na mnie,ale jego wzrok nie jest surowy,raczej ciekawy.
-Ptaszki mi wyćwierkały laleczko.-Wystukuję paznokciami znaną melodię,i zagryzam wargę myśląc o tym,jak zacząć temat.Jak zwykle muszę wziąć sprawy w swoje ręce.Nathalie,pieprzony anioł stróż każdego.-Kira,może powiedziałabyś coś swojemu chłopakowi? Nie mam zamiaru grać adwokata.-Przewracam oczami widząc jej surowe spojrzenie.No co?
-Hazz,muszę ci coś powiedzieć.-Zaczyna cicho i delikatnie,jakby bała się jego reakcji.Co ja gadam,oczywiście że się jej boi,jednak Harry to rozsądny człowiek i byłam stu procentowo pewna,że przyjmie to z należytym spokojem.Boże,co ja chrzanię on się wścieknie.Masuję palcem końcówkę mojego małego nosa zastanawiając się jaka wersja będzie prawdziwa.
-Harry,jestem z tobą w ciąży.
*******
A wy jak myślicie? Która wersja będzie prawdziwa?
15 KOMENTARZY=KOLEJNY ;x
Taa mniej więcej tak wyobrażam sobie reakcję Styles'a ;x
No to,see ya? ;x
Nobody xx