piątek, 7 listopada 2014

Maybe I love you? Rozdział 5.


Kac jest tak duży,a ja nie umiem iść prosto i wiem,że Liliane zobaczy to jak bardzo strasznie wyglądam ,ale nie mam siły się tym przejmować.Mogłaby uderzyć mnie w twarz.Wiem,że zasłużyłam.Kiedy pociągam z butelki łyk wody,a później kolejny i kolejny,czuję ulgę,że nie chce mi się już tak pić.Sięgam do apteczki po tabletki przeciwbólowe.Biorę trzy na raz,popijam wszystko solidnym łykiem wody przymykając na moment powieki.Kiedy zerkam na Liliane siedzącą przy stolę zdaje sobie sprawę,że właśnie mam przerąbane.To nie było tak,że się tego nie spodziewałam.Wręcz przeciwnie,ale jednak...to było naprawdę bardzo wkurzające,że ktoś cie tak poucza.I to jeszcze na kacu! Chryste,wiem,że mnie nie lubisz,ale nie karz mnie aż tak.
Ale ona nie mówi nic.Właściwie zachowuje się tak,jakby mnie ignorowała.
Bo tak jest.Ignoruje mnie.A mi się to nie podoba,bo nastawiłam się na porządnym ochrzan.
To nie w porządku,że tak mnie dezorientuje na kacu no.  
-Jesteś zła?
-Tak.-Odpowiada szybko,bez ogródek,bez cienia emocji i wahania.Jedynie kiwam głową,bo na nic innego mnie nie stać.Zachowuję się jak potulny pies,nie mam siły żeby wymyślać jakąś ciętą gadkę,która była w tym przypadku zbędna.
-Ale to nie jest teraz istotne.-Chcę odetchnąć z ulgą,cokolwiek,ale jednak.Nie krzyczała,mam spokój.Głowa boli mnie niemiłosiernie,ale się uśmiecham.Mam spokój.Cholerny święty spokój.
-Do omówienia mamy inną kwestię.-Wiedziałam,że będzie jakiś haczyk,a moja radość była przedwczesna.Usta już nie wyginają się w małym uśmieszku,tylko zaciskają się w ciętą linię,a ciało prostuje się jak struna.Nie lubię omawiać innych kwestii na kacu.Nie znoszę tego.-Pogrzeb naszej matki Nath.
Pogrzeb.
Pogrzeb naszej matki
Dziwnie to brzmi.Dziwne jest to,że nie czuję nic,a jej głos po raz pierwszy nie drży kiedy mówi o tym,że nie żyje.
-Wybrałaś już trumnę?-Moje dłonie ściskają biodra,kiedy wpatruję się w okno.-Zawsze zastanawiałam się jak to przebiega.Dali ci jakiś katalog?    
-Przestań do cholery!-Krzyczy,a jednak.Mam ochotę od niej uciec,zapalić,znów się upić,cokolwiek byle tylko nie słyszeć jej gadaniny.Drapię nadgarstek z całej siły.Tak bardzo potrzebuję fajki,czegokolwiek,żeby tylko się wyżyć.-Jest po jutrze na ty idziesz tam ze mną.
-Nigdy w pieprzonym życiu!
Wybałusza swoje niebieskie oczy oburzona,a ja mam wrażenie że moja głowa zaraz eksploduje.Nie powinnam krzyczeć,nie powinnam mówić na kacu,nie powinnam być na kacu.
-Słyszysz sama siebie? To nasza matka,nasza krew!
-Nie obchodzi mnie to.-Szepczę,bo nie mogę mówić głośniej,nie ze strachu przed nią,ale ze strachu o moje zdrowie.Czuję jak mój język jest wyschnięty jak pustynia,marzę o wodzie,marzę,żeby wreszcie dała mi spokój.-  Nie chcę jej znać.Nienawidzę jej.
Ostatnie słowa przechodzą przez moje gardło mimowolnie.Zawsze tak myślę,że jej nienawidze,ale nigdy nie wypowiedziałam tego na głos.Liliane patrzy na mnie,ale ja na nią nie.Wiem co zobaczę.Załzawione oczy,tak pełne żalu,tak pełne nienawiści do mnie.Upijam wodę z butelki,ale to nic nie daję więc nastawiam wodę na kawę.Ona nic już nie mówi.Temat uważam za zakończony. 

Idę do parku i siadam na jednej z ławek,jak zwykle rozglądając się dookoła.Widzę dzieci,ich rodziców i parę zakochanych,którzy głośno się z czegoś śmieją.Cieszcie się póki możecie,myślę.Bo i tak wasze szczęście pójdzie się jebać.Prędzej ,czy później.A wy będziecie powoli umierać w cierpieniu,pragnąc końca tego wszystkiego.Żałosne.
Mam w buzi papierosa,którym co chwile się zaciągam.Mam wszystko czego mi potrzeba.Mogłabym tak umrzeć.Z fajką w ręku.Brakuje tylko jakiejś dobrej whisky.
-No hej.- Słyszę obok siebie znajomy,głęboki głos. Odwracam głowę, w kierunku Zayna , patrząc na niego pustym wzrokiem.On też tak na mnie patrzy.To ta bardzo do niego podobne.Znika z mojego życia a potem się pojawia,w najbardziej niechcianym momencie na całej planecie.To mnie raniło.Samo patrzenie na niego,na to jak jest idealny i nie mój.
- Czego chcesz?-Dmucham na niego dymem,na co uśmiecha się szeroko.- Zwyzywaj mnie od suk i spadaj. Nie mam ochoty dzisiaj widzieć twojej mordy.
To nie prawda.Uwielbiam na niego patrzeć,jest piękny,ale nie przeszłoby mi to przez gardło.Za bardzo go nienawidzę.
- Jak zwykle miła.-Od zawsze był specyficzną osobą,niektórzy nawet uważali że bipolarną.Ja nie miałam o nim jednoznacznego zdania.Czasem był dla mnie taki,czasem inny.Po prostu go kochałam i wiedziałam,że to była najbardziej toksyczna miłość.Niszczyła mnie od samego początku.Mówili,ostrzegali.Nie posłuchałam i dostałam po pysku od Boga,chociaż tak już chyba musiało być.Wierzyłam,że wszystko dzieje się z jakiejś przyczyny.Może on był dla mnie jedynie znakiem ostrzegawczym przed innymi dupkami? Było mi to obojętne.On i te jego zabawki. 

                                                                            ****
                                                                     Wspomnienia
Nastolatka siedziała pogrążona w myślach na jednej z licznych ławek w parku. Czekała na swojego ukochanego , który napisał ,że zjawi się za chwilę. Z zainteresowaniem skubała nitkę , wystającą z jej rudych rękawiczek. Było chłodno. W końcu to jesień.Liście już dawno opadły z drzew sprawiając ,że chodniki i zrudziała trawa były nimi pokryte.Brązowe.Czerwone.Pomarańczowe.Wzięła jednego do ręki i zaczęła obracać go w palcach. Nagle poczuła,jak ktoś z tyłu kładzie ręce ,zasłaniając jej oczy.Dłonie chłodne,duże i szorstkie,
- Zgadnij kto?- Usłyszała podekscytowany głos Zayna.
- Em.. królewna Śnieżka ?- Zaśmiała się.
- Zgadłaś! - Wykrzyknął brunet obejmując jej talię i wtulając jej plecy , w jego klatkę piersiową. Obrócił ją w swoim kierunku , po czym zachłannie wpił się w jej usta. Zawsze tak całował. Nigdy nie starał się był subtelny,delikatny. Jego pocałunki  były agresywne,śmiało można było porównać go do drapieżnego zwierzęcia, który właśnie złapał w szpony swoją ofiarę.  Ale dziewczynie to nie przeszkadzało.Lubiła jego agresje i zachłanność.Jakby nigdy nie mógł się nasycić.
- Co dzisiaj robimy Królewno Śnieżko?- Nathalie usiadła na ławce, na co jej chłopak automatycznie, także to zrobił.
- Nic. Kompletnie nic.- Obnażył zęby w szczerym uśmiechu. Kochała kiedy się uśmiechał.Wyglądał wtedy tak beztrosko i niewinnie a,że chłopak do najniewinniejszych nie należał ten widok był kojący.
- Doskonale. Więc posiedźmy tutaj.- Zgodziła się blondynka opierając o ramie swojego chłopaka.
- Mam dla ciebie niespodziankę- Szepnął swoim typowo seksownym głosem. Dziewczyna zachichotała cicho, czując jak jego ciepły  oddech łaskocze jej szyję.
- Co to takiego?- Odwróciła się w jego stronę zaciekawiona. Nastolatek wyjął z kieszeni granatowej kurtki, dwa czarne markery.
- Wiesz.Normalny chłopak kupuje swojej dziewczynie w prezencie, łańcuszek a nie mazaki. No ,ale jak nie ma co się lubi..- Wyciągnęła z jego ręki jednego markera.
- Nie o to chodzi- Chłopak przewrócił oczami rozbawiony słowami dziewczyny.- Widzisz tę deskę?- Wskazał na  przedmiot, który miał im służyć za oparcie, jednak był złamany.
- Ta.. co z nią ?-Dziewczyna zamrugała zdezorientowana oczami.
- Zawsze k6iedy jesteśmy w tym parku, wybieramy ławkę z tą właśnie połamaną deską.Nigdy innej.
- To musi być przeznaczenie-Odparła sarkastycznie Nathalie.
- A żebyś wiedziała. - Zayn obdarzył swoją dziewczynę zabójczym uśmiechem.- To nasza ławka. Proponuje ją podpisać,żeby było wiadome do kogo należy.- Wyrzucił ręce w powietrze w geście podekscytowania, za co w nagrodę usłyszał melodyjny śmiech dziewczyny.
- To świetny pomysł.- Mruknęła. Oboje otworzyli swoje markery ,po czym oznaczyli  ławkę  imionami. Kiedy podpisy były już gotowe Zayn dopisał jeden , ale za to bardzo ważny wyraz - FOREVER.
                     Koniec wspomnienia
                                                                          ***
Wiedziałam,że ta cała beztroska pożal się Boże sielanka nie będzie trwać wiecznie,ale nie spodziewałam się że to będzie aż tak złe.Jakby coś wgniatało mnie w ziemie,a ja nie mogłam sie odkopać.Jak powietrze.Nie mogłam go złapać.
-Dupek z ciebie.-Nie wiem po co to mówię,po prostu od tak wyrywa mi sie z buzi,a ja nie mogę nic na to poradzić.
 Nie odpowiada.Mam ochotę mu coś powiedzieć.Cokolwiek,nawet błagać żeby do mnie wrócił,ale wiem że tylko bym się poniżyła.To tak chore,że nawet nie mogę na niego patrzeć,bo boję się że go pocałuję albo powiem co myślę, na głos.To chore,że jest tak piękny,a ja chcę umrzeć,bo jednak już nie mój.Patrzę na jego wystające kości policzkowe,które chcę pocałować i te oczy.Tak głębokie.I te rzęsy.Rzucają cień na jego policzki.Odchodzę,zanim się na niego rzucę.


                                                                               ****
Nie wiedziałam,że może być aż tak źle i Lesley jednak zrobi coś bardziej beznadziejnego od kartkówki z matematyki a jednak jest coś gorszego.Patrzę na dwójkę aktorów na scenie i nie mogę pojąć dlaczego za temat wybrali akurat kalafior.Opowiadają o jego kolorze i wielkości a później wyznają że tak naprawdę nigdy nie mieli go w ustach,ale i tak go nie lubią.Marszczę nos w dekoncentracji.Chyba nigdy nie zrozumiem współczesnej sztuki.Chyba nie ma od niej nic bardziej gównianego.Wiem już,że bardziej wolałabym dostać kolejną pałę niż słuchać ich beznadziejnego bełkotu,ale z opresji ratują mnie jedynie chipsy Niall'a,które ku jego niezadowoleniu wyrywam mu z ręki.Później przyłącza się do mnie i chrupiemy razem,a Clar patrzy na nas jak na zbrodniarzy.Gryzę wargę,wiedząc że bardziej wolałabym fajki,ale nie mam gdzie i kiedy wyjść.Wypuszczam powietrze czekając na koniec teatrzyku.
                                                                              ****
Patrzę na nauczyciela historii który bazgrze paskudnym pismem na tablicy
Druga wojna światowa.To wystarcza,żebym wiedziała,jak bardzo ta lekcje będzie nudna.Wyciągam e-papierosa z kieszeni i zaciągając się wypuszczam dym do plecaka.Macham jeszcze dłonią przed twarzą widząc dym.Clarissa śmieje się ze mnie jak głupia,prawie wywalając się z krzesła a ja podaję jej elektryka.źniej podajemy go naszemu kumplowi Joshowi,który zaciąga się nim szybko i mocno.Rozumiem już,że jest na głodzie i chodź pewnie e jest badziewiem w porównaniu z tym co pali na co dzień rozkoszuje się tym jak najlepszym narkotykiem.Uzależnił sie niedawno,przynajmniej tak mi mówił.Zaczął od marihuany,ale to mu nie wystarczało.Teraz wstrzykuje heroinę,którą proponował mi nieraz,ale ja wtedy popatrzyłam na niego.Na to jak wygląda i jak narkotyki go wyniszczyły i odmawiałam.Paliłam za to często marihuanę.Razem z nim,lub jego kolegą,ale częściej z nim.Czasem też haszysz,ale rzadko.Tylko na większych imprezach,żeby odlot był jeszcze większy.Widziałam wtedy różne rzeczy i można śmiało powiedzieć że było wspaniałe.Nie żałuje niczego.Narkotyki to było dno,wiedziałam o tym,ale dopóki miałam nad tym jaką taką kontrolę,to nie przejmowałam się ile palę.Przecież nie wciągam koki,od czasu do czasu po prostu jarałam coś mocniejszego.To chyba nie grzech?
-Ty,stara.-Clar zerka na nauczyciela upewniając się,że na nas nie patrzy.-Jak z tym pogrzebem?
W odpowiedzi pokazuję jej jedynie środkowego palca na co ta jedynie wyszczerza się i odpowiada mi tym samym.
-Daj spokój bączku,dobrze wiemy,że wyrzuty sumienia gryzą twoją duszę.
-Bączku? Ogarnij się Kira.-Kpię z niej,odpierając e fajkę od Josha.Wypuszczam słodki dym na jej twarz,a ta wciąga go nosem.-Mam wyjebane.
Mówi coś jeszcze,ale nie słucham jej gadaniny.Nie znosiłam gdy ktoś dawał mi kazania.Może chciałam iść,ale duma.To chyba to ona nie pozwala mi iść na pogrzeb własnej matki.
-Zastanów się.-Robię kółko z dymu i obstawiam Joshowi fajkę.Nie lubię się zastanawiać.      
   
                                                                         ****
Wiedziałam,że w końcu te całe ,,pojutrze" nadejdzie niedługo,ale nie wiedziałam,że aż tak bardzo.Lil zanim wychodzi pyta po raz kolejny czy jestem pewna,a ja odpowiadam po raz kolejny,że nigdy nie zmienię zdania.Przypominam sobie jej rozczarowane mną spojrzenie i zaciskam ręce na pościeli.Łóżko stało się bardziej niewygodne,przez co wiercę się  i czołgam jak nienormalna,Później palę,a kiedy kończę fajkę otwieram mini barek Lil i wlewam do szklanki trochę whisky.Jestem bardziej samotna niż mogłoby mi się wydawać.Moje myśli kierują się na nieodpowiedni tor i przez chwilę mam nawet wyrzuty sumienia,że jej nie pożegnałam.Uśmiecham się do siebie upijając łyk brandy.Jeszcze nic straconego.

Na polu jest chłodniej,a ja mam na sobie jedynie cienką kurtkę.Zaciskam usta,wyjmując znicza z kieszeni i odpalam zapalniczkę.  
-Sięmasz.-Mamroczę,odpalając papierosa.Zaciągam się nim mocno,tak że aż mam ochotę kaszlnąć.Oblizuję zgryzioną wargę i rozkrwawiam ją jeszcze bardziej.-Co za beznadziejne durne pytanie,jak możesz się mieć,skoro cię w ogóle nie ma?- Mój śmiech jest suchy,ale wcale ie przypomina sztucznego.Może naprawdę mnie to śmieszy?
-Przecież chyba każdy dobrze wiedział jak to się skończy.Ty aka matka dziwka i jeszcze ten cholerny pijak.Naprawdę myślałaś,że długo sobie pożyjesz?-Dym wychodzi z moich ust wraz ze słowami.
-To wszystko wasza wina.Ja..ja nie jestem winna zupełnie niczemu prawda?
Wiem,że nie odpowie ale liczę na to że chociaż da mi jakiś znak z nieba.Albo piekła.Nie wiem gdzie teraz jest.Jest tak ciemno,że ledwo dostrzegam własne dłonie.Dostrzegam jedynie rzeżącą się końcówkę mojego papierosa,która już po chwili parzy skórę mojego palca.Wypuszczam kiepa na ziemie i przydeptuję go butem.
-Tak cholernie wiem,że nie jestem winna bo tylko wy tutaj zawiniliście jebani rodzice.Mam nadzieję,że dobrze się bawisz gdziekolwiek jesteś.-Zaciskam usta w wąską linię.-Albo nie,jednak nie chcę żebys się dobrze bawiła.Gnij w swojej własnej nicości,myślę że ona już dawno cię pochłonęła.
Odchodzę,ale zanim to robię odwracam się ostatni raz w stronę ciemności,w której widzę jedynie jej czarne oczy.
-Do zobaczenia w piekle mamusiu.     

************
Jezu, ten rozdział jest beznadziejny -.-
Zapraszam na ask do bohaterów: http://ask.fm/MaybeeIloveYouu



Pozdrawiam i całuje Nobody:*